Akant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.orgAkant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.org
  • O wydawnictwie
  • Info
    • Kontakt
    • Redakcja
    • Wskazówki dla autorów
    • Logowanie
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
    • Świat Inflant
    • Wydarzenia
Anita Nowak
Polecane
03 luty 2023

Anita Nowak - Irena Jun i jej Mickiewicz

Aktor staje się tym, o czym mówi

Nigdy nie zapomnę czerwcowej nocy nad ogromnym jeziorem w Wenecji koło Żnina, kiedy Irena Jun, otoczona grupą bydgoskich studentów, z którymi prowadziła tam weekendowe warsztaty poetyckie, a po zmierzchu na pomoście recytowała ballady Mickiewicza. Niezwykłe wrażenie wywarła w tej scenerii zwłaszcza „Świtezianką”. Księżyc odbijał się w jeziorze. Choć od tamtej pory minęło kilka dekad; byłam wówczas młodą dziennikarką piszącą z tego spotkania reportaż dla Ilustrowanego Kuriera Polskiego, przeżycia  z tamtej nocy do tej pory mam w pamięci. Nie wiedziałam jeszcze, że z czasem ta charyzmatyczna aktorka zostanie okrzyknięta królową monodramu i  jak się okaże swym mistrzowskim interpretowaniem   Mickiewicza zachwycać będzie także publiczność wielu innych krajów. Także pozaeuropejskich.

Dziś na pytanie dlaczego poezja Mickiewicza tak doskonale przystaje właśnie do monodramu i kiedy to odkryła, Irena Jun wyznaje, że ta jej miłość do Mickiewicza rozpoczęła się od razu po szkole. Była już wówczas po spotkaniach z wieloma poetami, tej miary co Halina Poświatowska, Wisława Szymborska, Tadeusz Nowak, Jerzy Harasimowicz, Zbigniew Herbert, Miron Białoszewski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Bolesław Leśmian, Kazimiera Iłłakowiczówna, którzy zapraszali ją do udziału w swoich wieczorach literackich. Tak więc już jako bardzo młoda dziewczyna była w kręgach krakowskich znana z doskonałej interpretacji poezji. Nie były to może wówczas jeszcze monodramy, ale monologi poetyckie, inspirujące do przemyśleń, przypominające danych poetów, a także, co istotne, przenoszące poezję do teatru. I to stało dla młodej aktorki swego rodzaju manią. Uzależnieniem.

-W krakowskiej szkole- wspomina Irena Jun- spotkałam wybitnego nauczyciela, Władysława Woźnika, dziś już trochę niesłusznie zapominanego, bo był aktorem wspaniale recytującym, zajmującym się szczególnie interpretacją utworów Mickiewicza, i to nie tyle z punktu widzenia filologicznego, co właśnie aktorskiego. Cudownie potrafił przekazać tajemnice rytmu wiersza, był absolutnym jego wyznawcą oraz wniosków, które i dla aktora, i dla słuchacza mogą z tego wynikać. Dzięki niemu w szkole spotkałam się z poezją Mickiewicza w najlepszym z możliwych wydań. I nagle się okazało, choć nie umiem przytoczyć żadnych szczegółów tego objawienia, że bez tego wieszcza w owej  formie nie da się już funkcjonować. W pewnym momencie uznałam, że  nie mogę nie mówić, bo nie chcę powiedzieć grać, Mickiewicza.

Cudownie się stało, że zajmując się poezją już bardzo poważnie, pozyskałam sobie również wyznawców wśród organizatorów rozmaitych konkursów recytatorskich, w efekcie czego byłam zapraszana do licznych gremiów jurorskich czy też prowadzenia zajęć z młodzieżą. I nagle poczułam, że ja chcę tym Mickiewiczem mówić, i że ja będę tego szukała w takim działaniu, które zastępuje czytanie, gdzie aktor staje się tym, o czym mówi. Ale nie chodzi tu o jakieś patetyczne granie od kulisy do kulisy, czy pokazywanie widzowi jakie to jest stare, a jakie jare. Bo tu potrzeba dużej świadomości tego, do czego się wchodzi. A więc weszłam do Mickiewicza. „Pana Tadeusza” nie śmiałam jeszcze tknąć, zaczęłam od „Ballad i romansów”. Pamiętam, że Estrada Warszawska prowadziła wówczas cykl koncertów w Parku Łazienkowskim, gdzie pianista grał Chopina, a aktor recytował poezję. Ja byłam tam bardzo dobrze słuchana. Całość podzieliłam na fragmenty. Na pierwszym spotkaniu były „Lilie”, potem kolejne. Wydawało mi się, że ja tymi postaciami żyję. Współpracowałam też wówczas, z czego jestem bardzo dumna, z Muzeum Literatury im. Mickiewicza w Warszawie, z nieodżałowanym Januszem Pieniążkiem i moją przyjaciółką, która kierowała działem oświaty, Jolantą Pol. Tam była wówczas Sala Pana Tadeusza i tam właśnie odbyła się premiera tego poematu. Wyboru fragmentów dokonałam wówczas pod kątem młodzieży szkolnej. Tekstu było zdecydowanie mniej, niż potem; całość trwała troszkę więcej niż godzinę.

Po studiach u Władysława Woźnika i moich własnych przymiarkach do tekstu „Pana Tadeusza”, czuję się odpowiedzialna za treść monodramu. Bo granie graniem, ale ja oprowadzam po tym wierszu, po jego rytmie, po tym jak on zgadza się z metaforą, po tym jak ja ją czuję i dostrajam do rytmu. Oczywiście młodzież nie zawsze była w stanie przez cały czas koncentrować się na odbiorze. To był okres, kiedy na rynek wchodziły buty na rzepy i nieraz podczas gdy ja tu na scenie szaleję w interpretacji, z sali dobiega do moich uszu trzask odpinanych pasków przy sandałach. Ale młodzież ma prawo na chwilę wyłączyć się ze słuchania. Bo w tym ich zachowaniu nie było przecież żadnego skandalu czy przekroczenia granic w stosunku do aktora. Dlatego obecność młodzieży na widowni sprawiała mi przyjemność, absolutnie nie czułam się skazana na kontakt z nimi.

-Ale potem była też inna publiczność...

-Pamiętam, jak pojechałam z „Panem Tadeuszem” do Lidy, czy zaproszona przez Muzeum Literatury na tournee po Australii, gdzie spotkałam się jeszcze z tą falą emigracji Polaków, wśród której byli już ludzie starsi i zupełnie starzy. I np. podczas Koncertu Jankiela na widowni zaczynali razem ze mną recytować. Oczywiście nie było w tym nic nietaktownego. To był odruch, tak, jak usta, które same układają się do modlitwy. I zrozumiałam wówczas, że „Pan Tadeusz” jest bagażem, który ludzie w sercu zabierają z sobą w każdą, nawet najdalszą podróż. Rozumiałam, że spora część tej publiczności z pewnością nigdy już Polski nie odwiedzi. A ten Mickiewicz jest kimś, kto przeze mnie łączy ich z ojczyzną. I sprawiało mi to wielką radość.

- Od czego zależał wybór określonych fragmentów, składających się na ten cały ostateczny już spektakl „Pana Tadeusza”?

-Oczywiście to brzmi bardzo obrazoburczo pozwalać sobie na skróty tak wielkiego poety. Ale to było nieodzowne . Chodziło jednak i o to, by opowieść maksymalnie umożliwiała widzowi zorientowanie się w przebiegu akcji. Wspaniałe są tu też portrety, w które wchodzisz. I to tak kobiet, jak i mężczyzn. Barwne, cudownie aktorskie. Niezwykłe historie są również opowiadane; takie, co do  od początku wie się, że choć dotyczą czasów dawnych, są bardzo interesujące i wciągną widza w ich akcję.

Zdarzyło mi się trzykrotnie reżyserować „Pana Tadeusza” i czterokrotnie „Ballady”.

-Przy której inscenizacji praca okazała się najciekawsza?

-Myślę, że najważniejszym teatrem, w którym zdarzyło mi się reżyserować był Teatr Współczesny w Szczecinie, u Anny Augustynowicz, której bardzo wiele zawdzięczam. Będąc licealistką słyszała mój monodram, jako jedna z laureatek konkursu recytatorskiego, w którym wówczas uczestniczyła, nie tylko zyskała moją przyjaźń, taką z prawdziwego zdarzenia, to jeszcze na dokładkę Anna potem zaprosiła mnie do mojej pierwszej reżyserii, którą były „Ballady i romanse” w Szczecinie. Spektakl bardzo się podobał i niezwykle interesująco ożyły postaci z „Ballad”. Aktorzy byli zadowoleni, lubiła to publiczność i nie należy brać poprawki na to, że była to publiczność lekturowa. Publiczność to jest publiczność, więc jeśli się nie nudzi, to jest najważniejsze.

Myślę, że dobrym sposobem na przybliżanie „Pana Tadeusza” młodzieży, okazał się manewr z rapowaniem w inscenizacji   „Teatru Współczesnego” w Szczecinie, i inne podobnego typu  próby pozyskania młodego widza, który będzie się na przedstawieniu dobrze bawił, bo rozpozna tam swoje mody, zachowania czy emocje. Myślę, że te emocje są bardzo serdecznie przez Mickiewicza napisane w stosunku do języka, w stosunku do narodowych mitów, naszych uczuć, naszego poczucia humoru, naszego rozumienia  metafory. Absolutnie i wciąż wierzę w ten tekst. Ucząc w warszawskiej Akademii Teatralnej studentów interpretacji wiersza, też więc przygotowywałam z nimi właśnie „Pana Tadeusza”. Podobnie zresztą jak Zofia Kucówna, która również  uczyła tego przedmiotu.

-Wróćmy jeszcze na chwilę do wyboru treści do monodramu  „Pana Tadeusza”…

-Są fragmenty ksiąg, postaci, które w swoim monodramie ze względów czasowych zmuszona byłam pominąć. Zagranie całości zajęłoby co najmniej ze dwa dni. Stąd,  niektórych nawet bardzo istotnych fragmentów nie mogłam rozwinąć. Z tego powodu spotkałam się z zarzutami, słusznymi zresztą, ale już nic na to nie poradzę, bo scenariusz jakoś sam mi się zamknął; skomponował w jednolitą całość i uszczelnił. Bo w momencie, kiedy bardzo angażuję widza jako Telimena czy Zosia, to wydaje mi się, że nie mogę tą samą osobą nagle wejść w dramat Jacka Soplicy. Takie mam wątpliwości i dlatego w moim spektaklu nie ma  „Spowiedzi”, i dlatego też nie ma „Polowania”, ani historii Domejki i Doweyki. Nawet tak ważna część opowieści jak „Zajazd”  jest potraktowany bardzo fragmentarycznie. Rozumiem, że widzom może tego zabraknąć, ale biorę to na swoje sumienie.

-Dziękuję za rozmowę.

Tags: Anita Nowak

Podobne artykuły

  • Anita Nowak - „Chowańszczyzna" na XX Bydgoskim Festiwalu Operowym
  • Anita Nowak - „Dziady" bydgoskie Wielkanocne performance Pawła Wodzińskiego
  • Anita Nowak - Adam i Marlena w laurach
  • Anita Nowak - Michała Czachora światy równoległe
  • Anita Nowak - Naiwność niewspółczesna
  • Anita Nowak - Striptiz Matki Boskiej pod niebem Allacha
  • Anita Nowak - Znowu emigranci?
  • Anita Nowak - Jak pięknie śpiewa Grzegorz Wiśniewski!
  • Anita Nowak - COSI, GDZIESI, KAJSI, KTOSI – z „Wesela" Stanisława Wyspiańskiego
  • Anita Nowak - Dlaczego Matka z Kurką wodną"?
  • Anita Nowak - Pięć masek Joanny Dziewica Orleańska na scenie w Bydgoszczy
  • Anita Nowak - Paszport do ślepego zaułka?

Ostatnio popularne

  • Marta Otfinowska-Blixt - Niekoniecznie dookoła świata
  • Robert Drobysz - Wentyl bezpieczeństwa
  • Jacek Kasprzycki - Przed obliczem biskupa Kazimierza
  • Elżbieta Rogucka - Blask przebaczenia w ciemnościach Auschwitz
  • Stanisław Chyczyński - Kolejna wielka księga Wierciochów
  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego

Podobne tagi

  • Stefan Pastuszewski 60
  • Stanisław Chyczyński 13
  • Roman Sidorkiewicz 19
  • Ludwik Filip Czech 14
  • Jerzy Stasiewicz 12
  • Ariana Nagórska 11
  • Anna Kokot-Nowak 14

Często czytane

  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego
  • Krzysztof Gołębiewski - Czy w świecie kryminałów i romansów jest miejsce dla groteski filozoficznej?
  • Jerzy Stasiewicz – Przestrzeń czasowa osadzona w faktach, w poezji Zbigniewa Milewskiego
  • Maria Balcer - „Bezwzględna geometria życia” w wierszach Stefana Pastuszewskiego ( „Na krawędzi”)
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Nawigator postpandemiczny
  • Nate Bear - Jak Palantir zmienił Ukraińców w szczury laboratoryjne i zrujnował Ukrainę
  • Mateusz Wabik - Miejsca świata
  • Emilia Uścim - Rozkwitające fraszki

Popularne

  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego
  • Andrzej Lewandowski - Powrót Cherubiny
  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego cz. II
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Dwie komórki mojej ciotki
  • Aleksander Puszkin - Cyganie, przeł. Andrzej Lewandowski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego
  • Alicja Szczypka - Znudziła mi się wielka miłość
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tancerka tańczy, mężczyzna patrzy
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Każda utopia ma swoje dno
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Kolejny rozdział mesjanizmu Polski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tak mi pusto, Panie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Literatura w eutanazyjnym świecie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Coś się kończy, coś się zaczyna - wyrok, nadzieja czy dotykanie prawdy...

Zobacz też

  • Anita Nowak - „Dziady" bydgoskie Wielkanocne performance Pawła Wodzińskiego
  • Anita Nowak - Adam i Marlena w laurach
  • Anita Nowak - Michała Czachora światy równoległe
  • Anita Nowak - Naiwność niewspółczesna
  • Anita Nowak - Striptiz Matki Boskiej pod niebem Allacha
  • Anita Nowak - Znowu emigranci?
  • Anita Nowak - Jak pięknie śpiewa Grzegorz Wiśniewski!
  • Anita Nowak - COSI, GDZIESI, KAJSI, KTOSI – z „Wesela" Stanisława Wyspiańskiego
  • Anita Nowak - Pięć masek Joanny Dziewica Orleańska na scenie w Bydgoszczy

Zobacz podobne tagi

  • Anita Nowak - „Alicja” niebiańskiej urody
  • Co jest dynamicznym byciem artystą - Z Bogusławem Kiercem o Mickiewiczu rozmawia Anita Nowak
  • Anita Nowak - Bajkowy musical w toruńskiej szafie
  • Anita Nowak - Emocjonalny rollercoaster
  • Anita Nowak - Strach przed plotką
  • Anita Nowak - Jaki był Kopernik?
  • Anita Nowak - XXX Bydgoski Festiwal Operowy - Mafijne klimaty w Operze Nowa

Na skróty

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
© akant.org - wszystkie prawa zastrzeżone

Main Menu

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj