Sławomira Krzyśki nie ma potrzeby specjalnie przedstawiać wśród licznych czytelników „Akantu”. Obok Stefana Pastuszewskiego, Marka S. Podborskiego czy Jerzego Utkina, należy on do autorów najpłodniejszych literacko. Dotyczy to nie tylko obecności na periodycznych łamach, ale przede wszystkim publikowanych książek. Jeszcze nie ucichły echa po wydaniu Chwili wyciszenia (Gniezno 2024), a już robi się coraz głośniej o nowej książce poetyckiej Krzyśki Czerwona biel (Bydgoszcz 2024).

Małżeństwo literatów z Krakowa, Jolanta Szymska-Wiercioch i Wojciech Wiercioch, to – pośród redaktorów antologii – świetni profesjonaliści, czyli starzy wyjadacze, że użyję tak prostackiego określenia. Wydali drukiem już parę opasłych książek, wspólnie zredagowanych, np. Księgę anegdot polskich (2007), Anegdoty z czterech stron świata (2020), Polskę w anegdotach (2021). Razem napisali też powieść biograficzną o sławnym prof. Antonim Kępińskim Psychiatra i demony (2019) oraz potężne, fabularyzowane dzieło o Mikołaju Koperniku (tzw. Księgi Mikołajowe, 2021-22, dwa tomy, łącznie ponad 1500 ss.).

W pierwszej dekadzie XXI wieku w Krakowie zaczęły być organizowane spotkania poetyckie w knajpach i nie chodziło o wieczorki znanych poetów, ale spotkania dla początkujących. Często połączone były z koncertami muzycznymi, na których występowały zespoły rockowe, metalowe, czy hiphopowe. Były te spotkania następstwem propagowania poezji slamowej przez krakowski „Ha!art”, gdzie promowano prostotę, rymy, problematykę społeczną i ostre komentarze. Nie znałem dobrze tych kręgów, ale chyba, w którymś momencie środowisko knajpianej literatury podzieliło się na obóz performerów i zwyczajnych poetów. Takie spotkania poetyckie dla początkujących prowadzone były w ramach cyklicznych spotkań „Kulturkampf”, „Poezje i herezje”, ale także w Kawiarni Artystycznej.

W 2024 roku, nakładem Związku Literatów Polskich Oddziału w Gorzowie Wielkopolskim oraz Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Z. Herberta, została wydana książka Heleny Skonieczki (ex domo Dobaczewskiej) pt. Żywe Drzewo Włodzimierza. Jest to biografia Włodzimierza Korsaka (1886–1973), polskiego podróżnika, Głównego Łowczego RP oraz łowczego w Dyrekcji Lasów Państwowych w Wilnie, fotografa, pisarza, w tym autora kultowego dzieła Rok myśliwego (1922).

Kolejny zbiór poetycki Mieczysława Arkadiusza Łypa zdaje się uznawać piękno, w rozmaitych jego przejawach i formach, za domenę trwania i przetrwania, swoiste sedno egzystencji. „Wszystko moje dopóki patrzę”, „Wszystko moje/ dopóki piszę” – to słowa, które odnajdziemy w wierszu Dopóty dopóki, niosącym z sobą życiowe przesłanie, ujmującym to, co z punktu widzenia podmiotu mówiącego (tego utworu i całego zbioru) stanowi cel, istotną wartość i filozoficzną głębię trwania. Trzeba patrzeć i dostrzegać, dać się uwieść pięknu Boskiego i ludzkiego zarazem świata, bo tylko wtedy życie nabiera barw i blasku. Twórczy talent ma zaś dodatkowy atut – pozwala owo piękno utrwalić, znaleźć dla niego obrazową i słowną formę. I trzeba to robić w ulotnej, szczególnej chwili – hic et nunc. Bo tego wymaga istota twórczego natchnienia i potrzeba ocalenia piękna, dzielenia się nim z innymi i z sobą samym.

