Popularnonaukowy esej, wydany w formie niewielkiej książeczki, w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy, pod tytułem „Podziw jako fundament religii. Rozważania o wszechświecie i życiu”, autorstwa Wojciecha Marii Zalewskiego, pojawił się w „prześwicie” kultury, literatury, nauki i religii – bo tak właśnie możemy umiejscowić ten wielowątkowy wywód, odnosząc się do jego treści jak i formy – dzięki staraniom Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego, w tłumaczeniu z języka angielskiego Kajetana Solińskiego (Galeria Autorska, Bydgoszcz 2023).
Publikacja zawiera wiadomości dotyczące budowy wszechświata i zmian w nim zachodzących. Jako punkt wyjścia podaje informacje od dawna znane, w tym, potwierdzone dopiero przez współczesną naukę, niektóre tezy Alberta Einsteina. Urastającą do rangi symbolu jedność Kosmosu, wyrażoną w znanym wszystkim równaniu E = mc2. Wiadomości te, nieeksponowane w książce, mogą jednak zostać rozpoznane przez każdego, kto posiada podstawową wiedzę na ten temat, kto śledzi ogólnie dostępne źródła, związane z rozwojem nauki. Równocześnie znajdujemy tu bardzo znaczące wyniki najnowszych badań interdyscyplinarnych – które zaczerpnięto ze źródeł anglojęzycznych – łączących wiedzę z zakresu matematyki, chemii i fizyki, które, jak wiadomo, współdziałają z nowoczesną astronomią. A gdy dodamy do tego, w podtekście, możliwości, które stwarza najnowsza technika, służąc bezpośrednio nauce, a nie przecież tylko gospodarce i ekonomii… I zauważymy jeszcze konkretną wiedzę dotyczącą medycyny, w tym rolę genetyki i fenomenu DNA, w połączeniu z psychologią i socjologią, a także osobną wartość wiedzy antropologicznej, dotyczącej bezpośrednio rozwoju człowieka – wtedy w pełni docenimy niezwykły, intelektualny konglomerat, ujęty w syntezie i charakteryzujący tę publikację. Buduje go szerokie wykształcenie i zainteresowania samego autora, które cały czas są rozwijane w aurze naukowej dyscypliny i dociekliwości, co dobrze wyraża określenie „trzymanie ręki na pulsie”. W tym miejscu warto też wspomnieć, że w przemianach Kosmosu, jak i człowieka, uważny czytelnik może odnaleźć teorię ewolucji, która już dość dawno została „zharmonizowana” z teologią chrześcijańską. Bogate, a równocześnie bardzo syntetyczne rozważania, przekazane komunikatywnym, czystym, niekiedy wręcz poetyckim językiem, przenika refleksja filozoficzna.
Człowiek jest integralną częścią skomplikowanej konstrukcji, jaką jest wszechświat. Składa się on z tych samych pierwiastków i związków, co otaczająca go rzeczywistość, od momentu Wielkiego Wybuchu. Istnieje teoria, że ujęcie choćby jednego z elementów – posługując się naukowo-poetyckim skrótem – od galaktyki po najmniejszą cząstkę, zwaną neutrina, doprowadziłoby do rozchwiania tej organicznej całości, stworzonej na zasadzie osmozy, czyli wzajemnych połączeń, zależności i oddziaływań. Do zakłócenia porządku. Wszystkie elementy wszechświata są w ruchu, na co zwrócił już uwagę, cytowany przez Zalewskiego, Święty Tomasz z Akwinu. W książce więc rozpatrywane są różne poziomy i zagadnienia rzeczywistości. Relacje człowieka z naturą i siłą wyższą, a także relacje człowieka ze wspólnotą. W wielkim skrócie myślowym, na podobieństwo błysku komety, przebiegamy tu przez historię cywilizacji i historię religii, w tym wierzeń plemiennych i wielkich religii monoteistycznych. A te ostatnie, według autora, wyraźnie zmieniły swoją formę, bo stały się rodzajem instytucji, czyli odeszły od bezpośredniego i szczerego odczuwania Tajemnicy. Pokonujemy drogę od „pierwocin”, przez kulturę rolną, po miejską i jej stan współczesny, niemający żadnego odpowiednika. A za przeżywaną teraz nowoczesnością, jej ekspansywnym rozwojem, paradoksalnie, człowiek już nie nadąża. Można wysnuć wniosek, że obecnym etapem cywilizacji jest on wyraźnie przytłoczony. To, co sam stworzył, nie sprzyja jego wewnętrznemu rozwojowi, a przeciwnie, zagraża człowieczeństwu. Do czego więc zmierzamy? Pytanie wydaje się retoryczne. Zatracone zostaje to, co pozwalało człowiekowi rozpoznać, odczuwać i rozumieć, egzystować w szacunku i harmonii z innymi istotami żywymi, godzić się z, obowiązującym cały świat stworzony, prawem przemijania.
