Dotychczasowego dorobku i cech osobowości autora zbiorku Królewskie milczenia nie można, w krótkim wstępie do zasadniczej recenzji, pominąć całkowitym milczeniem albo też zlekceważyć. Stanisław Chyczyński (r. 1959) to w mojej ocenie, a mniemam, że nie tylko, jeden z najoryginalniejszych polskich poetów współczesnych.
Mieszkając w Kalwarii Zebrzydowskiej przyjął pseudonim Calvarianus, jego mniej znanymi przydomkami (ksywami) są również: Kalwariat, KalwaRyj, Kalwaryjczyk. Przedstawia się ponadto jako „Stasek ze Sikorówki”, co jest świadomym ukłonem w stronę gwary. Prywatnie używa wiele innych określeń, jak chociażby: Stanislaus Minimus. Ostatnie świadczy, że jest człowiekiem niezwykle skromnym i wrażliwym, chociaż jednocześnie świadomym swojej wartości w dziedzinie poezji i pełnym godności. Przychylam się do opinii krytycznej prof. Macieja Urbanowskiego, zawartej w przedsłowiu pt. Poetycka kontra, do wspomnianego tomu wierszy. W poezji Chyczyńskiego, a w szczególności w Królewskich milczeniach, odzywają się echa pryncypialnych założeń filozoficznych, wynikających z twórczości Cypriana K. Norwida. Stąd świadome autokreacje kalwaryjskiego poety na samotnika, outsidera, buntownika, konserwatystę, chrześcijanina, ironistę, „chandroida” (neologizm zaczerpnięty z wiersza Calvarianusa). Stanisław Chyczyński jest poetą, prozaikiem, filozofem, krytykiem literackim. Do 1995 r. zajmował się głównie malarstwem antyrealistycznym i ilustratorstwem książkowym. Jako poeta zadebiutował w 1993 r. Wydał 8 zbiorków poetyckich, publikował w wielu renomowanych pismach, ogłosił drukiem ok. 300 recenzji. Redaguje własny magazyn literacko-artystyczny „Nihil Novi” (dotychczas ukazało się 36 numerów tego nieregularnika). Droga twórcza i bogaty dorobek literacki Chyczyńskiego przedstawione są w Wikipedii.
Na książkę Królewskie milczenia natknąłem się jako prenumerator bydgoskiego miesięcznika literackiego „Akant”. W marcowym numerze z 2024 r., na stronie 35, dr Stefan Pastuszewski opublikował opinię pt. Idzie na przekór kalwaryjski dziad, właśnie tego tomu wierszy. Poniżej zaś ukazała się krótka recenzja Aleksandry Płatek – mojego dramatu historycznego (sztuki teatralnej) Mieszko Lambert. Inspiracją dla tej sztuki była twórczość nie tylko Teodora Parnickiego, Waldemara Łysiaka, Jadwigi Żylińskiej, ale też Cypriana K. Norwida. We wspomnianej recenzji sekretarza „Akantu” była mowa o licznych poetyckich związkach Kalwaryjczyka z autorem Promethidiona, więc uznałem to za zrządzenie losu i zadzwoniłem do Kalwarii Zebrzydowskiej. Odtąd rozpoczęła się znajomość, która trwa do dziś. Książkę Królewskie milczenia niezwłocznie zakupiłem na allegro.
Ósmy zbiór poetycki kalwarianina ukazał się nakładem krakowskiego Wydawnictwa Vandre i zawiera 48 wierszy. Są to – poza jednym wyjątkiem (!) – sonety i antysonety, które stanowią dorobek artystyczny z okresu ponad ośmiu lat (pierwszy z nich, jako opis pomnika Jana Pawła II w rodzinnych Wadowicach, powstał 7 listopada 2011 r.). Tytuł dla swojej książki poeta zaczerpnął z wiersza czwartego polskiego wieszcza narodowego: Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj, a konkretnie z czwartej strofy, ale żeby odczytać intencje kalwarianina warto przytoczyć w tym miejscu drugą zwrotkę tegoż wiersza:
Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata:
Od uwielbienia do wzgardy.
