Krzysztof Stanisławski jest autorem tomiku wierszy "Przetoka". Mieszka w Bydgoszczy, jest redaktorem naczelnym Wydawnictwa Czarno-Biała. "Przetoka" to jego piąta książka. Wiersze otwierające ten zbiór dają przedsmak tego, co w całym tomiku będzie się działo. I nie ma na myśli serii zdarzeń, ale stronę formalną tych wierszy. A ta wymaga od czytelnika sporego wysiłku. Nie znajdziemy bowiem w tej książce łatwych pytań, nie znajdziemy satysfakcjonujących odpowiedzi. W "Bumerangu" czytamy - "Pytania są ciężarem Klatką - odpowiedzi". Autor nie jest zwolennikiem tradycyjnej narracji. Próżno by tutaj szukać ckliwych, albo dramatycznych historii. Miłości i tragedie rozgrywają się po stronie języka, pytania i odpowiedzi są tylko sygnalizowane. Te enigmatyczne wiersze, pełne pytajników i niedomówień, są niczym "iluzoryczna senna próżnia", albo ofiarowana czytelnikowi łamigłówka. Nawet krajobraz w wierszu "Nie-uwaga" nie jest typowym krajobrazem, ale "Formą". Fragment tego wiersza:

Jest rzeczą oczywistą i nawet przestaliśmy się temu dziwić, że następuje stopniowa deprecjacja słowa jako podstawy opisu rzeczywistości. Zaczęło się to w sferze polityki a za sprawą mediów przedostało się do życia społecznego. Niektóre słowa tracą swoje istotne znaczenie, a do tego jeszcze dochodzi niemal powszechna wulgaryzacja języka. To zjawisko nie ominęło też kultury. W teatrze, a zwłaszcza w filmie coraz częściej spotykamy bełkot lub wrzask z częstym użyciem wulgaryzmów. Nawet proza literacka staje się powoli polem z tym związanych eksperymentów. To ostatnie w mniejszym stopniu dotyczy poezji, gdzie słowo zachowuje swoją pierwotną funkcję. Dlatego z uwagą należy przyjąć każdy nowy tomik poezji, nie omijając debiutów, które są zapowiedzią przyszłych osiągnięć lub niepowodzeń. Do udanych debiutów zaliczyć trzeba tomik wierszy Kamili Musiał-Gałczyńskiej Pomroczność.

Nowy zbiór wierszy WIESŁAWY BARBARY JENDRZEJEWSKIEJ Rozproszenie jest tradycyjnie, jak dotąd u tej poetki, kobiecy. I to nie tylko w formie, ale i w treści. Autorka nie ukrywa tych preferencji; w latach 2008 i 2012 wydała dwie prozy o charakterystycznych tytułach: Z kobietą na półpiętrze i Mężczyzna na piętrze. Usytuowanie przedstawicieli tych dwóch płci jednoznacznie wskazuje na ich wzajemne zależności. Łucja Gocek w swoim posłowiu pisze wprost, że opisywany a raczej opisywany przez W. B. Jendrzejewską człowiek jako podmiot refleksji lirycznych jest nade wszystko kobietą z bogactwem przeżyć, tęsknot, wspomnień (s. 61). Jaki jest więc ten kobiecy podmiot liryczny? Przede wszystkim witalny i, jak zauważa Ł. Gocek, namiętny i emocjonalny (s. 60).

Na wstępie gratuluję znakomitego tytułu: prosty, czytelny, pozwalający odbiorcy proponować szereg interpretacyjnych kontekstów, dzięki którym pozornie proste komunikaty znacznie się skomplikują. Nie będę definiować „gestów” (wiemy jak to słowo/pojęcie rozumieć), dodam jednak, że gest – jako ruch zarówno świadomy jak też nieświadomy – zawsze wiąże się z człowiekiem (zob. Przyjazne gesty, s. Gesty, s. 50).

