Jak objąć słowem tę bogatą paletę emocji, nastrojów, stanów i współodczuwania, które odnajduję w poezji Aliny Rzepeckiej? Punktem wyjścia dla jej twórczości jest codzienność, kresowa historia rodziny, głębokie przeżycia innych osób, które – poprzez swoiste wtajemniczenie – stają się jej doświadczeniem egzystencjalnym. To także relacje z najbliższymi i przyjaciółmi oraz poetami z całej Polski, z którymi spotkania, rozmowy i wynikające z nich wiersze stają się inspiracją dla jej poezji. Ważnym impulsem jest natura oraz sztuka, często przeniknięte delikatną refleksją o przemijaniu.

Wszyscy wiemy, że wydania książkowe wierszy od dawna nie znajdują czytelników i zeszły na margines rynku wydawniczego. A jednak wciąż wiele koleżanek i kolegów, szczególnie ze starszych pokoleń, nadal upiera się, żeby co pewien czas publikować kolejne zbiory utworów, zwane powszechnie tomikami. To potoczne, zdrobniałe słowo zyskało już status „oficjalny” i regularnie pojawia się w artykułach, esejach i notach biograficznych autorów. Prawie nikt nie zwraca uwagi, że użycie zdrobnień w dyskursie dorosłych nadaje słowom zabarwienie pobłażliwe i lekceważące. Nie nazywamy przecież dzieł scenicznych sztuczkami lub operkami, muzycznych symfonijkami czy też malarskich obrazkami. Nie nazywamy też tomikami książek zawierających zbiory reportaży lub przepisów kulinarnych. Nazwa „tomiki” wskazuje zatem, że ci, którzy jej używają, nawet jeśli świadomie odnoszą się do tych publikacji książkowych z nabożnym szacunkiem, podświadomie zdają sobie sprawę z ich niewielkiej komunikatywności i braku wartości komercyjnej.

Popularnonaukowy esej, wydany w formie niewielkiej książeczki, w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy, pod tytułem „Podziw jako fundament religii. Rozważania o wszechświecie i życiu”, autorstwa Wojciecha Marii Zalewskiego, pojawił się w „prześwicie” kultury, literatury, nauki i religii – bo tak właśnie możemy  umiejscowić ten wielowątkowy wywód, odnosząc się do jego treści jak i formy – dzięki staraniom Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego, w tłumaczeniu z języka angielskiego Kajetana Solińskiego (Galeria Autorska, Bydgoszcz 2023).

Ty powiernicą byłaś mi...

Ty powiernicą byłaś mi nie raz,
Gdy wśród swawoli smutki się zdarzały;
Spędzałem z tobą mojej wiosny czas,
Kiedy czarowne sny się zaczynały.
Czekałem chwili, kiedy obok mnie
Jako wesoła staruszka się zjawisz,
Figlarnie błysną okulary twe
I mnie dziecięcą grzechotką rozbawisz.
Mój słuch pieściły słowa pieśni twych,
Kołyską moją czule kołysałaś
I wśród pieluszek zostawiłaś mych
Tę fletnię, którą ty zaczarowałaś.

Niektóre dyskusje wydają się tak dalece bezzasadne, że aż trudno uwierzyć, iż przewijają się jak refren od wieków. Przykładem takowej dyskusji jest udowadnianie konieczności istnienia literatury czyli za Stefanią Skwarczyńską mówiąc „sensownych tworów słownych" z funkcją estetyczną bądź literatury stosowanej; upraszczając i uogólniając; spieramy się o sensowność istnienia zapisów i luster człowieczeństwa.

Pytanie o ontologiczny sens literatury zawsze nabrzmiewało mocno w okresach historycznych szczególnie dramatycznych, np. rozbiorów Polski, kiedy walka piórem i troska o ochronę dzieł literackich spotykały się ze zrozumieniem w bardzo różnym stopniu.

Nie było chyba na przestrzeni wieków drugiej istoty tak różnie ocenianej jak kot. Bywał on uwielbiany, otaczany czcią, obdarowany nietykalnością, podnoszony do godności bóstwa, jak również ignorowany, poniewierany lub wręcz uważany za ucieleśnienie Szatana i palony na stosie. Tak się jakoś składa, że kot budzi żywe uczucia, nie pozostawiając miejsca na obojętność. Tak było, jest i pewnie będzie. Ma to swoje odbicie w literaturze i sztuce.

Okazuje się, że wielu wybitnych uczonych, pisarzy, mężów stanu potrzebowało towarzystwa ulubionego kota, aby móc przystąpić do pracy twórczej. Należy tu wymienić między innymi: Francesco Petrarkę, Tomasza Graya, Armanda Jeana Richelieu, Marcina Lutra czy Abrahama Lincolna. Do największych wrogów kota należeli Napoleon Bonaparte, Juliusz Cezar, Benito Mussolini i Adolf Hitler.

16 marca

Na warsztatach literackich często pojawia się pytanie o temat utworu.

– Szukam jakiegoś tematu do wiersza – zwierza się taki jeden delikwent.

– Bzdura! Jeśli świat przeżywasz, to tematy same się znajdują – mówię.

Litwa chyba wciąż jest najmniej znanym przeciętnemu Polakowi krajem wśród naszych sąsiadów. Przynajmniej w dziedzinie znajomości języka, kultury i obyczajów. To się, oczywiście, odbija także na znajomości literatury litewskiej oraz wydaniach jej polskich przekładów. Do niedawna Litwa odstawała pod tym względem od pozostałych literatur sąsiednich. Niemniej, obecne stulecie, a szczególnie bieżąca dekada charakteryzują się znacznym wzrostem zainteresowania wydawców, a zwłaszcza aktywności tłumaczy. Ci ostatni wywodzą się głównie z dwóch środowisk – lituanistów z polskich uczelni oraz literatów pochodzących z polskiej mniejszości na Litwie. Obydwa środowiska są coraz bardziej aktywne w polskiej prasie literackiej. Dość wymienić monograficzny numer 3/173 lubelskiego kwartalnika Akcent zatytułowany Litwa, bardzo bliska nieznajoma i obszerną wkładkę o kulturze litewskiej pt. Pogoń literacka przez Litwę w numerze 3/121 rzeszowskiego czasopisma Fraza.

Powieść „Spoina” autorstwa Irminy Kosmali to utwór, który, zgodnie z tytułową metaforą, próbuje zespoić to, co w historii i w jednostkowej egzystencji zostało brutalnie rozerwane. Z jednej strony mamy tu dramat osobistej dezintegracji, rozpisany na dialog z psychiatrą i z własnym sobą, z drugiej traumę zbiorową: akcję T4, zagładę pacjentów „Dziekanki” w Gnieźnie, systematyczne unicestwienie „niegodnych życia”. Powieść operuje podwójną perspektywą: intymną i historyczną, psychologiczną i metafizyczną. Jej ambicją nie jest rekonstrukcja faktów, choć te są obecne i istotne, lecz rekonstrukcja sensu.

11 sierpnia

Przychodzą do mnie, żeby porozmawiać. Tylko. Aż! Cenna sprawa. Lekarska. A ja z trudem odrywam się od wykonywanej właśnie roboty. Czasem proszę o danie mi chwili czasu, abym zakończył jakąś część tej roboty. Zazwyczaj nie rozumieją. Nadymają się w obrażeniu. Czuję to, ale po pewnym czasie przestaję już na to zwracać uwagę. Życie w poczuciu ciągłej winy przestaje mnie rajcować.

Pewnego dnia przyszedł do mnie kolega dość sterany życiem i opowiedział mi taką oto historyjkę:

- Mając już dość swego sterania chciałem upiększyć kolejny, przymusowy dzień. Wyszedłem wczesnym rankiem na dwór i zacząłem – z głupoty, dla farmazonu, lekceważąc monitoring – zrywać gałązkę róży z krzewu na pobliskim skwerze. Szło mi to dość opornie, tak długo, że zostałem zauważony.

– Chyba dla ukochanej – usłyszałem od przechodzącego, roześmianego od ucha do ucha młodego człowieka, prostackiego raczej.

