Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem Przypadki księdza Henryka Stefana Pastuszewskiego.
Zajmująca proza, „prosty”, czasem dosadny język, bez niepotrzebnych zawijasów słownych i rozwlekłych opisów. Wartka narracja, podszyta tu i ówdzie sarkazmem, ironią i zjadliwym humorem, fabuła z elementami mocnego zaskoczenia (Terapeutka, Monika). Celne, oszczędne portrety psychologiczne postaci drugoplanowych i niezwykle udane charakterystyki psychologiczno-socjologiczne zbiorowości, takich jak grupy kleru, struktury parafialne, „dziobaki”, dziennikarze, polityczni cwaniacy – hieny lansujące się w mediach, wierni idący stadnie za głosem propagandy etc. Rzetelnie, wiarygodnie nakreślona sylwetka głównego bohatera z bolesnym i przekonującym opisem jego żenującej starości, obciążonej fizycznym, psychicznym, a nade wszystko „zawodowym”, kapłańskim balastem, pomieszanym z kryminalną przeszłością. Świetne, jak w pigułce obserwacje życia i obyczajów (np. „ja tu – ty tam” w związkach starszych osób, czy „dwa metry za rodzicami” jak bywało niegdyś w tzw. tradycyjnych rodzinach). Dobra znajomość stosunków i zależności w kościele katolickim. Akurat wiem coś o tym, ponieważ przez ponad pięć lat za komuny pracowałem jako bibliotekarz w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie. W ramach ratowania tyłka, gdy miałem zakaz powrotu do oświaty. Napatrzyłem się tam na różne rzeczy i potrafię docenić znajomość tych realiów.
Przypadki księdza Henryka to trafny, choć smutny obraz stanu kapłańskiego w jego różnych odsłonach oraz relacji panujących w tym środowisku. Bolesna diagnoza postępującej deprecjacji Kościoła w obliczu sekularyzacji społeczeństwa. To dobra książka. Ma jeszcze wiele innych zalet, oprócz tych przeze mnie już wymienionych, np.:
– udana indywidualizacja zachowań, a zwłaszcza języka bohaterów, jak u biskupa Brunona Nie Powiem;
– różne konstatacje, trafne uwagi, ciekawe stwierdzenia („Po co zdrowie u starego człowieka”, „trumna nie ma kieszeni”, „czas w młodości jest otwarty”, „konfesjonał – szambo ludzkiej natury” i wiele innych);
– powtórzenia całych sekwencji słów w następnych rozdziałach jako nawiązanie do treści rozdziałów poprzednich. No i ten świetny stosik książek pod nogą fotela!!!;
– nawiązania do poezji (Grochowiak, Wojaczek, Tetmajer)...
To tylko niektóre z ważnych elementów składowych tej minipowieści (bo mimo zderzenia z terapeutką nowela to nie jest, podobnie jak nie jest to opowiadanie). Czy są w niej w takim razie jakieś wady czy braki? Nie ma na tym świecie rzeczy idealnej, ale ja tu większych braków czy wad nie widzę, a jeśli nawet jakieś na upartego dałoby się namierzyć, to są one przyćmione zaletami. Może czasami odczuć można delikatny zapach mizoginizmu, ale to nie żadna wada. Z tymi babami to już tak jest.

