Na początek jeden z wierszy ze zbiorku – żeby wyjaśnić i uzasadnić podtytuł tych krótkich rozważań oraz aby je usprawiedliwić (pięknem ich przedmiotu zainteresowania):
    
    a przecież
    
    a przecież wszyscy jesteśmy jak ślepcy
    w miłości
    i daleko nam do wiary
    tak wielkiej
    jak ziarnko gorczycy
    powiedziała mała dziewczynka
    do małego chłopca
    na uszko

Wchodząc w inny świat chcemy go zrozumieć – tym bardziej, kiedy to jest świat zapisany. Już pierwsze strony książki Jana Hyjki wyraźnie uzmysławiają w jaką wybieramy się podróż. „Klepsydra jaźni” nosi podtytuł „ … armia słabeuszy”. Po kilku słowach lektury wydaje się, że  jej treść będzie przewidywalna. Historia pobytu w wojsku w czasach PRL- „zaszczytna służba w  LWP” ( Ludowym Wojsku Polskim). To niby zwarta, odrobinę pamiętnikarska opowieść jakich wiele można usłyszeć przy rodzinnym stole podczas wspomnień z czasów, gdy młody człowiek zmuszony był do „pobytu w armii ”.

 

Zaiste, benedyktyńska to praca – porzucić używki doczesności, zerwać codzienne związki z migotliwym, sycącym zmysły i potrzeby intelektualne życiem tu i teraz, by wytrwale przedzierać się wśród zakurzonych inkunabułów przeszłości, szperać pośród archiwów pamięci, łączyć ze sobą fakty, spajać wątki, „żenić” literackie analogie. Ile trzeba samozaparcia, by wytrwale wędrować przez las niedopowiedzeń, knieje wątpliwości, bory nieprecyzyjnych pojęć i dat. I przy tym szybko okazuje się, że nieprawdziwa jest teza, jakoby w Internecie „było wszystko”.

Kiedy tylko wspomnę Bogusława, jawi się przed moimi oczami spotkanie w opolskim Klubie Związków Twórczych sumujące wyniki konkursu poetyckiego nt. szeroko pojętego regionalizmu. Zwycięzcą był, zdaje się, Jan Goczoł, który przeczytał wiersz o Górze św. Anny z odniesieniami historyczno-patriotycznymi do powstań śląskich, po czym wystąpił uhonorowany drugą nagrodą Żurakowski. Z zestawu liryków, jakie potem weszły do jego drugiego tomu Grudy ziemi (1966, nagrodzonego przez wrocławskie Ugrupowanie 66), najgłębiej emocjonalnie przemówił do mnie Dworzec Wschodni:

Jako cywilizacja straciliśmy moralność. To piękne słowo zaczyna mi przypominać raczej nieistniejącą walutę. Credo dzisiejszego masowego człowieka jest dążenie do tego, by żyć bez podporządkowania się jakiekolwiek etyce. Od młodych słyszałam już o NOWEJ  MORALNOŚĆI, która zaczyna napawać mnie lękiem, bo wybrzmiewa jak niemoralny czyn ale nie słyszałam o żadnym ich moralnym kodeksie, więc chyba nie ma czegoś takiego.

Tags:

Czekała mnie jeszcze jedna rozmowa i byłem już solidnie zmęczony, gdy pojawiła się kolejna, ostatnia kandydatka. Mówiąc prawdę ledwie pamiętałem dane z jej listu, ale też pewnie niezbyt uważnie go przeczytałem. Pewnie mój błąd; zaprosiłem wszystkie sześć pań, które odpowiedziały na mój anons. Pięć pierwszych odpadło, grubo przeceniwszy swoje kwalifikacje, choć wyraźnie zaznaczyłem wymóg górnej półki w każdym zakresie.
Kiedy weszła, moją pierwszą myślą było, że nic z tego nie będzie. Choćby była najlepsza, włącznie z angielskim. Jej wada z miejsca rzucała się w oczy, choć przyznaję, że to tylko moja wina, lub może moje estetyczne, i nie tylko, skrzywienie.

 

1 kwietnia

 

Rośnie statystyka zakażeń ale przede wszystkim zgonów. Najgorzej w Europie, trzecie miejsce w świecie po Meksyku i Rosji. Fatalna służba zdrowia. Brak zaufania do niej powoduje, że  ludzie zarażeni nie zgłaszają się do lekarza, a potem bywa już za późno. Wiem coś o tym, bowiem w grudniu ubiegłego roku o mało co nie straciłbym jedną z najbliższych mi osób. Gdyby nie zdecydowana interwencja u wojewody, który mnie zna i chyba szanuje, to nie wiem jakby się skończyło. Chora na Covid 19 leżała na oddziale ortopedii (sic!) odwodniona, bez kroplówki. W poprzednim szpitalu po operacji woreczka żółciowego została zarażona koronawirusem, a potem – podczas rehabilitacji – jeszcze  jakąś paskudną bakterią przewodu pokarmowego. Wymusiłem wcześniejszy wypis.

 

13 marca 2020 r. we włocławskim szpitalu w wieku 75 lat zmarł Stanisław Leszczyński. Jego odejście nie spotkało się ze szczególnym odzewem w prasie lokalnej czy literackiej. Z wyboru od dawna żył daleko od centrów kulturowych, na kujawskiej prowincji. Powrócił do swej małej ojczyzny porzuciwszy studia filozoficzne w Warszawie po pamiętnym marcu 1968 r., kiedy rozczarował się do ówczesnej politycznej rzeczywistości. Postanowił udać się na tzw. emigrację wewnętrzną, żyć wśród najbliższych, utrzymywać siebie i rodzinę z pracy własnych rąk, być po prostu niezależnym.

