Mówię tutaj oczywiście o ostatnim tomie warszawskiego poety pod jakże… osobliwym tytułem Nie Samotne Hologramy. Dziś owe hologramy są wszechobecne i nieodzowne. Tylko niewielu wie co to takiego. Wyjaśniam za Wikipedią – „zapis fotograficzny na nośniku przynajmniej dwufalowego obrazu interferencyjnego, który w odczycie daje dwa niezależne od siebie obrazy przestrzenne 3D (trójwymiarowe)”. Proste… jak operacja wątroby, trzustki i układu pokarmowego. Stosowane jako naklejki samoprzylepne lub na foliach metalizowanych do zabezpieczenia oryginalnych produktów, w tym i banknotów. Ale tu stos hologramów poecie nie grozi?
Zbigniew Milewski (rocznik 1969) poeta, antologista (nie mylić z antagonistą jak dla podniesienia splendoru „twórczości” wypocin, zaznaczył sobie w notce biograficznej kiedyś, wierszokleta z regionu… bogatego gospodarczo, tam łatwo o sponsorów), krytyk literacki. Autor jedenastu zbiorów poezji. Postać w polskim krwioobiegu pisarskim znana, szanowana i nagradzana: „Zasłużony dla Kultury Polskiej”; całokształt twórczości Nagroda Literacka im. Juliusza Słowackiego; Złote Pióro (XVI Światowych Dni Poezji UNESCO 2016); Medal Labor Omnia Vincit (za osiągnięcia twórcze i krytyczne od Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu); Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Tłumaczony od Europy po Chiny! Drukowany w najważniejszych krajowych i zagranicznych antologiach prezentujących współczesną poezję polską.
Tytuł co trzeba pochwalić i zaznaczyć, wpisuje się w konsumpcyjność i atak produktów na wszystkie sfery życia współczesnego i uzależnionego od dóbr przemysłu człowieka. Poeci są na takie kody wyczuleni. Przypomnę Mimośród sprzed ponad półwiecza, wielu tomom poetyckim służący za imię?! I dużo wcześniejsze Ucho igielne tak często nadawane na chrzcinach zbiorom wierszy i prozy. A przecież pierwszy próbował przez nie przejść Leopold Staff w 1927 roku. „Dobry gust, wrażliwość na piękno, na kunszt i artyzm – są rzadkością. Człowiek przeciętny wybierze kicz, który przyciągnie go większą jaskrawością, dosłownością, łatwością, sentymentalizmem”. – Podpowiada mi Ryszard Kapuściński w Lapidarium VI.
Zbigniew Milewski tom podzielił na pięć rozdziałów, każdy osadzając w przynależności „umownie” klubowej. Liryka zgromadzona w zbiorze naświetla czas i miejsce jej powstawania z leksyką kontekstu sytuacyjnego. Wydarzenia z gardzieli nachalnych/rozwydrzonych mediów nie budują u poety w świadomości „prawdy właściwej” – jak u większości społeczeństwa? O zgrozo! – Tylko jak przystało na przewodnika narodu (dawno zepchnięty na margines przywilej/obowiązek). Własnym doświadczeniem i tchnieniem Bożym zamyka w refleksji wiersza „szum czystego źródła” wiedząc, że „Piekłem jest historia?” A „Poeta żyje dopiero po śmierci”, niosąc w słowach odwagę na barykady, otuchę w ciemność lochu, ulgę w tęsknocie kochankom i wygnanym, nadzieję chorym, oparcie bankrutom. Są jak Wisła – przyjazna. Z podwójnym nurtem miejscami - zdradziecka. Wytyczne iście doby romantyzmu, żachnie się czytelnik. Nie. Poezja dostosowuje się do potrzeby czasów. Bądź okresu przywołanego/kreowanego przez poetę, tu Zbigniewa Milewskiego rozumiejącego jak nikt inny Mnemosyne – Muzę Pamięci rozpiętą pomiędzy Homeryckim krzykiem a Milczeniem, pomiędzy Nadmiarem a Deficytem. Pomiędzy… „Biada temu, kto wyrusza i nie powraca” – ostrzega Oskar Miłosz. Potwierdzeniem „Pożegnanie z córeczką”, rozdział I. PacyfaClub.
Nie urośnie już, córeczka bez lęku o dom,
kiedy z nieba może padać śmiercionośny złom,
kiedy modli się, by w nocy nie spadały gwiazdy,
choć w dzieciństwie ich spadanie chciał zobaczyć każdy.
Obudziła się córeczka od wybuchu bomb,
zobaczyła w tle córeczka jak się ściany tlą,
jak się na nich cienie ludzi w szale wiją, palą,
lecz przemienię ci córeczko ziemię twardą.
Gdy ubrali mi córeczkę i wywieźli w noc,
to poczułem jak się w sercu narodziła złość.
Wyjechała, ja musiałem zostać bronić ziemi,
czy spotkamy się córeczko tego już nie wiemy.
Rozpacz ojca po stracie córki – w szerokim kontekście walki i zniszczeń miasta tu oczywiście chodzi o powstanie warszawskie, nie mnie oceniać jego sens, poeta również tego nie robi – i rodząca się złość (patriotyzm). Gdzie osierocony ojciec (Naród) staje do obrony ziemi (tu Stolica/Ojczyzna). Kult powstańca/obrońcy rozsiewa się na kolejne pokolenia warszawiaków, ale i osiadłych (krzaków) w jego granicach. Czego przykładem jest Milewski urodzony przecież w Sosnowcu. Ten kontekst obrońców własnej ziemi pokazuje i na przykładzie Ukrainy: „Karabin lub ucieczka / z płonących domów. (…) Snajperzy z Rosji / uwięzieni przez stróża. / Nie strzelają z dachu. (…) Wciąż na pancerze / koktajle mołotowa / najskuteczniejsze”. Puentą pytanie: „Na Ukrainie / dziś Środa Popielcowa, / popiół czy diament ”, Milewski pisząc utwór nie znał odpowiedzi. Czuł piekło przeszłości (Wersal, Teheran, Jałta) – zawsze silniejsi wyznaczają granice i piszą „historię przyszłości”!
Na wskroś odważnym i ciekawym utworem w tomie są „Słoneczniki – ballada romantyczna” z zaczerpniętą – na pierwszy rzut oka – fabułą z ballady „Lilije” Adama Mickiewicza (dedykacja A.M.). U wielkiego romantyka kobieta zdradza przebywającego na wojnie męża, gdy ten wraca do domu, zabija go obawiając się zdemaskowania niewierności. Na grobie sadzi lilię (symbol czystości, niewinności, dziewictwa). Nie zdając sobie sprawy z nadprzyrodzonej mocy sprawiedliwości. W utworze Milewskiego zaś przebija się – obym się mylił – prawdziwy charakter ludu ukraińskiego, utrwalony w świadomości Polaków poprzez rzeź wołyńską. Mimo, że my Polacy na przestrzeni wieków także nie byliśmy bez winy. Posłuchajcie, jak zbrodnia znajduje motyw i usprawiedliwienie:
Odkąd kraj napadli
Niepodległy, Swita
znienawidziła Moskali.
Jej mąż Sowiet Sasza
nie chciał Ukrainy,
został więc zabity
(…)
Biegła potem do cerkwi
biała niczym chustka,
przerażona, we krwi,
we drzwi księdza stuka
"Ojcze ratuj, mąż, trup!”
krzyczy sztywna jak słup.
„Nie dochowałam wiary,
nie chciał Ukrainy
Wolnej z tej przyczyny
zabiłam, czekam kary!
(…)
Odrzekł jej ksiądz stary -
(…)od rodziny boisz się kary?
Będzie więc tajemnica.
Nikt nie będzie winił
wiernej mężobójczyni,
bo jest prawo Boże,
co uczyniłaś skrycie,
mąż ujawnić może,
a on stracił życie.
(…)
A tam czekają Sowiety,
bracia męża, niestety.
(…)
Bracia kłamstwo poznali,
Czując się oszukani
Nocą zgwałcili dziewczynę!
Żaden grzech, bo w rodzinie!
Dni mijają, tygodnie
straszne jak to na wojnie,
(…)
Cofają się Sowiety!
Ziemia żyzna nie marna
Chcą się dobrać ziarna,
naginają słonecznik
- wychodzi spod korzeni
trup gnijącego Saszy,
za gwałt żony straszy:
„Nikt nie będzie winił
Swity mężobójczyni,
gdy zabiła z miłości
dla ojczyzny wolnej!
A dla waszych kości
za gwałt będę grobem,
(…)
Wdowa rzuca granatem,
ginie brat za bratem!
Słonecznikiem zasiała,
Siejąc sobie śpiewała:
(…)
nie kochali Ukrainy
Dramat ludzkiego losu, w całej jego żarliwości i dumie… Tej dumie, która pozwoliła przetrwać upokorzenia wielowiekowej niewoli. Stąd symbol słonecznika – duma, pycha… i niewdzięczność – z, którą spotkało się wielu naszych rodaków ofiarujących schronienie uchodźcom – na początku wojny – zza wschodniej granicy.
W rozdziale II. NaturaClub utworem przewodnim jest sonet „Młyński”. Autor przywołuje kołowrót istnienia od dni pierwszych: „nadawał imię / do nazwania strugi, trawy czy motyla”. – Pamiętamy… oczywiście z Biblii stworzenie świata. – „Mówił, że w kaskadzie / ciemnej wody na łopatkach koła spadają / gwiazdy, które nie spełniają życzeń”. Ciemna woda; czas bólu, wojen, zarazy. „Głupek nosił w sobie ten młyn” – odniesienie do przywódcy/przywódców zamieniających kontynenty w ruinę z niezliczoną ilością mogił. I racją silniejszego: „Nie chciał pływać nago w wirach strugi // - siłą zdjąłem mu portki. Skoczył i wyłowił / mokre. Miałem ubaw”. Dodam jeszcze jakże obrazowe dwa wersy z „Przedwiośnia”. „Pola, w pamięci / więcej białych plam”.
Jest zagubienie człowieka/jednostki w świecie pełnym pokus i stresu. Labirynty i tunele wabią łatwym zarobkiem, seksem, luzem ofiarowanym przez „węża z wódką”, z białym proszkiem. W rozdziale III. PoeticClub Milewski w jego imieniu: „Diable Stróżu, już nie wołam Ciebie, byś mnie / wyrwał i dopełnił w życiu. Oczekuję / spopielenia! Diable Stróżu, niech nie bielą // moich kości na cmentarzu, lecz w poezji, / zakazanym owocu poznania dobra i zła. / (…) // Znikam. Jest i będzie nieobecne miejsce”. Wszechmocny demon pisany dużą literą dla podkreślenia jego potęgi. Wielu piszących nadepnął; wręczając butelkę bez dna; sznur. Prowadząc do otwartego okna, na przęsło mostu, na tory. „Cienie mam dla towarzystwa, ale jakie - / znane z lektur i gazet. mówią, że mam talent // i odchodzą umarli dla świata pełni wspomnień, / które palą ich wnętrzności bardziej od wódki / pitej z literatek”. Wokół Milewskiego duchy „bo na przekór światu Polska to Poeta!”
Ganimedes w rozdziale IV. GwiazdaClub podczaszy na Olimpie, roznosi Zeusowi i bogom ambrozję i nektar. Dające nieśmiertelność i wieczną młodość. Jak poetom zakutym w słowie, którzy odeszli u progu życia z wyroku demona, ale i na wojnach, w powstaniach, wycięci chorobami i głodem. Poeta mistrzowskim skrótem przedstawia porwanie Ganimedesa przez orła, budując obraz poetycki dla czytelników… z szeroką wyobraźnią. To samo dotyczy wiersza „Czerwone wino”. Maleńki cytat: „kleiły się stronice w książce / od potu i komary usypiały we krwi”. Zresztą zdecydowana większość utworów Milewskiego wymaga racjonalizmu i łączenia faktów. Podmiot liryczny w wielu wierszach zwraca się do trzeciej osoby. ON jest bohaterem, rozmówcą, adresatem, wyrocznią. W tych wierszach czujemy prawdę sztuki. A manifestacją jej jest milczenie i cisza. Stajemy po drugiej stronie słowa: nie znaczącego, ale znaczonego?...
Kolejny odważny a może prowokacyjny? utwór: „Szymanowski”, rozdział V. MuzaClub:
Spojrzeć jeszcze raz na Tymoszówkę i staw
zarośnięty pałką, tatarakiem, pałac.
Zjeść kolację na werandzie pod kiściami
granatowych drobnych winogron i rozebrać
się do naga, by popływać, niczym prości
chłopcy z ludu albo bardziej mitologiczni
bohaterowie. Czuję na ramieniu Jego
dotyk. Jestem nagim fortepianem. Pełni
świadomości ciała stajemy się początkiem
sztuki i wspólnego mitu, inicjacji
bólu, który jest początkiem życia. W ciszy
nocy, w rytmie pełnej upojenia sztuki
ars amandi, tu i teraz tak dla siebie.
Wielu z nas zatopionych w literaturze zwłaszcza Jarosława Iwaszkiewicza, marzy o powrocie „do wczoraj”. Do majątków szlacheckich na kresach, gdzie mityczność tamtych miejsc przepełnia wyobraźnię, jakby tam wtedy wszystko było sielanką. Zapominając o buntach miejscowej ludności. O podpaleniach i samosądach. Poeta przywołuje Tymoszówkę, miejsce narodzin i własność do rewolucji Karola Szymanowskiego – kompozytora, pianisty, pedagoga i pisarza. Rozmyślania poety – ja lirycznego – krążą wokół pałacu, stawu zarośniętego pałką, tatarakiem, werandy pełnej kiści winogron i seksualności – przypadek Ganimedesa i Zeusa budującej sztukę – ars amandi. Z szerokim spektrum znaczeń…
Zbigniew Milewski pochodnią emocji rozświetla każde słowo zawarte w zbiorze, każde „rozdanie” twórcze. Zdając sobie sprawę, że jego poezja przemawia zawsze osobnym kodem do indywidualnego odbiorcy.
Jerzy Stasiewicz
Zbigniew Milewski Nie Samotne Hologramy, Fundacja Literacka „Jak podanie ręki”, Poznań 2025, s.84.