„W gruncie rzeczy”,  „Po upadku zimy” powinna nastać wiosna. Pora zmartwychwstania, radości wszelkiego stworzenia. Nadzieja zieleni powinna zająć miejsce negatywu krajobrazu, tego czarno-białego i zimnego czasu – naszego oczekiwania – ciepła, przytulności, może również miłości. Tytuły książek wymienione powyżej, to jest „W gruncie rzeczy” i „Po upadku zimy” – są autorstwa Macieja Greli i zostały wydane w roku 2020 przez Bibliotekę Telgte (pracownię Romana Bąka). Rok wcześniej, to jest w 2019 roku, Maciej Grela debiutował tomikiem noszącym tytuł „Order ostu” wydanym przez wymienione wyżej wydawnictwo.

Mam szczególny szacunek do książki, jako przedmiotu posiadającego duszę. Biorę ją w dłonie z wielkim nabożeństwem! Wiem – słowa wykute drukiem na papierowych kartach – to świat autora opisany pod własnym kątem w ułamku chwili „dzisiejszego”; za sekundę historycznego „wczoraj”. Ta stopklatka pozwala to „dziś” zachować na zawsze. Jako świadectwo zamyślenia autora (czas twórczy). I prawdę kosmosu.

Jeszcze pobrzmiewa echem Holokaustu Skarga Jakuba, a już chłonę kolejne, wyrwane z nurtu aorty, zalegające dno serca wiersze Eweliny Pilawy, pomieszczone w tomie o jakże wieloznaczeniowym tytule Czas niepogody. Podsuwający czytelniczej wyobraźni skojarzenia: wyobcowania, śmierci, utraconej miłości, posuchy twórczej i intelektualnej, zagubienia w cybernetycznym świecie, ale i zimna bijącego od człowieka (szczura) wielkiej korporacji. Z całą burzą przyczynków i skutków poety rozbitka dryfującego na fali ocalenia do nieznanego brzegu. Czasem piaszczystego. Czasem pełnego skał.

Mamy właśnie taki moment, że pisząc tekst na przykład w marcu, nie tylko się nie wie, czy w przyszłych miesiącach będzie możliwość jego opublikowania, ale nawet tego autor nie wie, czy skończywszy dzieło, zdąży je jeszcze przejrzeć przy własnym biurku! Zaznaczam jednak, że taka świadomość nie wiąże się u mnie ani z mocno dojrzałym wiekiem, ani z wzmożonym dramatyzmem chwili bieżącej.

Teraz. Pogrzeb Krystiana

Jesień dżdżyła. Ostatnie dni września, wcześniej letniego, przyniosły złą wiadomość i załamanie pogody. Było rzewnie. Aura współgrała z bólem mieszkańców Dąbrówki. Ich twarze szpecił identyczny, udręczony grymas. Tak jakby jedna uporczywa i wspólna myśl błądziła nad trumną Krystiana. Z początku obywało się bez dramatycznych scen. I tak do końca by zostało, gdyby nie Sabina.

Było to przy prapoczątkach miasta Rzym, gdy pozostawała jeszcze świeża pamięć po Romulusie, który wskazał swym następcom kierunek rozwoju cywilizacji Latynów. Malaryczna Magna Kloaka wyschła a ścięte lasy odsłoniły siedem majestatycznych wzgórz przyszłego centrum świata.

Tags:

Joanna Pełka Smiełowska jest absolwentką i doktorantką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ekologiem, reportażystką oraz dziennikarką niezależną, a z wykształcenia filozofem. Pracowała m.in. w: „Gazecie Poznańskiej”, „Gazecie Pomorskiej” i „Nowościach”. Swoje artykuły publikowała także w: „Agorze”, „Aurze”, „Polityce”, „Gazecie Wyborczej”, „Newsweeku”. Otrzymała nagrodę ministra środowiska za artykuły o ginących gatunkach zwierząt. Wiersze pisze od 14 roku życia, z przerwami, publikuje na literackich forach internetowych.

Wojciech Kajtoch to literaturoznawca, językoznawca, prasoznawca, poeta, krytyk literacki, specjalista w dziedzinie polskiej literatury współczesnej i literatury fantastyczno-naukowej. Jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego w Instytucie Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej. W latach 2012-2018 był redaktorem naczelnym „Zeszytów Prasoznawczych”.

Muszę przyznać uczciwie na początku szkicu; z książką zawierającą indywidualne – subiektywne – odniesienia do garści wybranych wierszy, stykam się po raz pierwszy. Co nie znaczy, że takich pozycji nie ma? Po prostu – co nawet pewne – moja wiedza i ogląd literatury są zbyt małe, sięgają  jedynie kilkunastu półek… w bibliotece miejsko-gminnej. Ale dość skromności?!

Eugeniusz Biały, autor zbioru Brat Cierpisław albo ponowoczesnego pustelnika przypadki, urodził się w 1958 roku w Poznaniu. Jest poetą, krytykiem literackim, publicystą. Wchodził w skład redakcji czasopism takich jak „Czas Kultury”, „Wieści Stęszewskie” czy „Stęszewiak”. Swój pierwszy tomik, czyli Brata Cierpisława..., wydał dopiero po sześćdziesiątym roku życia, mimo że wiersze pisał już od bardzo długiego czasu.

Nie jestem na tyle opanowany „działką” zarozumiałości, by zdobyć się na krytyczne rozważania o twórczości i widzeniu świata przez Poetę, chyba najdoskonalszego od czasów Króla Dawida. Jednocześnie nieskończenie bardziej wieloznacznego, którego utwory są pełne reinterpretacji wyznawczych, kulturowych, filozoficznych, pełne szerokiego oddechu nie tylko frazy, ale i dynamiki spojrzenia. Nie mam ambicji wnoszenia czegoś nowego, chcę jedynie zdać relację ze spotkania z dziełem Rilkego i z jego wpływu na moje, jednak subiektywne widzenie rzeczywistości duchowej i materialnej. Dodam na marginesie: - butnym trzeba być pokornie, w pokorze zawrzeć szczyptę pychy, że się wie, co już jednak trąci tytułową gnozą.

14 marca

Jestem jak najdalszy od czepiania się słówek, szczególnie gdy wypowiadane są pod ostrzałem kamer i mikrofonów. Wielokrotnie doświadczyłem tego stresu, gdy ostrzał ów wymuszał słowa, których nagle brakuje albo chce się milczeć. Jednak w tym przypadku muszę złamać swą zasadę, bowiem to, co przytaczam  jest symptomatyczne dla myślenia  i  postępowania wielu polityków. Ów powiedział, a media powtarzały to jako hitową mądrość, że wojna w Ukrainie nie jest normalną wojną, tylko rzezią...

Bielowie z Myślenic to rodzina hojnie obdarzona różnymi talentami, głównie literackimi. Niewątpliwie największym dorobkiem twórczym mógł się pochwalić Emil Biela – poeta, prozaik, krytyk literacki, doktor nauk humanistycznych. Po amatorsku imał się również rysowania i malowania obrazów, zdobywając liczne laury na konkursach plastycznych. Jego syn, x. Miłosz Biela, kanonik Kościoła rzymskokatolickiego, próbował szczęścia w poezji, wydając bodaj 2 udane tomiki wierszy. Młodszy brat Emila, Jan Biela, jest literatem (poetą, aforystą, recenzentem), który publikował w prestiżowych czasopismach typu „Poezja”, „Tygodnik Powszechny” czy „Życie Literackie”. Jego dodatkową pasją artystyczną jest rzeźbienie w drewnie.

Małgorzata Grajewska jest autorką tomiku wierszy Obecność, prawie czułość. Książka jest pięknie wydana, aż przyjemnie wertować kartki. Tytuł w pełni oddaje jej zawartość. Jest tutaj liryka przesiąknięta emocjami, są miłosne perypetie, jest cała gama uczuć i dramatów. A wszystko to w klimacie energetycznym, rozedrganym, buzującym. Daleko tym wierszom do letniości. Miłość nie jest w nich ciepłym, wiosennym powiewem. Jest falą uderzeniową, która wpada między ludzi, niczym nagły kataklizm /Na krawędzi nigdy nie będę/. To początek swoistej rewolucji, w której czas przyśpiesza, rzeczy wirują, sprawy toczą się w szaleńczym tempie. Ale to również cesarstwo zmysłów, w który rządzi delikatny gest, subtelny dotyk, ceremoniał. Tą scenerię dopełnia wspomnienie Fridy Kahlo. Autorka cytuje jej przypadkowo odnalezione zapiski. Jest zauroczona tym nieokrzesanym talentem, egzotyką, wyobraźnią /Z pamiętnika Fridy Kahlo/. Przywołuje tą meksykańską malarkę w wierszu Jeśli nie malujesz siebie, nikogo nie maluj. Utożsamia się z nią, adoruje, zazdrości. Oto fragmenty:

