Wyposażeni przez naturę w zdolność magazynowania i odtwarzania informacji – pamiętamy. Pamięć o tym, co dobre, buduje nas i daje siłę; od złych i bolesnych doświadczeń chcielibyśmy pamięć bezpowrotnie uwolnić, zapewne dlatego często wypieramy z niej to, co nie pozwala nam żyć spokojnie. Czy jednak można budować przyszłość na niepamięci? Przyszłość, która przecież wywodzi się z tego, co było. Przyszłość, która, z błędów wyciągając naukę, potrafi solidnie się odbudować, wie, jak stawiać kroki, by nie upaść i nie zaprzepaścić tego, co cenne.
„Krew raz przelana, nigdy nie wysycha” – pisze Jerzy Utkin w swojej książce poetyckiej, zatytułowanej tren nocnego ptaka. Chciałoby się dopowiedzieć: nie wysycha i użyźnia ziemię, by rośli na niej bohaterowie, którzy nie wyparli z pamięci krzywd swych poprzedników. Chciałoby się – tymczasem „tych, którzy tam polegli wymazać z pamięci/ próbują wciąż ci sami którzy krew i błoto/ zamieniają codziennie w dolary i złoto”. Słowa to gorzkie i niepokorne, jakich w wierszach złożonych w tren nocnego ptaka, nie brakuje. Słowa – przypomnienia, słowa – przestrogi. Wersy, które obnażają zakulisowe knowania polityczne, uświadamiają zagrożenia, których dostrzec nie umiemy, a i dla własnego spokoju czy wygody dostrzec nie chcemy. Spokój i wygoda są tu zresztą tylko potocznymi określeniami wygodnictwa i bezmyślności. Bo jakże można żyć spokojnie, kiedy „w dobie wioski globalnej zagrażają światu/intrygi i knowania sfory psychopatów”?
Uwagi potrzeba, rozwagi, mądrości. Kojarzenia faktów i rozważnego dobierania przyjaciół. Ale żeby to było skuteczne, konieczna jest pamięć o tym, co było. Poeta, ten, który pamięta, jak nocny ptak snuje swój tren – lament nad bezkrytycznym podążaniem ścieżką politycznej poprawności, nad tym, że „naród woli się zabawiać/ niż rządzącym żądania i warunki stawiać”. Cisza nocy, która pomaga oddzielić ziarna wartościowych słów od plew czczych obietnic, sprzyja rozmyślaniom i wyciąganiu wniosków. Nocny ptak – mądra sowa (czy raczej złowieszczy puszczyk?) opowiada to, o czym chciałoby się zapomnieć. Przecinający nocną ciszę głos sowy czy puszczyka – niepokoi, przypomina dawne wierzenia, wedle których był zapowiedzią nieszczęścia, a nawet śmierci. W wierszu Jerzego Utkina jest skargą i westchnieniem, przypomnieniem, że „pora by się zatrzymać przystanąć w pół drogi/ przeżegnać się z szacunkiem zgiąć w kolanach nogi// i odmówić modlitwę trzeba bowiem wierzyć/ w spokój dusz i sen wieczny poległych żołnierzy”.
Forma poetycka przyjęta przez autora – zaplatające się przerzutniami dwuwersowe strofy (niejedyne w tej książce, lecz przeważające) – uparcie przywodzi na myśl łańcuch zależności, który oplata Ojczyznę. Wersy tak zaplecione, rytmiczne, wydać się mogą także różańcem odmawianym w Jej intencji – bolesną modlitwą, punktowaną mocnymi puentami utworów („szampan ani koniak/ nie są w stanie zmyć śladów posoki na dłoniach”, „nie wiem czy nam przebaczą głupotę potomni”).
Książka Jerzego Utkina jak ptasi tren ostrzega przed niepamięcią, która, podstępna jak chwast, nie wiedzieć kiedy rozsadzający kamienne groby, tak samo niepostrzeżenie może zniszczyć naszą świadomość i narodową tożsamość.
Jerzy Utkin, tren nocnego ptaka, Instytut Wydawniczy Świadectwo, Bydgoszcz 2025, str.32

