- Krzysztof Gołębiewski
- Polecane
Krzysztof Gołębiewski - Pierwsza brygada kanonu
Obecnie w polskiej poezji istnieje formacja, której nikt nigdy formalnie nie powołał, a która działa od dziesięcioleci.
Obecnie w polskiej poezji istnieje formacja, której nikt nigdy formalnie nie powołał, a która działa od dziesięcioleci.
16 marca
Na warsztatach literackich często pojawia się pytanie o temat utworu.
– Szukam jakiegoś tematu do wiersza – zwierza się taki jeden delikwent.
– Bzdura! Jeśli świat przeżywasz, to tematy same się znajdują – mówię.
Sztuki plastyczne, podobnie, jak muzyka i teatr, stanowią od pokoleń potężną gałąź polskiej kultury na Litwie.
Litwa chyba wciąż jest najmniej znanym przeciętnemu Polakowi krajem wśród naszych sąsiadów. Przynajmniej w dziedzinie znajomości języka, kultury i obyczajów. To się, oczywiście, odbija także na znajomości literatury litewskiej oraz wydaniach jej polskich przekładów. Do niedawna Litwa odstawała pod tym względem od pozostałych literatur sąsiednich. Niemniej, obecne stulecie, a szczególnie bieżąca dekada charakteryzują się znacznym wzrostem zainteresowania wydawców, a zwłaszcza aktywności tłumaczy. Ci ostatni wywodzą się głównie z dwóch środowisk – lituanistów z polskich uczelni oraz literatów pochodzących z polskiej mniejszości na Litwie. Obydwa środowiska są coraz bardziej aktywne w polskiej prasie literackiej. Dość wymienić monograficzny numer 3/173 lubelskiego kwartalnika Akcent zatytułowany Litwa, bardzo bliska nieznajoma i obszerną wkładkę o kulturze litewskiej pt. Pogoń literacka przez Litwę w numerze 3/121 rzeszowskiego czasopisma Fraza.
Powieść „Spoina” autorstwa Irminy Kosmali to utwór, który, zgodnie z tytułową metaforą, próbuje zespoić to, co w historii i w jednostkowej egzystencji zostało brutalnie rozerwane. Z jednej strony mamy tu dramat osobistej dezintegracji, rozpisany na dialog z psychiatrą i z własnym sobą, z drugiej traumę zbiorową: akcję T4, zagładę pacjentów „Dziekanki” w Gnieźnie, systematyczne unicestwienie „niegodnych życia”. Powieść operuje podwójną perspektywą: intymną i historyczną, psychologiczną i metafizyczną. Jej ambicją nie jest rekonstrukcja faktów, choć te są obecne i istotne, lecz rekonstrukcja sensu.
11 sierpnia
Przychodzą do mnie, żeby porozmawiać. Tylko. Aż! Cenna sprawa. Lekarska. A ja z trudem odrywam się od wykonywanej właśnie roboty. Czasem proszę o danie mi chwili czasu, abym zakończył jakąś część tej roboty. Zazwyczaj nie rozumieją. Nadymają się w obrażeniu. Czuję to, ale po pewnym czasie przestaję już na to zwracać uwagę. Życie w poczuciu ciągłej winy przestaje mnie rajcować.
Pewnego dnia przyszedł do mnie kolega dość sterany życiem i opowiedział mi taką oto historyjkę:
- Mając już dość swego sterania chciałem upiększyć kolejny, przymusowy dzień. Wyszedłem wczesnym rankiem na dwór i zacząłem – z głupoty, dla farmazonu, lekceważąc monitoring – zrywać gałązkę róży z krzewu na pobliskim skwerze. Szło mi to dość opornie, tak długo, że zostałem zauważony.
– Chyba dla ukochanej – usłyszałem od przechodzącego, roześmianego od ucha do ucha młodego człowieka, prostackiego raczej.
– Tak – odpowiedziałem. – I wyobraź sobie, że na moment w to uwierzyłem – zakończył swą opowieść ów zgorzkniały mizantrop.
Finałowe spotkania młodych poetów na Lednicy w miejscu naszych początków dowiodły, że poezja jest potrzebą serca i duchowej wrażliwości.
Popularnonaukowy esej, wydany w formie niewielkiej książeczki, w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy, pod tytułem „Podziw jako fundament religii. Rozważania o wszechświecie i życiu”, autorstwa Wojciecha Marii Zalewskiego, pojawił się w „prześwicie” kultury, literatury, nauki i religii – bo tak właśnie możemy umiejscowić ten wielowątkowy wywód, odnosząc się do jego treści jak i formy – dzięki staraniom Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego, w tłumaczeniu z języka angielskiego Kajetana Solińskiego (Galeria Autorska, Bydgoszcz 2023).
Wyłania się tu kwestia możliwości i potrzeby weryfikowania informacji zawartych w korespondencji. Listy, odnosząc się w wielu miejscach do świata i opisując go, tworzą jego obraz, niekoniecznie zgodny z rzeczywistością.
Zanim narody i społeczności b. Rzeczypospolitej wyruszyły do najbardziej ludowego i powszechnego z powstań XIX w., politycy, ideolodzy, decydenci i liderzy europejskich państw, które poczuły się potęgami po rozgromieniu Napoleona Bonaparte (1814-15), podjęły kompleksowe działania w celu wyniszczenia wszystkiego, co po 5-wyznaniowej RP zostało.
Dotychczasowego dorobku i cech osobowości autora zbiorku Królewskie milczenia nie można, w krótkim wstępie do zasadniczej recenzji, pominąć całkowitym milczeniem albo też zlekceważyć. Stanisław Chyczyński (r. 1959) to w mojej ocenie, a mniemam, że nie tylko, jeden z najoryginalniejszych polskich poetów współczesnych.
Znakomity bydgoski artysta Stefan Pastuszewski ( rocznik 1949 ) wydał w 2024 r. swój kolejny zbiorek poetycki, jak przystało na człowieka dojrzałego, o intrygującej i wiele mówiącej nazwie: Na krawędzi. Szatę graficzną dla tej książki stanowią rysunki Julii Jaskuła.
Nikt nie powiedział, że pisanie o poezji ma być łatwe niczym wypicie duszkiem szklanki zimnego piwa w upalny dzień. Krytyka literacka może stać się oryginalną twórczością między innymi przez doświadczanie mordęg i utrapień w kontakcie z indywidualnością pisarską. Liryka KRZYSZTOFA STANISŁAWSKIEGO, autora czterech zbiorów (Rozbite witraże, Bydgoszcz 1995, wyd. 2. – Bydgoszcz 2002, Próba końca, Bydgoszcz 2001; w pełnym świetle dnia, Bydgoszcz 2004; Głód, Bydgoszcz 2005)1 rzuca wyzwania, na które recenzent, eseista we własnym twórczym sumieniu musi zareagować: może przejść obok, poślizgać się piórem (tj. para-myślą) po matowej okładce, dotknąć kredowego papieru (czytelnik niedzielny) albo rozkleić wiersze, wypiąć je z książek, czytać po kolei (jak autor przykazał) i w dowolnej kolejności; sam proponuję odczytywać wyrazy przez wilgotne palce jak pismo złożone alfabetem Braille’a, smugi liter stają się wtedy poligraficznym szeptem inności i różności. Krytyk rzetelny, krytyk skuteczny powinien ingerować w zapis liryczny, bowiem ten nie stanowi świętości, tworu nienaruszalnego.
Europejska kultura posiada przebogatą sferę symboliki. Niebagatelne miejsce zajmuje w niej łabędź. Ptak ten intrygował ludzi każdej epoki, zaprzątając uwagę prostaczków1 i wizjonerów2. Tak jak podstawy kultury europejskiej należy widzieć w antyku, tak samo w nim trzeba szukać początku znaczenia łabędzia jako symbolu. Zawierał on w sobie specyficzny melanż, łączący pojęcia: śmierci, życia, miłosnego aktu, hermafrodytyzmu, boskiej mocy i wreszcie nieśmiertelności. Penetrując znaczenia tego symbolu, podążamy po zamkniętym obiegu, w którym trudno wyznaczyć odrębne odcinki. Wymienione wyżej znaczenia nierozerwalnie łączą się ze sobą. Spróbujmy jednak przebyć tę drogę.
Trafił w moje ręce, ze smakiem wydany, drugi tomik poezji Sławomiry Sobkowskiej-Marczyńskiej, zatytułowany Opuszczone tarasy. Chmury i ptaki na okładce obiecują lekkość. I tak – jest w tym zbiorze pewna lekkość i zwiewność formy, podkreślona subtelnymi ilustracjami, których autorem jest Radosław Barek. Wiersze dość oszczędne w słowach, ale – rzec można – skondensowane w treści. Wrażenie lekkości nie dotyczy jednak tematyki poruszanej przez Autorkę, bowiem dotyka ona spraw dla człowieka najistotniejszych. Wiersze pani Sławomiry to refleksje osoby, która „stoi pośrodku”… wszystkiego i „wyjmuje je z dźwięków, pobiera z barw i wskrzesza z pamięci”.
