Zanim narody i społeczności b. Rzeczypospolitej wyruszyły do najbardziej ludowego i powszechnego z powstań XIX w., politycy, ideolodzy, decydenci i liderzy europejskich państw, które poczuły się potęgami po rozgromieniu Napoleona Bonaparte (1814-15), podjęły kompleksowe działania w celu wyniszczenia wszystkiego, co po 5-wyznaniowej RP zostało.
Należało jeszcze polskim zrywom „doprawić maskę” rewolucyjno-jakobińskich i antykatolickich (stąd Święte Przymierze 1815 i posłużenie się autorytetem pasującego do tego projektu papieża Piusa IX, 1846-1878), aby zaprowadzić nowy ład pruski, antypolski, a tak naprawdę antychrześcijański i antysłowiański. Podwaliny pod ten diabelski projekt położył Bismarck, a dokończyć próbowali dwaj słudzy Szatana, autorzy holocaustu, Genocide i Golgoty Wschodu w XX w. – A. Hitler i J. Stalin. Wiemy, że są listy ważne i ważniejszy, dokumenty oficjalne nic niewnoszące i nieoficjalne – istotne i decydenckie. Oto skrót pewnej myśli, do której rozwinięcia odsyłam do cytowanych już K. Zernacka, „Polacy i Rosjanie” pod red. A. Magdziak-Miszewskiej oraz M. Broszata
(Martin Broszat, 200 lat niemieckiej polityki wobec Polski, Volumen W-wa 1999.) Na s.138-9 - Gustav Freytag w liście z 1861 do Maxa Dunckera: „Zajmuję się obecnie gospodarką w Poznańskiem i projektem kolonizacji i chciałbym w Berlinie pozyskać zwolenników dla tego przedsięwzięcia. Bo z Polakami należy szybko skończyć. Hańba tej długotrwałej słabości staje się zbyt wysoka, a ponieważ rząd daje obecnie dowody swojej bezsilności, postaramy się załatwić sprawę prywatnie”. Jako wzór miało służyć rozprawienie się przez państwo niemieckie z Serbołużyczanami (w historiografii popularnej ostatnio: „Serbami i Chorwatami znad Odry”) w X-XII w.
Zaś w 1854 r. G. Freytag w powieści Soll und Haben (Winien i ma) w „niemieckiej epopei narodowej” charakteryzuje polską niegospodarność; niechlujstwo i fałsz (obok sporej porcji żydowskiej podłości) reprezentującą w tej powieści pierwiastek zła, przeciwko któremu walczy, niczym germański bohater Siegfried, Anton Wohlfahrt, wyruszający w bój ze śląskiego miasta granicznego. Jeszcze gorsze zdanie ma o „ludach” od Wisły do Morza Czarnego i Połocka. Rozpracować te „ludy” trzeba systemowo, zaczynając od pozbawionego państwowości polskiego. Dlatego uważam, że powstanie było nakazem chwili. A że wielkie sprawy wymagają wielkich ofiar – nikt kto zna Biblię i historię nie zaprzeczy.
Jaworówka, dola i sława
Potępiającym hekatombę, a raczej żertwę, powstańców obszaru białoruskiego przypomnę tylko wymordowanie i spalenie pod dowództwem płk. Nicolasa (Mikołaja) Zuge von Manteuffel w dniu 7 sierpnia 1863 Jaworówki, 12 wiorst od Białegostoku. A kto dzisiaj (oprócz archiwistów) jeszcze pamięta rozstrzeliwanie za samo podejrzenie o udział w powstaniu lub udzielanie schronienia i pomocy pogorzelcom z wiosek z dzisiejszej Białostocczyzny: Szczuki, Ibiany, Dzikie, Sztukiny, Łukawica, Wiśniany, Prużanka, Granopol, Bohdanianka, Leńkowszczyzna, Ożytany, Antuszki, Sianożatki, Czertież? Niech się odezwie ten, kto w pamięci swoich babć i dziadków znalazł takie miejscowości, o których głosiły „hiobowe wieści” w moich stronach pogranicza polsko-ruskiego. Tu od 1863 z szacunkiem wypowiadano określenia, które niesłusznie są uważane za obraźliwe: Chachły, litwaki, Biełarusy, gwara chachłacka, „dratowska rusica”. Nawet wśród nasiedlonych w lubelskie niemieckich kolonistów (baptystów, luteran, zielonoświątkowców-„Poznaniaków”), którzy nie podzielali pangermańskiej ideologii i asymilowali się, zachowując wiarę, ale nie pruską doktrynę. To tematy ciągle unikane w poprawnościowej historiografii, bo może nie przynoszą uczelnianych godności i stanowisk oraz medialnego rozgłosu?
Niezwykle interesująco w swoich historycznych opracowaniach i w refleksji duszpasterskiej wypowiada się św. Borys Gieorgijewicz Gierasimow (1872-1938), autor m.in. Ssylnyje Poliaki w Senmipałatinskoj obłasti oraz w publikacjach zamieszczonych w „Sibirskom archiwie” i „Sibirskich ogniach”. To syn zesłanego na Syberię żołnierza-powstańca, który ukończył seminarium duchowne z Tomsku, a w 1902 r. założył Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne w Semipałatyńsku. W 1925 r. odsunięto go od wszelkich zajęć oświatowych (seminarium nauczycielskie), a w 1931 r. odebrano wiernym jego cerkiew (informacja za.: W. Caban, K. Latawiec, J. Legieć, T. Mosunowa; Kielce ‘2019). Po aresztowaniu za sprzeciw wobec komunistycznej dyktatury i ateizmu w sierpniu 1937, a także za „miatieżnicze” korzenie, został rozstrzelany 1 stycznia 1938 r. Kanonizowany przez rosyjską Cerkiew prawosławną jako Nowomuczennik. Tak to i dola i sława przechodzi z ojca na syna. Skoro nie zapominają o tym obcy, to dlaczego mają zapominać ich potomkowie?