Doświadczony poeta dostrzega drobne gesty, drgnienia czasoprzestrzeni, hedonistycznie syci się nimi, ale i sprawiedliwie dzieli tymi wibrującymi, czarownymi doznaniami zachwytu z czytelnikiem. Nie kolekcjonuje ich egoistycznie w swoim spichlerzu pamięci, ekstatycznie nie igra z nimi samolubnie, wyłącznie w samotności. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie każdy patrząc na to samo – zobaczy tak wiele jak on. Dary, talenty Opatrzności zostały nierówno podzielone. On zaś został obdarowany, naznaczony charyzmatem uważności. Jego wzrok skanuje mnogość bytów, przenicowuje przestrzeń i przedmioty, wyciska z nich gęste miąższe utajonych znaczeń, wyszarpuje z nich kąski coraz smaczniejsze i pożywniejsze. Tak czynią dusze wrażliwsze od innych, tak czynią poeci, artyści. Uczą nas odmiennego spoglądania na przedświat, świat i zaświat, głębszego przysysania się wzrokiem do maestrii detali codzienności, widzenia wręcz mikroskopowego. Pozwalają też nam ciekawsko zaglądać przez własny okular cudów, nastawiają dla nas ostrość, pucują obiektywy. Podsuwają nam pod niewidzące wciąż, ślepe oczy drobiazgi w skali mikro.

Pod koniec grudnia 2021 r. ukazał się we drugi tomik poetycki Wandy Kudelskiej pt. W słowa ubrałam milczenie. Jego promocja nastąpiła 14 lutego już w 2022 r. w Kowalu, miejscu urodzenia poetki. Autorce prezentującej własne wiersze towarzyszył nastrojowy występ włocławskiego zespołu WWK T.M. Poetka (rocznik 1949) zadebiutowała w 1996 r. zbiorkiem Wyrazić siebie, wydanym w Płocku. Przez długi okres czasu związana była ze środowiskiem artystycznym właśnie tego miasta. Później przeniosła się do Warszawy, gdzie prowadziła małą Galerię Sztuki, połączoną ze Studiem Florystycznym, a później też z „klimatyczną” kawiarnią. Odbywały się tam wernisaże wystaw malarstwa, artystycznej biżuterii, koncerty muzyczne, wieczory poezji i spotkania autorskie. Współpracowała wtedy z Magazynem Sztuk - Filią Ośrodka Kultury Ochoty i wieloma niezależnymi twórcami. W 2017 r. postanowiła wrócić na stałe do Kowala, odrestaurować rodzinny dom i ogród, stworzyć tu miejsce tętniące kulturą.

Na czas postny przeznaczam tekst napisany w karnawale, bo ci, co chcą zamartwiać się i pokutować, mają wszędzie obfitość tematyki wojenno-pandemicznej. Za mych dziecinnych lat wojną grożącą ze zgniłego zachodu straszył nieraz Władysław Gomułka, a moi domownicy z kolei spodziewali się wojny ze wschodu. Niezależnie od kierunku zagrożenia, wystraszyć mnie mogli tylko na zasadzie do trzech razy sztuka. Im więcej było gadania, tym mniej się przejmowałam. Na razie jednak nie na takich tematach mam zamiar się zatrzymywać z początkiem wiosny.

Zbliżały się wybory. Poseł i zarazem kandydat na posła, bo oni traktują tę funkcję jako dożywotnią, do którego poszedłem, aby trochę podyskutować, gdyż zaczęło mi brakować intelektualnych impulsów, a w tej naszej dużej wsi z tramwajami nie było tak na dobrą sprawę z kim rozmawiać, był bardzo zalatany. Spóźnił się na dyżur i już od progu wołał:

„Jeżeli wysoki urząd powoła cię na jakieś stanowisko, widzi, że wszelkie wstępowanie po urzędowych szczeblach nie jest krokiem ku wolności, lecz ku związaniu; im większa urzędowa władza, tym związanie głębsze; im silniejsza osobowość, tym bardziej potępiana samowola.”

Raz tylko mi do głowy przyszło w życiu całym, że mi babka moja umarła. Jednego dnia na ławce tak sobie siedziałem i twarz moją ciepłe słońce grzało, więc oczy swoje zamknąłem, żeby i powieki ciepła złapały, a wtedy to właśnie przyszło do mnie - że mi babka moja umarła. Po prostu stanęła obok i mi o tym powiedziała, a potem umarła, jakby sama tak zadecydowała. No dobrze, może i nie do końca tak było jak teraz opowiadam. Żeby z prawdą się nie mijać trzeba mi opowiedzieć to tak, jak to sobie zmyśliłem: babkowe kroki na progu chaty usłyszałem, bo zajęta czymś w kuchni była i dopiero teraz wyszła do mnie tą nowiną się ze mną podzielić. Umrę dziś zaraz po kolacji - tak mi babka moja powiedziała i odeszła z powrotem do kuchni, a ja tylko głowę swoją bardziej na słońce nastawiłem i było tak jakby nic to babkowe umieranie mnie nie obeszło.

Potrzebowałem na szybko kasy, więc bez dłuższego namysłu udałem się do siedziby pewnej firmy budowlanej, która wypłacała dniówki i podobno zatrudniała ludzi bez większego pojęcia o robocie – ludzi takich jak ja. Byłem właśnie w poczekalni, a ze mną duża grupa mężczyzn w różnym wieku gadająca po ukraińsku. Wszyscy mówili po ukraińsku. Kurwa mać. Tylko po ukraińsku, a ja wcale.

Zastanawiałam się, czy podjąć ten temat. Wydaje się taki oklepany, już wszystko zostało niby powiedziane, że ludzie wiedzą jak to wygląda, że mnie to nie dotyczy, że oni tacy nie są, to zdanie tylko tych, co zazdroszczą lub sobie nie radzą. A jednak stało się to dla mnie prowokacją. Zdaję sobie sprawę, że moje pisanie nie uleczy to sytuacji, że jest to walka z wiatrakami, ale mimo to trzeba głośno mówić jak jest, a nie zamiatać pod dywanik i to często z Ikei. Nie wyciągnie ich to z masowej głupoty, ciemnoty, uprzedzeń, kompleksów, pijaństwa, służalczości, poddaństwa, uległości, obłudy... uffff.

Witaj Bydgoszcz! Nie wiedziałam, że pochłoniesz mnie w taką rutynę, z której nie będę potrafiła wyjść przez dwa lata. Nie wiedziałam, że zmusisz mnie do podejmowania radykalnych decyzji, które niekoniecznie wyjdą mi na dobre. Nie wiedziałam, że mnie tak zmęczysz. A mimo wszystko - wciąż cię nie opuściłam.

13 lutego

Do tych „czynników pierwszych”, stanowiących fundament każdego dnia, o czym pisałem w nocie z 10 lutego, na pewno nie należą cienie z przeszłości, wspomnienia, sentymenty. Traktujmy je więc jako fotografie, które z czasem zaczynają przeszkadzać, bo jest ich za dużo. Żyjmy tym, co jeszcze żyje, co jest teraz, tu.

Zaraz zaparzę sobie herbatę i – powoli ją sącząc- będę pił herbatę.

Zaś w utworze zatytułowanym A tu… podmiot liryczny nie waha się wyznać, iż mimo gorliwej chęci przebywania w wysublimowanym świecie Ideału i Absolutu, jest przecież człowiekiem, a to czyni go nieodpornym na pokusy, staje się więc wygnańcem z Raju, sprowadzanym z powodu nawet błahej pokusy na ziemię: