Publikacje

Arkadiusz Frania - Lód, czyli ruch; zgiełk, czyli cisza

Nikt nie powiedział, że pisanie o poezji ma być łatwe niczym wypicie duszkiem szklanki zimnego piwa w upalny dzień. Krytyka literacka może stać się oryginalną twórczością między innymi przez doświadczanie mordęg i utrapień w kontakcie z indywidualnością pisarską. Liryka KRZYSZTOFA STANISŁAWSKIEGO, autora czterech zbiorów (Rozbite witraże, Bydgoszcz 1995, wyd. 2. – Bydgoszcz 2002, Próba końca, Bydgoszcz 2001; w pełnym świetle dnia, Bydgoszcz 2004; Głód, Bydgoszcz 2005)1 rzuca wyzwania, na które recenzent, eseista we własnym twórczym sumieniu musi zareagować: może przejść obok, poślizgać się piórem (tj. para-myślą) po matowej okładce, dotknąć kredowego papieru (czytelnik niedzielny) albo rozkleić wiersze, wypiąć je z książek, czytać po kolei (jak autor przykazał) i w dowolnej kolejności; sam proponuję odczytywać wyrazy przez wilgotne palce jak pismo złożone alfabetem Braille’a, smugi liter stają się wtedy poligraficznym szeptem inności i różności. Krytyk rzetelny, krytyk skuteczny powinien ingerować w zapis liryczny, bowiem ten nie stanowi świętości, tworu nienaruszalnego.

Tekst szkicu to efekt analizy wykonanej przez czułego intruza, dewastatora immanentnej logiki dzieła. Odczytywanie jawi się jako walka dwóch sił artystycznych. Ale ocenę "poezja sprawia wrażenie..." trudno zastąpić tyranią sądu kategorycznego "poezja jest...". Miejmy jednak odwagę odnaleźć wiersze prawdziwe, ukryte za wersjami wydrukowanymi; każdy z tekstów jest utworem-kontaminacją, bytem wielorodnym, hipertekstem, labiryntem, łamigłówką, wreszcie "palimpsestem". Ten ostatni termin oznacza: "starożytny lub średniowieczny rękopis pisany na pergaminie, z którego wytarto tekst pierwotny" (podaję za: Słownik języka polskiego, tom 2: L-P, redaktor naukowy Mieczysław Szymczak, Warszawa 1999, s. 561). Świadoma technika palimpsestyczna polega na wytarciu tylko części zapisu i nałożeniu na niego nowej warstwy treściowej. Przy niezniszczonych słowach, ich częściach ("eksplozje zagubionych sylab", PK11), pojedynczych głoskach (tekst pierwotny) pojawiają się nowe elementy językowe (tekst nadpisany); rodzą się więc partie rezonujące, drżące, quasi-struktury o przytrzaśniętej gramatyce, o niespójnych rytmach lirycznych, by w końcu zastygnąć w tekst pierwotny dla kolejnego ruchu pisarskiego. W wierszu Mgle przypisane (G29) czytamy: "Wielokrotnie / złożone - zdanie po zdaniu" (G29), "regułom wyrwane Słowo" (G29). Ewolucja w stronę nieprzewidywalnej jakości zachęca do zabiegu repetycji. Ta poezja usadowiła się właściwie między słowami, za komunikatem explicite, dlatego nie można poprzestać na recepcji złudnej partytury książkowej.


W ogniu twórczym powstają utwory sylwiczne, pozornie niejednorodne, zszyte z kawałków o różnych barwach i fakturach. W jednym w liryków pada wreszcie imię "collage", którym bez wątpienia możemy skomentować twory liryczne Krzysztofa Stanisławskiego: "Umarłe daty - Przed / nocą ścięte / W śmietniku / na końcu mych snów ... / Mam z nimi collage / ... Zrobiony nad / ranem // - Przez fotograf a... / co też / mi się przyśnił" (RW22).

W przypadku liryki Krzysztofa Stanisławskiego mamy do czynienia ze sposobem konstruowania kolejnych zbiorów, który nazwałbym "pływającymi fragmentami", "migrującymi wierszami, frazami". Wyimki z własnych wierszy (nieraz dość obfite) stają się mottami, muszą być więc traktowane niemal jak tekst cudzy, tym bardziej że nie są uwzględnione w spisie treści. Następuje także okaleczanie liryków do tzw. wersji skróconych (np. Regułom, tekst pełny – RW18, tekst ubogi – WPŚD12); wplecenie w nowe wiersze fraz z innych utworów (np. liryk o incipicie ***(Co to za film że tak porusza Czy) (RW38) oraz wiersz Ulotność (PK7) mają część wspólną: "Z jakąś twarzą Wśród / któregoś / dnia", choć w wersji drugiej "któregoś" zostało doczepione do pierwszej linijki. Co ciekawe, niektóre zaczerpnięte z poprzednich tomów teksty w nowej książce zostają tytułowane u dołu wiersza, a nie nad (np. Ślady, RW12, G6), choć są też przedruki tytułowane nagłówkowo (np. Klatka, PK13, G11); zdarza się wiersz zmieniający tytuł, np. Tła (RW42) przebierają się w Wciąż ciepłe wnętrze (G21), w tym przypadku następuje nowy rozkład napięć, wersów. Nieraz przedrukowywany fragment wiersza zapisano jako prawie prozę (np. U-Rodziny, WPŚD49, G44). Warto się też zastanowić, czy urywki objęte kursywą oznaczają niekoniecznie homogeniczne dopowiedzenie z zewnątrz bądź z wewnątrz.


Tytuł debiutanckiego zbioru staje się, w moim przekonaniu, autokomentarzem do całej twórczości bydgoskiego autora. Rozbite witraże egzemplifikują stan dezintegracji, rozproszenia, psychicznego exodusu: "My / kiedy w tłumie przeczuwamy / siebie - Rozbite każde / w inną / biegnie stronę - Już / Może jeszcze" (RW34).

Podmiot liryczny rusza w siebie ("W ciszy / bezwietrznej Dziennik drogi spuchł i rozkleił / się", WPŚD18), by odbyć demoniczną podróż bezdrożami własnych myśli, majaków, wyobrażeń, przeobrażeń i przekazać raport o samoposiadaniu, ego-raport, dziwnie logiczną opowieść o nielogicznym ładzie świata: "Na bezdrożach ... / rozumu W całej gamie znaczeń Sączą się / ... jaskrawe – Twarze ... / mają przywiędłe" (WPŚD17), tym bardziej że "Wbrew sobie - Syta... luster / prawda znów śpi" (G23).

Bohater podejmuje się więc, nie bez obaw, próby opisu anonimowego krajobrazu, gdy złożona z elementów rzeczywistość została roztrzaskana na zawsze: "Wciąż ciepłe wnętrze A przecież / biel / Ponad słowami - Obrazy / drzewa / zakręty drogi / i blade lustro" (RW42). Pozostaje zdejmowanie ze szkiełek odcisków palców, śladów warg, rozkodowanie rys, badanie składu nitek z ubrań, pojedynczych włosów, kropel krwi; urywek: "Kolorowe / kropelki szkła / ukryte we włosach" (RW6) może być sygnałem erotyzmu w katastrofie, miłości w świecie zagrożonym. Osaczonego wizjami bohatera prowadził też Jacek Durski w powieści Rok: "Wszędzie myśli, obrazy. Karabin maszynowy luster. [...] Kilka widzeń nałożyło się laserunkowo" (Jacek Durski, Rok, Warszawa 2003, s. 77). Przypomnijmy, iż ten wielki pisarz zaczął od cyklu impresji psychodelicznych pod znamiennym tytułem "Wśród krzywych luster" (Katowice 1997, wyd. 2 Katowice 1999). Także Tadeusz Zawadowski nadał lustrom przymiot zlęknionej świadomości; bohater w "Rozmowie z lustrem" wynurza się na powierzchnię zimnej tafli: "Mój krzyk / upodabnia się do głosu tłuczonego / szkła Przypomina / spazm dziecka Nie płacz / mówisz mi Jestem / tylko wskazówką zegara / w ręku Boga" (z tomu Lustra strachu, Zduńska Wola 2000, s. 12). Jak zszyć te łaty ontologiczne, jeśli "Rozpada się oblicze / - Ma ... tysiące twarzy" (RW15), "Wzdłuż nagiego rzędu / topoli Znanych gestów / twarzy" (PK25).


Podmiot liryczny wpadł w potrzask; w gabinecie krzywych luster miota się niczym spętany ptak między obrazkami, wspomnieniami dzieciństwa a nieokreślonością dnia obecnego: "Kiedy byłem mały chciałem biec / na koniec świata" (PK7). W "rozbitych witrażach" (RW6), "krzywym zwierciadle" (RW6) przeglądają się zdeformowane miejskie konstrukcje, wykoślawione twarze, a wiersz staje się fotografią cyfrowo przekształconą: "Były w nas lustra" (RW6), projektem cofnięcia się w czasie, w skaleczone "przedtem", które zostało dotkliwie złamane sylabami: "Za witraże brudnych snów Cudzych / malign - Festyn marzeń - Z nadzieją / że znowu jest – Przed - / tem" (WPŚD41). Mamy tu asymetrię już nie tylko słowa, ale dwóch części psychicznej fizjonomii homo sapiens. "Przedtem" może łatwo przeniknąć w "zawsze", tj. w uwięzienie, internowanie przez ostrożne migotanie reminiscencji: "Z jakąś twarzą Wśród / któregoś / dnia / I teraz tylko oswajać złudzenie / Na pamięć już / zawsze?" (RW38), "Widzę nas z oddalenia Dawnych / roześmianych Jak / na starym sztychu / W bezruchu" (PK15), "Zapach dotyk Zmysł pamięci / na dnie przedmiotu / [...] // Zatrzymać Błądzić Czekać / Tamtego miejsca / oddechu / Tamtej wody i tamtych / liści" (RW16). Zniewolony staje się wizerunek, który powinien kołysać się na powierzchni kałuży: "Z jednego odbicia kałuży lśniącej / pod stopami - A ja ... / niczemu się nie dziwię" (WPŚD36-37).


Jednym z ważniejszych liryków Krzysztofa Stanisławskiego jest Nad nami Nad wodą Nad ziemią (RW5): "Pustym pociągiem mierzę cień Zaspane / dworce - żaden nasz / - Znów zbliżam / się do Ciebie - Trwamy / dalej Choć wolno / płoną moje sny - Ty / jesteś tam / w pełnym świetle / dnia" (RW5). Czuje się tu przefiltrowany klimat lozańskich arcydzieł liryki refleksyjnej Adama Mickiewicza: egzystencjalna samotność narratora, niemożność osiągnięcia zupełności uczucia to dość oczywista diagnoza. Ale chciałbym zwrócić uwagę czytelniczą na niebezpieczne balansowanie podmiotu na ostrej krawędzi bytów, na granicy nocy i dnia, rzeczywistości śnionej i snu realnego, mroku i światła. Pociąg to symbol przekroczenia własnego losu, zagłuszenia trawiącego krew krzyku. W pewnej chwili nastąpiła jednak celowa retardacja zdarzeń, prawie zawieszenie akcji poprzez użycie leksyki wstrzymania: "Zaspane / dworce" (RW5), "wolno / płoną moje sny" (RW5). Czy zatem brak powinien zostać niezaspokojony lub nawet pogłębiony, a jego odczucie wysublimowane: "A jeżeli wyjechać znaczy trochę / umrzeć / Trzeba jechać - Bo coś / powiedziane Dawno gdzieś / daleko" (RW6). W Łatwej zdobyczy podmiot liryczny broni się przed nadzieją na trwanie; butnie parafrazuje Horacjańskie "non omnis moriar", apoteozując śmierć, sen, stan zawieszenia: "I cóż z tego / że nie cały ginę Lżej byłoby mi wierzyć ... / ... że umarłem / na chwilę / - Pod spuchniętymi / powiekami - powrotne drogi są ... / ... bardzo długie" (WPŚD27). Przypomnijmy, co pisała Halina Poświatowska: "a jednak / miło jest pomyśleć / że świat umrze trochę / kiedy ja umrę" (Halina Poświatowska, Poezje zebrane, opracował Aleksander Madyda, Toruń 1994, s. 457). Ale bohater nie kapituluje, nie rezygnuje z życia, zwyczajnie marzy o chwilowym odpoczynku, o przycupnięciu na kamieniu leżącym przy piaszczystej drodze. Ciąg dalszy frazy "Ty / jesteś tam" (RW5) nastał w Czarowaniu (RW7), wierszu o nieokreśloności (zaimek "gdzieś"), już o (kolejnej) ucieczce przed sobą: "A gdzieś ... Tam - Bez / dali Za- / klinanie Cza- / rowanie" (RW7). Zwróćmy i tym razem uwagę na neurozę sylab, odczepiających się od rdzeni, pulsujących jak wolne elektrony gotowe stworzyć nowy, nieprzyjazny porządkowi idiom.


Funkcję kanonicznej praprzyczyny bytu pełni więc woda, przecież bydgoska wersja "zmrożonego światła" Ludmiły Marjańskiej to nic innego, jak światło zaklęte w wodę (lód). W instrumentarium etycznym Krzysztofa Stanisławskiego często pojawia się jedność obu sił: "czuję znany blask i tamtą / czuję wodę" (RW24), "wszystko już / jest / Raduje bez przyczyny Rozjaśnia / się w wodzie i / trwa Czyste - ostateczne Bez / alternatywy" (PK33). Akwatyczny pejzaż filtruje groza wprost z tekstów czarnego romantyzmu: "Deszcz / dziobie piach Kaleczy / młode kwiaty" (RW6).

Zgodnie z teorią istnienia zaproponowaną przez autora, żyjemy przy nabrzeżu (PK23), w domu pustelniczym (latarni, samotni) z oknem na bezkres cieczy. Nasze siniejące terytorium jest na pierwszy rzut oka wykreślone linią brzegową. Granice, krawędzie, sygnalizują tylko zagnieżdżenie ludzkiego losu w tęsknocie: "Pragniesz zajrzeć za widnokrąg Podróż / Ci się śni Gdzieś / - Tam daleko jest ląd Opatrzony / cyfrą" (PK13), głównie jednak, o czym mowa w innym miejscu, w wątpliwościach; emisji takich skojarzeń służą zaimki niejasności: "Ktoś kiedyś pomyśli" (PK19), "Niejasna nie- / pewność" (RW36).

Morze ukazuje wieczność, wyzwanie, ale i niepewność; ścieżka wiedzie ku wielkiej wodzie, nawet "Ogród schodzi ku morzu" (PK19). W jednym z utworów bohatera kusi nirwaniczne zatracenie na opak, bo bez równowagi ducha, a z rozchwianiem systemu nerwowego: "Teraz nie spiesz się bo / czas Przestał płynąć Zaczął / tonąć Zanurzony jeszcze raz / w przeczuwaną / nieskończoność" (WPŚD45). Ale nie ma mowy o wielkim oczyszczeniu, bowiem ruch jest podszyty jakimś wewnętrznym bólem. Zacytujmy passus – kolejną metaforę człowieka, szamoczącego się w sieci zdarzeń: "Wzdłuż promenady która wiodła / ku morzu Stały latarnie / W kręgach wątłego światła / tańczyły komary / i ćmy" (PK17). Czy podświadomie nie identyfikujemy się z komarami i ćmami, choć żywimy się krwią Boga, codziennie ulegamy rachitycznym widmom, widziadłom, pozorom wartości prawdziwych, przecież latarnie emitują "wątłe światło". Enigmatycznie brzmią eksperymenty usidlenia podmiotu lirycznego w egzystencji: "Długie korytarze / Strupy zeschłych myśli / Zapach / ziemi po deszczu Słony wiatr / z zatoki Wśród tańca i / śpiewu / Przy nabrzeżu W dali / Błękicie i w plusku" (PK23). Z każdym przeczytanym tekstem dochodzę do wniosku, że Krzysztof Stanisławski używa wyłącznie języka symboli, znaków, a nie słów monofonicznych, jedynie o cechach użytkowych, komunikacyjnych. Płaszczyzny, płyty tektoniczne stanowiące wystrój klatki dla homo sapiens trą o siebie, wypiętrzają się guzy, z których cieknie brunatna krew, zgaszone myśli, zranione uśmiechy, grymasy lęku: "A w moich dłoniach / zamieszkał strach / Znowu to / samo" (RW43). "Długie korytarze" (PK23) przeistaczają się w "Czeluść / korytarzy" (PK26).


Krzysztof Stanisławski zdaje się wątpić w możliwość kreacyjną działalności artystycznej, choć w sensie etycznym nawiązuje do Norwidowego "tak – tak, nie – nie": "Na stole leżą dojrzałe / sentencje - To jest czerń - To jest biel" (WPŚD34). Zawieruszony w kosmosie człowiek pochyla się nad kartką papieru, bezskutecznie pisze i skreśla ("Blaknące litery stawiam przesuwam ... / ... Tylko ... i drżę / że znowu Zwodzę - Znowu / zapominam", WPŚD34-35), wymazuje ("Albo zetrzeć kreskę // ... Żeby śladu / nie / zostawić", RW30), waha się ("Stawiam drżące ślady Myląc się / nieustannie", PK31), sądząc, że od jednego wadliwego słowa, od źle dobranej głoski może zależeć czyjkolwiek los: "Rzeczywistość / sprowadzona do zapachu pustki Litanii / kamieni / Białej kartki papieru / leżącej na stole" (PK15). Bohater z goryczą wyznaje: "Kiedy wziąłem do ręki maszynopis / kolejnego wiersza / Spostrzegłem ze zdziwieniem że / jest czystą kartą" (RW41). Egzemplifikacją rozczarowania są znikające ślady, które zakrywa śnieg ("Tymczasem śnieg zakrywa na chwilę / ślady stóp", RW10) bądź zmywa woda ("Wiersz na piachu / fale", RW12). Do faktu, że poezja nie zbawia (ludzi, zwierząt, świata), zdążyliśmy się przyzwyczaić (nie bez smutku, żalu), dlatego liryce pozostawiono funkcje zagospodarowania ciasnej przestrzeni egotycznej (poezja=ja , tylko moje życie): "Nie czytał nigdy takich wierszy / Nie wierzył kreskom na swej / dłoni" (RW41). Mimo wszystko miło jest ufać, iż: "Z garstką najbliższych / rozrzuconych sylab - Ubywa / dnia - Ubywa barw" (RW45). Halina Poświatowska pisała: "tak lekko / ubyć z zapachu / z barwy / po prostu / pod głowę ramię / i zasnąć" (Halina Poświatowska, Poezje zebrane, s. 154). Choć jest to fragment o śmierci, o dochodzeniu, brzmi cieplej, przyjaźniej, radośniej, niż u Krzysztofa Stanisławskiego, którego "anegdota o istnieniu" zaczyna być "ciemną dykteryjką", zapisem fantazmatów jątrzących się w umyśle bohatera: "Gorączka Majak / wilgotnej pościeli Arytmia" (PK21), "W narkotycznym zapale" (WPŚD44), notacją błądzenia między przedmiotami a ich cieniami: "Poza / labiryntem mowy Zapisem mych / szaleństw" (PK25), "Wśród grobów labiryntu / kluczę" (G17).


Wiersze Krzysztofa Stanisławskiego odświeżają miniony czas, aktywną pianą liryzmu (detergent filozoficzny) wnikają w głąb zdarzeń zamkniętych, przywracając im ezoteryczny poblask. Bo życie trzeba zapisać na taśmie (dyktafon, magnetofon) i odtwarzać od nocy do świtu; nad ranem, po nieprzespanej nocy, istnieje się w zwolnionym tempie, w przyciemnionej klatce, toteż otoczenie chwieje się, wszystko jest równocześnie bliskie/dalekie, widoczne/niewidoczne: "A to co ukryte Wciąż / ... jeszcze / Dalekie - Blis- / kie - Tak / jak my dla siebie - Zbyt / równoległe" (WPŚD20), "A potem bez- / brzeżne czuwanie Widoczna Nie- / widoczna Jak światło odbite / na fali" (WPŚD41).

Poezja i życie w wydaniu Krzysztofa Stanisławskiego to strefy nieznane, a interpretator jest w ich obliczu skazany na niedomówienie, ufanie odczuciom równie wiarygodnym, co złudnym: "Bagna i sitowie Należą / do tego świata" (PK15).


Krzysztof Stanisławski maluje swoje wiersze przeczuciem, przywidzeniami, zbiorem rekwizytów, oschłych rzeczowników, niespokojnych przymiotników, czasowników wręcz wyjętych z katastrofy: "Płaty pękającego tynku Owoc strącony / - Wpół dojrzały / Wędrująca granica Negatywy / dali I Szron na szybie coraz prawdziwiej / To wszystko będzie z nami / Strumień lat Wodospady zdarzeń Inicjał / Waga / Zew który karze" (PK8). Poeta kontaktuje się z nami nie kodem mowy potocznej, mowy wprost, lecz poprzez sytuacje liryczne, układ skojarzeń, emocji o zdecydowanej bądź wahającej się kolorystyce. Julian Przyboś pisał: "Dobry wiersz jest odkryciem nieznanego jeszcze powszechnie zachowania się uczuciowego, czyli nowej sytuacji lirycznej, odpowiadającej zmienionej sytuacji obyczajowej. Dobry wiersz ujmując tę nową sytuację liryczną, zmienia dawny sposób wyobrażania, czucia i wartościowania" (Julian Przyboś, Probierz liryki, [w:] idem, Linia i gwar. Szkice, tom drugi, Kraków 1959, s. 205).

W powyższym tekście możemy zobaczyć co najwyżej zlepek myśli, zadziorów, haczyków metafizycznych, które działają dopiero w odbiorze symultanicznym, jednoczesnym, równorzędnym. Autor posługuje się oryginalną techniką poetycką: formą przewrotnego makijażu, służącego malowaniu "zrywów" świadomości, gdy nazwane są kolejne części maski, sztucznej twarzy. Mamy w powyższym wierszu na 31 słów jedynie dwa czasowniki: "będzie" i "karze", czytane razem, obok siebie jawią się jako wyrocznia; wszystkie znaki leksykalne zostały wyjęte z reportażu o schnięciu światła, blaknięciu czystych, soczystych barw; rzeczywistości stępionej, odwrotnej ("negatyw"). Obraz jest przyciemniony, zszarzały, zadymiony, zmatowiony, dlatego dość przewrotnie brzmi tytuł tomu W pełnym świetle dnia. Czyżby zadaniem procesu lirycznego było wywoływanie zdjęć z takich klisz (choć "klisze / porwane", WPŚD13), błon fotograficznych, przywracanie porządku, wytyczanie linii i podziałów, czy bezradna zgoda i konstatacja? Czas przepływa, gnają zdarzenia, nie potrafimy poznać świata, ograniczając się do odczytania samych "inicjałów". To dość uboga epistemologia, gdzie "Płaty pękającego tynku" przeradzają się w "płaty pękającej duszy", czule przechowywane w szkatułkach fragmenty przeszłości, w – "Nie warte nic resztki / Ta sterta pamiątek" (PK9). W tych wierszach ewidentnie wieje chłodem, a przestrzeń ścięta mrokiem ubezwłasnowolnia nieskończoność, zakrzywia, łamie wieczność: "wysycha Wielka / ciepła przestrzeń" (PK11). Istotnie w drugim swoim zbiorze stworzył poeta nowy gatunek ekspresji poetyckiej "próba końca", każdy utwór opisuje na nowo więdnący świat ("zasupłany koniec / i początek", PK9), choć, jak czytamy w Pejzażu (PK11): "Tu ... jeden koniec / wiele ma początków" (PK11), "Już prawie wszędzie / i na każdy temat / Chowamy / w pośpiechu Oddalamy / treść źródła / uświęconych / zasad - Pękają" (PK27). Otchłań, dal, przepaść, czeluść, urwisko, obryw, osuwisko to elementy, z których autor tworzy pejzaż mentalny, psychiczny, podobny tylko do samego siebie: "Stoję na końcu wielkiej równiny / Przy nabrzeżu - W błękicie i / plusku / - Blisko tak ... / blisko" (RW8), "Strome wnętrze / muszli" (PK19).


Dzień u poety z Bydgoszczy nie ma zbyt wiele wspólnego z blaskiem, świetlistością, iluminacją, feerią lśnień; słońce co prawda świeci, ale przesłania je chmura lub – mówiąc wprost – wewnętrzna struktura podmiotowego psyche. Cytat: "Po wzgórzach wędrowało oszalałe / słońce Absolutne / - Zamknięte" (WPŚD7), tylko na moment rozwiewa czerniejące cumulusy, hermetyzm widowiska przekłada się na próżnię mroku i chłodu, pustkę: "Wzdłuż uśpionego rzędu topoli Godzina mija / za godziną / Słońce zaszło i spoczywa za wzgórzami Ptaki / szybują - Krążą pod pustym / dziedzińcem / Świątyni Brak tłumu który ... / tłumi - Sam / siedzę na omszałych schodach Minuta / się zmienia w godzinę W ciemno-błękitnej / głuszy - Szybuję / - Trwam / ... lżejszy ... / od ciała / - Krążę" (WPŚD23).

Okno, zaglądanie w dal, zapadanie w przeszłość sepii ("Wrzesień tego roku jakiś ... / inny był - Jak zwykle dziurę w sepii trwóg / kopał", WPŚD49), oczekiwanie przyszłości ("Ktoś kiedyś pomyśli - Jest moim / lękiem Wykrzyknie / - Nadzieją Odejdzie od / okna / Pobiegnie wzdłuż morza", PK19) przypominają obrazy Paula Delvoux, którego marmurowe postacie kobiece zdają się wołać słowami bohaterów Krzysztofa Stanisławskiego: "Za mostem / Za rzeką Między jednym a drugim / dniem" (PK21), "Ciasna / obręcz dni" (WPŚD9).

Wegetacja podmiotu lirycznego zaczyna się od spojrzenia na człowieka lub jego przedmiot. Ale widzenia bohatera trudno zaliczyć do oglądania, zerkania, rozglądania się: "Gotowa cieniom... Światłu - stawić / czoła - Siatkówka oczu – dwu - / tygodniowa" (G43). Wzrok nie ślizga się, ale rozbija o kanty: "Harmonia / rozkwitów Błyskawica / burza - Ławice obrazów Prowadzące pewnie / źrenicę bystrą - Obecność..." (WPŚD15).

Osoba mówiąca w wierszach ma jednak światłoczułe spojówki, nie bez powodu przywołamy w tym miejscu poezję Ludmiły Marjańskiej, tytułem jej tomu-wielkiego come backu Zmrożone światło można określić pewien uprawiany przez autora z Bydgoszczy typ "zobaczenia" rzeczywistości. Kryształ lodu zatrzymuje czas, staje się ćmą w żywicy, czerniejącym bursztynem wykopanym, wydobytym z tonącego korabu poławiaczy natury: "lodowata / przestrzeń" (RW19), "Słońce przez obłoki Dno przez nurt strumienia / i obce bolące / powietrze Aż szron na szybie" (WPŚD39), "śnieg na obrazku - Zmarzlina" (RW15), "Zastyga przestrzeń / Wstrzymuje bieg rzeka Nagłym / lodem zakuta pozostaje / tutaj" (PK21).

Także światło i ciepło zostały w mniejszym lub większym stopniu podszyte lękiem. Passus: "Rozcieńczone światłem wino ... - staje się - / coraz mocniejsze" (WPŚD34), mógłbym być początkiem współczesnego anakreontyku, swawolnej, a przynajmniej swobodnej pieśni biesiadnej o raczeniu się trunkiem, gdyby nie wyznanie tajemnicy: "Bo światło z bólem splecione / Odsłania byty ... / przeczuwane skryte" (WPŚD43). Ogień ma jedynie przymiot żywiołu trawiącego materię i inne żywioły: "Okręty i progi lądów / podpalanych" (RW17). Okręty będą symbolizować wodę, a "progi lądów" ziemię.


Bohater zdaje się żyć w krainie wyludnionej, w gęstej od podejrzeń ciszy, w której dudni przepływająca do serca krew i kołacze w mózgu wspomnienie landu zgubionego przez przodków. Jest po sezonie: "Jesień przywraca znów / puste plaże" (WPŚD49), "sezony lśniącej pustki" (PK7), ale tańsze pokoje nad morzem muszą być okupione alienacją i smutkiem już nie tyle melancholijnym (kreacyjnym), co jałowym (degradującym): "W pustych pokojach wydobyte / z tła / Kontury" (RW36), "Szlak pustych gniazd" (RW38). Odosobnienie ukazuje wymiar "po rozstaniu", wtedy "ja samotne" po raz pierwszy określa (nie)swoje położenie: "Wabi chłodna pustka Stygnie ślad - Spod powiek / mgły Nasza / podróż - rozmowa Mało już ... / możliwa" (WPŚD37), "milcząca przestrzeń" (RW37). Bohater zapada we własne wnętrze, znika w dumaniu bez intencji artystowskiej, lecz do cna autentycznej. Można czepiać się pozorów: "Nikłe echo / sensu" (RW5), choć i tak dosięga nas cisza butnie złowroga, nawet nie bezgłos, ale martwota: "I nagła Wciąż / rosnąca cisza Marszczy / dygocze Budzi szczelinę bezszelestnym / skurczem" (PK11), "W błękitnej / głuszy Coraz ostrzejsze ... - Stają się... / - rysy ...I niezawodnie... fala za / falą do lądu / sięga" (WPŚD49).


Podmiot liryczny porusza się bezwiednie: "Wzdłuż piaszczystego brzegu są / lasy mieszane / Nad zmętniałą / rzeką // Rybitwy cicho oddają się / rzece" (RW40), "Brnę / piaszczystym brzegiem" (PK19), "Trwamy - Brniemy / zaciekle w głód osiedleńców Ból / koczowników" (WPŚD49). Motywy podróży egzemplifikują się poprzez postaci Odysa, marynarza (RW17), ale prawdziwe psychiczne osiedlenie jest tylko fikcją. Z zatoki dochodzą odgłosy nocnej zabawy, przeraźliwe wrzaski: "Wytrawni gracze Przybysze / kpiarze / - Rżą i chichoczą" (RW33), grzmoty ogni bengalskich: "Huk fajerwerków zrywa / słońca strunę" (WPŚD33), zaczął się bowiem martwy karnawał, ludyczny zgiełk, gorzki śmiech wirujących w obłędzie masek: "Nagość pod ubraniem / i maską tancerzy - Tworzy... Fatamorgany / trwania" (G35), "kręty / pogmatwany taniec" (G13), "- Tłum płynie dalej własnym / snem / Aż / strzępy komórek Aż martwy / poranek" (RW29), "W ciemnym gniewnym / tłumie coraz duszniej głośniej / szumniej / Jedni bredzą - przywołują / los - Drudzy solidarny... wspólny / sztos" (G9). W konsekwencji podmiot liryczny opisuje obcość w tłumie, świadomość bycia cudzym: "obce myśli gesty rzeczy " (RW9), "Obce krainy w obce / powietrze" (RW34), odrzucenie i zarazem irracjonalne pragnienie integracji: "Cudze cierpienie Cudza / radość / wspólne dojrzewanie" (RW15).


Świat rozsypuje się: "toczy czas / fotografię tłumu" (RW17), substancja rzeczywistości mięknie: "wokół dygot... Moc - niejasnej / przestrzeni W niej obca - Karma - Moira / Los... zgiełk i urąganie" (G35), "Oddalasz - chowasz - rozpływasz się / ... w mitu zamęt - Jest / próżnia" (G5), "Z zewnątrz do Wewnątrz neonów / pstrych zamęt" (G13), "W kosmicznych wybuchach / zawiejach" (G15); dom roi się od przedmiotów codziennego nieużytku: "omszałe schody" (PK19), "Wędrowne ptaki ... zaplątane w wiatr - Kiedy / wracają do ruin swych / gniazd" (WPŚD9); wokół tylko pajęczyny, skrzypy, pleśnie, brunatne osady, gnijące paprocie: "obręcz zamierzchłych / przestrzeni Pajęczyn i / pleśni" (PK23); czuć swąd spalenizny, butwiejących liści, próchniejącego drzewa: "Kolejny świt / Błękitnosiwy dym z wierzbowego / próchna" (PK25), "Suchy pył / wisi kłębami nad głową" (PK19).

Cechą egzystencji podmiotu lirycznego w świecie danym mu przez autora jest brak pewności, uchwycony w chwili, gdy możemy się jedynie domyślać kształtów "czegoś" za gęstą mgłą: "Widmo / ciepłej mgły / Ciężkim / ciemnym strumieniem Osacza / mnie" (PK23). Omawiany stan znakomicie uzmysłowi fragment o właśnie takim impasie: "Krok w krok Znikąd - donikąd Stąd ... / ... dotąd / I jeszcze głębiej Głębiej w dół / A potem wyżej w kierunku / chmur / [...] / A tamten ślad / Dotyk nie gasnącej... ciszy / Od światła dzieli / ciemność / [...] / [...] Nie- / wiadomo jeszcze... w Pełnię czy / w Nicość - Jeszcze... Nic / pewnego" (G27). Cztery ostatnie wersy zioną ponurym przypomnieniem: życie to samotne błąkanie się w otoczeniu mało przyjaznym i nie całkiem rozpoznanym.


Jest w dziedzinie fotografii cyfrowej termin aberracja, sądzę, iż z podobnym przekształceniem materii mamy do czynienia w poezji Krzysztofa Stanisławskiego: ambiwalencja, złuda, brak wzorów, pewnych wróżb, nietrwały wynik, spóźniona decyzja, odpowiedź na niezadane pytanie o sens niczego, czyli wszystkiego. Powstaje abstrakcja, pojęcia zamiast organizmów: "Nieba idei - schną... / - Martwe / w abstrakcji" (WPŚD9). Obrazy, sceny widziane w śnie, przez kłęby dymu w kawiarni czy zabrudzoną szybę deformują sylwetki, twarze, rysy zdarzeń, proporcje: "Wyglądasz na ulicę przez zmętniałą / szybę Bez początku i / końca" (PK33), "Kim jest ten drugi Jakiś czas / później / W oparach nocy - stróżkach dymu Zza / stolika pod oknem - płynie / przerażony Kolorem / ściany kolorem / śniegu" (RW13). Choć podmiot liryczny wyznaje: "Chciałem być / więcej" (WPŚD7), w procesie metamorfozy ("Metamorfozy / ciała Metamorfozy / dłoni", RW20) przybiera nierozpoznany kształt, niczym w salonie krzywych luster wiją się, pulsują dłonie, brzuch, włosy: "Myśli brak a pusty mózg / Kieruje ku ustom / uśmiech / - Krzywi je / W spiralę co kłamie / i wić się musi / Z resztek mnie - Grymas / zdziwienia / Spiralę przemienił / w nieokreśloną figurę / - To ... ja" (RW27).

Heinrich von Kleist w artykule O teatrze marionetek, opublikowanym na łamach "Chimery" w 1904 (t. 7, z. 19, s. 40), dowodził: "Atoli, jak przecięcie się dwóch linij po jednej stronie jakiegoś punktu, przeszedłszy przez nieskończoność, po drugiej naraz stronie się znajduje, lub jak obraz w zwierciadle wklęsłym, odbiegłszy w nieskończoność, znów ukazuje się nagle tuż przed nami: tak wdzięk przejawia się znowu, gdy świadomość przejdzie niejako przez nieskończoność; przeto najczystszym wydaje się on, jednako, w takim ciałokształcie ludzkim, który świadomości zgoła nie ma, lub w takim, który posiada nieskończoną, to znaczy, w manekinie lub też w Bogu".


Kreska, kontur, linia, zarys, profil, rysunek, kształt – to jednak przede wszystkim pojęcia niemożebne, niespełnione, podszywające się pod właściwe punkty odniesienia. Wszystko, co trwałe, zostało przez Krzysztofa Stanisławskiego skruszone, wszystko zaś, co widzialne – zamazane: "Gdzie otwarte bramy / - Niewidzialne" (RW9), "Później latami przyszło wspinać się / Mijać po drodze zamglone kształty" (RW10), "Już niebo nad nią zaciemniło chmury" (RW5). Przywołajmy słowa Juliana Przybosia, który uległ mistyce horyzontalnej: "Nie znam na ziemi obrazu potężniejszego i głębiej symbolicznego niż obraz przekraczania widnokręgu. Ten moment, kiedy na tle świtającego lub zmierzchającego nieba człowiek, widziany z miejsca położonego niżej, z nagła – ogromnieje i, jakby łagodził rozłąkę nieba z ziemią, przenika linię horyzontu, by – jeden krok – zapaść się w niewidziane i niewiadome" (Julian Przyboś, Z linij widnokręgu, [w:] idem, Linia i gwar. Szkice, tom drugi, s. 324).


Trzy wymiary, współrzędne, wszelkie zdroworozsądkowe wyznaczniki u Krzysztofa Stansiławskiego zwodzą i zawodzą: "zdradzieckie zdarzają / się porty / Choć horyzont z was / drwi" (G23), "Przemycone perspektywy" (PK9), "Wędrująca granica / Wędrujący płomień" (G19), również ląd wymarzony, kraina pamięci uległa transformacji: "Wiatr / po wydmach rysuje Powoli / powoli / Skąpy trop Pozór / ulotną konstrukcję" (PK13).


Nawet fragment zdawałoby się maksymalnie jak na Krzysztofa Stanisławskiego urzeczowiony, prezentujący architekturę miejską, rozpływa się, rozwiewa, rozpuszcza swoją topografię w uciętych sekwencjach: "Wśród bagien ... sitowi Brukowanych / ogrodów / Rozdrapanych bez- / dusznych dworców knajp kamienic Pod wygasłymi / latarniami - Nad którymi / nie wznoszą się / wieże Kościołów Co śledzą wyłuskują / drogi w słońcu / gwiazd - Obłoków dalekich ... Krain dali ... / klimatów - Ich... / pogód - Łun chorobliwy różowy - Nie - / pokój / Budzony wycinkami ... / sterylnego nieba sterylnych cnót brudnych / zamiarów ... trwań myśli ... / przedmiotów" (WPŚD10)


W wielu miejscach poeta prowadzi dyskusję z sensem losu ludzkiego. Czy jest w nim miejsce na przypadek, hipotezę innego życia, nową wersję, odmienny porządek, niedoskonały, ale własny harmonogram: "Kiedy marnieje człowiek to ... los / tak chce - ?" (RW9). Po pytaniu następuje sformułowanie zdania o prawidłowości świata: "Regularność pór roku / Szczęścia także / smutku / Siedem cudów świata / Kilka ważnych gestów" (RW12), "Nieobecność niczego jednak / nie tłumaczy / Toczy się kołem / pór roku" (RW35), "Zawsze tak / samo - Bez żadnych / znaków ani objawień / Żeby nie kusić losu" (RW10). Ten ostatni wers brzmi słodko-gorzko jak miękki fatalizm. Mimo wszystko człowiek usiłuje robić użytek z wolnej woli, choć autokomentarz nie pozostawia złudzeń: jesteśmy częścią natury i podlegamy tym samym bolesnym prawom: "Chore od zmierzchu zwierzęta / próbują przechytrzyć swój / los" (RW21). Łamanie reguł, przyzwyczajeń i automatyzmu wizualizuje się wśród nocnych pochodów lunatycznych: "Jeśli trzeba z przypadku / ubierają w przestrzeń - Buty / lunatyków Którymi / się zbiega / Nic / nie wyjaśniając" (RW18). Ponieważ jednak zwykło się (!) tłumaczyć wybryki somnambulików utratą świadomości i czucia realności, chwilową niepoczytalnością, niepodobna zaliczyć ich do grona nienormalnych z własnej inicjatywy.


KRZYSZTOF STANISŁAWSKI pruje na naszych oczach obraz rzeczywistości namalowany na bisiorze, tkaninie cienkiej, lecz potrafiącej ściąć głowę. Udział w tych scenach podejmujemy wyłącznie na własne ryzyko.




1 W szkicu zastosowano następujące skróty tytułów książek Krzysztofa Stanisławskiego: RW – Rozbite witraże, wyd. 2., Bydgoszcz 2002; PK – Próba końca, Bydgoszcz 2001; WPŚD – w pełnym świetle dnia, Bydgoszcz 2004; G – Głód, Bydgoszcz 2005. Liczba arabska obok skrótu oznacza stronię, z której pochodzi cytat bądź przywoływany fakt ze świata poetyckiego. Wszelkie pogrubienia i kursywy w cytowanych wierszy pochodzą od ich autora.