Nie mogę dokładnie i precyzyjnie zdefiniować, co mi nie pasuje w tych „akantowskich” wierszach – jakieś zaćmienie. Posłużę się więc przykładem. Gdyby teraz do Redakcji nadeszły teksty w rodzaju Kwiatów polskich Tuwima, liryki Mickiewicza, czy nie daj Boże Roty Konopnickiej, to zapewne zostałyby odrzucone, jako zbyt proste i naiwne, zbyt sentymentalne, zbyt romantyczne.

Stała niezgrabnie przy studni w poszarpanym swetrze. Nakazywała synowi, aby nabrał wody. Nie posiadała już zbyt wiele siły, aby dźwigać jarzmo codzienności. Natomiast jej język wytrwale nadawał, komentując otaczającą rzeczywistość. Co w tym złego, skoro wieś tak malownicza i spokojna, a sensacji w niej brakuje. Trzeba ją w nią ubrać, choćby okrasić zbędną refleksją. Dobry i prosty sposób, aby nadać rzeczom treść, to o nich opowiadać dodając znaczenia. A może i ciężkości słowom tak, aby trwogę wzbudzić.

Znajdź dla siebie odosobnione miejsce, włącz muzykę, blues może jazz, a następnie skup uwagę na płynących dźwiękach, bo każdy jest fragmentem słyszanej kompozycji. Dlaczego w ten sposób? Tak, jak dźwięki malują, tak słowa, połączone w całość, tworzą obraz, wizualizują go, począwszy od kontur, kończąc na całym przekazie.

Polska szlachta stanowiła dominującą siłę polityczną, gospodarczą i kulturową do okresu rozbiorów (1772–95). W XIX stuleciu postępujące przemiany kapitalistyczne spowodowały, że gołota i część szlachty zaściankowej uległa zdeklasowaniu, a jej zamożniejsza reszta stała się klasą ziemiańską. Zatem pojęcie ziemiaństwa zrobiło karierę dopiero wraz z drugą rewolucją przemysłową, która ogarnęła świat.

Z końcem października 2022 roku wyszła książka poetycka Katarzyny Jarosz-Rabiej, promocja której zgromadziła wiele osób w zielonogórskiej bibliotece im. Cypriana Kamila Norwida. Najnowszy zbiorek wierszy zatytułowany Zmyślone miasto to już ósmy tom poetycki w dorobku pisarki, a dziesiąta książka w karierze 76-letniej autorki, wciąż jednak młodej duchem i aktywnej twórczo. Pisarka bowiem obok działalności w zielonogórskim oddziale Związku Literatów Polskich i w Stowarzyszeniu Jeszcze Żywych Poetów udziela się artystycznie w kabarecie „Monte Verde” i w amatorskim teatrze „Czego Nigdy” działających przy Zielonogórskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku. 

„Chleb od zająca” to nowa książka Jerzego Grupińskiego. Proza biograficzna, ale zawierająca sporo poezji związanej z miejscem, ludźmi, zdarzeniami, które autor wspomina. Tytuł był dla mnie zaskakujący. Zapytana przez poetę, czy wiem, co to takiego „chleb od zająca” powiedziałam, że pewnie piekarz nazywał się Zając. Wkrótce miałam okazję zapytać o to samo młodego człowieka, który wychował się na skraju Puszczy Noteckiej i… doskonale wiedział! To chleb, który przynoszono z pracy, niezjedzony, najczęściej z pracy w lesie.

Poezja Danuty Sułkowskiej ma w sobie coś amorficznego, coś niezrozumiałego, a przez to fascynującego, coś trudnego do uchwycenia i zakwalifikowania, przy czym poezja ta w sposób głęboki i ściśle powiązany z naturą rzeczy opisuje kondycję naszego współczesnego człowieczeństwa wobec odwiecznej potęgi absolutu.

W stulecie poznańskiego oddziału ZLP (szczycącego się prezesurą Władysława St. Reymonta), ukazały się pozycje sumujące, przede wszystkim, dorobek środowiska w ostatnich latach. A są to „Dzienniki literackie” Jerzego Beniamina Zimnego (2020), „Generacje”, zredagowane przez Annę Andrych i Marię M. Pocgaj (2022) oraz „W Nurcie odNowy” Jerzego Beniamina Zimnego (2022). Wspomnijmy jeszcze wydane w roku 2020 „Życioryty”, zbiór wierszy poświęcony twórcom zmarłym poznańskiego środowiska. Także publikacje nawiązujące do historii poznańskiego ZLP, w kolejnych numerach kwartalnika „ReWiry”. Książkę „W Nurcie odNowy” (szkice, komentarze, wspomnienia 1970-2020) składają rozdziały: „Początek końca”; „Na emigracji wewnętrznej”; „Koniec wieku”; „Arka Jerzego”; „Koniec dekady odnowy”; „Początek złotej dekady”; „Radości i smutki w złotej dekadzie”.

Dolny Śląsk. Sudety. To kraina pełna tajemnic, jednocześnie świetnie rozwinięta cywilizacyjnie. Zasłynęła na całe wieki setkami pałaców, zamków, pięknych miast i uroczych wiosek. Znakomicie rozwinięty był przemysł oraz rolnictwo. Malownicze linie kolejowe łączyły Sudety w jedną całość. W niewysokich górach powstały kurorty, które do dziś służą nam - Polakom.

Tekst Krystiana Kajewskiego co najmniej dziwny – pełny banałów i frazesów. Autor chciał błysnąć erudycją – i błysnął; tylko po co? Bo z tego „błyskania” nic nie wynika. Główna teza autora, że „wszyscy są samotni, i każdy jest samotny”, to banał i frazes, utarty jeszcze w XX wieku – zresztą nieprawdziwy. Autor „ślizga się” po temacie jak po lodowisku – zresztą dość nieudolnie – przywoływanie wielkich nazwisk nic tu nie pomaga. Tekst nadal jest powierzchowny.

Będąc kierownikiem Wydziału Kultury Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Mogilnie w latach 1959-1969 wielokrotnie przebywałem w Bydgoszczy. I choć moje bezpośrednie spotkania z Andrzejem Szwalbe nie były zbyt częste, każde utrwalało przekonanie o jego znaczących dokonaniach. Tak był też postrzegany poza granicami województwa bydgoskiego. Mój bliższy i artystycznie doniosły kontakt z Andrzejem Szwalbe stał się możliwy dzięki nieoczekiwanemu wydarzeniu w lipcu 1963 r.