Co ciekawe – dokonując dalszej interpretacji tekstu – właściwie cały czas jesteśmy blisko problematyki człowieka, jednak w różnej „konfiguracji przestrzennej”. Najczęściej więc parafrazując i upraszczając definicję cząstek elementarnych, które są tak małe, że nie zajmują żadnej powierzchni – jesteśmy pokazani jako taka „cząstka” wobec wielkości wszechświata. Człowiek jako jednostka i gatunek, wraz z wszystkim, co stworzył, wpisuje się w działanie nieskończonej, niematerialnej, nienajsilniejszej ze znanych a jednak najtrwalszej, nieustannie aktywnej i wszechobecnej siły grawitacji. Warto też dostrzec, że Wojciech Maria Zalewski nie wprost, ale podobnie, w innym miejscu wywodu, tak właśnie charakteryzuje obecność Boga. W podobnej aurze opisuje również możliwość zaistnienia ludzkiej myśli, jej trudną do zdefiniowania „naturę”. Konstatując syntetyczną charakterystykę siły grawitacji, dodajmy, że była ona obecna jeszcze przed Wielkim Wybuchem… A nadto czytamy, że siła grawitacji jest to jedna z głównych sił, która decyduje o kształcie i ostatecznym losie wszechświata.
Idąc za logiką tego rozważania, można stwierdzić, że człowiek nie ginie, ale ulega przetworzeniu, i wnika w strukturę ciągle jeszcze niezrozumiałej dla siebie, a fascynującej go Całości, której początku i końca nie zna. To niełatwe przyjąć, że „kosmiczny pył”, jakim jesteśmy, okazuje się niezbywalny w przestrzeni Kosmosu – w której 95% zajmuje połączenie ciemnej masy i ciemnej energii. A ta ostatnia, jak wiemy, ciągle wpływa na poszerzenie i wydłużenie, a tym samym wewnętrzne „rozrzedzenie”, przestrzeni wszechświata.
Ale w naukowej narracji autora dostrzegamy też inne spojrzenie, czyli z „punktu widzenia” człowieka. Tutaj wyjątkowo ważne okazuje się przypomnienie czytelnikowi budowy i zasady funkcjonowania ludzkiego mózgu, który jest najbardziej skomplikowaną strukturą biologiczną w znanym wszechświecie. Ewolucja mózgu jest nieznana. Zgodnie z najnowszymi badaniami najważniejsza, najsilniejsza jest w nim sfera emocji – a nie, jak wcześniej uważano, poznanie poprzez intelekt. Ze zbioru pozytywnych i wyższych emocji wyłania się sfera duchowości. Zbliżając się do „gęstego”, pod względem treści, tytułu eseju „Podziw jako fundament religii”, przypomnijmy, że najstarsza część mózgu, zwana ciałem migdałowatym, stanowi „emocjonalne centrum mózgu” i wytwarza właśnie uczucie podziwu, tak pierwotne i trwałe jak uczucie strachu, obydwa zaś gwarantują przetrwanie gatunku. Okazuje się, że dzięki podziwowi indywidualnie „rozpoznajemy” otoczenie i żywo na nie reagujemy. Nawiązujemy relacje z innymi ludźmi, co przede wszystkim buduje nasze człowieczeństwo. Realizujemy jednostkowe życie i rozwijamy cywilizację, ponieważ aktywny podziw jest przejawem szeroko pojętej żywotności i twórczości. Siły życia – jak nazywa to Zalewski – obecnej w nas, otoczeniu i Kosmosie. To ona cały czas stwarza, utrzymuje przy życiu i odpowiednio ukierunkowuje wszystkie istoty żywe, będąc rodzajem „genu”, dzięki któremu, wszystko, co istnieje, wie, jak się odnaleźć i funkcjonować, od początku po sam kres. I znowu delikatna sugestia. Czy tak owocna logika trwania, rozwoju i przekształceń może być przypadkiem? Podziwem, który wydaje się „cechą” dogłębnie przenikającą i jednoczącą całą rzeczywistość, obdarzamy siebie wzajemnie, a także naturę, sztukę i Kosmos. Człowiek „naznaczony” podziwem w naturalny sposób chroni wszelkie życie i to, co mu sprzyja… Wyczuwa on, że jest częścią wszechświata, a ma to swoje konkretne uzasadnienie, ponieważ, jak czytamy: Procesy zachodzące w mózgu podlegają siłom i prawom, które przenikają wszechświat.
Mózg posiada tylko 1 % spośród wszystkich istot żywych. Ludzki mózg nadal pozostaje dla nas tajemnicą, jego funkcjonowanie znamy jedynie w 5 % . Co nam to przypomina? Czy nie tyle samo wynosi jasna masa i energia w Kosmosie? W jakimś tylko stopniu przez nas poznana, reszta zaś, czyli ciemna energia i masa, jest w przeważającej części niewiadomą, ponieważ nadal niewiele wiemy o naturze wszechświata. Jednocześnie mamy świadomość, że panuje w nim nadludzki porządek, którego częścią są grawitacja i śmierć, a więc „coś”, czego człowiek nie jest w stanie zmienić. Ta przebadana część mózgu wytwarza uczucie podziwu, które prowadzi nas do innych pozytywnych i intensywnych emocji, jako reakcji na zastaną przez nas harmonię. W niej współistnieje bogactwo różnych form życia i w nią – jak wiemy – oryginalnie „wpisuje się” człowiek.
Intrygujące jest to, że istota podziwu jest „niezależna”, trwa jakby ponad czasem i okolicznościami. Stanowi on reakcję na odkrytą harmonię oraz na zdobytą wiedzę o funkcjonowaniu Kosmosu i człowieka – o czym wspomniano wcześniej. A dodajmy, że przecież obecny stan wiedzy jest niepomiernie większy niż kilka wieków wcześniej, czy nawet kilkadziesiąt lat wcześniej. Niestety – że skomentuję to w osobistym tonie – obecnie nie reagujemy, tak jak dawniej, uczuciem podziwu na ogromne zasoby wiedzy, którą posiedliśmy, a także do której cały czas zmierzamy. Tym samym, jakby nie godząc się na istnienie żadnej tajemnicy, która przez naszych przodków była hołubiona, bo wskazywała na niezwykłość ludzkiej egzystencji i otaczającego świata. Powtórzmy, że podziw, jako uczucie pierwotne, zawsze był i nadal jest przede wszystkim podświadomą reakcją, intensywnym odczuciem rzeczywistości i Kosmosu jako wspaniałości, w którą zostaliśmy włączeni, która nas „przekracza”, jak powiedzieliby filozofowie. Podziwowi towarzyszy wdzięczność. Afirmatywny stosunek do życia i jego wszelkich przejawów prowadzi nas znacznie, znacznie dalej. W tym kontekście, dodajmy, że według jednego z najbardziej znanych i cenionych filozofów oraz estetyków, Ernsta Cassirera, afirmacja bliska jest odkryciu istoty życia.
Od początku omawianego eseju – na podobieństwo początku Kosmosu i człowieka – czytelnik czuje, że Wojciech Maria Zalewski rozważając istnienie w aurze podziwu, zmierza do osoby Boga. Podziw jawi się tu jako wyrazisty przejaw, a może swoisty dowód na Jego aktywną obecność we wszechświecie. Podziw prowadzi nas przez codzienność, jest impulsem do odkrywania prawdy we wszystkich dziedzinach życia, a także stanowi inspirację dla nauki i sztuki. To sedno naszego egzystowania. W nim się odnajdujemy i spełniamy. Odczuwamy swoją ludzką wartość, źródła moralności i „utrzymujemy się” w poczuciu sensu życia. W nieustannym podziwie – który wydaje się tu również rodzajem wewnętrznego czuwania, napięcia i pogłębianej świadomości daru, jakim jest życie – oddajemy chwałę Bogu. Widząc wszystko, co stworzył i sami czując się owocem Jego stwórczej mocy. Reasumując i czytając „między słowami”– jak na poezję przystało: poprzez siłę podziwu Bóg kieruje człowieka ku sobie. Prowadzi go do wiary.
