Znakomity bydgoski artysta Stefan Pastuszewski ( rocznik 1949 ) wydał w 2024 r. swój kolejny zbiorek poetycki, jak przystało na człowieka dojrzałego, o intrygującej i wiele mówiącej nazwie: Na krawędzi. Szatę graficzną dla tej książki stanowią rysunki Julii Jaskuła.
Lekturę tomu wierszy najlepiej rozpocząć od pierwszego utworu, który został wydrukowany tuż po stronie tytułowej, a przed zasadniczymi rozdziałami, a jest to wiersz Na krawędzi nawiązujący do tytułu całej książki. Jako taki stanowi on niejako klamrę spinającą w całość wątki poboczne uszeregowane w poszczególnych rozdziałach, w szczególności rozważania poety o przemijaniu, powolnym umieraniu i śmierci, co jest udziałem każdej istoty ludzkiej. Pozostała część materii dzieła Pastuszewskiego zgrupowana jest w trzech rozdziałach: Urządzenie świata, Tylko pamięć jest dobra i Urządzanie domu. Zanim przejdziemy do interpretacji tego ciekawego i ważkiego z punktu widzenia każdego potencjalnego czytelnika dzieła poetyckiego, warto wpierw zastanowić się, co oznacza w języku polskim słowo „krawędź”. Zgodnie ze słownikiem języka polskiego PWN krawędzią nazywamy „linię zetknięcia się dwóch powierzchni lub wąski pas jakiejś powierzchni przy samym jej brzegu”. Ta definicja może okazać się przydatna przy podjęciu próby wyjaśnienia, dlaczego autor nadał taki, a nie inny tytuł swojej książce poetyckiej. W tym kontekście warto też przypomnieć, że synonimami słowa „krawędź” są wyrazy: „kant”, „rant”, „zrąb”, „sztorc” i „brzeg”. Analizując zawartość książki należy przyjąć, że pojęciu „krawędzi” ze zbiorku poetyckiego Pastuszewskiego najbliższy jest z powołanych synonimów wyraz „brzeg”. W moim ujęciu, a myślę że nie tylko, bydgoski poeta w tytule i flagowym wierszu używając słowa „krawędź” miał na myśli po prostu, że jako człowiek dojrzały zbliża się do brzegu życia doczesnego i wiecznego. Te dwa słowa : „krawędź” i „brzeg” się dopełniają. Gdy następują lata dojrzałe naturalną koleją rzeczy dochodzimy do wniosku, że jesteśmy już bliżej śmierci ( niejako „na krawędzi” ), a jednocześnie „na brzegu” prowadzącym do życia wiecznego, gdyż dusza ludzka jest nieśmiertelna. Zdaje sobie z tego sprawę autor, choć przyszłość ludzka jest przecież mimo wszystko wielką niewiadomą, nawet z tej przyczyny, że nie znamy, jaką miarą będzie ważyć nasze uczynki Istota Boska.
Z tych powodów z nutą nostalgii za tym przemijającym światem, z właściwym sobie dystansem, ale i pewnym żalem w utworze Termin twórca z Bydgoszczy stwierdza: „…wiersz ten mi się pisze coraz szybciej/ bo zbliża się termin/ a jednak o tobie myślę/ i idę/ idę coraz węższą drogą / dochodzę do krawędzi/ i idę dalej/ kolejny terminator życia, śmierci/ i miłości”. Ważne, że słowo „miłość” zostało wstawione przez poetę na sam koniec, bo miłość przecież pokonuje zarówno meandry życia, jak i śmierć. W wierszu zaś Pociąg poeta tak plastycznie przedstawia życie, w trakcie którego „nigdy dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki”: „biorę w obronę tych którzy odeszli/ wielu z nich nie chciało/ nikt nie chciał/ mimo śmierci klinicznej starości/ takiego zamknięcia się w sobie jak chory kot/ nie porusza wtedy nawet mleko i słońce/ biorę ich w obronę przed klęską nieobecności”, w końcowej zaś strofie utworu pisze: „pociąg tyka jak zegar/ ale po prostej nieskończoności/ a nie w wieczne koło / zbliża się do krawędzi/ zbliża się i zbliża”.
Zatrzymując się na chwilę nad środkami stylistycznymi zastosowanymi w powyższym zbiorku poetyckim przez Pastuszewskiego warto przytoczyć jeden akapit z posłowia pióra Juliusza Rafelda. Oto on: „ Lingwistyka w poezji Stefana Pastuszewskiego, czyli gra słów, gra w słowa, jest bardzo subtelna. To nie brawurowe czy nawet tylko manieryczne dzielenie słów na cząstki, co ma nadać im nowe, zaskakujące znaczenie ani tworzenie drapieżnych oksymoronów. To podsuwanie czytelnikowi nowego – szerszego bądź węższego znaczenia, kompozycja półtonalna, cieniowanie. Na przykład w wierszu tytułowym mamy „wytłuszczenie”, choć nie graficzne, tylko co do wagi znaczenia, dwóch pojęć: jednak jeszcze i naszej, a wszystko to w sensie upływającego czasu, przemijania świata, który przemija tu wraz z człowiekiem. Innego świata nie ma i nie będzie – chciałby (sic!) napisać poeta”.
Sławny brazylijski pisarz Paulo Coelho w książce Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998-2005 wydanej w 2006 r. zapisał te zawierające sporo racji słowa: „Co jest najśmieszniejsze w ludziach: zawsze myślą na odwrót, śpieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli”.
Stefan Pastuszewski w swoim tomie wierszy zaprzecza tej obiegowej konstatacji, jego poezja jest dojrzała, zdystansowana, na swój sposób trzeźwa. Jako podmiot liryczny afirmuje każdą teraźniejszą chwilę, którą zsyła mu los ( „wszystko…Jest na twardym dysku wszechświata” , „jest tylko jedna przystań/ gdzie można się schronić/ i w harmonii dusz – ciała/ na chwilę przystanąć/ to Chwila” ), choć jako człowiekowi z krwi i kości, nie udaje się mu uniknąć oczywiście tu i ówdzie bólu istnienia, nutek pesymizmu, czy uczucia przykrości z tego powodu, że czas jest nieubłagany i kiedyś trzeba się będzie pożegnać z tym światem. W utworze Potęga lata pisze: „wzywam Boga przed trybunał gorącego lata/ powiedz, Stworzycielu, czemu wciąż lepisz i lepisz/ te śmieszne figurki/ czy dzieckiem jesteś, które musi się bawić/ czy jakaś obsesja Cię opanowała/ starca, który ma jakiś niewiadomy cel przed sobą/ lato paruje rozedrganym powietrzem/ zmiękcza myśli/ wypala uczucia/ a człowiek godzi się i godzi/ z tym, z czym pogodzić się nie może/ wkleja się w ziemię/ w której gotują się od miliardów lat miliardy trucheł/ a nad głową kakofonia pszczół w lipowej czapie”.
W tym miejscu warto zaznaczyć, że poezja o przemijaniu i umieraniu jest w literaturze jednym z najstarszych i najbardziej uniwersalnych tematów. Umieranie to nie tylko fizyczne odejście, ale również zjawisko filozoficzne, egzystencjalne i duchowe, które skłania do zadumy nad sensem życia, jego przemijaniem i nieuchronnością. Tego rodzaju utwory poruszają kwestie związane z cierpieniem, śmiercią, ale też z próbą pogodzenia się z losem, poszukiwania sensu w końcu ludzkiej egzystencji, akceptacją tego, co nieuchronne. W poprzednim stuleciu poeci tacy jak Czesław Miłosz czy Zbigniew Herbert, w utworach typu Campo di Fiori czy Pan Cogito podejmowali temat umierania w kontekście historii, zła i ludzkiej kondycji. Miłosz poszukiwał odpowiedzi na pytania o sens życia i śmierci w obliczu totalitaryzmu wojennego, a Herbert przedstawiał śmierć jako element istnienia w świecie pełnym przemocy i zniewolenia. Z kolei tacy świetni pisarze, jak Halina Poświatowska, Wisława Szymborska, czy Rafał Wojaczek sytuują śmierć i umieranie, przemijanie w obrębie codziennego życia, traktując ten temat jako wspólny i nieunikniony dla każdego człowieka.
W ten ostatni nurt pisarstwa wpisuje się oczywiście twórczość Pastuszewskiego zawarta w analizowanym zbiorku poetyckim, z tym że zgłębia ona także prawdy uniwersalne.
W charakterystycznym dla niego utworze Nasz Bóg pisze: „co Bóg z nami pocznie/ nie spodziewał się chyba takiej lawiny czaszek/ miętoląc glinę stworzenia w świetle eonów gwiazd/ które były przed nami/ a my lepimy tutaj splątanymi i gorącymi palcami/ inny świat/ lepszy/ krótkotrwały/ bo On/ niczym sprytny dywersant/ tak Bóg wstrzyknął do obiegu truciznę czasu/ jeszcze wcześniej stwarzając miłość/ miłość i czas/ jeśli prawdziwa/ to skreślmy czas a zapiszmy wieczność/ na próbę nas wystawił / ten nasz Bóg”. Jak dostrzegł Stefan Jurkowski w jednej z recenzji dzieła Pastuszewskiego ( Podróże w głąb siebie ) jest to swoisty minitraktat teologiczny.
W wierszu Dziś nie ma już takich żniw , odwołującym się natomiast do codzienności , dekad, które wyznaczyło poprzednie stulecie, sięgając w głąb swojej pamięci bydgoszczanin z nostalgią przywołuje dawne żniwa z ich atrybutami takimi, jak kosa, sierp, snopy i stogi, po czym w końcowej puencie konstatuje: „miałem szczęście znaleźć się na chwilę/ na granicy dłoni i traw/ dziś nie ma już takich miedz/ zaorane zamaszynione/ ekonomiczne/ miałem szczęście być wczoraj”.
Niezwykle ważną rolę w życiu każdego człowieka odgrywa pamięć. Nieprzypadkowo zatem środkowy rozdział książki autora z Bydgoszczy nosi nazwę : Tylko pamięć jest dobra.
W jednym ze sztandarowych wierszy pierwszego rozdziału Urządzenie świata, noszącym enigmatyczny, składający się z jednej litery tytuł (Q) , stanowiącym jak gdyby preludium dla środkowego drugiego rozdziału artysta tak wyjaśnia fenomen pamięci: „ WOJACZEK pisał – krwawił, że iść nie ma sensu/ i odszedł / sam ze sobą / rzeczy i miejsca walczą z czasem, rdzą i kruszeniem się/ tynków a nawet cegieł/ idąc powoli ku pamięci/ tylko pamięć jest dobra – pisze DARIUSZ KUBOK[i]/ ale ona też pójdzie ze mną”. W utworze lirycznym pt. Jakby, wchodzącym w skład drugiego rozdziału, poświęconym również pamięci, unaocznia czytelnikowi na początku: „przyszła do mnie nie we śnie/ i nie w samo południe/ poezja spoza literatury/ i nie z chwili gęstej jak ziarno/ tylko ze wsi”, aby in fine skonstatować: „żyję/ taki oto mały/ zwykły i szczery/ niebawem tylko echo i pamięć/ taka mysz/ taki geniusz”.
W pierwszym utworze pt. Lutowy poranek ostatniego, tzn. trzeciego rozdziału książki autor przedstawia swój aktualny stosunek dojrzałego człowieka, ale mimo to czującego się jeszcze dobrze, do otaczającego świata: „codziennie rzeźbię od nowa/ ten świat we mnie i poza mną/ ciepły dym z komina i czarne gałęzie drzewa/ póki co bez liści/ poczucie obowiązku i radość miłości”, a chociaż to następnie dość pesymistycznie puentuje: „tylko czy ta ręka życia/ które jeszcze chce żyć/ długo dłuto utrzyma w dłoni?”, to jednak w tym miejscu nie od rzeczy będzie przytoczenie znanej wypowiedzi malarskiego geniusza Pabla Picasso: „W życiu chodzi o to, by umrzeć młodo, ale jak najpóźniej.” Miejmy zatem nadzieję, że twórca z Bydgoszczy z dużą dozą optymizmu będzie nadal kształtował ( niczym rzeźbiarz) swoje codzienne sprawy i czuł się jak najdłużej młodo mimo upływającego czasu.
Wszak warto dawać miłość, o której autor tak często wspomina, aby spełniła się ta piękna sentencja: „Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych” ( ks. Jan Twardowski ), a także ażeby przed śmiercią mieć na ustach albo w myślach słowa laureata Nagrody Nobla, kolumbijskiego pisarza Gabriela G. Márqueza: „ Nie płacz, że mnie już nie ma. Uśmiechnij się, że byłem”.
Stefan Pastuszewski, Na krawędzi, redakcja: Aleksandra Lewek, okładka i ilustracje: Julia Jaskuła, posłowie: Juliusz Rafeld, Instytut Wydawniczy „ŚWIADECTWO”, Bydgoszcz 2024, ss. 88.
[i] Dariusz Kubok– filozof, profesor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

