Akant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.orgAkant - Miesięcznik Literacki - literatura, poezja, recenzje - akant.org
  • O wydawnictwie
  • Info
    • Kontakt
    • Redakcja
    • Wskazówki dla autorów
    • Logowanie
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
    • Świat Inflant
    • Wydarzenia
Andrzej Zaniewski
Polecane
28 luty 2025

Andrzej Zaniewski - Tak! Na pewno tak…

„horyzont pełen migoczących iluzji 

jednej z nich mogę być bohaterką

dla innej mogę pozostać tłem 

wszystko jest moim wyborem”

„Zima”, „O! Nie!” Marlena Zynger 

 

Cenię wysoko poetów dojrzałych i poetów, których słowa niosą więcej niż my jesteśmy zdolni odczytać. Inaczej. Cenię poetów nie tylko opisujących, co podejmujących trud wyzwania - wezwania - obowiązku, a więc ufających słowom i powstrzymujących słowa, poetów sięgających po nieosiągalne, i… zdobywających nieosiągalne… Och! Nie mów, że to niemożliwe. 

 

W naszej literackiej dżungli Marlena Zynger porusza się jak doświadczony, zdecydowany łowca. Dostrzega ścieżki, ślady, tropy i z pełną odpowiedzialnością wybiera tematyczną zwierzynę. Dopasowuje formę utworu do skali i kształtu trofeum… Zawsze celna, nieomylna, nie odpuszcza… Kontroluje również samą siebie – wytrawny myśliwy, któremu wszystko się udaje. To wstępne notatki, refleksje, przy pierwszej lekturze nowego zbioru wierszy Marleny Zynger… Zaletą jest również wyważony krytycyzm, skłonność do polemiki, a nawet prowokacja, ironiczna dygresja. Czy wynika to z charakteru autorki, z burzy uczuć, nad jaką stara się zapanować i z oczywistej wiedzy gromadzonej w różnych momentach życia? Rzeczywistość literacka przeplata się z rzeczywistością naszych losów. Zdania ogólne, uniwersalne są zbieżne, zarówno z faktami, przynoszonymi przez media, jak i ze zdarzeniami z naszej codzienności. Sprzyja temu wielość metod narracji – perfekcyjnie dobieranych do każdego utworu. I co najważniejsze! Poetka czuje się odpowiedzialna za każde napisane zdanie, jak i za opisywany, rozgorączkowany świat ukraińskiej wojennej wiosny z najgłębiej wzruszającego wiersza:

 

„szczęśliwe ptaki

zwykle zapowiadające jej nadejście 

zamieniły się 

w samoloty drony i rakiety

a ptasi świergot 

zastąpił huk spadających pocisków”

 

I jeszcze wyjątkowa glosa, zamykająca znakomitą panoramę:

 

„a ona płonęła podobnie jak 

polska wiosna ‘40 roku

w cztery strony świata 

błagalnie wyciągając ręce”

 

Julian Przyboś – mistrz lirycznej zwięzłości – witał każdą przychodzącą wiosnę kolejnym wierszem. Marlena Zynger też łączy poezję z porami roku, efektownie wyróżniając wiosnę, chociaż pozostałe sekwencje kalendarza też są tu ważne. 

           

            Zachwyciły mnie wiersze autobiograficzne, związane z Suchedniowem, miejscem dzieciństwa autorki. Ze wzruszeniem czytałem ten, poświęcony ojcu: “Spójrz, tato, posłuchaj…”. W literaturze, nie tylko polskiej, przeważają utwory dedykowane matce, a ojciec wciąż pozostaje na poboczu zainteresowań. Chociaż obszerny poemat poświęcił mu niegdyś rewolucyjny poeta Stanisław Ryszard Stando, a Sławek Kubiński, autor słynnej “Ballady o Januszku” opisał swego ojca w niewielkim zbiorze lirycznym opublikowanym przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą. Wiersz-tren Marleny Zynger, nota bene też z wiosenną narracją, wypełniony głosami ptaków i zwierząt oraz szeptami przebijających ziemię roślin, to wyjątkowe zjawisko we współczesnej estetyce pisanego słowa…

 

A tuż obok, na sąsiednich kartkach, cudowne pejzaże z jaśminem – tu uwodzicielem, kochankiem, spersonifikowanym poetą „pukającym  w okno u progu lata”… I autorka skwapliwie poddaje się…

           

I znowu wypada przywołać wielkiego Juliana Przybosia, podkreślającego znaczenie własnego domu – dziedzictwa – miejsca narodzin pisarza – Gwoźnicy pod Strzyżowem na Ziemi Rzeszowskiej. Suchedniów z bogatą przeszłością, z pamięcią o partyzanckich stenach i wszechwładnym jaśminie to szczególny szlachecki azyl autorki, podróżującej dziś po najdalszych regionach planety. Jednak Stavros na Krecie, Bulwary nad Wisłą czy ulica Solipska na krańcu Warszawy są traktowane równorzędnie, pozostają źródłami inspiracji oraz przyczynami wypowiedzi. Oto parateatralne sceny zdarzeń – dowody nieobojętności, próby rozliczeń ze zbuntowaną wewnętrznie cywilizacją, zbudowaną i troskliwie wychowywaną przez wieki, a do której przyjęcia nie jesteśmy przygotowani… Autorka przypomina mit o Atenie, wyłaniającej się z głowy Zeusa. My jednak nie jesteśmy nieśmiertelni, a wizja bliskiej operacji przeraża. „Kiedy nowy bóg nadchodzi stary” umiera. Marlena nie błądzi, nie kokietuje impresjami. Idzie wprost, dokładnie wiedząc dokąd, przeważnie znając lub intuicyjnie wyczuwając trasę. Podstawą jest realne miejsce akcji utworu – fundament narracji… w Warszawie, nad Wisłą… głębiej obecna niż wielu tu urodzonych warszawskich twórców:

                       

„… i tak nowa Europa 

da się wkrótce porwać 

Zeusowi o nowej twarzy”

 

Odnajdywanie tropów antycznych w nowej oczywistości to nie tylko dowód wiedzy historycznej i umiejętności kojarzenia – niekiedy nawet przeciwieństw. To obraz świadomości autorki, wiążącej dzieje minione z przyszłością, jakże niepewną. Idziemy więc betonowym nadbrzeżem aż do zatłoczonej kładki, łączącej Powiśle ze Starą Pragą… Bez entuzjazmu! Towarzyszy nam wschodni akcent, pełne śmietniki i ciężkie myśli. W tym zestawie – o wiele bogatszym niż moja relacja – dominuje obok ostrzeżenie – smutek, a dla polepszenia nastroju – ironiczny, a nawet z lekka drwiący styl – uczucie, zbliżające autorkę do prawdziwych poglądów większości obywateli. Niespodziewanie otacza nas wizja „drugi upadek pierwszych ludzi” z biblijnym mottem o przebiegłym wężu kłamstwa, intrygi, dezinformacji:

 

„…stopniowo zaciska się 

wokół ludzkich szyj

i czułymi słowami otula próżność

cudzymi rękami sięga po owoc z drugiego drzewa…”

 

A więc jabłoń – o ile była to jabłoń – drzewo wiadomości dobrego i złego, tu zostaje powielona. Poetka odważnie otwiera wizję pobiblijnego lasu, w jakim trwamy, i ogrodu, który na nowo nas kusi. Nowatorska interpretacja archaicznych motywów. Brawo! Bo przecież codziennie przywabiają mnie niepoznane jeszcze owoce. Otwieramy książkę… Od pierwszych ekspresyjnych zdań o kocie, idącym własną drogą, przez nasz świat bezradności, wściekłości, aż po epilog – ośmiowersowe arcydzieło o nieuchronnym przeobrażeniu w zestaw mutujących pierwiastków – czyli o nieobecności. Marlena Zynger przyciąga nas konsekwencjami – zdecydowaniem przesłania, gdzie niepewność staje się łączącym, bo jedynym i ostatecznym pewnikiem świadomości. Podobnie jak zapomniany dziś czy raczej niepasujący do wymagań ideologicznych, obowiązujących we współczesnej wizji kultury  Julian Przyboś, Marlena Zynger reaguje na krzywdy, absurdy, groźby swojego stulecia – tysiąclecia. Właściwie każdy wiersz zatrzymuje i domaga się przemyślenia i dalszej akcji intelektualnej. Refleksje – urocze, głęboko uczuciowe, archetypy obok symboli, opisy blisko reportażu… Nic tu nie jest przypadkowe. Całość podporządkowana została wyraźnym wektorom nadziei, że jednak wiemy, a przynajmniej chcemy wiedzieć skąd, dokąd i po co zdążamy, a raczej przemijamy. 

          

Tytuł zbioru, jak i jego podział, wydaje się w pełni uzasadniony i precyzyjny. To zaplanowana kompozycja. „O! Nie!” – złościmy się, gniewamy, protestujemy… Oburzenie trwa, lecz już bez wykrzykników… pozostaje nam tylko powtarzać „Nie”. Nie ma jednak efektów, bo siły przebicia też nie ma. „O!” tyle się dzieje, lecz nie stać mnie na bunt, mogę tylko wskazać palcem. Nie podejmuję się jednoznacznego zdefiniowania czy przeważają tu wątki epickie, czy wizje liryczne – urzeka mnie wielobarwność i przejrzystość tekstów, fascynuje trafność obrazów i precyzja celu, nie tylko pisarskiego. 

            Osobiście, dziękuję Ci, Marleno, za wiersz w obronie Pałacu Kultury i Nauki, bo wiąże mnie z nim wiele wspomnień, a codzienne spojrzenia na wysmukłą, choć przyciężką budowlę podpowiadają, że lepiej budować niż niszczyć. 

            Wdzięczny jestem też za gorzki i sugestywny wiersz „dura lex sed lex” o dzieciach, uchodźcach, nie tylko z Michałowa, ze smutnym, przejmującym zakończeniem: 

 

„jak widać dobro może być względne 

a Polska nie jest mesjaszem narodów”.

 

A wnioski z lektury? Cieszmy się, że w skłóconym świecie „biznesowych drapieżców”, „gdzie wszystko może być prawdą/ nawet kłamstwo” spotykamy utalentowaną, mądrą, pracowitą, może nieco szaloną autorkę, Marlenę Zynger.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Marlena Zynger "O!Nie!", Wydawnictwo VERIDIAN, Warszawa 2024, str. 148

 

 

Tags: Andrzej Zaniewski

Podobne artykuły

  • Andrzej Zaniewski - Wyceniaj własne słowa najwyżej!
  • Andrzej Zaniewski - Riposta rządzi światem
  • Andrzej Zaniewski - Po dwudziestu książkach...
  • Andrzej Zaniewski - Sława, chwała…, żal
  • Andrzej Zaniewski - Pochwała grzechu…

Ostatnio popularne

  • Marta Otfinowska-Blixt - Niekoniecznie dookoła świata
  • Robert Drobysz - Wentyl bezpieczeństwa
  • Jacek Kasprzycki - Przed obliczem biskupa Kazimierza
  • Elżbieta Rogucka - Blask przebaczenia w ciemnościach Auschwitz
  • Stanisław Chyczyński - Kolejna wielka księga Wierciochów
  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego

Podobne tagi

  • Stefan Pastuszewski 60
  • Stanisław Chyczyński 13
  • Roman Sidorkiewicz 19
  • Ludwik Filip Czech 14
  • Jerzy Stasiewicz 12
  • Jerzy Grupiński 11
  • Anna Kokot-Nowak 14

Często czytane

  • Królewski Konkurs Literacki - dla upamiętnienia 1000 rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego
  • Krzysztof Gołębiewski - Czy w świecie kryminałów i romansów jest miejsce dla groteski filozoficznej?
  • Jerzy Stasiewicz – Przestrzeń czasowa osadzona w faktach, w poezji Zbigniewa Milewskiego
  • Maria Balcer - „Bezwzględna geometria życia” w wierszach Stefana Pastuszewskiego ( „Na krawędzi”)
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Nawigator postpandemiczny
  • Nate Bear - Jak Palantir zmienił Ukraińców w szczury laboratoryjne i zrujnował Ukrainę
  • Mateusz Wabik - Miejsca świata
  • Emilia Uścim - Rozkwitające fraszki

Popularne

  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego
  • Andrzej Lewandowski - Powrót Cherubiny
  • ALEKSANDER PUSZKIN - Wiersze w przekładzie Andrzeja Lewandowskiego cz. II
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Dwie komórki mojej ciotki
  • Aleksander Puszkin - Cyganie, przeł. Andrzej Lewandowski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Claudia Schiffer nie kocha Adama Boberskiego
  • Alicja Szczypka - Znudziła mi się wielka miłość
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tancerka tańczy, mężczyzna patrzy
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Każda utopia ma swoje dno
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Kolejny rozdział mesjanizmu Polski
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Tak mi pusto, Panie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Literatura w eutanazyjnym świecie
  • Ewa Klajman-Gomolińska - Coś się kończy, coś się zaczyna - wyrok, nadzieja czy dotykanie prawdy...

Zobacz też

  • Andrzej Zaniewski - Wyceniaj własne słowa najwyżej!
  • Andrzej Zaniewski - Riposta rządzi światem
  • Andrzej Zaniewski - Po dwudziestu książkach...
  • Andrzej Zaniewski - Sława, chwała…, żal
  • Andrzej Zaniewski - Pochwała grzechu…

Na skróty

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj
© akant.org - wszystkie prawa zastrzeżone

Main Menu

  • O wydawnictwie
  • Info
  • Publikacje
    • Polecane artykuły
    • Polecane książki
    • Nadesłane
  • Szukaj