W ten sposób Norwid wyznaje swoją dumę i hardość. Zatem w ślad za nim, Chyczyński kreuje się na buntownika zanurzonego w tradycji. Dobitnie i niezwykle plastycznie wskazuje, że jest twórcą niedocenianym, przemilczanym, nawet wzgardzonym czy przeklętym, jak niektórzy bohaterowie jego wierszy – żołnierze niezłomni. Zestawienie tych dwóch słów „królewskie milczenia” podkreśla, że głos serca Calvarianusa, pomimo pozornego rozbratu z poezją (por. tomik Byłem pomyłką, 2012), był silniejszy i poeta chce teraz głośno mówić o wielu palących, współczesnych problemach. W rzeczywistości owe MILCZENIA nie są więc zwykłym milczeniem, ale „królewskimi”, a więc dumnymi, wyniosłymi, wyjątkowymi, zdystansowanymi, niezłomnymi, niepokornymi manifestacjami postawy autora, który nie da się zagłuszyć, a ma bardzo wiele do powiedzenia w związku z procesami synkretycznymi epoki. Partnerami poetyckiego dialogu twórcy szkiców literackich Życie poza nawiasem, oprócz czwartego wieszcza narodowego, są: Grochowiak, Rymkiewicz, Herbert, Nowak, Miłosz, Broniewski czy też Asnyk. Kalwaryjczyk, w swoich sonetach i antysonetach, obok rymów dokładnych, gramatycznych, z powodzeniem stosuje homonimy, ale ma też skłonność do rymów oddalonych i asonansów. Rymy te często są wyrafinowane i bardzo zaskakujące.
Treść omawianej tutaj książki oscyluje, mówiąc w dużym uproszczeniu, wokół trzech tematów. Pierwszym są żołnierze wyklęci, a więc partyzantka antykomunistyczna po II wojnie światowej, drugim zagrożenie dla państw narodowych UE ze strony islamu i wielokulturowości (multikulturalizmu), trzecim autokreacja poety na buntownika, który nie odnosi sukcesu na miarę swych zdolności, mimo postawienia na szali poetyckiej całego swojego talentu i wbrew wewnętrznemu przekonaniu, że przekaz jego wierszy jest oparty o jedyne prawdziwe wartości. Wręcz doznaje porażki, chociaż dla wielu jest przecież poetą znanym, czytywanym i podziwianym. Wypunktowany powyżej tematyczny trójpodział to ujęcie uproszczone, gdyż, jeżeli zagłębić się w wiersze Calvarianusa i kilkakrotnie je przeczytać, to poruszają one także szereg innych problemów egzystencjalnych.
Żołnierzom niezłomnym poświęconych jest osiem wierszy, w tym sześć sonetów, jeden antysonet i jedna śmiała parafraza dziecięcej rymowanki, zatytułowana Żołnierze wyklęci. Bohaterami tychże sonetów – w kolejności datowania – pozostają: Jan Sałapatek „Orzeł”, Józef Kuraś „Ogień”, Mieczysław Wądolny „Mściciel”, Marian Bernaciak „Orlik”, Henryk Flame „Bartek”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”. Wiersz poświęcony siódmemu w tej książce żołnierzowi wyklętemu, a uchodzącemu za ostatniego z działających w Polsce, Józefowi Franczakowi ps. Lalek, to Antysonet (III). Podsumowując, należy stwierdzić, że co szósty utwór z Królewskich milczeń odnosi się do bojowników powojennego podziemia niepodległościowego. Tematyce wojennej (pamięci kpr. Stanisława Studnickiego) poświęcony jest też sonet Bezednia (19 IX 1939), powstały w zaduszki 2013 r., a opisujący epizod z kampanii wrześniowej, czyli klęskę polskiego oddziału w Majdanie Sitanieckim k. Starego Zamościa, gdzie w walce z Niemcami poległo 14 polskich żołnierzy.
Wątkiem żołnierzy wyklętych, przewijającym się właśnie w omawianym zbiorku, zajął się obszernie Jerzy Stasiewicz, w swej recenzji pt. Królewskie milczenia Calvarianusa… czyli poetycki głos Stanisława Chyczyńskiego, na łamach bydgoskiego miesięcznika „Akant” (nr 10/2024, s. 31-32) oraz poznańskiego kwartalnika „ReWiry” (nr 4/2024, s. 58-64). Zarówno Stasiewicz, jak i dr Pastuszewski (zob. recenzja wzmiankowana powyżej), stoją na stanowisku, iż żołnierze wyklęci to wojacy, „którzy zwykłą bandyterkę i niepogodzenie się z samym sobą, ale też z losem, łączyli z walką o orła w koronie”. Problem Wyklętych jest na pewno – w szeregu przypadków – kontrowersyjny, nie w pełni uchwytny w odcieniach bieli i czerni. Niemniej należy brać pod uwagę realia powojennej Polski, w jakich działali, fakt, iż walka zbrojna często niesie za sobą pomyłki i niewinne ofiary, a ponadto każdego z tych partyzantów trzeba oceniać indywidualnie. Warto też podnieść, że do ikon stanowiących wzór polskiego bohaterstwa, patriotyzmu i niezłomności (spośród żołnierzy wyklętych) zalicza się tak niekwestionowane w dzisiejszej rzeczywistości osoby, jak chociażby gen. Augusta E. Fieldorfa „Nila”, gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”, płk. Franciszka Niepokólczyckiego „Teodora” czy sanitariuszkę Danutę Siedzikównę „Inkę”. Niewątpliwym jest, że pewne kręgi społeczne dążą do tego, aby wszystko „rozmyć”, z przyczyn oczywistych pozbawić naród wszelkich autorytetów, ale powinny sobie zdawać sprawę, że dla własnych miernych korzyści podcinają tym korzenie całemu społeczeństwu. Zawsze potrzebna jest obiektywna, skrupulatna, całościowa ocena, przy uwzględnieniu, że to nie byli nadludzie (bo takich nie ma), a także, że każdy człowiek stanowi sumę trafnych decyzji i błędów. Tytanów nie ma. Kult tytanów istniał w niemieckiej filozofii (Friedrich Nietzsche) i miejmy świadomość, do czego to doprowadziło: największej w dziejach wojny światowej! W świadomości, zwłaszcza starszej części społeczeństwa, niewątpliwe piętno odcisnął fakt, iż w realiach PRL-u podziemie powojenne traktowano jako zwykłe bandy. Przyczyniła się do tego głośna książka Jana Gerharda Łuny w Bieszczadach i oparty na niej film Ogniomistrz Kaleń, gdzie działacza NSZ, Antoniego Żubryda, autor potraktował jak zwykłego bandytę i zdrajcę Ojczyzny, kierującego się tylko niskimi pobudkami. Lecz nawet ten kontrowersyjny żołnierz, po 1989 roku, został zrehabilitowany. Być może tacy przedstawiciele antykomunistycznego podziemia, jak Antoni Żubryd „Zuch” czy Józef Kuraś „Ogień”, na zawsze pozostaną kontrowersyjni, jednak ich ostateczna ocena należy do Opatrzności. Niemniej trudno zamykać drogę na cokoły szeregu innym.
W świetle powyższego Kalwaryjczyk miał moralne prawo do przedstawienia, w swej wizji poetyckiej, owych wybranych siedmiu żołnierzy wyklętych. W ten swoisty sposób wrażliwe serce poety ulitowało się nad tymi bohaterami, którzy nieraz pozbawieni byli grobu i krzyża, chrześcijańskiego pochówku, przez dziesiątki lat byli pogardzani i przemilczani. Wądolny „Mściciel” pochodził z Łękawicy pod Wadowicami, a więc z tego samego powiatu, na terenie którego mieszka poeta. Sałapatek „Orzeł” zaś działał w pobliskim Beskidzie Makowskim. Tak oto Chyczyński przyczynił się do ich upamiętnienia. Resztę pozostawmy obiektywnym, niezależnym historykom. Wszak sławny francuski pisarz Victor Hugo, autor Nędzników i opowieści o dzwonniku z Notre Dame, napisał, że historia jest „echem przeszłości odbitym przez przyszłość. Odblaskiem przyszłości rzuconym w przeszłość”. Przy okazji antysonetu nr III, dedykowanego właśnie wymienionemu już „Lalkowi” (J. Franczak), ostatniemu chronologicznie w polskiej historii, a więc szczególnie tragicznemu żołnierzowi niezłomnemu, warto podkreślić, że w pierwszych dwóch wersach autor trafnie charakteryzuje otaczającą nas rzeczywistość: „Świat nie jest czarno-biały, jak, powiedzmy, tałes./ Wiedział o tym filozof, jeden z pierwszych – Tales”. Nie oznacza to oczywiście, że trzeba ten świat pozbawić całkowicie kontrastu bieli i czerni, jak to się, niestety, niejednokrotnie teraz czyni. Taka droga prowadzi na manowce, donikąd. Kiedy pod Lublinem konał w trawie ów „Lalek”, to walczył o zupełnie inny świat niż ten, który reprezentują, w przedostatnim wersie, stojące „pod latarniami malowane lale”. W trzeciej strofie poeta dobitnie stwierdza: „Cnota jest najważniejsza, jak powiadał Tacyt”, lecz, niestety, nie można jej otrzymać „na złoconej tacy”. Trzeba ją wypracować, wywalczyć. Józef Franczak walczył o niepodległość Ojczyzny od 1939 r., przez 24 lata, i został zabity w październiku 1963 r.
Z kolei wątek zagrożenia ze strony islamu i multikulturalizmu przejawia się głównie w siedmiu utworach Królewskich milczeń, a to: (Wołanie przed burzą), Gorzkie żale, Piątek trzynastego, Prostacki/ P. dla P., Wieża Bąbel, Bąbel czasu i Varsovia bis. Zacznę może od końca. W początkowych strofach sonetu Varsovia bis autor zachwyca się wiernie odbudowaną stolicą; jak przystało na buntownika zanurzonego w tradycji, stwierdza: „Dziś pociąg do Klio smutek mój leczy”. Historia est magistra vitae. Skoro ciągle się powiela błędy historii, szczególnie w naszym kraju, skoro musimy stale coś odbudowywać, to kalwaryjski poeta równolegle konstatuje: „Najbardziej mnie wzrusza upór rodaków,/ ich stalowa wola, by Nowe stało/ dokładnie jak Stare”.
Liberalizmowi Calvarianus przeciwstawia swój konserwatyzm, islamowi swoje chrześcijaństwo, a wielokulturowości i kosmopolityzmowi, owemu siewowi „multi-kulti”, propagowanemu coraz bardziej w Europie Zachodniej – niezachwiane swe przekonanie o wyższości, na aktualnym zakręcie dziejowym, państw narodowych. W pierwszych dwóch zwrotkach sonetu (Wołanie przed burzą) sprzeciwia się procesowi wynaradawiania Polaków i poddaniu ich, w ramach Unii Europejskiej, pod strefę wpływu kultury niemieckiej. Jego zdaniem, własny „kurnik” nie powinien mierzić Polaków, bo nie mają się czego wstydzić. W kolejnych dwóch strofach uczula odbiorcę na problem islamu w krajach Unii. Zwraca się do rzymskiej bogini mądrości, sztuki i rzemiosła, nauki, literatury i słusznej wojny – Minerwy (w domyśle Opatrzności), aby tę sytuację w Europie odczarowała. Mułem, w jego ujęciu, jest islam, a klaczą Bruksela, czyli Unia.
W tym miejscu warto wspomnieć, w formie dygresji, że kwestia zagrożenia dla Europy, ze strony mahometan, to sprawa nienowa. W dawnych wiekach przejawiało się to głównie w prowadzonych wojnach. Arabowie i Turcy, od dawien dawna, dążyli do zajęcia obszarów Europy. Półwysep Iberyjski, przez pewien czas w wiekach średnich, opanowany był przez Arabów. Imperium Osmańskie zaś zaanektowało, w dużej części, państwa bałkańskie, a Rzeczpospolita Obojga Narodów, przez długi okres, stanowiła dla niego przeciwwagę, tzw. przedmurze chrześcijaństwa. Dla chrześcijan punkt przełomowy stanowi Odsiecz Wiedeńska, walne zwycięstwo Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem w 1683 r. Wówczas to francuska zakonnica, św. Małgorzata M. Alacoque, miała wizję Chrystusa, a stwierdził On, że znajdzie się król, który ocali Europę, lecz przypisze zwycięstwo nie sobie, ale Zbawicielowi i Jego Matce. Rzeczywiście, Sobieski w liście do Papieża oświadczył: Venimus, vidimus, Deus vicit (łac.: Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył). Obecnie paląca jest kwestia migrantów (uchodźców) ekonomicznych z krajów muzułmańskich, którzy masowo przybywają do Europy i tworzą swoje diaspory. Może to w przyszłości doprowadzić do gruntownej islamizacji Starego Kontynentu.
Walka pomiędzy liberalizmem, a konserwatyzmem również trwa już od wieków. Jednym z punktów zwrotnych było oficjalne potępienie liberalizmu przez Papieża Piusa IX, w dokumencie Syllabus Errorum (1864), gdyż Ojciec Święty uznał liberalizm za najszkodliwszą zarazę. Stąd odszedł do historii jako Bicz na liberalizm. W zbiorku Stanisława Chyczyńskiego najbardziej pesymistyczny wydźwięk, pod tym względem, mają sonety Gorzkie żale i Piątek trzynastego, napisane w grudniu 2014 r., a więc w okolicy Świąt Bożego Narodzenia (drugi 13 grudnia, zatem w rocznicę stanu wojennego). W pierwszym wierszu poeta snuje wizję, że w nadchodzących latach zwolennicy Wielkiego Resetu wezmą górę, a islam opanuje Europę, wskutek czego Zachód upadnie. Kończy wiersz ostentacyjnym stwierdzeniem: „Żal mi Jezusa. Wedle prawdy owej:/ głupia Europa sama chce islamu!”. Bowiem skrajni liberałowie, w ramach walki z chrześcijaństwem, popierają islamistów. W drugim zaś takoż dosadnie konstatuje: „Choroba jest w nas. Gramy w kości z czasem./ Kostucha czeka, kibicuje diasek./ Brawa. Chichoty. W nagrodę – wieniec z drwin”.
Z kolei sonet Prostacki / P. dla P. to ostra satyra na tzw. europejskość w polskim wydaniu, snobizm i kosmopolityzm. Poeta zwieńcza ten sonet puentą: „Gdzie megasalon, tam dusza polska/ jak słoma z butów… Po cóż nam Polska?” Pytanie „Po cóż nam Polska?” jest prowokacją: może obudzi w odbiorcach minimum uczuć patriotycznych? Może wzbudzi (?) chęć zaprzeczenia autorowi: jednak Polska jest potrzebna! Niemniej w sonecie Wieża Bąbel już sam tytuł, poprzez nawiązanie do biblijnej wieży Babel, świadczy o tym, że – zdaniem Kalwaryjczyka – hegemonia liberalizmu w Europie, przejawiająca się m.in. krzewieniem wielokulturowości (kosmopolityzmu), nie może długo trwać. W ostatniej strofie pisze: „Lenin nie umarł. Straszy duch Popiela…/ Globalna wioska to ziemski labirynt,/ Nad którym rośnie kar-minowy Bąbel!” [podkreślenie moje]. Poeta jest pewny takiej wizji przyszłości. Jeżeli ludzkość nadal będzie zmierzała złym torem, to Opatrzności kara jak świat jest stara. Wielokulturowość i hasło z nią związane „Róbta co chceta!” są jak mina (ładunek dynamitu) dla świata i ten Bąbel za niedługo pęknie, wieża Babel się rozleci jak domek z kart. O wiele za wcześnie jest do stworzenia państwa światowego, o czym marzą zwolennicy Wielkiego Resetu. Taki trend, wspierany przez liberalizm, doprowadzi do wielkich napięć społecznych i wojen, być może nawet wojny światowej. Wszak Bąbel jest karminowy. W drugiej strofie zaś nieprzypadkowo pada słowo „karman” (karma), w hinduizmie i buddyzmie rozumiane jako prawo przyczyny i skutku. W utworze Bąbel czasu, poświęconym strajkowi kobiet w Polsce, a więc zwolenniczkom aborcji, prognosta na końcu zauważa, że kościoły:
(...) Dla panien głupich
to już tylko wielkie grobowce wiary,
skoro wszyscy (?) wierni – poumierali…
Myślę: Bąbel czasu, który wnet pęknie.
I nie będzie lepiej (!), nie będzie – piękniej.
Moim zdaniem „bąbel czasu”, w końcowym dwuwersie, to bynajmniej nie świątynie i wiara chrześcijańska (stanowiłoby to przecież autorską zdradę własnych poglądów na religię i naród), ale naprawdę owa puenta wymierzona jest przeciwko liberalizmowi i hasłu „Róbta co chceta!”. Zdaniem autora wiersza jest to wrzód, który pęknie, i wtedy dla zwolenników tej ideologii nie będzie lepiej ani piękniej.
Większość pozostałych wierszy w Królewskich milczeniach dotyczy frustracji poety z tego powodu, że – pomimo swego niewątpliwego kunsztu artystycznego i przekazywania (nie tylko jego zdaniem) zasadniczych prawd o naszej rzeczywistości – nie odniósł żadnego spektakularnego sukcesu. Zatem nawiązuje tu do swego poprzedniego tomiku poetyckiego Byłem pomyłką. Najpełniej jego ars poetica przedstawia sonet Styl samobójczy. Autor przy okazji ubolewa tu, że poezja jest już sztuką wzgardzoną, że straciła „dzisiaj swój cesarski diadem”. W domyśle można stwierdzić, że jest to wyrazem tęsknoty do okresu wieszczów narodowych, kiedy to poezja była na piedestale i szeroko oddziaływała na życie społeczne.
Reasumując, w moim odczuciu, najnowszy tom poezji Kalwaryjczyka nie jest bynajmniej „trucizną dla duszy i ciała” (jak utrzymuje któryś z krytyków), bowiem każdego człowieka myślącego pobudza do zastanowienia. Według mnie, w naszej patriotycznej poezji współczesnej nikt w sposób pełniejszy nie przedstawił dylematów dzisiejszego świata. Na pewno trudno byłoby uznać Chyczyńskiego za króla, czy też za księcia, polskiej poezji patriotycznej. Jeden zbiorek wierszy temu poświęcony to za mało. Pomimo to w myślach, wśród poetów zajmujących się obecnie właśnie taką tematyką, nazywam go hetmanem, nieważne czy polnym, czy wielkim. Jego strofy są dla mnie hetmańskie. Zachowuje się bowiem, jak poeta walczący, niepokorny, wzbudza respekt, pobudza do konstruktywnego myślenia czytelnika, niezależnie od jego światopoglądu. W tym wymiarze jawi się niczym przekaziciel woli królewskiej czy książęcej, a więc woli wyższej. Sam w tytule zbiorku twierdzi, że jego „milczenia” są królewskie. W jakimś sensie, na gruncie rodzimej poezji, przyrównuję kalwarianina do XVII-wiecznego hetmana wielkiego koronnego, Stanisława Koniecpolskiego. Był on człowiekiem lubianym w społeczeństwie (w zasadzie bez wrogów). Mawiano o nim: „Pan Stanisław wprzód uderzy, nim wypowie”. Zmarł w przededniu rozprzężenia i upadku I Rzeczypospolitej, w związku z wojnami kozackimi. Jego nazwisko, będące skrótem od: „Koniec Polski”, miało więc znaczenie niemal symboliczne. Stanisław Chyczyński – imiennik wielkiego hetmana – wprawdzie nie posiada nazwiska o TAKIEJ symbolice, ale w swoich sonetach wieszczy upadek Europy i Polski, w nieodległej przyszłości (o ile nic się nie zmieni w procesach społecznych). W tytule recenzji nawiązałem zatem do funkcji wojskowej Koniecpolskiego. W polskiej literaturze biskup Ignacy Krasicki i Zbigniew Herbert nazywani byli książętami poetów polskich. Pierwszy ostro piętnował wady rodaków, przede wszystkim chciwość, nieuczciwość i zazdrość. Drugi stworzył postać Pana Cogito, a więc człowieka myślącego. Nic zatem nie przeszkadza, aby w drodze paraleli, ze względu na treść i artyzm książki Królewskie milczenia, Kalwaryjczyka uznać za co najmniej jednego z hetmanów współczesnej poezji patriotycznej.
To tyle dalekich skojarzeń, bo pozostaję w przekonaniu, że Stanisław Chyczyński jest optymistą co do tego, jakie będą długofalowe następstwa upadku współczesnej wieży Babel. Światełko w oddali zwiastuje dobre czasy dla Polski.
Stanisław Chyczyński, Królewskie milczenia. Sonety i antysonety, ilustracje K. Wiśniak, Kraków 2023, Wydawnictwo Vandre, ss.72.

