Akant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.orgAkant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.org
  • O wydawnictwie
  • Info
    • Kontakt
    • Redakcja
    • Wskazówki dla autorów
    • Logowanie
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
    • Świat Inflant
    • Wydarzenia
Arkadiusz Ciechalski
Polecane
31 maj 2021

Arkadiusz Ciechalski - Między fizyką a filozofią

 

13 marca 2020 r. we włocławskim szpitalu w wieku 75 lat zmarł Stanisław Leszczyński. Jego odejście nie spotkało się ze szczególnym odzewem w prasie lokalnej czy literackiej. Z wyboru od dawna żył daleko od centrów kulturowych, na kujawskiej prowincji. Powrócił do swej małej ojczyzny porzuciwszy studia filozoficzne w Warszawie po pamiętnym marcu 1968 r., kiedy rozczarował się do ówczesnej politycznej rzeczywistości. Postanowił udać się na tzw. emigrację wewnętrzną, żyć wśród najbliższych, utrzymywać siebie i rodzinę z pracy własnych rąk, być po prostu niezależnym.

 

Pozostawił po sobie kilka tomików wierszy, utwory rozproszone w różnych almanachach, antologiach i czasopismach, „drewienka”, czyli toczone w drewnie amfory, kielichy, misy, patery, „owoce” i inne tego typu przedmioty, a przede wszystkim żonę Renatę i 10 córek: Sylwię, Magdalenę, Karolinę, Katarzynę, Martynę, Annę, Sarę, Irenę, Ewę i Marię (syn Maciej zmarł w 2001 r. w wieku 28 lat), które rozjechały się po świecie, w większości założyły rodziny, mają swoje dzieci. Skromna liczba wydanych tomików poetyckich nie może stanowić jedynego kryterium przy ocenie wartości i wyjątkowości jego dzieła, wszak nie ilość w tej materii jest istotna (patrz choćby twórczość Mikołaja Sępa Szarzyńskiego). Nasz znakomity mistrz słowa, Zbigniew Herbert, również zalecał, aby pisać niewiele, rzadko i nieśpiesznie.

 

Stanisław Kazimierz Leszczyński urodził się 15 kwietnia 1944 r. w Olganowie, w pow. włocławskim jako syn miejscowego rolnika. Wcześnie stracił ojca, więc wychowaniem dzieci zajęła się matka. W latach 50. XX w. nie było im łatwo. Za niedostarczanie obowiązkowych kontyngentów nie raz przetrzymywano ją w areszcie. Na wsi pojawiali się wówczas agitatorzy szukający ukrytego zboża. Za jego garść oferowali dzieciom kusząco słodką i nieosiągalną dla nich czekoladę. Żeby ją zdobyć, zrobiliby wszystko. Dlatego szukali zboża z wielką determinacją, ale sęk w tym, że go nigdzie nie było!

 

Szkołę podstawową Leszczyński ukończył w pobliskich Śmiłowicach, później uczył się w Liceum Ogólnokształcącym w Lubrańcu, gdzie zamieszkał w tamtejszym internacie. Spotkał tam m.in. Marka Zapędowskiego, późniejszego dyrektora Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku, członka założyciela Włocławskiego Towarzystwa Naukowego, szefa Oficyny Wydawniczej WTN „Lega”, członka Narodowej Rady Kultury. Nauka nigdy nie sprawiała mu trudności, pasjonowały go zarówno przedmioty ścisłe, jak i humanistyczne. Miał łatwość w przyswajaniu języków obcych.

 

Po maturze w 1962 r. studiował fizykę na UMK w Toruniu. Osobowością, która wywarła wówczas na niego duży wpływ, był Wojciech Roszewski (ur. 2.01.1939 r. w Świnicach Warckich, zm. w 1993 r. w Toruniu), który po ukończeniu LO w Tucholi, studiował na kilku kierunkach, w tym na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii, ale także na filozofii (niektórzy twierdzą, jak np. studiujący wówczas w Toruniu znany artysta fotografik, późniejszy prof. PWSFTViT w Łodzi, Józef Robakowski, że był studentem astronomii, filozofii i filologii polskiej). Zapewne pojawiał się na wykładach i zajęciach jako wolny słuchacz na różnych, interesujących go kierunkach. Faktem jest, że była to postać nietuzinkowa. Pisał wiersze, prozę poetycką, udzielał się jako krytyk sztuki, m.in. ogłosił w „Fotografii” bardzo interesujący i przenikliwy tekst o wystawie słynnej w tamtych latach grupy fotograficznej z grodu Kopernika „Zero-61”. Należał do toruńskich grup poetyckich „Helikon” i  „Kadyk”, później do twórców z kręgu Orientacji Poetyckiej „Hybrydy” w Warszawie. Zadebiutował tekstami poetyckimi w dwutygodniku „Pomorze” w 1964 r. Wydał kilka tomików wierszy, zbiory opowiadań i powieści, w tym ok. 300 stronicową prozę eksperymentalną, składającą się z jednego zdania, a także zbiory szkiców literackich. W czasie studiów był redaktorem pisma „Refleksy”, a później „Faktów i Myśli”. Pracował jako starszy asystent w Katedrze Historii Filozofii i Myśli Społecznej toruńskiego uniwersytetu, kierowanej przez prof. Tadeusza Szczurkiewicza, a kiedy studia na kierunku filozoficznym zamknięto w tym mieście, przeniósł się do Warszawy i był dziennikarzem m.in. w „Argumentach” i „Rzeczywistości”.

 

Ta renesansowa osobowość zainspirowała Leszczyńskiego, porzucił on fizykę dla filozofii, wyjechał do Warszawy. Tam też na SGPiS studiowała pochodząca z Lublina Renata (poznał ją na turnieju strzeleckim ucząc się jeszcze w liceum), która później została jego muzą i żoną. Mistrzami Leszczyńskiego w czasie filozoficznych studiów byli: sławny później prof. Leszek Kołakowski czy złotousty - wtedy jeszcze początkujący naukowiec, następnie prof. - Andrzej Kasia. Zaczął też pisać wiersze. Zadebiutował w „Zarzewiu” w 1966 r., później publikował w „Kulturze”, „Kamenie”, „Zielonym Sztandarze”, „Kujawach”, „Gazecie Pomorskiej”, „Wiadomościach Włocławskich”, „Życiu Lubrańca”.

 

Kiedy postanowił porzucić studia, zarabiał na życie różnie. Był referentem, kasjerem, magazynierem, agentem na stacji benzynowej, domokrążcą, pilotem wycieczek zagranicznych, rolnikiem, przekupniem, korepetytorem, drwalem, tokarzem, uszczelniaczem okien w wielkomiejskich blokowiskach etc. Później, za przykładem żony, został nauczycielem na kujawskiej wsi, „daleko od szosy”, w Świątnikach pod Lubrańcem. Przez pewien czas do pracy jeździł konno, choć marzył, żeby mógł przemieszczać się na osiołku. Tu ostatecznie zamieszkał na stałe, stworzył dla swej rodziny dom, podjął też przerwane studia, tym razem na kierunku matematyka. Do przejścia na emeryturę był nauczycielem miejscowej szkoły podstawowej. Ostatnie lata naznaczone były nasilającymi się ciężkimi chorobami. Jego córka Ewa, doktorantka na Wydziale Grafiki warszawskiej ASP, mieszkająca obecnie w Anglii, autorka portretu fotograficznego dołączonego do niniejszego artykułu oraz grafik inspirowanych twórczością ojca, w korespondencji, jaka między nami krążyła, trafnie zauważyła, że: „Tato nigdy nie stracił świadomości siebie samego, jego okrutne choroby odebrały mu lekkość umysłu, z którą się urodził. Miał tego do końca ogromną świadomość, co myślę było źródłem wręcz pewnego rodzaju emocjonalnej tortury: pamiętać siebie, a nie czuć się sobą […]. Był niezwykle wrażliwy, skupiony, pełen głębokich przemyśleń i pokory. Wycofany, ale nie zmarginalizowany, bezpieczny. Oglądałam niedawno dokument zatytułowany „Becoming Nobody”, o podróży emocjonalnej - mówiąc w skrócie - skojarzył mi się on tutaj, bo Tato właśnie stal się takim „nikim”, ale w znaczeniu osoby odrzucającej blichtr […], osoby, która odnajduje siebie i jest sobie wierna...”

 

S. Leszczyński był właśnie człowiekiem poszukującym, nie uznającym w sprawach istotnych kompromisu i głodnym Absolutu. Inaczej jak jego guru z czasów młodości, Wojciech Roszewski, znajdował go studiując Biblię, zawierzając się całkowicie Bogu. Widać to również w jego wierszach. Po dłuższej przerwie, w latach 90. XX w., ponownie zaczął pisać, był też aktywnym członkiem Nauczycielskiego Klubu Literackiego we Włocławku. Ukazał się wówczas jego debiutancki tomik „Symfonie na wietrze” (Włocławek 1990) z ilustracjami Aliny Stalińskiej, pod redakcją szefa włocławskiego NKL - Antoniego Cybulskiego. Notabene sam tytuł, a także wiele fraz tam wydrukowanych, zostało „poprawione” (bez wiedzy i zgody poety) przez działającego w dobrej wierze redaktora, co przeważnie jednak wypaczało pierwotny zamysł autorski. Tytuł tomiku, zdawałoby się bardziej poetycki niż oryginalny, który miał brzmieć „Nogi na wiatr”, nie oddaje tego, co chciał wyrazić dojrzały już przecież wtedy debiutant. Został on wzięty z wiersza „Strach” i nie chodziło tu bynajmniej poecie o wsłuchiwanie się w pięknie brzmiące melodie wygrywane przez dmący wiatr, ale o wyrażenie osiągniętego stanu radosnego zawierzenia Opatrzności, kiedy mógł wreszcie swobodnie kroczyć przez życie, rzucać się w jego odmęty, mając świadomość, że jest całkowicie bezpieczny. Nic mu nie mogło już zagrażać, gdy ból chronił ciało, lęk ducha, a bojaźń (Boża) była jego przyjacielem:

