Publikacje

Roksana Fendorf - Praktyki w „Akancie”

2 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Witaj Bydgoszcz! Nie wiedziałam, że pochłoniesz mnie w taką rutynę, z której nie będę potrafiła wyjść przez dwa lata. Nie wiedziałam, że zmusisz mnie do podejmowania radykalnych decyzji, które niekoniecznie wyjdą mi na dobre. Nie wiedziałam, że mnie tak zmęczysz. A mimo wszystko - wciąż cię nie opuściłam.

Przyjechałam do Bydgoszczy, aby rozpocząć swoje cudowne studenckie życie. Dreszczyk ekscytacji przechodził mnie po plecach na samą myśl dojrzałego życia. Opuściłam gniazdo rodzinne z dumą, będąc gotowa na wszystkie przeciwności losu oraz na samotność. Szkoda, że wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że rzeczywistość, jak zawsze, okaże się brutalna.

Moje początkowe miesiące w tym mieście wiązały się z brakiem czasu oraz byciem w wiecznym pośpiechu. Uczelnia - praca, praca - uczelnia. Wówczas zajmowałam się robieniem soków w galerii handlowej, która stale irytowała mnie liczbą ludzi, krzyczącymi nad uchem dziećmi oraz wiecznym chaosem, który panował na moim stanowisku. Przeciekający kran? Normalka. Brak owoców i świecenie oczami przed zażenowanymi klientami? Dzień jak co dzień. Błagałam tylko czas, aby szybciej płynął, a ten na złość jakby stawał w miejscu. Ale los usłyszał moje błagania, jednakże to, co się później stało przerosło wszelkie moje oczekiwania.

Minął rok. Bieżąca sytuacja na świecie zmieniła się o 180o, wywracając życie

każdego do góry nogami. Kto by się spodziewał, że pewien wirus na tyle nas zaatakuje, że cały kraj stanie się sparaliżowany? Otóż, nikt.

Nie mniej jednak - praca, której tak bardzo nienawidziłam samoistnie wypadła z moich rąk. Czy cieszyłam się z bycia bezrobotną przez kolejne miesiące, odkładając grosz do grosza, aby starczyło na czynsz? Bardzo.

...bardzo nie. Losie, dziękuję ci za wysłuchanie mnie, ale twoja odpowiedź okazała się zbyt drastyczna. Ale co nas nie zabije, to nas wzmocni! Ktoś kiedyś powiedział…

Trzeba spiąć pośladki i ruszyć dalej. Praca? No pewnie, znajdzie się. Mimo wszystko, czasami szczęście uśmiechnie się do człowieka i oprócz wielu kłód pod nogami, można je przeskoczyć, aby dotrzeć do celu. Nawet jeśli ten cel był totalnie niespodziewany.

 

Nowa praca. Nowy tryb nauczania. Studia? Co to za studia? Całe dnie siedzenia w domu i gapienia się w ekran monitora, a wokół mnóstwo rzeczy, które rozkojarzają w sekundę, sąsiad, który wierci za ścianą od siódmej rano i płacz dziecka piętro niżej. Panie profesorze, proszę dyktować wolniej.

 

Pozornie mogłoby się wydawać, że siedzenie w domu, wykonywanie w niej pracy oraz uczęszczanie na zajęcia jest przyjemne. Tak, faktycznie na początku było to niesamowicie wygodne. Nie trzeba męczyć się komunikacją miejską, żeby dojechać w dane miejsce. Nie trzeba tak wcześnie wstawać, żeby się przygotować, bo wszystkie zajęcia domowe można było przecież wykonywać będąc cały dzień w piżamie. Komfort, komfort i jeszcze raz komfort! W rzeczywistości sprawy miewały się zupełnie inaczej. Będąc odizolowanym od społeczeństwa przez dobre kilka miesięcy, psychika z dnia na dzień osłabiała się. Lenistwo wkroczyło na niesamowicie wysoki poziom, a jakakolwiek chęć opuszczenia swoich czterech ścian sięgnęła zera.

Mijał czas, mijały obostrzenia, mijał rok studencki. Czyżby cudem udało mi się przejść kolejny semestr z sukcesem? Stres, stresem, ale w końcu mamy to! Wakacje! Wakacje? Nie wakacje. Praktyki. Praca. Okej, czyli ciągły zawrót głowy. Odpoczynek? Już nawet zapomniałam, co to znaczy.

Niefortunnie ten rok studencki musi zakończyć się praktykami. Niefortunnie, nie mam na to siły. Nie zmienia to faktu, że została mi ostatnia prosta do skończenia studiów. Praktyki to kolejna przeszkoda, którą muszę przeskoczyć, aby osiągnąć swój cel.

 

Mój pierwszy dzień w wydawnictwie. Wyobrażałam sobie nowoczesny budynek, w którym pracują młodzi, pełni zapału ludzie, a całe przedsiębiorstwo tętni życiem. Nie spodziewałam się, że znajdę się w ciasnym, nie uporządkowanym pomieszczeniu, który zawiera w sobie mnóstwo sprzecznych dodatków. Od obrazów religijnych, po folk ludowe wzory i przypadkowe zdjęcia z podróży, a wszystko to w towarzystwie porozwalanych książek i dokumentów.

 

Dzień dobry. Nazywam się Roksana Fendorf. Studiuję edytorstwo. Chcę przez to szybko przejść i mieć całość z głowy.

Jedynym plusem była częstotliwość przychodzenia na spotkania. Dwa dni w tygodniu po dwie godziny to idealny czas, który pozwalał mi na przetrwanie. Mimo tego czasami i tak bywało ciężko. Aczkolwiek czas, który musiałam poświęcić na wykonywanie wszystkich zadań prawie równał się z czasem mojej codziennej pracy. Odpoczynek? Wciąż nie wiem co to znaczy.

Skrupulatnie robię to, co do mnie należy. Zbliżam się do finiszu. Jeszcze trochę, błagam wytrzymaj jeszcze trochę. Mój wewnętrzny sabotażysta nie raz, nie dwa namawiał mnie do poddania się. Stale po upadku na kolana potrafiłam się podnieść, otrzepać się z kurzu i kulejąc iść dalej. Byleby iść i nie oglądać się za siebie. To wciąż pozwala mi codziennie funkcjonować i wykonywać czynności życiowe. Byle nie zwariować, byle do jutra.

Studenckie życie okazało się mało studenckie. Znów wyobraźnia minęła się z rzeczywistością. Te dwa lata edukacji były niesamowicie trudne, zachwiane, niespodziewane, męczące. Mamo, jak zwykle miałaś rację. Nie bój się, dam sobie radę.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok