Jak objąć słowem tę bogatą paletę emocji, nastrojów, stanów i współodczuwania, które odnajduję w poezji Aliny Rzepeckiej? Punktem wyjścia dla jej twórczości jest codzienność, kresowa historia rodziny, głębokie przeżycia innych osób, które – poprzez swoiste wtajemniczenie – stają się jej doświadczeniem egzystencjalnym. To także relacje z najbliższymi i przyjaciółmi oraz poetami z całej Polski, z którymi spotkania, rozmowy i wynikające z nich wiersze stają się inspiracją dla jej poezji. Ważnym impulsem jest natura oraz sztuka, często przeniknięte delikatną refleksją o przemijaniu.
Autorka cały czas poszerza grono osobowości, reprezentujących różne dziedziny, opisując ich niezwykłe dokonania, historię życia, dotykając również szczególnego momentu, jakim jest śmierć. Wśród dedykacji między innymi: Irena Sendlerowa, Władysława Macieszyna, Wanda Rutkiewicz, Édith Piaf, Sylvia Plath, Vincent van Gogh, ale też Małgorzata Lebda, Bogumiła Salmonowicz, Dorota Lorentowicz, Andrzej Baszkowski, Wojciech Banach, Mieczysław Franaszek, Jerzy Puciata i Nikifor.
Rzepecka, w opisie bliskiej sobie rzeczywistości, zjawisk oraz natury, którą intensywnie odczuwa całą sobą, jak i w wyrażaniu emocji, posługuje się lirycznym obrazowaniem. Buduje je synteza i przenikanie różnych rzeczywistości, a także ekspresja, obok której „staje” nagle matematyczny konkret i pewnik, porządkujące rzeczywistość, przede wszystkim tę wewnętrzną, samej autorki. W utworze „Przezimowanie”, zainspirowanym postacią poetki Sylvii Plath, czytamy:
nie można zrobić wszystkiego tylko jeden raz jedyny i to na zawsze
wiedzą o tym dzieci i pszczoły
ich miodno-złoty taniec pełen powtarzalności i ufności w jutro
wabi wiosnę
wystarczy sześć słoi miodu żeby wszystko ocalić
tylko sześć słoi
Wyobraźnia Rzepeckiej nie lęka się odważnych myślowych skrótów, które nadal jednak są czytelne, a równocześnie pozostawiają odbiorcę w bezpiecznej odległości od jednoznacznego rozpoznania sytuacji:
lekarz zabrania trzeciej cesarki
a ja muszę urodzić je
na nowo
mój brzuch jak arka
ocala
głosy dotyk i kolor włosów
(„terapia dzień bolesny”)
Jej kobieca, wewnętrzna siła przystaje niekiedy na „granicy”, aby przyznać się do człowieczego zagubienia, osamotnienia lub wyczerpania, i w tym kontraście zawarta jest energia otwarcia i szczerości wobec siebie i otoczenia, co stanowi ciekawy środek wyrazu artystycznego.
Wspomniana tu historia życia, czasem już zamknięta, w połączeniu z dedykacją zawierającą imię i nazwisko prowadzi do rozważań osadzonych w tradycji. Przewodnim tekstem, który od razu kieruje czytelnika w głąb tego zagadnienia, jest wiersz „Warkocze”, wskazujący na tragedię Holocaustu i będący hołdem dla niezłomnej postawy Ireny Sendlerowej, ratującej z warszawskiego getta żydowskie dzieci. Bohaterka utworu zapewnia:
nie boję się Mamo
moje życie ocaleje w słoiku
jak wychudłe ciało wtulone w twoje serce.
Wiele z utworów Aliny Rzepeckiej odbieram jako rodzaj epitafiów albo raczej elegii o bezcennej pamięci i pełni życia – jedynego, skończonego i niepowtarzalnego. Każdy z nich można też symbolicznie oznaczyć imieniem, jak wyrazistym śladem trwającej lub spełnionej już egzystencji.
Imię oznacza tyle, co zaistnienie i tożsamość, wraz z całym splotem zdarzeń dziejących się w czasie, które mają swój początek w tym nagłym i dziwnym, biologicznym i duchowym „zawiązaniu”, co – jak słyszymy w znanej piosence sprzed czterdziestu dwóch lat („Iść w stronę słońca”) – ludzie prozaicznie życiem zwą.
Od czasu starożytnego Egiptu imię zapisane we wnętrzu grobowca i połączone z modlitewną inskrypcją oznaczało trwanie i towarzyszące temu nieustające wstawiennictwo za zmarłym, skierowane do bogów. W tym materialnym fakcie zawarta była aktywna, ludzka pamięć, która miała wpływać na rzeczywistość boską. Tak więc skucie inskrypcji z imieniem, jak to uczyniono w przypadku faraona Echnatona, oznaczało „wymazanie” go z wieczności – a przecież ta, obok zapisania się w historii, była najważniejszym i ostatecznym celem życia władcy jak również każdego Egipcjanina.
W stylowym i nagradzanym filmie „Wszystkie poranki świata” w reżyserii Alaina Corneau, z 1991 roku, którego akcja dzieje się w XVII-wiecznej Francji (wizualnie inspirowanym caravaggionizmem i malarstwem niderlandzkim), będącym ekranizacją powieści Pascala Quignarda, spostrzegamy znaczącą scenę. Oto kameralna msza pogrzebowa zakończona zostaje obrzędowym zgaszeniem świec, tworzących imię zmarłego, co oznacza, że zakończyło się jego bytowanie na ziemi i teraz przechodzi on do innej rzeczywistości.
Epitafia – tak charakterystyczne dla obyczajowości antycznej Grecji i Rzymu, których tradycja przetrwała w kulturze europejskiej do połowy XX stulecia, co możemy obserwować na najstarszych i najpiękniejszych nekropoliach Europy – obecnie, jak się zdaje, piszą już tylko poeci, ofiarowując swoje wiersze tym, którzy odeszli. Dzięki nim bohater utworu, nagle przywołany, wyłania się na chwilę z tajemniczej „scenerii” i jakby ożywa w poetyckiej kwintesencji swojej historii. Widzimy to w wierszu „Lekcja”, dedykowanym Mieczysławowi Franaszkowi, aktorowi wielu polskich teatrów, który przez kilkanaście ostatnich lat występował w Teatrze Polskim im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy, był również podróżnikiem i fotografikiem. W poetycki tekst udanie wplecione zostały tytuły jego indywidualnych wystaw fotografii z podróży, niektóre zaś z tych tytułów nawiązują do sztuk teatralnych z jego udziałem. Wszystko to, z perspektywy odchodzenia w inną rzeczywistość, nabiera znaczenia symbolicznego, niemożliwego do przewidzenia wcześniej. Czytamy więc:
ten dzień miał się nigdy nie skończyć
targowaliśmy się z Bogiem
o chwilę chwilkę kolejny oddech
a ty
przemierzałeś najkrótszą z dalekich podróży
w siedmiomilowych butach pogodzony
ze sobą i światem
poszukiwanie równowagi osiągnęło cel
Alina Rzepecka jest autorką czterech tomików poezji: Bezsenność (2005), Oswajanie snów (2014), Punkty styczności (2018) i Bez lęku wysokości (2023), w których widać, jak bardzo sugestywnie oddziałuje na odbiorcę poprzez pejzaże i fragmenty natury, oddających stan emocjonalny wykreowanego przez nią podmiotu. W ten sposób, z upodobaniem i talentem, wpisuje się w tradycję sięgającą liryki antycznej (Antologia Palatyńska, w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka), gdzie uczucia i nastroje, a także przenikający ludzką egzystencję proces przemijania wyrażone są przez kosmiczny, powracający i porządkujący rytm pór roku, naprzemienność dnia i nocy. Poetka ukazuje różnorodność, zmienność i kruchość przyrody, której formy obserwuje i z satysfakcją nazywa, określając barwy, kształty i światło. A „nazwanie” oznacza tu dostrzeżenie i rozpoznanie „cząstek elementarnych” otoczenia. Umacnia ono sam podmiot w poczuciu siły istnienia, działania oraz w świadomości i intensywności przeżywania. Możliwe, że w poezji Rzepeckiej „za czynnością nazywania” ludzi i rzeczy ukryta jest też intencja ożywienia tego, co umarło.
Rzepecka jest szczególnie wrażliwa na piękno natury, czerpie z niej moc życiową i twórczą, co znakomicie przedstawia w wierszu „Powinowactwo”. Pozwala się wciągnąć i pochłonąć prawie „bez lęku” – w znaczeniu metaforycznym, ale również fizycznym i psychicznym – przestrzeni morza i ocienionej głębi lasu. Zieloną wilgotność łąki o świcie odczuwa jak kolejne narodziny świata i siebie samej:
otwieram oczy
tworzę światło zieleń błękit
pachną macierzanki i obietnice
podpełza kurdybanek
(„Świt nad Utratą”)
Portretuje drzewa, widząc w nich indywidualności, obdarzone przychylną dla ludzi energią. Nadaje im więc człowiecze cechy; stoi blisko, przygląda się uważnie i dotyka z szacunkiem, tak iż mamy poczucie autentycznego „braterstwa krwi” nie tylko z brzozą, ale również z wierzbą, jabłonią i dębem.
W utworze „Na skraju lasu”, zadedykowanym poetce Małgorzacie Lebdzie, przyroda jest miejscem przyjacielskiej, wręcz intymnej rozmowy o cierpieniu, która toczy się pomiędzy dwiema kobietami. Las, podobny do wiekowego boru albo prastarej puszczy, udziela im schronienia, aby mogły być przez parę chwil z dala od zgiełku świata i ciekawości ludzi. Las symbolicznie zamyka je w sobie. Nie ma nic ważniejszego niż drugi człowiek, zdaje się mówić poetka, a szczególnie gdy jest to człowiek w potrzebie. Łagodne towarzyszenie i słuchanie stają się tu rodzajem podstawowej, dostępnej każdemu, emocjonalno-duchowej posługi.
W poezji Rzepeckiej reguły, które rządzą naturą i ludzkim losem, często opisują obrazy biblijne, które mają w sobie zdwojoną siłę, symbolu i słowa:
czas dojrzewa
słonce wysokim zachwytem
między morzem i ziemią
w połowie
obraz masz i podobieństwo
żeby stworzyć człowieka
w sobie
(„Dzień szósty”)
Wspomniane wcześniej wewnętrzna energia jak i uroda pejzażu, przyjmowana jako dar, w zachwyceniu, tym bardziej wzmagają dramatyczny wyraz cyklu wierszy „Listy Wymyślonej” – powstałego z inspiracji rozmową z bydgoskim poetą i kolekcjonerem Wojciechem Banachem – gdzie mamy do czynienia z całym spektrum trudnych uczuć, napięć i niepokojów. Wyraziście przemawia do czytelnika, zaznawane przez narratorkę tych utworów: pustka, milczenie i tęsknota, które zmieniają się w stan udręki i ranę serca: nie / nie znam żadnej terapii która leczy z miłości / tylko nadgarstki opuchnięte od pulsu / kryję w kieszeniach / żeby nie prowokować ostrzy („List Wymyślonej Pierwszy”). A w innym liście znajdujemy słowa bezwzględne: ale koszmarem jest życie // nie mija świtem („List Wymyślonej Przedostatni”).
Ludzka egzystencja przepełniona jest bólem. To poprawnie skonstruowane zdanie, zawierające powszechnie znaną prawdę, nabiera ostrości w wierszu, który stanowi analizę choroby neurologicznej i narastającego stanu izolacji:
największe mury wyrastają z pustki
kiedy ubywa ciebie w tobie
słowa nie przynależą do języka
nazwy do przedmiotów
twarze do imion
oczy otwarte szeroko w mrok
(…)
kiedy na ułamek sekundy rozpoznajesz mnie dłonią
kruszę cegłę
próbuję przejść na twoją stronę
(„36 godzin na dobę”, dedykowane Halinie F.)
Albo inna wersja „sytuacji granicznej”, inspirowana tragiczną postacią poety Rafała Wojaczka: mówię do ciebie // z pustych ścian schodzą cienie / wszędzie ich pełno / gęstnieją w mrok // cały czas mówię // masz taką jasną twarz jakbyś nie widział / zastygłych oczu / paznokci wbitych w pustkę // mówię do ciebie szeptem („Terapia – dzień księżycowy”).
Alina Rzepecka opisuje rzeczywistość, jakby sięgając do samego sedna własnego człowieczeństwa i kobiecości, ujawniając najgłębsze życiodajne siły i wartości, które niesie w sobie. One stanowią budulec jej intensywnej codzienności, wypełnionej obecnością innych ludzi i celebrowaniem szczęśliwych chwil, a także usilnym dążeniem do szeroko rozumianego dobra i piękna.
Jak boleśnie, choć łagodnie, ale nieubłaganie, narodziny każdego dnia kończą się jego zmierzchem – jakkolwiek rozumiemy dzień i zmierzch. A wszystko to zgodnie z kosmicznym porządkiem i logiką, które są tak bliskie jej rozumieniu, matematyczki i poetki. Oto doskonały rytm i spokój przemijania, który autorka obserwuje wnikliwie, a jednocześnie w aurze uniesienia. Wszystko, co nas otacza, istnieje dłużej niż jedno ludzkie życie. Scharakteryzowane w wierszach, wspaniałe dzieła architektury, obrazy i drzewa.
A jak nadać sens tej chłodnej doskonałości, której częścią jesteśmy, która nas przenika i przerasta? W utworze „Zaćmienie słońca”, prawdopodobnie poświęconym osobie zmarłej, czytamy:
czekaj w kwadracie okna
jest wystarczająco dużo światła
żeby przepowiedzieć noc zbielałą od płatków dzikiej wiśni
i nienapisanych wierszy
A może jeszcze bardziej wyraziście, bo walka o sens ma wymiar dramatu: trzeba tylko trzech dni / żeby zmienić obraz świata / małej łzy / wielkiej zdrady / nieskończonej ufności // łatwiej uwierzyć niż wytrwać // pieje kogut („Dominus Flevit”).
Poetka naznaczona „kresowym genem”, który wyróżnia się mocną wiarą w życie i przyszłość, wbrew tragicznym wyrokom losu i historii, w wierszu „Przed-pamięć (1939)”, pisze:
fotografie wypłowiałe do sepii
nie kłamią
jestem z tego lasu
co ocaleje z rzezi
schylam głowę pod dach wołyńskiej leśniczówki
chronię sny domowników
to ich ostatnia jesień
nie będzie do czego wracać
drzewa więcej wiedzą o przetrwaniu
W utworze „List do Anglii” autorka wróci do własnego dzieciństwa i, patrząc z perspektywy osoby dojrzałej, da wyraz ciągłości pokoleń, a także świętości pamięci, bo czasami tylko ona pozostaje: nie mogę się doczekać / kiedy przestaniesz być tylko słowem / dziadku (…) mam już pięć lat / sadzę dla ciebie las / na obraz i podobieństwo wołyńskiego // las rośnie wolno / wolniej niż dziewczynki / ale nigdy nie przestaje // zanim przypłynie Batory / zapachną świeże pędy / staniesz wśród nich / smukłym pniom / opowiesz swoją historię.
Liryki kresowe, które są bardzo wyraziste, umiejętnie nasycone znanymi informacjami – a dzięki temu historycznie rozpoznawalne – oraz faktami z życia wołyńskiej rodziny, budują poetycką sagę, która ma swoją kontynuację pokoleniową na Kaszubach („Tato”). W wierszach tych czas przeszły istnieje równocześnie z teraźniejszością. A malowniczość krajobrazu wokół leśniczówki w Chiczawce przenika dramatyzm zagłady. Pamięć cierpienia, przeżytego przez wcześniejsze pokolenia, jest dziwnym i trudnym dziedzictwem. Może, jednak, tym bardziej cennym?
Z wypracowanej wewnętrznie i kształtującej osobowość siły dobra rodzi się przyszłość, jak w wierszu, którego tytuł stanowi symboliczna godzina „20.00”, zadedykowanym wnuczkowi Filipkowi. Czytamy:
w wiadomościach z ostatniej chwili
przemilczano twój pierwszy krzyk
oraz to że oś ziemi drgnęła nieznacznie
przechylając w stronę nieskończoności
moją głowę
jeszcze nie wiesz jaką moc ma słowo
ssiesz życie kroplami
i zapachem przenikasz do rzeczywistości
kiedyś nawleczesz mi igłę
żebym mogła naprawić rozprutą kieszeń
opowiem ci wtedy
jak słowo stało się miłością
W lirykach Rzepeckiej wyczucie pulsu natury i umiejętność jej opisu – możliwe, że powiązane z jej pochodzeniem – są pokrewne wrażliwości na kreację, jaką jest sztuka, a szczególnie malarstwo. Obrazy Vincenta van Gogha, działające formami ekspresyjnymi, nasycone kolorami i kontrastami oraz operujące symbolami, pobudzają jej wyobraźnię i wydaje się, że w niej samej otwierają jakieś nieznane dotąd przestrzenie:
złoto sączy się w niebo
aż gwiazdy brzemienne
sypią się garściami w niebieską dolinę
(„Gwiaździste niebo”)
A w wierszu „Wycieczka do Arles” zauważamy, jak skiby liliowo-brązowej ziemi pieszczą żółte niebo / gdzieniegdzie tylko butelkowa smuga cyprysów / przepych oleandrów.
Wspomniane zaś wcześniej efektowne skróty myślowe autorka umiejętnie wykorzystuje, aby przedstawić w poezji istotę obrazu abstrakcyjnego. Wskazać na podstawowe środki artystycznego wyrazu, takie jak światło, kolor i faktura, które w tym przypadku tworzą jego treść. Poetka wpatruje się w płótna Jerzego Puciaty, jednego z najbardziej znanych polskich malarzy współczesnych, a także animatora kultury i społecznika, pochodzącego z Wileńszczyzny, który kilka lat po zakończeniu II wojny światowej i zmianie granic osiadł najpierw w Toruniu, a potem w Bydgoszczy. Rzepecka pisze:
zielonoskóre tęsknoty
mieszkają w twoich dłoniach
nie pozwalają milczeć
wiedzą gdzie kończy się odwaga
i ile jeszcze razy
możesz bezkarnie rozkołysać taflę
by zmienić bieg światła
w zdumieniu odnajdujesz
porzucone wczoraj słowo
jedyny dowód na istnienie grawitacji
(„Spotkanie z malarzem”)
Uwagę czytelnika zwracają wiersze wyraźnie „zsyntetyzowane”, które – patrząc z perspektywy – charakterystyczne były dla pierwszego etapu twórczości poetki, z czasem jednak forma jej wypowiedzi uległa rozwinięciu i wzbogaceniu. Obecnie te krótkie utwory, czasem składające się z dwóch, trzech wersów, przypominające haiku, wplecione pomiędzy teksty dłuższe i z nimi skontrastowane, wręcz uderzają trafnością opisu lub refleksji, co jest wprost proporcjonalne do ich myślowego skrótu. Tak jest w utworze „Bezdomność”, gdzie znajdujemy słowa: tyle drzwi / od klamek wieje chłodem. Albo też w innym wierszu, „Mak”: złamałam wiotką łodygę / nie krwawiła // śmierć spłynęła bielą. A najbliższą relację, w momencie emocjonalnego spięcia, przedstawia następująco:
*** uderzam w stół
nożyce twoich słów
tną powietrze do krwi
opatruję rany chlebem
A może rzeczywiście sensem życia jest samo życie? – jak napisała w latach szkoły podstawowej w moim dziewczęcym pamiętniku wychowawczyni i nauczycielka języka polskiego, pani Sz. I może wszystko, co najważniejsze, dzieje się każdego dnia? W utworze bez tytułu znajdujemy taką sytuację: kobieta w kuchni obiera jabłko / obejmuje dłonią cały świat / doświadcza go wszystkimi zmysłami / dzieli na części / obdarza tych których kocha / powtarza raj // na stole serpentyna skórki / cień węża. W „Erotyku z bursztynem” natomiast podmiot „prawdziwie liryczny” wyznaje: jestem wyspą / pozwalam ci / zawładnąć moim wszechświatem // nie obawiam się sztormów / są tylko po to / byś mógł mnie obdarować bursztynem.
Alina Rzepecka próby objęcia słowami rzeczywistości i ludzkiego losu podejmuje, zainspirowana powracającym w jej poezji motywem fali: łagodnie, niepokojąco, burzliwie i wielokrotnie. Kierując się wewnętrznym przekonaniem o tym, że warto szukać odpowiedzi i to, w pewnym sensie, ciągle na nowo, bo czas nas zmienia. W rytmie przypływu i odpływu. Poetka patrzy na własną egzystencję, stojąc na morskim brzegu z wyznaczoną, w oddali, linią horyzontu albo spoglądając z najwyższego górskiego szczytu w przestrzeń, jak to widzimy w bardzo symbolicznym wierszu „Lęk wysokości”, zadedykowanym Wandzie Rutkiewicz. Słusznie przy tym sugerując, że każdy ma własne „punkty obserwacyjne i refleksyjne” oraz że odmienne są szczyty ludzkich możliwości. Ale podstawowe pytania pozostają podobne.
Wygląda jednak na to, że określić i zdefiniować, w ograniczonym zakresie, możemy jedynie siebie, własną codzienność i bliskie otoczenie. I stąd, jak można sądzić, odnajdujemy w wierszach Rzepeckiej zazwyczaj bliskie ujęcia i krótkie perspektywy. Zawsze jednak mają one swój początek w skupionym i głęboko przeżywającym rzeczywistość podmiocie. Narratorka tych wierszy uznaje własną bezsilność i przemijanie. Życie w „stanie zmienności i zawieszenia”. W sobie samej więc stara się szukać równowagi, pogody i pewników. W utworze „Punkty styczności” czytamy:
reguły zawodzą
oddalenie jak rana
inicjuje lęk
wyskubuję pasemka z osnowy
wplatam miłość
mocniejszą od nienawiści
próbuję odnaleźć zagubionych ocalić przegranych
A w innym liryku dodaje: żadne dno nie jest ostateczne / w rozpadlinach odradza się życie // we mnie („Zasolenie”).