***
Ja nie żałuję mojej wiosny dni,
Traconych w płochych miłosnych marzeniach. –
I tajemniczych nocy nie żal mi,
Ani też fletni namiętnego pienia.
Nie żal mi was, niewiernych druhów rzesz;
Biesiad i godzin spędzonych przy winie –
Nie żal mi was, moje młode zdrajczynie –
Wymyślnych zabaw nie żałuję też.
Lecz gdzież są dziś te chwile rozczulenia,
Młodzieńczych marzeń w słodkiej ciszy czas?
Gdzie dawny żar i moje łzy natchnienia?...
Lata młodości, wróćcie, proszę was!
Justyna Kubiak wkroczyła z cichym impetem w bieżący świat literatury profesjonalnej, bo tak nazywam to, co pojawia się dziś i w niedalekim wczoraj na łamach – nielicznych już – czasopism literackich i tomików wydawanych przez nieliczne poważne wydawnictwa i przepatrzonych przez nielicznych już krytyków albo otwartych na czyjąś poezję doświadczonych poetów.
Ukazanie się antologii wierszy polskich i węgierskich o tematyce chrześcijańskiej Na Anioł Pański biją dzwony jest niewątpliwie wydarzeniem literackim i kulturowym godnym zauważenia.
Pisząc o Europie Środkowej i procesach integracyjnych w naszym regionie, nigdy dotąd nie wspomniałem o Trójkącie Lubelskim. Może dlatego, że koncepcja Europy Środkowej opiera się na osi Północ-Południe, a Ukraina i Litwa, kraje które wchodzą w skład Trójkąta to przecież dla nas Wschód. Ponadto kierunek wschód-zachód podświadomie kojarzy się nadal z nieszczęściami, jakie spadały na Polskę co najmniej od XVIII wieku. Po upadku jednak Związku Radzieckiego (1991), kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia), oraz Białoruś i Ukraina znalazły się w na nowo politycznie zdefiniowanej przestrzeni Europy Środkowej, między Rosją, Niemcami, Turcją i Włochami, od północnej Norwegii do Salonik w Grecji. Trójkąt Lubelski wydaje się jednak mieć potencjał i stać się może istotnym czynnikiem wpływającym na sytuację w Europie Środkowej. Trójkąt jest interesującą inicjatywą i wartą wspierania. Jest też inicjatywą ryzykowną, bo stać się może formatem fikcyjnym. Dr Jakub Olchowski z UMCS wskazuje na zagrożenia: rozbieżności interesów, brak wystarczająco sprawnych kanałów komunikacyjnych, niski poziom zaufania, historyczne uprzedzenia, brak uznania ze strony środowiska zewnętrznego czy nieprzyjazne działania przedmiotów trzecich. (Jakub Olchowski, Trójkąt Lubelski – perspektywy współpracy, Luty 2025, Internet).
13 czerwca 2026 r. o godzinie 13.00 przy ulicy Ogińskiego 3 w Bibliotece Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego odbędzie się spotkanie "młodzieżowych" opozycjonistów i konspiratorów lat osiemdziesiątych XX wieku.
Młodzieżowa opozycja antykomunistyczna odegrała ważną rolę w podtrzymywaniu idei wolności i sprzeciwu wobec władz PRL. Jej działalność wyróżniały determinacja, radykalizm i bezkompromisowość, wynikające z młodego wieku działaczy. Młodzi ludzie często nie obawiali się utraty pracy czy konsekwencji rodzinnych, dlatego byli bardziej skłonni do otwartego sprzeciwu wobec systemu komunistycznego. Pod koniec lat osiemdziesiątych coraz częściej mówiono o radykalizacji młodzieży, co wywoływało obawy zarówno po stronie władz, jak i części opozycji solidarnościowej. Strach przed niekontrolowanym buntem młodego pokolenia mógł być jednym z czynników przyspieszających rozmowy Okrągłego Stołu.
Zamarznięty Bałtyk to nic nowego, także w czasach historycznych, od kiedy ludy nad nim zamieszkujące poznały sztukę piśmiennictwa. Najstarszy zanotowany w kronikach opis drogi lodowej pochodzi z okresu schyłkowego średniowiecza. Wówczas zapisano, iż w 1323 roku doszło do udanej podróży po zamarzniętym morzu między estońską wyspą Saaremaa a niemieckim portem Lubeką.
Wyposażeni przez naturę w zdolność magazynowania i odtwarzania informacji – pamiętamy. Pamięć o tym, co dobre, buduje nas i daje siłę; od złych i bolesnych doświadczeń chcielibyśmy pamięć bezpowrotnie uwolnić, zapewne dlatego często wypieramy z niej to, co nie pozwala nam żyć spokojnie. Czy jednak można budować przyszłość na niepamięci? Przyszłość, która przecież wywodzi się z tego, co było. Przyszłość, która, z błędów wyciągając naukę, potrafi solidnie się odbudować, wie, jak stawiać kroki, by nie upaść i nie zaprzepaścić tego, co cenne.
„Czy zapis wzruszenia, lęku, zachwytu – nawet prawdziwego – wystarcza, by mówić o wierszu? Jeśli przyjmiemy takie kryterium, poezja traci swoją odrębność i staje się jedynie formą komunikatu emocjonalnego. Tymczasem poezja zawsze była czymś więcej niż ekspozycją. Była pracą nad językiem, nad jego możliwościami, ograniczeniami, napięciami” – napisał Krzysztof Gołębiewski w akantowej dyskusji o granicach poezji („Akant” 2026, nr 3, s. 20) i zaraz dodał:
Pamiętam wiersze Adama Decowskiego z lat osiemdziesiątych w „Zielonym Sztandarze”, gdzie sam drukowałem, rzeszowski autor był zawsze subtelnym lirykiem. Obszerny tom „Fraszkoteka” wyróżnia się wyrafinowaną ironią, dystansem do świata, pięknem języka.
Aneta Przybyłek po koleżeńsku podarowała mi świeżutki tomik swoich wierszy - Las gubi, wydany wespół z Piotrem Nowakiem pod podobnym tytułem, ale bardziej optymistycznym – Las mówi. W tej ciekawej edytorsko książce Bartoszyce reprezentuje wspomniana już Aneta Przybyłek, a Kolonię Bogoria – Piotr Nowak, którym nieobce są wrażenia i emocje wyniesione z lasu, który razem, ale z osobna zwykli odwiedzać, w nim przebywać i wyłapywać myśli związane z przyrodą i zapisywać je najszybciej jak tylko można, by nie uronić z nich, chociażby „połowy słowa”.
Czas upływa tykaniem zegara – tytuł książki, zaczerpnięty z pierwszego wiersza, może wydać się banalny, zbyt oczywisty, ale jednocześnie trafnie ukazuje to, o czym pisze twórca, a pisze przede wszystkim o Przemijaniu i o Istnieniu; słowa takie jak: „jest”, „bywa”, „trwa” powtarzają się. Kruchość Istnienia, kruchość Bytu, ale zarazem odwieczne Trwanie Boga. Krajobraz duchowy tej poezji przesiąknięty jest do głębi metafizyką. Ale nie jest to metafizyka abstrakcyjna, gdyż ściśle związana z ludzką rzeczywistością, z doczesnością. Już w pierwszym wierszu autor nawołuje słowami filozofa:
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Przypadki księdza Henryka Stefana Pastuszewskiego.
W poezji na pewno powiedziano już wszystko i więcej się nie da, ale... można tworzyć dalej. I wiele osób to robi, a niektórzy nawet dosyć dobrze.
Satyra w literaturze zawsze jest ryzykownym posunięciem. Z jednej strony ma siłę obnażania absurdów rzeczywistości, z drugiej bardzo łatwo zamienia się w moralizatorstwo albo publicystykę, która szybko się starzeje. Czytając Komicznego człowieka Kazimierza Grochmalskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że autor porusza się właśnie po tej cienkiej granicy – raz trafiając celnie, innym razem popadając w dłużyzny, które spowalniają całą narrację.
Aleksandra Brzozowska, poetka związana od lat z Bydgoszczą, jest autorką trzech tomów wierszy: „Kropelka perfum Chanel” 2012, „Chwila w roli głównej” 2016 i „Ocalić motyla” 2025. Dała się poznać również jako autorka bajek i piosenek dla dzieci oraz tekstów satyrycznych i monodramów. Jej poetycki głos brzmi subtelnie lecz wyraziście.
Adam Decowski tworzy bez mała od pięćdziesięciu lat i chociaż jest lirykiem, dla większości pozostaje satyrykiem, autorem fraszek, aforyzmów i innych form gatunkowych, które z nich „wypączkowują” – jak napisał w swoim krótkim omówieniu na okładce Fraszkoteki. Drwinek i docinków Jan Wolski. Mamy tu wszak zbiorki Plam i plamek, Pstryczków i potyczek, Drwinek i docinków, Kpinek i łatek, Madrygałków, Paranoidałków, Drzazg i drobiazgów, Frywolitek, Niepomożanek, Ofert z koperty, a także Limeryków i Epitafiów.
W obiegu ogólnopolskim pojawiła się eseistyczna książka Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy. Bardzo potrzebna, bo to miasto, w końcu dziewiąte w Polsce pod względem liczby ludności, mało jest znane. Taka ulokowana w centrum kraju terra incognita. Pisarz, urodzony w Bydgoszczy i zapowiadający, że będzie w niej się starzeć (s. 9), zmierzył się przede wszystkim ze swoimi odczuciami w stosunku do tego miasta. Kiedyś widział wspaniałość, wyjątkowość, urodę, potem: mizerię, nijakość, brzydotę (s. 9), a teraz?
Agatowski Tomasz (1949-2004)
Wiesław Ciesielski, Ostatni list i ostatni wiersz od przyjaciela, „Akant” 2025, nr 2, s. 28
Andrych Anna, Wizerunki, Wydawnictwo Autorskie, Zelów 2022
Rec. Daniela Ewa Zajączkowska-Hynas, Wspomnienia i fascynacje Anny Andrych, czyli o twórczości i nie tylko, „Akant” 2025, nr 6, s. 33-34
Ortodoksyjna Żydówka w wigilię Pesach jeździ po kraju i opowiada jak to jest być Żydówką w Polsce. Ubrana w sukienkę z sieciówki, matka gromadki dzieci, zostawia - przed najważniejszym żydowskim świętem - dom i wybiera się w tournée promujące ją i jej publikację. Temat Żydówki w Polsce brzmi dla mnie tak samo jak temat Araba z Nidzicy, homoseksualisty w Działdowie czy islamisty z Grudziądza. Brzmi źle, nawet bardzo źle, rasistowsko. Zakłada bowiem jakiś element ekscesu w normalności i zwraca uwagę czymś, czym nie powinien. Sam fakt, że ktoś z racji swojej przynależności etnicznej, pochodzenia czy religii robi event, jest wielce zastanawiający. W tym samym niemalże czasie ortodoksyjny katolik przesyła zdjęcia chmury na niebie ułożonej w kształcie serca z opisem, że 03.04.2023r. w Krakowie takie zjawisko miało miejsce, co należy rozumieć, że Papież nas pozdrawia. Ortodoksyjny katolik w Wielki Tydzień, a więc najważniejszy w religii rzymsko-katolickiej tydzień męczeńskiej śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, widzi w ułożeniu chmur na niebie MMS-a od Papieża.
Historia książki Maki jest naprawdę niezwykła – jej zaistnienie to splot przypadków, trud kilku osób w odtwarzaniu losów jej głównego bohatera, młodego Żyda o imieniu Moryc, oraz skrupulatna praca autora, który traktuje swoje pisanie jako posłannictwo, mówiąc o sobie, że jest jedynie palcem na klawiaturze. Trudno tu nie zauważyć zbieżności ze słowami poety Kazimierza Hoffmana: (…) jesteśmy ręką piszącą. Kto / powiedz. Kto nami pisze?. Nie była to jednak świadoma inspiracja, gdyż autor Maków w momencie wypowiadania powyższych słów nie znał jeszcze twórczości Hoffmana, tym bardziej różne sploty okoliczności wydają się zdumiewające.
Ogródek fraszek autorstwa Wiesława Rzepki to zbiór krótkich utworów poetyckich, w których satyra splata się z refleksją, a obserwacja codzienności staje się punktem wyjścia do głębszych rozważań o człowieku i jego przywarach.
Nie pomnę już, kiedy zetknąłem się z „Akantem” po raz pierwszy.
„Akant” to opiniotwórcze pismo literackie i jego rola dziś – oto temat moich rozważań.
Sama świątynia jest jednowieżową, trójnawową bazyliką, po przebudowie w 1897 r. z wyraźnym piętnem stylu neogotyckiego. Stoi u podnóża góry Zamkowej i nawiązuje do stojących tu wcześniej: wybudowanego przez wspomnianego wojewodę Monwida kościoła z 1423 r., który także strawił ogień oraz kościoła ufundowanego w 1504 r. przez króla Aleksandra Jagiellończyka.