 

Puszczam nogi na wiatr

 

Nieś mnie moja gwiazdo

 

Obejmuj chwilo

 

Pruję odmęty jak delfin

 

Radość jest moim wymiarem

 

Ból strzeże ciała

 

Lęk

 

Ducha

 

Bojaźń największym moim

 

Przyjacielem

 

Jestem bezpieczny

 

Kolejne tomiki poetyckie Stanisława Leszczyńskiego (wszystkie wydane we Włocławku) takie jak: „Przykazanie miłości” (1992, ozdobione autorskimi grafikami), „Między słowem a drewnem” (1997, ze zdjęciami wyrzeźbionych w drewnie jego prac autorstwa córek: Sylwii i Martyny oraz piszącego te słowa) czy „Hospicjum” (2004, z grafikami Wojciecha Appela) wprowadzają czytelnika w świat doznań, uczuć, fascynacji, obaw, modlitwy, refleksji i cierpliwie ponawianych prób odczytywania znaków Boskiego Planu Dziejów, a w nim roli i miejsca człowieka.

 

            Poezja ta nierozerwalnie zespolona jest z życiem autora. Odnajdujemy w niej różne doświadczenia, które można ułożyć w zestaw poszerzających się kręgów, stanowiących pole kreacji poetyckiej podmiotu lirycznego. Pierwszy z nich obejmuje sferę doznań osobistych, głęboko zindywidualizowanych, wiążących się z „odmiennymi stanami świadomości” dzieciństwa, sensualnym żywiołem uniesień miłosnych czy błogostanem wynikającym z afirmacji świata takim, jakim ukształtował go Stwórca. Drugi krąg stanowi przestrzeń najbliższej rodziny. Odnajdujemy tu wiersze poświęcone matce, np. „Jesień”, „Południe” czy „Wszystkich Świętych”, a także żonie, niewygasłemu źródłu fascynacji poety, wymieńmy tu dla przykładu liryki: „Posłanie”, „Jedyna”, „Gdy mnie nie ma” czy „W gotowalni”. Ojcowskie drżenie wyczuwamy w pochyleniu się nad losem dziesięciu Cór, z których każda ma jednego Brata. Wiersze poświęcone dzieciom to: „Arka”, „Kołysanka”, „Czary-mary”, „Dzieci”, „Firanka i skrzypce”, „Anima mea”, „Na Martynę”. Głębokie więzy rodzinne prezentuje przejmująca „Elegia o Bracie moim Kazimierzu” czy wiersz „Matka Chrzestna”. Autor wspomina także Włocławek, który stał się dla niego miastem moich ciotek, gdzie objawiona mu została radosna przepowiednia, iż: Poetą będziesz, a nie Zbirem.

 

Dalsze kręgi stanowią: wieś Świątniki na Kujawach, w której autor odnalazł swoją przystań życiową oraz najbliższa okolica, jego Mała Ojczyzna - Lubraniec, Olganowo, Redecz Wielki, Dąbie Kujawskie..., a także i Włocławek (choć jest on tu często także nośnikiem innych skojarzeń, emocji i refleksji). W szeregu wierszy odnajdujemy reakcję poety na ważne dla ludzi tu żyjących wydarzenia, jak budowa kaplicy, uroczystość jubileuszu lokalnej gazety, 25 lat kapłaństwa znajomego księdza itd. W wierszu „Skrzydło anioła” przywołana została także postać wybitnego socjologa i filozofa o międzynarodowej sławie, Floriana Znanieckiego (1882-1958), piszącego w młodości także wiersze i dramaty, który urodził się w starym świątnickim dworze i spędził tu okres dzieciństwa. Do niedawna w budynku tym jeszcze funkcjonowała szkoła, gdzie pracował poeta i jego żona, obecnie po jego sprzedaży część jest własnością rodziny autora. Dodajmy, że w tym samym dworze żywot swój dopełniła również Maria Kretkowska (1863-1947), wysiedlona przez władze komunistyczne ze swojego majątku Baruchowo k. Kowala, przedwojenna prezes polskich ziemianek, szczególnie zasłużona na polu edukacji.

 

Przywiązanie do ziemi kujawskiej, miejsc, gdzie się poeta od nasienia wychował, widoczne jest w wielu wierszach Leszczyńskiego, wymieńmy choćby: „Z dzieciństwa”, „Przechadzka”, „Uprowadzenie”, „Kujawiaczek sierpniowy”, „Pożegnanie ojczyzny”. Emanuje z nich i biologiczny, i mistyczny związek z tą ziemią. Tutaj poeta czuł się u siebie, najgłębiej się z tym miejscem identyfikował, traktował je także jako synonim polskości i do niego tęsknił szczególnie wtedy, gdy był za granicą, np. przebywając u bliskich w Kanadzie. Doświadczenie obczyzny jeszcze bardziej ową szczególną więź z krajem rodzinnym spotęgowało, wywołało odczuwane głęboko przekonanie, iż to jest jedyna przestrzeń, w której poeta chciałby żyć. Stąd apostrofa:

 

Kraju mój

 

Na wskroś święty

 

Kraju ruty i mięty.

 

Kraju krzyżów i mogił

 

Jakże byłbym ubogi...

(„Powrót”)

 

 

 

Dalej w tym samym wierszu konsekwentnie pojawia się odrzucenie tego, co jest tak odległe emocjonalnie i kulturowo od miejsc ukochanych:

 

Żegnajcie bezkresne hajłeje

 

Skunksami w mroku nocy pachnące

 

Pożegnajcie mnie miasta rozległe

 

Martwy zgiełku

 

W uszach dzwoniący

 

 

 

Zatem z kręgu Małej Ojczyzny poeta przenosi się do kręgu Ojczyzny-Polski.

 

Wiersze Leszczyńskiego to nie tylko utwory, które można przypisać do wyżej wspomnianych kategorii tematycznych. Odnajdujemy w jego dorobku także liryki, które wyrastając z konkretnego tu i teraz, kierują się w stronę ponadindywidualną i ponadczasową. Według mnie stanowią one zresztą najbardziej interesujące i istotne dokonania poetyckie autora. Zauważyć w nich się daje wrażliwość na urodę świata i powaby natury oraz zachwyt nad bujnością życia. Idąc w ślady J. J. Rousseau, poeta wyraża fascynację wsią jako krainą arkadyjską, będącą remedium na zło, którego siedliskiem często bywa miasto („Włocławek pachnący ersatzem”, „Miasto moich ciotek”). Wybór życia z dala od wielkich skupisk ludzkich, pośpiechu, blichtru i sztucznych wartości, świata, w którym celebrowane jest  „święto nieistotności” sprzyja postawie refleksyjnej, pozwala skupić się na sprawach istotnych, ostatecznych. Umożliwia także pochylenie się nad sobą i innymi ludźmi, skłania do rozważań nad kondycją człowieka i jego relacjami z Bogiem.

 

Podejmowanie tych zagadnień jest niejako naturalne u autora, który studiował fizykę, później filozofię, by w ostateczności porzucić zgłębianie tych dyscyplin nauki. Motywację takiej decyzji odnajdujemy w wierszu „Zmory”, gdzie poeta podczas onirycznego widzenia odpowiada swoim profesorom, którzy patrzą na niego z wyrzutem, ponieważ jakoby miał ich zawieść: Erudyci kochani/ Ja już od dawna/ nie szukam wiedzy/ Szukam Mądrości. Autor doszedł do przekonania, iż rozum często bywa bezradny, a człowiek zbyt zadufany w sobie, ograniczony licznymi ułomnościami. W liryku „Ignorancja” poeta napisał:

 

Homo Erectus

 

Jak pusty kłos

 

Pyszna sapientia

 

Nasze przyrodzenie

 

Walce logiki zetrą nas w proch

 

Ostatnie będzie milczenie

 

 

 

Ciułacze twierdzeń

 

Głośni jak dzwon

 

Badamy pieśni

 

Kurhany zwoje

 

Grafitem chcemy w diamencie ryć

 

I

 

Wiemy swoje

 

 

 

Podobnie w wierszu „Kondycja ludzka” poeta z dystansem odnosi się do osiągnięć rozwojowych człowieka jako gatunku homo sapiens i jego natury, przy czym wybrzmiewają tu też wyraźnie nuty autoironiczne:

 

Zmienia się świat

 

Kurczy się świat

 

I tylko człowiek taki dziwny

 

Chce przepruć wpław

 

Bezkresny staw

 

Gdzie nie ma wyspy ni mielizny […]

 

Domysły ma

 

Tezami gra

 

Prowadzi proces poszlakowy

 

Gorzej dla faktów

 

Grubość bez taktu

 

Człowiek

 

To szlachcic zaściankowy

 

Stworzenia pan

 

Wychylam dzban

 

Ocieram wąsy swe sarmackie

 

Brzęczę jak trut

 

Łasy na miód

 

Pyszałek chory na padaczkę

 

 

 

Leszczyński nauczony doświadczeniem i bogatszy o głębokie przemyślenia w wierszu „Inicjacja” dochodzi do następujących wniosków:

 

Myślałem

 

Człowiek kowalem swego losu

 

I

 

Jak sobie pościelesz

 

Dziś wiem

 

Nie w mocy idącego jest droga jego

 

I nie najszybszy wygrywa w biegu

 

Myślałem

 

Jam młody bóg

 

Do mnie należy świat

 

Dziś wiem

 

Że nie ten nie ten […]

 

 

 

Sens ludzkiej egzystencji autor próbował posiąść poprzez przyjęcie prawd objawionych. Stąd cierpliwe, wieloletnie wpatrywanie się w światło Biblii, poznawanie ksiąg Kościoła oraz pism mistycznych i prorockich. Najbardziej lapidarnym określeniem tych poszukiwań mogłaby być aforystyczna myśl zawarta w wierszu „Misterium”, stwierdzająca, iż: Obejmuje nas ciemność/ jaśniejsza od światła rozumu. W wierszu „Modlitwa” dedykowanym Ojcu (tj. Bogu) poeta napisze:

 

Panie dojrzyj proroka

 

Niech wyrośnie z mądrali

 

Niech mu rąbka uchylą

 

Ci co Ciebie się bali

 

 

 

Właśnie patrzenie na człowieka sub spécie aeternitatis i w perspektywie wiary jest szczególnie istotne dla tej twórczości. Według poety egzystencja człowieka nabiera wartości i sensu dzięki miłości Boga. To dlatego po śmierci nie wtopimy się li tylko w odwieczny obieg materii, ale nasze najistotniejsze, duchowe pierwiastki zostaną ocalone, zapisane - jak w olbrzymim dysku Super Komputera – we Wszechogarniającej Opatrzności Bożej. Życie człowieka jest wędrówką, etapem w drodze do ostatecznego celu, jakim jest Niebo. Pięknie jest to wyrażone w wierszu „Powroty”:

 

Na nogach sandały

 

Kij podróżny w dłoni

 

Przepasane biodra

 

Noc w brylantach stoi

 

 

 

Pobyt na ziemi to trwanie w swoistym hospicjum, w którym oczekujemy na prawdziwe istnienie mające nastąpić po śmierci, kiedy oglądać będziemy mogli Pana twarzą w twarz. Zatem zadaniem naszym jest wypełnianie zasad dekalogu, inaczej nie zostaniemy zbawieni i czeka nas zasłużona kara. Nie jest to sprawa błaha, gdyż toczy się tu prawdziwa walka o własną duszę. Poeta, podobnie jak autor księgi Hioba, zdaje się pytać: Czyż nie do bojowania podobny jest byt człowieka? Trzeba mieć wiele hartu, aby ów bój wygrać:

 

Bo grzech i śmierć

 

Rodzeni bracia […]

 

Chłostany biczem namiętności

 

Poddany sztuce umierania

 

Zliniejesz do nagutkiej kości

 

Choćbyś wykręcał się i wzbraniał

 

                                               („Rzeczywistość wirtualna”)

 

Podmiot liryczny wierszy Leszczyńskiego to niewątpliwie najprawdziwszy homo religiosus. Wiele ma on wspólnego z postrzeganiem świata i dylematami, jakie obecne są w twórczości znakomitego poety polskiego manieryzmu - Mikołaja Sępa Szarzyńskiego. Zresztą, odwołań i różnego rodzaju aluzji literackich, uważny czytelnik zdoła dostrzec w jego wierszach na pewno więcej. Wymieńmy choćby wyraźne nawiązania do tekstów biblijnych, sielanek Franciszka Karpińskiego, liryków lozańskich Adama Mickiewicza, ballad Bolesława Leśmiana, utworów Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Stanisława Grochowiaka czy twórczości Władysława Broniewskiego, którego poeta cenił szczególnie (bynajmniej nie z powodu jego wierszy o tematyce rewolucyjnej).

 

Trzeba też zauważyć, iż poza wspomnianym wyżej bagażem głębokich refleksji oraz zanurzeniem w tradycję literacką, poezja Leszczyńskiego nie jest nudnym, pozbawionym życiowej tkanki traktatem eschatologicznym. Język jest tu bogaty, gęsto okraszony nietuzinkowymi metaforami, porównaniami, epitetami, a także konstrukcjami o wydźwięku paradoksalnym. Występuje w nim swoista drapieżność obrazowania, a także sielankowa łagodność. Poeta nie stroni też od dosadności i wyrażeń nacechowanych silnie ekspresją. Zauważyć się daje częste zestawienie owego ekspresjonistycznie ukształtowanego konkretu, (wziętego z przyziemnej codzienności) z rzeczywistością uniwersalną, transcendentną. Jest to jego swoisty znak rozpoznawczy, owa umiejętność łączenia tego, co emanuje fizycznością, z tym, co poza nią wykracza, a więc jest metafizyczne. Wskażmy kilka takich zestawień, np.: Wieczność pysk zanurza w płynie/ poi łąki i ogrody („Grobla”); Wycieramy nogi/ O szmatę pustyni/ Gdy do drzwi dojdziemy/ Noc się ku nam schyli („Powroty”); W klatce z kości człowieczej/ Tłucze się ptak miłości/ […] Pięścią w klatkę kołaczę/ Echo dudni w zaświatach („Crescendo”); Na mej półce/ Za fizyką/ Wiersze stawiam/ I na próby nagabywań puszczam pawia („Ontologia”); Nogi bose jak słoneczne lato/ Śmierć poważna posuwa po świecie („Babie lato”); Ugry, ugory, szare pola/ Dymy kartoflisk jak rozploty/ Traktor z ptakami się oddala/ Jesień dojrzewa do tęsknoty („Jesień na wsi”); Wicher mnie niesie/ Czas wysysa jak śliwkę („Mój los”); Tnij w korze serca otwarte włócznią/ Kochaj i spiesz się („Przykazanie miłości”); Dolo ty moja/ Poczciwa suko („Chory fortepian”); Zobaczyłem je na bulwarach/ Matkę z córą i z córą córy/ Zobaczyłem trzy stadia śmierci/ Zstępujące z wyniosłej góry/ Wszystkie piękne/ Ileż przed nimi/ Ile po nich przepłynie w glorii/ Korowodem przez smugę światła/ Z cieniów nocy/ W mrok nekropolii („Smuga światła”) czy też: Łapię strofy na lep języka/ Potem/ Spuszczam z uwięzi Kosmos/ I/ Latamy w metafizykach („Gdy mnie nie ma”).

 

Przyglądając się sposobowi organizacji materii poetyckiej wierszy Leszczyńskiego trzeba stwierdzić, iż czyni on ukłon w stronę tradycji, ale także czerpie z tych nowości formalnych, które charakterystyczne są dla poezji współczesnej. Z tradycją łączy go częste stosowanie układu stroficznego, przestrzeganie zasad rytmiki, przywiązanie do rymów, przeważnie niedokładnych, bywa, że o charakterze asocjacyjnym. Ze współczesnością – zmetaforyzowanie i eliptyczność wypowiedzi, tworzenie wierszy stychicznych, w których segmentacja tekstu zależy od indywidualnych akcentów logicznych i emocjonalnych, rezygnacja ze znaków przestankowych, porzucenie tradycyjnych schematów wersyfikacyjnych (występuje często nieregularność wersów: rozbudowane sąsiadują z tymi, które składają się z jednego wyrazu lub jednej litery). To balansowanie między formą tradycyjną a nowoczesną chroni autora przed zarzutem anachroniczności, powielaniem tego, co przebrzmiałe i nieprzystające do współczesności, daje jednak możliwość wykazania maestrii w tworzeniu intelektualnie gęstej wypowiedzi powiązanej rytmem i rymem, co niewątpliwie wymaga większego kunsztu niż zastosowanie wiersza białego. Zaś otwarcie na formy stosowane w poezji współczesnej powoduje, że wiersze te – najogólniej rzecz ujmując - są bardziej podatne na wielość czytelniczych konkretyzacji, pozostawiają czytelnikowi szerokie pole do ich kreatywnego interpretowania.

 

W dyskusjach, jakie wielokrotnie prowadziliśmy, poeta sugerował, iż jego wiersze należy odbierać w kontekście poezji nurtu wiejskiego. Sądzę, że nie do końca można się z tym zgodzić. Zawarte w jego utworach treści dyskursywne, nakierowane na podejmowanie kwestii egzystencjalnych, gra z konwencją literacką, autoironia, świadomość miejsca i roli poety oraz twórczości powodują, że jego poezja wykracza poza ten krąg. W wielu lirykach (np. „Pisanie”, „Wiersze”, „Narodziny poety”, „Zawstydzenie”, „Bilans”, „Trud poety”) nasz autor podejmował zagadnienia wiążące się z ustaleniem, czym jest dla niego poezja, jaka jest jej geneza, na czym polega fenomen procesu twórczego i z jakim trudem się on wiąże. Takie wiersze o wyraźnym charakterze autotematycznym muszą zakładać dużą rolę literackiej samoświadomości, czego raczej nie znajdziemy w literaturze ludowej.

 

U Leszczyńskiego zauważyć się daje lekkość pióra, swobodę w konstruowaniu frazy poetyckiej i łatwość aranżowania nastroju, a także subtelny humor. Twórczość ta jest zjawiskiem bogatym, różnorodnym, zaangażowanym w codzienność, a jednocześnie zanurzonym w uniwersum, a przez to na pewno wartościowym i godnym poznania.

 

Pisząc o dorobku twórczym S. Leszczyńskiego nie sposób nie wspomnieć o drugiej pasji tego artysty, jakim była fascynacja drewnem jako materiałem, z którego wyczarowywał rozmaite przedmioty, w tym także codziennego użytku. Powstawały wykonywane z różnych drzew: akacji, orzecha, wiśni, czereśni najrozmaitsze amfory, kielichy, misy, patery czy stylizowane na owoce puzderka. Tak o dążeniu do uwydatnienia piękna zawartego w drzewie pisał artysta w swoistym manifeście zatytułowanym „Apoteoza drewna”:

 

Drzewo skojarzone jest z Ludzkością od kołyski – po trumnę. Od ogrodu Eden – po „koniec świata”. Spożycie owocu z „drzewa wiadomości dobra i zła” jest początkiem naszego tragicznego człowieczeństwa; na „Drzewie życia” zrodził się upragniony Owoc odkupienia. Drzewo przeniosło Noego przez falę Potopu. Drewno było budulcem dworu Salomona, jak i chaty biedaka; świątyni i karczmy. Daje rozkoszny ogień i bywa cebrem na wodę. Łuk, bumerang, włócznia, maczuga, łoże, stół, lektyka, socha, cepy – drewno, drewno, drewno… Jeszcze przedwczoraj proste dzieci Boże sięgały warząchwiami do drewnianej michy. Przykłady można by mnożyć. Przez nagminność stosowania i użytkowania drewna, przestaliśmy go dostrzegać. Stało się przezroczyste jak powietrze!

 

W swej przewrotności poszliśmy dalej – zaczęliśmy gardzić i drewna się wstydzić! Wyrzuciliśmy trepy i naczynia. Przyjazne nam deski podłóg i boazerii zasmarowaliśmy truciznami zjadliwie smrodliwymi! Prawdziwe meble zastąpiliśmy atrapami z tzw. „płyty meblowej”. Miliony drzew przetwarzamy na papier toaletowy. Anachroniczne gazety, jak nieugaszony pożar, trawią lasy świata. Podcinamy dosłownie gałąź, na której siedzimy.

 

Celem mojej pracy jest próba ukazania urody drewna, a w konsekwencji – próba szerszego otwarcia oczu na to niezwykle stworzenie, jakim jest drzewo. Znamy jego głos, gdy rozmawia z wiatrem. Dostrzegamy sygnały, gdy porozumiewa się z tęczą. Może jeszcze pamiętamy szczodrobliwe „bęc”, gdy nastawialiśmy fartuszka… Ale przecież drzewo żyje i po śmierci! Pracuje, mówi, śpiewa… Niektórzy z nas pamiętają skrzypienie żurawia o zmierzchu, czy postękiwanie chłopskiej, ciężarnej fury. W zachwyceniu słuchamy śpiewu klarnetu, prostej fletni, czy nucenia ksylofonu. A czy może nie zna ktoś mistycznej pieśni ogniska? Gdy drewno, wyniszczając się ostatecznie, odsłania swą dwoistą naturę: Słońca i Ziemi? Gdy rozsiewa woń rozkoszną aż do bólu i budzi jakąś niewypowiedzianą tęsknotę? Najzwyklejsza ostrugana deska ukazuje niepowtarzalne poziomice słojów, ciemne ślepia sęków, plamy i smugi przebarwień… Wszystko to układa się w obrazy, figury i postacie doskonałe w swym plastycznym wyrazie i sprawia, że na powałę z oheblowanych desek można patrzeć godzinami… Chory człowiek wymyślił miskę z plastiku. Jest błyszcząca, gładka, kolorowa i … piekielnie cuchnie, gdy liże ją jęzor ognia… Już czas, byśmy nawrócili się do natury, gdyż nasze życie bez drzew – jest niemożliwością. Pokochajmy drewno, a drzewom odwzajemnijmy miłość! Weźmy kurs na drzewo!

 

Praca w drewnie dawała artyście wiele satysfakcji. Przez wiele lat doskonalił swój rzeźbiarski warsztat, poprawiał jakość i formę tworzonych przez siebie „drewienek”. Odkrywał tajemnice struktury poszczególnych gatunków drzew i sposoby wyeksponowania charakterystycznej dla nich urody. Czynił to z olbrzymim zaangażowaniem i wielką cierpliwością. Efekty tej pracy były na tyle interesujące, że jego dzieła zyskiwały uznanie nie tylko znajomych i przyjaciół oraz lokalnych władz, które kupowały je z przeznaczeniem na nagrody lub podarki w czasie zagranicznych wizyt jako regionalne rękodzieło, ale także chętnie przyjmowano je w galeriach krajowych i za granicą. Pierwszy raz zostały wyeksponowane we włocławskim Biurze Wystaw Artystycznych podczas prezentacji prac nieprofesjonalnych artystów w maju 1990 r. Później przyjmowane były w warszawskich salonach wystawowych Galerii Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, Galerii Rzemieślników Artystów, Galerii Muzeum Etnograficznego. Brały udział w Międzynarodowym Festiwalu Rękodzieła we Florencji. Trafiły do ośmiu krajów Europy Zachodniej, a także za ocean do Lake Placid, Ottawy czy Calgary. Wszędzie cieszą oczy oglądających, w dotyku są idealnie gładkie, wypolerowane, wszak twórca ubrał je w „batystową koszulkę wosku”.

 

To nowe tworzywo pochłonęło Leszczyńskiego bez reszty. Nie bez powodu swój trzeci tomik poezji zatytułował: „Między słowem a drewnem”. I rzeczywiście, cała twórczość tego artysty rozpięta jest między tymi dwoma światami, gdzie w jednym królują słowa, a w drugim formy wydobywane z drewna; w jednym jest abstrakcyjna ulotność, a w drugim namacalny konkret; wreszcie w jednym szukanie mądrości, filozofowanie, w drugim zaś uroda tego, co fizyczne. Artysta obracając się w tych skrajnie odległych od siebie rzeczywistościach próbował osiągnąć swoistą pełnię. Czy mu się to udało? Osądzą to jego czytelnicy i posiadacze „drewienek”.

 

            Na koniec tych rozważań pragnę przywołać fragmenty wierszy, w którym poeta reflektując o swoim nieuchronnym odejściu napisał:

 

                                                […] Ci co miłość przyrodzoną mieli

 

                                               Szlakiem wszystkich ludzi odeszli

 

                                               Smutne oczy na Drogę wzięli

 

                                               Biały Oból kładli na język

 

                                               Smarowali Olejem podeszwy

 

Wiem

 

                                               Wyprawią mnie w tamtą Drogę

 

                                               Bagaż ciała w sejfie położą

 

                                               Pójdę lekko przez ciemną dolinę

 

                                               Pójdę

 

                                               Nie pójść nie mogę

 

                                                                       („Mój życia-rys”)

 

Zaś w liryku „Gdy minie” czytamy:

 

Obejrzę się z tamtego brzegu

 

Poezja moja wplecie się

 

W muzykę sfer

 

 

 

Opowiem Panu Bogu

 

O mym szukaniu

 

I o błądzeniu

 

O horyzoncie płaskim jak trójwymiar

 

O bólu niewiedzy

 

 

 

Gdy minie czas

 

Zagram na fletni Panu

 

Andyjską pieśń miłości

 

 

 

            Właśnie stało się tak, że ziemski czas poety minął, miejmy nadzieję, że zgodnie ze swoim gorącym pragnieniem, ogląda on Boga twarzą w twarz, a jego poezja nie tylko wplata się w muzykę sfer, ale także znajdzie życzliwych czytelników, którzy odbywają jeszcze podróż swojego życia. Na płycie nagrobnej rodziny Leszczyńskich, która znajduje się na cmentarzu parafialnym w Śmiłowicach, gdzie złożone są prochy artysty, wryty został majuskułą następujący fragment jego wiersza o tytule „Chory fortepian”:

 

Ptak zatrzepotał

 

Jęknęła struna

 

Rozwarte usta święty deszcz poi

 

Na wieki wieków zawarczał werbel

 

Zdziwionej gwieździe

 

Kwiat się pokłonił

 

Tags: Arkadiusz Ciechalski

Ostatnio popularne

  • Marta Otfinowska-Blixt - Niekoniecznie dookoła świata
  • Robert Drobysz - Wentyl bezpieczeństwa
  • Jacek Kasprzycki - Przed obliczem biskupa Kazimierza
  • Elżbieta Rogucka - Blask przebaczenia w ciemnościach Auschwitz
  • Stanisław Chyczyński - Kolejna wielka księga Wierciochów
  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego

Podobne tagi

  • Stefan Pastuszewski 60
  • Stanisław Chyczyński 13
  • Roman Sidorkiewicz 19
  • Ludwik Filip Czech 14
  • Jerzy Stasiewicz 12
  • Jerzy Grupiński 11
  • Anna Kokot-Nowak 14

Często czytane

  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego
  • Krzysztof Gołębiewski - Czy w świecie kryminałów i romansów jest miejsce dla groteski filozoficznej?
  • Jerzy Stasiewicz – Przestrzeń czasowa osadzona w faktach, w poezji Zbigniewa Milewskiego
  • Maria Balcer - „Bezwzględna geometria życia” w wierszach Stefana Pastuszewskiego ( „Na krawędzi”)
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Nawigator postpandemiczny
  • Nate Bear - Jak Palantir zmienił Ukraińców w szczury laboratoryjne i zrujnował Ukrainę
  • Mateusz Wabik - Miejsca świata
  • Emilia Uścim - Rozkwitające fraszki

Popularne

  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego
  • Andrzej Lewandowski - Powrót Cherubiny
  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego cz. II
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Dwie komórki mojej ciotki
  • Aleksander Puszkin - Cyganie, przeł. Andrzej Lewandowski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego
  • Alicja Szczypka - Znudziła mi się wielka miłość
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tancerka tańczy, mężczyzna patrzy
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Każda utopia ma swoje dno
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Kolejny rozdział mesjanizmu Polski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tak mi pusto, Panie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Literatura w eutanazyjnym świecie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Coś się kończy, coś się zaczyna - wyrok, nadzieja czy dotykanie prawdy...

Na skróty

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
© akant.org - wszystkie prawa zastrzeżone

Main Menu

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj