Satyra w literaturze zawsze jest ryzykownym posunięciem. Z jednej strony ma siłę obnażania absurdów rzeczywistości, z drugiej bardzo łatwo zamienia się w moralizatorstwo albo publicystykę, która szybko się starzeje. Czytając Komicznego człowieka Kazimierza Grochmalskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że autor porusza się właśnie po tej cienkiej granicy – raz trafiając celnie, innym razem popadając w dłużyzny, które spowalniają całą narrację.
Kazimierz Grochmalski od lat poszukuje własnego języka, by opisać świat. Czasem jest to język teatru (legendarny Teatr Maya), innym razem język poezji (Traktat o marionetkach, Zanim opadnie kurtyna), a teraz język powieści. Jednak Komiczny człowiek nie jest powieścią w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. To raczej filozoficzno-groteskowy traktat, opowieść, w której narracja staje się pretekstem do zadawania fundamentalnych pytań o kondycję współczesnego człowieka. To także opowieść o współczesności i jednocześnie próba diagnozy kondycji człowieka, uwikłanego w absurd i komizm życia. Grochmalski wpisuje się w długą tradycję literatury, która zadaje pytanie o granice powagi i groteski. Tytułowy „komiczny człowiek” nie jest błaznem, którego rolą jest śmieszyć, ale przeciwnie, jego komiczność staje się kategorią egzystencjalną. Autor pokazuje świat, w którym awans i degradacja, sukces i upadek, władza i śmieszność przenikają się tak ściśle, że nie sposób ich rozdzielić. Autor pisze o tym językiem bliskim satyrze, ale zarazem podszytym goryczą. W jego wizji groteska nie jest zabawą, lecz diagnozą świata, w którym rządzą pozory, a udawanie stało się jedyną możliwą postawą wobec rzeczywistości. „Udaję, więc jestem” – zdaje się powtarzać narrator, odwracając kartezjańskie credo.
Bohaterem powieści jest Max, człowiek wędrujący przez świat, ale też przez własne doświadczenia. Zestawione są tu dwa światy: brutalna rzeczywistość biznesu, polityki, relacji międzyludzkich oraz świat metafizyczny, w którym bohater szuka sensu i nadziei. Fabuła nie jest linearna, przypomina raczej ciąg epizodów, w których Max mierzy się z groteską codzienności, odsłaniając mechanizmy władzy, medialnego kłamstwa, społecznych masek. Max jest postacią symboliczną – „komicznym człowiekiem”, kimś, kto przez swoją naiwność i wrażliwość wydaje się nieprzystosowany do świata zdominowanego przez cynizm. W jego losach można odnaleźć echa bohaterów literatury egzystencjalnej – od Kafki po Dostojewskiego, ale Kazimierz Grochmalski nadaje postaci współczesny rys; bohater błądzi w chaosie ponowoczesnych narracji, szukając autentyczności. Max to zwyczajny człowiek, który obserwuje swoich dawnych kolegów ze szkolnej ławki. Ci, którzy kiedyś uchodzili za nieudaczników, lizusów czy fajtłapy, nagle robią zawrotne kariery. To jednak postacie drugoplanowe w powieści, mające raczej charakter alegoryczny, są uosobieniami pewnych cech, a nie pełnokrwistymi bohaterami. Krzyś – przeciętniak, dawniej szkolny „średnioniski pucułek” od kredy i gąbki, dzięki ciągłemu potakiwaniu awansuje na prezydenta kraju. Szymański – lizus, udręczony przez matkę, w końcu podpisuje międzynarodowe traktaty. Maciuś – „sęp stołówkowy” – zostaje telewizyjnym guru kulinariów. Wszyscy ci bohaterowie osiągają sukcesy dzięki umiejętności udawania, nieprzeciwstawiania się otoczeniu, ustawicznemu powtarzania jednego słowa: TAK. Oni reprezentują triumf komicznej samodegradacji, której nagrodą jest kariera.
Kazimierz Grochmalski zbudował książkę na dwóch planach. W pierwszej części mamy galerię groteskowych postaci – kolegów z klasy Maksa, którzy dzięki konformizmowi wspinają się po szczeblach kariery. Te fragmenty są świetne: celne, dowcipne, boleśnie rozpoznawalne. Czytelnik bez trudu dostrzega w nich karykatury znanych polityków, celebrytów, ludzi mediów. To satyryczne spojrzenie, która naprawdę działa. Śmiech miesza się z niepokojem: to przecież nie fikcja, ale to nasza codzienność. Problem zaczyna się w drugiej części książki, kiedy na scenie zostaje już tylko Max, z którego autor chce uczynić outsidera, buntownika, człowieka autentycznego, który nie potrafi żyć w świecie masek. I owszem, Max ma potencjał na takiego bohatera, ale autor czasem dusi go pod ciężarem własnej narracji. Rozdziały, takie jak „Zakład” czy „Stan X”, przypominają bardziej eseje filozoficzne niż powieść. Refleksje o systemie, o kondycji współczesności, o globalnej uniformizacji są ważne, ale podane są niestety w sposób rozwlekły. Czytelnikowi łatwo się zgubić w tym natłoku diagnoz. Zamiast literackiej metafory dostajemy miejscami niemal traktat.