 

Alfred Nobel był dla naszej literatury szczodry, co udowodnił wielokrotnie, ostatnio poznając świat z Olgą Tokarczuk. Ale też wielokrotnie zawodził naszych Wielkich Literatów. Pięciokrotnie Marię Dąbrowską, czterokrotnie Jarosława Leona Iwaszkiewicza i Stefana Żeromskiego, że innych nie wspomnę. Dąbrowską „utrącił” recenzent Szwedzkiej Akademii, który uznawał tylko życie za dnia, ślepy był nocą. Łasy na splendory Iwaszkiewicz przyjmując w 1970 roku Międzynarodową Leninowską Nagrodę Pokoju obraził wynalazcę militarnego dynamitu.

 

Taką hierarchią przedmiotów zainteresowania można skwitować publicystykę wspomnieniową Jana Rulewskiego Wysoka temperatura. Od wolności do wolności 1980-1990. Dominuje ja bardzo egotyczne, lecz nie egoistyczne, gdyż zauważające innych, nawet ich szanujące i oddające im sprawiedliwość, choć ustawicznie z nimi polemizujące, aby ostatecznie różnymi argumentami i zagadaniem, zmęczeniem wręcz, wypłynąć na wierzch, sobą postawić kropkę nad i. Nie jest to jednak subiektywizm zniekształcający fakty i prawdę historyczną, gdyż J. Rulewski jako inżynier bazuje na realności, nadbudowując tylko na niej, nowe konstrukcje,  jako kreator, a był przecież w Zakładach Rowerowych „Predom-Romet” w Bydgoszczy skąd się wziął, znakomitym racjonalizatorem a nawet wynalazcą.

Uznany i uhonorowany (różnymi nagrodami) krytyk literacki, historyk literatury, profesor polonistyki UJ, redaktor krakowskich ARCANÓW, Maciej Urbanowski, ma już w swym dorobku kilka książek o literaturze współczesnej (np. „Dezerterzy i żołnierze”, „Oczyszczenie”, „Romans z Polską”). Całkiem niedawno opublikował kolejną – pt. „Paralele, korespondencje, dedykacje w literaturze polskiej XX i XXI wieku”. Tytuł dosyć intrygujący, ale jeszcze przed otwarciem książki przeczuwałem, że jej bohaterami będą m. in. Andrzej Bobkowski, Tomasz Burek, Zbigniew Herbert, Gustaw Herling-Grudziński, Janusz Krasiński, Jarosław M. Rymkiewicz, Marek Nowakowski czy Wojciech Wencel.

 Jestem uwięziony w życiu jak robak w bursztynie.

 (Piotr Stareńczak - „Atrofia”, str. 122.)

Miałbym chyba problem z napisaniem „klasycznej” recenzji nowej, piątej już, książki Piotra Stareńczaka - „Atrofia”, więc może ograniczę się do kilkunastu luźnych uwag, zapisując je jak najbardziej lakonicznie, niemal jak autor we fragmentach swojego dzieła, zatytułowanych „Z pamiętnika insomnika” (w trzech częściach). Będzie to tym trudniejsze, że wrażeń i refleksji z lektury omawianej pozycji mam naprawdę sporo, pozytywnych, ale i niestety, negatywnych. Kto zresztą wie, czy tych drugich nie jest więcej. A więc – do rzeczy:

 

Czas winobrania. Paul to literacki debiut Magdaleny Sypniewskiej. Na wstępie muszę zaznaczyć, że tę powieść czytało mi się znakomicie. Wartka akcja, przekonująca psychologia postaci (co ma zwłaszcza odbicie w dobrych, nieraz wręcz błyskotliwych, dialogach, ale też w "didaskaliach", takich jak ulotne, acz znaczące spojrzenia, grymasy twarzy czy gesty), płynna, wciągająca narracja, a przy tym znajomość realiów i topografii Prowansji, w której dzieje się ta historia, operowanie suspensem i nagłymi zwrotami akcji - czyli, po prostu, dobry, warsztat literacki. To wszystko sprawia, że lektura ...Paula staje się przyjemnością.  Czytelnik z trudem tylko może się oderwać od tej opowieści.

 

Kazimierz Grochmalski to twórca eksperymentalnego Teatru MAYA (w latach 1976-1998 zrealizował 16 premier według własnych scenariuszy). Ostatnio wydał dwa tomy poezji: „Teatr, którego nie było” (2016) oraz „Traktat o marionetkach” (2018). Autor własnej metody teatralnej nazwanej „kompozycją komediową”, którą prezentował na kilkunastu uniwersytetach całego świata. Twórca legendarnego teatru, konkurującego z „Teatrem Ósmego Dnia” Lecha Raczaka. Po latach pracy w biznesie (między innymi współkreacja sieci sklepów „Żabka” na zlecenie „Elektromisu”) Kazimierz Grochmalski wraca w objęcia muz dwoma tomami poezji i ostatnio wydanym zbiorem 14 utworów prozatorskich pt. „Uśmiech”.

Na początku było słowo i bóg było tym słowem. Jednolite połączenie świętości z doskonałością, dźwięku z bytem nieskończonym. W tej symbiozie pojawiła się potencja nazw, zdań, słowników oraz gramatyk, które dla pięknej jedni były zbyt złożone, dla prawdy zbyt skomplikowane, dla dobra zbyt abstrakcyjne.