– Tak – odpowiedziałem. – I wyobraź sobie, że na moment w to uwierzyłem – zakończył swą opowieść ów zgorzkniały mizantrop.

Zanim narody i społeczności b. Rzeczypospolitej wyruszyły do najbardziej ludowego i powszechnego z powstań XIX w., politycy, ideolodzy, decydenci i liderzy europejskich państw, które poczuły się potęgami po rozgromieniu Napoleona Bonaparte (1814-15), podjęły kompleksowe działania w celu wyniszczenia wszystkiego, co po 5-wyznaniowej RP zostało.

Nikt nie powiedział, że pisanie o poezji ma być łatwe niczym wypicie duszkiem szklanki zimnego piwa w upalny dzień. Krytyka literacka może stać się oryginalną twórczością między innymi przez doświadczanie mordęg i utrapień w kontakcie z indywidualnością pisarską. Liryka KRZYSZTOFA STANISŁAWSKIEGO, autora czterech zbiorów (Rozbite witraże, Bydgoszcz 1995, wyd. 2. – Bydgoszcz 2002, Próba końca, Bydgoszcz 2001; w pełnym świetle dnia, Bydgoszcz 2004; Głód, Bydgoszcz 2005)1 rzuca wyzwania, na które recenzent, eseista we własnym twórczym sumieniu musi zareagować: może przejść obok, poślizgać się piórem (tj. para-myślą) po matowej okładce, dotknąć kredowego papieru (czytelnik niedzielny) albo rozkleić wiersze, wypiąć je z książek, czytać po kolei (jak autor przykazał) i w dowolnej kolejności; sam proponuję odczytywać wyrazy przez wilgotne palce jak pismo złożone alfabetem Braille’a, smugi liter stają się wtedy poligraficznym szeptem inności i różności. Krytyk rzetelny, krytyk skuteczny powinien ingerować w zapis liryczny, bowiem ten nie stanowi świętości, tworu nienaruszalnego.

Europejska kultura posiada przebogatą sferę symboliki. Niebagatelne miejsce zajmuje w niej łabędź. Ptak ten intrygował ludzi każdej epoki, zaprzątając uwagę prostaczków1 i wizjonerów2. Tak jak podstawy kultury europejskiej należy widzieć w antyku, tak samo w nim trzeba szukać początku znaczenia łabędzia jako symbolu. Zawierał on w sobie specyficzny melanż, łączący pojęcia: śmierci, życia, miłosnego aktu, hermafrodytyzmu, boskiej mocy i wreszcie nieśmiertelności. Penetrując znaczenia tego symbolu, podążamy po zamkniętym obiegu, w którym trudno wyznaczyć odrębne odcinki. Wymienione wyżej znaczenia nierozerwalnie łączą się ze sobą. Spróbujmy jednak przebyć tę drogę.

Trafił w moje ręce, ze smakiem wydany, drugi tomik poezji Sławomiry Sobkowskiej-Marczyńskiej, zatytułowany Opuszczone tarasy. Chmury i ptaki na okładce obiecują lekkość. I tak – jest w tym zbiorze pewna lekkość i zwiewność formy, podkreślona subtelnymi ilustracjami, których autorem jest Radosław Barek. Wiersze dość oszczędne w słowach, ale –  rzec można – skondensowane w treści. Wrażenie lekkości nie dotyczy jednak tematyki poruszanej przez Autorkę, bowiem dotyka ona spraw dla człowieka najistotniejszych. Wiersze pani Sławomiry to refleksje osoby, która „stoi pośrodku”… wszystkiego i „wyjmuje je z dźwięków, pobiera z barw i wskrzesza z pamięci”.

Tags:

 

***   


Ja nie żałuję mojej wiosny dni,
Traconych w płochych miłosnych marzeniach. –
I tajemniczych nocy nie żal mi,
Ani też fletni namiętnego pienia.
                                                        
Nie żal mi was, niewiernych druhów rzesz;
Biesiad i godzin spędzonych przy winie –
Nie żal mi was, moje młode zdrajczynie –
Wymyślnych zabaw nie żałuję też.

Lecz gdzież są dziś te chwile rozczulenia,
Młodzieńczych marzeń w słodkiej ciszy czas?
Gdzie dawny żar i moje łzy natchnienia?...
Lata młodości, wróćcie, proszę was!

Justyna Kubiak wkroczyła z cichym impetem w bieżący świat literatury profesjonalnej, bo tak nazywam to, co pojawia się dziś i w niedalekim wczoraj na łamach – nielicznych już – czasopism literackich i tomików wydawanych przez nieliczne poważne wydawnictwa i przepatrzonych przez nielicznych już krytyków albo otwartych na czyjąś poezję doświadczonych poetów.

Pisząc o Europie Środkowej i procesach integracyjnych w naszym regionie, nigdy dotąd nie wspomniałem o Trójkącie Lubelskim. Może dlatego, że koncepcja Europy Środkowej opiera się na osi Północ-Południe, a Ukraina i Litwa, kraje które wchodzą w skład Trójkąta to przecież dla nas Wschód. Ponadto kierunek wschód-zachód podświadomie kojarzy się nadal z nieszczęściami, jakie spadały na Polskę co najmniej od XVIII wieku. Po upadku jednak Związku Radzieckiego (1991), kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia), oraz Białoruś i Ukraina znalazły się w na nowo politycznie zdefiniowanej przestrzeni Europy Środkowej, między Rosją, Niemcami, Turcją i Włochami, od północnej Norwegii do Salonik w Grecji. Trójkąt Lubelski wydaje się jednak mieć potencjał i stać się może istotnym czynnikiem wpływającym na sytuację w Europie Środkowej. Trójkąt jest interesującą inicjatywą i wartą wspierania. Jest też inicjatywą ryzykowną, bo stać się może formatem fikcyjnym. Dr Jakub Olchowski z UMCS wskazuje na zagrożenia: rozbieżności interesów, brak wystarczająco sprawnych kanałów komunikacyjnych, niski poziom zaufania, historyczne uprzedzenia, brak uznania ze strony środowiska zewnętrznego czy nieprzyjazne działania przedmiotów trzecich. (Jakub Olchowski, Trójkąt Lubelski – perspektywy współpracy, Luty 2025, Internet).

Młodzieżowa opozycja antykomunistyczna odegrała ważną rolę w podtrzymywaniu idei wolności i sprzeciwu wobec władz PRL. Jej działalność wyróżniały determinacja, radykalizm i bezkompromisowość, wynikające z młodego wieku działaczy. Młodzi ludzie często nie obawiali się utraty pracy czy konsekwencji rodzinnych, dlatego byli bardziej skłonni do otwartego sprzeciwu wobec systemu komunistycznego. Pod koniec lat osiemdziesiątych coraz częściej mówiono o radykalizacji młodzieży, co wywoływało obawy zarówno po stronie władz, jak i części opozycji solidarnościowej. Strach przed niekontrolowanym buntem młodego pokolenia mógł być jednym z czynników przyspieszających rozmowy Okrągłego Stołu.

Zamarznięty Bałtyk to nic nowego, także w czasach historycznych, od kiedy ludy nad nim zamieszkujące poznały sztukę piśmiennictwa. Najstarszy zanotowany w kronikach opis drogi lodowej pochodzi z okresu schyłkowego średniowiecza. Wówczas zapisano, iż w 1323 roku doszło do udanej podróży po zamarzniętym morzu między estońską wyspą Saaremaa a niemieckim portem Lubeką.

Wyposażeni przez naturę w zdolność magazynowania i odtwarzania informacji – pamiętamy. Pamięć o tym, co dobre, buduje nas i daje siłę; od złych i bolesnych doświadczeń chcielibyśmy pamięć bezpowrotnie uwolnić, zapewne dlatego często wypieramy z niej to, co nie pozwala nam żyć spokojnie. Czy jednak można budować przyszłość na niepamięci? Przyszłość, która przecież wywodzi się z tego, co było. Przyszłość, która, z błędów wyciągając naukę, potrafi solidnie się odbudować, wie, jak stawiać kroki, by nie upaść i nie zaprzepaścić tego, co cenne.

