Czas upływa tykaniem zegara – tytuł książki, zaczerpnięty z pierwszego wiersza, może wydać się banalny, zbyt oczywisty, ale jednocześnie trafnie ukazuje to, o czym pisze twórca, a pisze przede wszystkim o Przemijaniu i o Istnieniu; słowa takie jak: „jest”, „bywa”, „trwa” powtarzają się. Kruchość Istnienia, kruchość Bytu, ale zarazem odwieczne Trwanie Boga. Krajobraz duchowy tej poezji przesiąknięty jest do głębi metafizyką. Ale nie jest to metafizyka abstrakcyjna, gdyż ściśle związana z ludzką rzeczywistością, z doczesnością. Już w pierwszym wierszu autor nawołuje słowami filozofa:
spiesz się powoli
dzikość łagodnieje
łoskot kończy się ciszą
ogień krzepnie
blask ciemnieje
płomienie gaszą wodę
czas upływa
zmierzając do swojego początku
który nigdy się nie zaczyna
Istotnie, Czas jest siłą, której nie można zignorować. Jest rzeczywistością przejmującą, wszechogarniającą człowieka, nie może bowiem istnieć życie poza czasem. Przynajmniej tu, na Ziemi. W tej poezji jest po prostu obecny Bóg.
Wiersze W. S. Kozaka są formalnie stosunkowo proste; jeśli znajdujemy tu metafory, to bywają one używane dość oszczędnie i ze smakiem. Bardzo często autor wyodrębnia pojedyncze słowa – ale nie tylko słowa, często też zamiast nich znajduje się tylko jedna literka: „i”. Tak jak w tym wierszu:
* * *
pytania bez odpowiedzi
i
mowa
pozornie niema
i
cisza
na pozór głucha
i
miłość
li tylko wyszeptana
zawsze i wszędzie
i
w niebie
zostanie wysłuchana.
Nad niektórymi tekstami czytelnik musi się pochylić, musi być uważnym, by niczego nie uronić. Niektóre z nich są dość tajemnicze – takie, jak ten:
* * *
bywa że
prawie zawsze
prawie wszędzie
prawie nigdy
prawie wszyscy
prawie każdy
prawie żaden
prawie nikt
a
już połknięte
przeżute
przetrawione
zgniłe
i…
wydalone.
Ale rozważania teologiczne czy filozoficzne to nie wszystko, znajdziemy tu także piękne erotyki, wiersz inspirowany głośnym filmem Agnieszki Holland „Zielona granica”, jest też obecna przyroda, zwierzęta – zwłaszcza ptaki: wróble, gile, łabędzie. Mamy też niezwykle ironiczny i gorzki wiersz o… poetach. Tu i ówdzie pojawia się jakaś smutna refleksja, czy wręcz żal za odchodzącym życiem („zbyt mało przeżyłem / życia” – tymi przejmującymi słowami kończy się jeden z wierszy). A wszystko to w aurze czterech pór roku, w aurze ustawicznego Przemijania…
Tak, smutne są to rozważania, nastrój tych wierszy zdecydowanie melancholijny. W. S. Kozak w tych tekstach, używając nieco górnolotnego określenia, odkrywa swoją duszę, dzieli się z nami swoimi refleksjami, wrażeniami, uczuciami. W jednym z utworów bez tytułu pisze:
w ogromnych oczach patrzących na
nieludzką rzeczywistość
odbija się jedynie strach
ludzkiej nierzeczywistości.
Takie frazy sprawiają, że odbiorca zatrzymuje się przy tej poezji nieco dłużej. Jest tu drugie dno, do którego musi się sam „dokopać”.
Na koniec chciałbym przytoczyć pewien wiersz w całości:
* * *
tam
gdzie szuka się
samotności
znajduje się
ludzkie tłumy
tam gdzie się
kocha
jest dwoje
oczu
warg
dłoni
i
stóp do obmycia.
Witold Stanisław Kozak, Czas upływa tykaniem zegara, Wydawnictwo „Pejzaż”, Bydgoszcz 2025.