Historia książki Maki jest naprawdę niezwykła – jej zaistnienie to splot przypadków, trud kilku osób w odtwarzaniu losów jej głównego bohatera, młodego Żyda o imieniu Moryc, oraz skrupulatna praca autora, który traktuje swoje pisanie jako posłannictwo, mówiąc o sobie, że jest jedynie palcem na klawiaturze. Trudno tu nie zauważyć zbieżności ze słowami poety Kazimierza Hoffmana: (…) jesteśmy ręką piszącą. Kto / powiedz. Kto nami pisze?. Nie była to jednak świadoma inspiracja, gdyż autor Maków w momencie wypowiadania powyższych słów nie znał jeszcze twórczości Hoffmana, tym bardziej różne sploty okoliczności wydają się zdumiewające.

Czasem jest coś takiego w obliczu człowieka, że ma na twarzy wypisaną informację – oczywiście dostrzegalną przez niewielu – co jego siła twórcza jest mocno zaangażowana w utrwalenie słowem na kartach księgi „śladów niespodziewanych na przełaj”. Taki powiew zamyślenia poczułem od Tadeusza Karabowicza w czas luźnej rozmowy w pracowni artystycznej „Krezbi” w Lądku Zdroju, przed IV Nocą Poetów (2020). Lubelski gość został uhonorowany nagrodą Gnoma (kryształowa pryzma z wygrawerowanym nazwiskiem laureata) im. Marianny Bocian.

Sobota 20 kwietnia – wyjazd

   Jedziemy do naszej stałej bazy po polskiej stronie – do Bargłowa Kościelnego niedaleko Augustowa. Po drodze zwiedzamy Muzeum Przyrody w Drozdowie koło Łomży. Bardzo ciekawy to obiekt, godzien odwiedzenia. Mieści się ono w dawnym pałacu rodziny Lutosławskich otoczonym dużym parkiem. Muzeum zawiera szereg ekspozycji, które doskonale prezentują się we wnętrzach dworu. Sale są poświęcone:

Nie przekraczający miliona osób, łącznie z emigrantami [Ernest Hemingway: „W każdym porcie na całym świecie można natrafić na przynajmniej dwóch Estończyków”], naród estoński bardzo dba o swoją tożsamość i obecność w świadomości świata. Obecnie, jak zauważyliśmy w „Świecie Inflant” [2024, nr 7, s. 1], Estonia jest europejskim liderem w potępianiu rosyjskiej agresji na Ukrainę.

18 września 2024 r. zmarł Jarosław Janczewski, podczaszy w Bractwie Inflanckim. Urodził się w Bydgoszczy, gdzie mieszkał całe życie. Był barwną i lubianą postacią. Ukończył Wyższą Szkołę Inżynierską w Bydgoszczy. Pracował zawodowo w branży turystycznej. Organizator niezliczonych wypraw, wycieczek po Polsce i świecie. Jego głównymi zainteresowaniami było kolekcjonerstwo, numizmatyka, filatelistyka, medalierstwo i turystyka, połączona z krajoznawstwem. Od 2004 r. był członkiem międzynarodowego Bractwa Inflanckiego z siedzibą w Bydgoszczy, posiadał przydomek Lūsis, czyli Ryś. Od 2008 r. pełnił funkcję podczaszego.

Jaka bowiem perspektywa czeka ateistów po śmierci i za życia? Przyjmijmy dwie tezy: pierwszą, że Bóg nie istnieje i drugą, że Bóg istnieje. Tak na potrzeby tego artykułu, bo jestem niezwykle mocno przekonany, że Demiurg nie tylko istnieje, ale i pomaga nam w życiu. Jeżeli Bóg nie istnieje to życie dla ateisty jest niezwykle trudne, bo życie na tej Ziemi, co tu dużo mówić, jest niezwykle ulotne i krótkie.

1 listopada

O ludzkich myślach, uczuciach i zachowaniach w dniu Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym wszystko już powiedziano i napisano, namalowano, sfotografowano i nagrano, dopełniono przepełnioną aż do absurdu zlewnię komunikacji elektronicznej. Całe szczęście, że nie widzę jak się ona przelewa, całe szczęście, że w tym roku nie zmuszono mnie do kwestowania na starym cmentarzu na renowację starych grobów, bo jest to kolejna rytualna czynność bez praktycznego znaczenia. Jeśli ktoś wrzuci dziesięć złotych do potrząsanej niczym grzechotka puszki to kwestarz jest wniebowzięty, mimo że porządna renowacja starego grobu kosztuje prawie tysiąc.  Robert Harris, autor powieści Konklawe na pytanie, dlaczego ludzie wciąż potrzebują religii, odpowiedział: „Ludzie potrzebują pewności, punktu oparcia, życia po śmierci, a przede wszystkim rytuału. A w rytuałach katolicy, przyznajmy, mają wiele do powiedzenia” („Gazeta Wyborcza” 2024, nr 251, s. 24).

XXX jubileuszowy Bydgoski  Festiwal Operowy zainaugurowano arcydziełem opery komicznej i bel canta Gaetano Donizettiego „Don Pasquale” w reżyserii Pawła Szkotaka, który to tytuł już w 2019 roku zaprezentowała na BFO Łotewska Narodowa Opera i Balet z Rygi  w reżyserii Giorgio Barberio Corsettiego. W sumie to już trzecia inscenizacja opery Donizettiego pokazana na festiwalowej scenie nad Brdą. Bo w roku 2009 też na otwarcie imprezy publiczność obejrzała rodzimą  realizację „Napoju miłosnego” w reżyserii Krzysztofa Nazara.

Trudno jest oczywiście wyrazić w tym lapidarnym, ograniczonym wymogami formalnymi tekście cały wielowymiarowy ogrom wątków, tematów, problemów, aporii, które Norbertt Skupniewicz ujawnił w swoich dwóch tomach poetyckich. Autor tugdzieś oraz szkunera z niesłychaną, demiurgiczną wręcz swobodą operuje słowem, śmiałą metaforą i zaprasza nas do swojego literackiego świata, który powołał do istnienia dzięki niewiarygodnej malarskiej wyobraźni zaadoptowanej na potrzeby pisarskich reguł. Z natury rzeczy moja interpretacja będzie subiektywna, czyli zdeterminowana przez filozoficzne, literackie kategorie pojęciowe, które starałem się narzucić na fascynujący swoją duchowa i intelektualną dzikością nurt poezji Skupniewicza. Co zatem wyczytałem w tugdzieś oraz szkunerze?

Tags:

Pejzaż z tatuażem, to najnowszy, piąty już z kolei, tom poezji Bogumiły Salmonowicz –pedagożki, wykładowczyni na uczelni wyższej, animatorki kultury i trenerki umiejętności społecznych. Książka została wydana w 2024 roku przez Fundację Duży Format a zrealizowano ją w ramach Stypendium Kulturalnego Miasta Elbląg. Autorka tym razem prezentuje wiersze pogrupowane w trzech odsłonach, zatytułowanych nieco przewrotnie Męski, Zeński i Unisex, chociaż oczywiście poruszane tematy nie przynależą do określonej płci i mogą wydarzyć się wszędzie i każdemu.

Boga nie można zobaczyć, to pewne. Mieli szczęście pierwsi chrześcijanie, że w ich przypadku sprawa wyglądała inaczej. Z pewnością nie zdawali sobie sprawy, że są świadkami wydarzenia historycznego i mogą Go oglądać takim, jakim On się przedstawił, czyli w postaci Jezusa z Nazaretu. By tak powiedzieć, mieli możliwość dotknąć sedna wiary. On był między nimi tak, jak my rozmawiamy z drugim człowiekiem. To z pewnością jest niesamowite, gdy patrzymy, kiedy ta możliwość nie jest nam dana. Możemy zazdrościć..., chociaż niepotrzebnie. To wszystko wtedy nie było tak pewne jak dziś... I ta niepewność jest tym, co rekompensuje nam tamte zdarzenia. Dziś i ponad dwadzieścia wieków już mamy pewność, że Jezus to Bóg. Wierzymy w to, czyli nie podlega to żadnej dyskusji. Inaczej niż pierwsi apostołowie nie możemy go zobaczyć, dotknąć, ale to nie znaczy, że nie możemy go usłyszeć.

Tekst sztuki „Układ splątany. Kopernik i inni” Maciej Wojtyszko, oparł  na znakomitej książce Wojciecha Orlińskiego „Kopernik. Rewolucje”, która doskonale maluje sytuację społeczno-polityczną szesnastowiecznej  Europy, relacje między władcami i duchowieństwem, układy i intrygi, w które prawdopodobnie musiał być wplątany i nasz bohater. O nim samym obszernej wiedzy nie ma. Jego postać oprzeć można tylko na  domniemaniach.

Jestem (1)

 

„Cogito ergo sum”? – oto jest pytanie.

„Myślę, więc jestem” – tak stwierdził Kartezjusz

już w Rozprawie o metodzie,

a później w Zasadach filozofii.

Choćby cały świat był tylko urojeniem,

skoro myślę, to podobno istnieję;

nie powinienem wówczas zwątpić, że istnieję.

Ale czy jest tak na pewno?

Mam obecnie co do tego poważne wątpliwości.

Mój ostatni pobyt w Bamianie, w środkowym Afganistanie, miał miejsce jesienią 1974 roku, wtedy stałam tam na głowie Buddy po raz ostatni. Teraz, po niemal pięćdziesięciu latach, owa podróż oraz olbrzymi posąg Buddy, najwyższy w pozycji stojącej na świecie, nadal jawią mi się przed oczyma, choć nie wszystko widzę całkiem wyraźnie. Istotne, że nie jechałam wówczas do Bamianu z Polski, ponieważ wówczas już od kilku lat, około trzech, mieszkałam w Kabulu, korzystając z uprzejmości rządu afgańskiego, wspierającego moje cele w zakresie badań i dalszej edukacji afganologicznej. Od czasu do czasu, zwykle cieplejszą porą roku, zjawiał się ktoś z Polski, podróżujący w tym rejonie świata, prosząc o nocleg, informacje, rolę tłumacza i ewentualne towarzyszenie w jakiejś pobliskiej wędrówce. Tym razem pojechałam do Bamianu i Band-e Amiru z moim byłym nauczycielem literatury perskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, głównie klasycznej poezji, Władysławem Dulębą. Był właśnie na stypendium w sąsiednim Iranie i wykorzystał ową okoliczność, by wpaść także nieco dalej na wschód – do Afganistanu. Szczęśliwie wróciłam kilka dni wcześniej do Kabulu z długiej wędrówki do końca tak zwanego Korytarza Wachańskiego i mogłam, ze świeżo utrwaloną kondycją piechura na znacznych wysokościach, pełnić dla swego nauczyciela rolę organizatora i przewodnika podczas wycieczki do Bamianu i Band-e Amiru, odwiedzanych przeze mnie już wcześniej.

„Sztuka interpretacji”, o której w latach sześćdziesiątych pisał Janusz Sławiński właściwie jest wyzwaniem dla każdego z czytelników, to nie jest tylko kwestia literaturoznawstwa, bo problemem stało się dzisiaj rozumienie każdego tekstu. To duży problem w kształceniu młodzieży – czytanie ze zrozumieniem. Częste stały się dzisiaj przykłady w życiu publicznym manipulacji językowych, dużo tego w mediach społecznościowych, wyrywanie słów i zdań z kontekstu, pilna stała się potrzeba przyswojenia sobie reguł mądrego czytania, czyli szukania „sensów głębokich”. Istota hermeneutyki to „rozjaśnianie” metaforyki i zawiłości języka. Heidegger poszukiwał w poezji „blasku boskości”, którego tak brakuje dzisiaj w poezji. To jest najważniejsze w czytaniu literatury czy sztuki.

We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.