Od połowy książki Max staje się jedynym prawdziwym bohaterem literackim, przechodzącym kolejne etapy (alienacja, izolacja, próba przystosowania, bunt, refleksja). Reszta postaci pełni funkcję tła, które ustępuje miejsca jednostce, mierzącej się z absurdem systemu. To przesunięcie punktu ciężkości nadaje książce dwa różne rytmy. Najpierw na początku czytelnik poznaje galerię groteskowych masek (śmieszno-straszne portrety społeczeństwa), a dopiero w drugiej części następuje studium jednostki. Dzięki temu czytelnik w finale skupia się całkowicie na pytaniu: co stanie się z Maksem, outsiderem, który nie potrafi być częścią „systemu potakiwania”? Na to pytanie autor nie daje jasnej odpowiedzi, pozostawia czytelnika z dylematem, w którym żadna z dostępnych alternatyw nie jest w pełni satysfakcjonująca.
Kazimierz Grochmalski pozostaje wierny swojemu językowi – pełnemu metafor, obrazów teatralnych, zdań rytmizowanych i często poetyckich. Narracja balansuje pomiędzy realistycznym opisem a symbolicznym uogólnieniem. Pojawiają się liczne aforyzmy, ironiczne komentarze, fragmenty, które czyta się jak eseje filozoficzne. Autor wykorzystuje także groteskę, by demaskować absurdy współczesności i właśnie to zderzenie powagi i komizmu staje się kluczowym walorem powieści Jednak nie zawsze autor potrafi powstrzymać się od retorycznego rozmachu. Długie akapity, powtarzane frazy, aforyzmy zaczynają w nadmiarze po prostu nużyć. W pewnym momencie książka bardziej poucza niż opowiada. Nie sposób też nie zauważyć jednostronności. W świecie Komicznego człowieka właściwie nie ma postaci pozytywnych poza Maksem. Wszyscy są komiczni, groteskowi, oportunistyczni. Owszem, to siła satyry – wyostrzenie i przerysowanie, ale jako wizja literacka robi się to momentami płaskie. Brakuje choć jednej postaci, która komplikowałaby tę dychotomię „świat konformistów kontra samotny outsider”.
Powieść można czytać jako satyrę na polskie (i nie tylko polskie) życie publiczne – pełne karier budowanych na konformizmie i „systemie TAK”. Można też widzieć w niej przypowieść uniwersalną o kondycji człowieka nowoczesnego, którego życie staje się nieustannym spektaklem.
Komiczny człowiek to książka wymagająca – bardziej dla czytelnika, który szuka w literaturze nie tyle wartkiej akcji, ile intelektualnej gry i refleksji. Nie jest to powieść realistyczna, lecz alegoryczna, pełna nawiązań do tradycji kulturowej i teatralnej. Jej siłą jest język, umiejętność łączenia groteski z liryką, diagnoza współczesności ukazana przez pryzmat jednostkowych doświadczeń. Słabością może być fragmentaryczność narracji – niekiedy odbiorca ma wrażenie, że bardziej uczestniczy w eseju niż w fabularnej historii. Ta książka to jednak ważny głos w polskiej prozie współczesnej, bo pokazuje, że w świecie przesyconym absurdem i powierzchownością wciąż można – i trzeba – pytać o sens, o autentyczność, o miłość.
Komiczny człowiek nie każdemu przypadnie do gustu, bo to nie jest książka do „łyknięcia” w jeden weekend; czytelnik otwarty na literaturę egzystencjalną i filozoficzną znajdzie tu bogactwo refleksji i obrazów, które zostaną w pamięci na długo. A jakie szanse książka ma na świecie? Tematyka kariery, konformizmu i groteski instytucji jest uniwersalna – równie dobrze mogłaby dotyczyć Berlina, Nowego Jorku czy Tokio. Jeśli znajdzie się tłumacz i wydawca, powieść Kazimierza Grochmalskiego może być ciekawą propozycją dla czytelników zmęczonych mainstreamową literaturą i szukających książki, która stawia pytania zamiast dawać łatwe odpowiedzi.
Kazimierz Grochmalski: Komiczny człowiek, Wydawnictwo Literackie ATENA, Poznań 2025