Tags:

„Czy zapis wzruszenia, lęku, zachwytu – nawet prawdziwego – wystarcza, by mówić o wierszu? Jeśli przyjmiemy takie kryterium, poezja traci swoją odrębność i staje się jedynie formą komunikatu emocjonalnego. Tymczasem poezja zawsze była czymś więcej niż  ekspozycją. Była pracą nad językiem, nad jego możliwościami, ograniczeniami, napięciami” – napisał Krzysztof Gołębiewski w akantowej dyskusji o granicach poezji („Akant” 2026, nr 3, s. 20) i zaraz dodał:

Aneta Przybyłek po koleżeńsku podarowała mi świeżutki tomik swoich wierszy - Las gubi, wydany wespół z Piotrem Nowakiem pod podobnym tytułem, ale bardziej optymistycznym – Las mówi. W tej ciekawej edytorsko książce Bartoszyce reprezentuje wspomniana już Aneta Przybyłek, a Kolonię Bogoria – Piotr Nowak, którym nieobce są wrażenia i emocje wyniesione z lasu, który razem, ale z osobna zwykli odwiedzać, w nim przebywać i wyłapywać myśli związane z przyrodą i zapisywać je najszybciej jak tylko można, by nie uronić z nich, chociażby „połowy słowa”.

Czas upływa tykaniem zegara – tytuł książki, zaczerpnięty z pierwszego wiersza, może wydać się banalny, zbyt oczywisty, ale jednocześnie trafnie ukazuje to, o czym pisze twórca, a pisze przede wszystkim o Przemijaniu i o Istnieniu; słowa takie jak: „jest”, „bywa”, „trwa” powtarzają się. Kruchość Istnienia, kruchość Bytu, ale zarazem odwieczne Trwanie Boga. Krajobraz duchowy tej poezji przesiąknięty jest do głębi metafizyką. Ale nie jest to metafizyka abstrakcyjna, gdyż ściśle związana z ludzką rzeczywistością, z doczesnością. Już w pierwszym wierszu autor nawołuje słowami filozofa:

Satyra w literaturze zawsze jest ryzykownym posunięciem. Z jednej strony ma siłę obnażania absurdów rzeczywistości, z drugiej bardzo łatwo zamienia się w moralizatorstwo albo publicystykę, która szybko się starzeje. Czytając Komicznego człowieka Kazimierza Grochmalskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że autor porusza się właśnie po tej cienkiej granicy – raz trafiając celnie, innym razem popadając w dłużyzny, które spowalniają całą narrację.

Aleksandra Brzozowska, poetka związana od lat z Bydgoszczą, jest autorką trzech tomów wierszy: „Kropelka perfum Chanel” 2012, „Chwila w roli głównej” 2016 i „Ocalić motyla” 2025.  Dała się poznać również jako autorka bajek i piosenek dla dzieci oraz tekstów satyrycznych i monodramów. Jej poetycki głos brzmi subtelnie lecz wyraziście.

Adam Decowski tworzy bez mała od pięćdziesięciu lat i chociaż jest lirykiem, dla większości pozostaje satyrykiem, autorem fraszek, aforyzmów i innych form gatunkowych, które z nich „wypączkowują” – jak napisał w swoim krótkim omówieniu na okładce Fraszkoteki. Drwinek i docinków Jan Wolski. Mamy tu wszak zbiorki Plam i plamek, Pstryczków i potyczek, Drwinek i docinków, Kpinek i łatek, Madrygałków, Paranoidałków, Drzazg i drobiazgów, Frywolitek, Niepomożanek, Ofert z koperty, a także Limeryków i Epitafiów.

W obiegu ogólnopolskim pojawiła się eseistyczna książka Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy. Bardzo potrzebna, bo to miasto, w końcu dziewiąte w Polsce pod względem liczby ludności, mało jest znane. Taka ulokowana w centrum kraju terra incognita. Pisarz, urodzony w Bydgoszczy i zapowiadający, że będzie w niej się starzeć (s. 9), zmierzył się przede wszystkim ze swoimi odczuciami w stosunku do tego miasta. Kiedyś widział wspaniałość, wyjątkowość, urodę, potem: mizerię, nijakość, brzydotę (s. 9), a teraz?

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.