Podziw prowadzi człowieka w naturalny sposób do Boga i formy kultu, jaką jest religia. I tu warto wspomnieć, że autor z dystansem używa pojęcia „religia”, traktując je jako „odwracające uwagę” od żywej i bezinteresownej wiary, o czym wspomniano już wcześniej. Zalewski zauważa, że wszystkie kulty i religie oraz wyrosłe z nich tradycje religijne, które ulegają przetworzeniu w czasie, są osadzone na podziwie. To ich podstawowy i uniwersalny element. Oddziałują one na wiele dziedzin cywilizacji i życia codziennego: prawo, filozofię i sztukę, szeroko pojętą kulturę oraz modlitwę.
Kultura, jako część cywilizacji, jest szczególnym, wyższym przejawem rozwoju człowieka, realizacją idei życia jednostek we wspólnocie opartej na wartościach. Znaczeniu komunikacji, wzajemnego szacunku, pomocy i współodczuwania. W takim kontekście, dla dobra dalszego rozwoju, cywilizacja powinna swój stan „konfrontować” z kulturą. Relacja ta przyczynia się do zachowania i stałego „odnajdywania” cywilizacyjnego porządku, który to, w podtekście tych rozważań, ma swoje źródło w tym nadrzędnym – Kosmicznym. Dodajmy, że podobną zależność widziały już cywilizacje starożytne, także najbliższa nam, antyczna. Wynika z tego, że cywilizacje trwają tak długo, jak opierają się na zasadach i skupione są wokół wartości wypracowanych w obszarze kultury. A ta, ze swej istoty, zmierza do zachowania i afirmacji życia. Podobnie jak religia, zaistniała na tym samym gruncie, którym jest podziw.
Z wielopoziomowego wywodu Wojciecha Marii Zalewskiego możemy wnioskować, że człowiek posiada konkretne wewnętrzne narzędzia, aby odpowiedzieć sobie na podstawowe, egzystencjalne pytania, które kontempluje od początku ludzkości. Człowiek został wręcz ukierunkowany na znalezienie odpowiedzi. Podobnie jak na podążanie drogą idei określanych jako platońskie, których emanację rozpoznaje w sobie i wokół siebie. Nawet teraz, we współczesnym świecie, człowiek pragnie odnaleźć w sobie harmonię, będącą wyrazem jedności na wyższym poziomie.
Autor, przedstawiając najnowsze wyniki badań naukowych z różnych dziedzin, pokazuje, że poznanie intelektualne, empiryczne może być albo wręcz powinno się stać źródłem wiary. A rozpoznanie wzajemnej „odpowiedniości”, która istnieje pomiędzy człowiekiem, otaczającą go rzeczywistością i Kosmosem, prowadzi do uznania istnienia Boga jako Stwórcy wszystkiego. Jest jeszcze jeden wniosek, który nieco podbarwiony i wzmocniony ironią – mieszczącą się jednak w logice tego tekstu – prowadzi do uznania za wierzących w Boga wszystkich, którzy odczuwają i podziwiają wszechświat. W podtekście – jak sądzę – łącząc tę afirmatywną postawę z życiową praktyką i rozwojem duchowości. Aktywna rzeczywistość transcendentna przenika wszechświat, którego integralną częścią jest człowiek. Jakże podobnie, u podstaw, widzieli tę kwestię Platon i Plotyn – na początku naszej europejskiej cywilizacji.
Niech zakończeniem prezentacji oraz interpretacji tego popularnonaukowego eseju będą słowa Wojciecha Marii Zalewskiego, które zamykają jego inspirujące i cenne rozważania: jestem nanosekundą wszechświata i jego kwantowym elementem. Tym artykułem składam hołd podziwu dla jego niepojętej wspaniałości w moim przemijaniu.

