Aneta Przybyłek po koleżeńsku podarowała mi świeżutki tomik swoich wierszy - Las gubi, wydany wespół z Piotrem Nowakiem pod podobnym tytułem, ale bardziej optymistycznym – Las mówi. W tej ciekawej edytorsko książce Bartoszyce reprezentuje wspomniana już Aneta Przybyłek, a Kolonię Bogoria – Piotr Nowak, którym nieobce są wrażenia i emocje wyniesione z lasu, który razem, ale z osobna zwykli odwiedzać, w nim przebywać i wyłapywać myśli związane z przyrodą i zapisywać je najszybciej jak tylko można, by nie uronić z nich, chociażby „połowy słowa”.

Czas upływa tykaniem zegara – tytuł książki, zaczerpnięty z pierwszego wiersza, może wydać się banalny, zbyt oczywisty, ale jednocześnie trafnie ukazuje to, o czym pisze twórca, a pisze przede wszystkim o Przemijaniu i o Istnieniu; słowa takie jak: „jest”, „bywa”, „trwa” powtarzają się. Kruchość Istnienia, kruchość Bytu, ale zarazem odwieczne Trwanie Boga. Krajobraz duchowy tej poezji przesiąknięty jest do głębi metafizyką. Ale nie jest to metafizyka abstrakcyjna, gdyż ściśle związana z ludzką rzeczywistością, z doczesnością. Już w pierwszym wierszu autor nawołuje słowami filozofa:

Aleksandra Brzozowska, poetka związana od lat z Bydgoszczą, jest autorką trzech tomów wierszy: „Kropelka perfum Chanel” 2012, „Chwila w roli głównej” 2016 i „Ocalić motyla” 2025.  Dała się poznać również jako autorka bajek i piosenek dla dzieci oraz tekstów satyrycznych i monodramów. Jej poetycki głos brzmi subtelnie lecz wyraziście.

Adam Decowski tworzy bez mała od pięćdziesięciu lat i chociaż jest lirykiem, dla większości pozostaje satyrykiem, autorem fraszek, aforyzmów i innych form gatunkowych, które z nich „wypączkowują” – jak napisał w swoim krótkim omówieniu na okładce Fraszkoteki. Drwinek i docinków Jan Wolski. Mamy tu wszak zbiorki Plam i plamek, Pstryczków i potyczek, Drwinek i docinków, Kpinek i łatek, Madrygałków, Paranoidałków, Drzazg i drobiazgów, Frywolitek, Niepomożanek, Ofert z koperty, a także Limeryków i Epitafiów.

W obiegu ogólnopolskim pojawiła się eseistyczna książka Michała Tabaczyńskiego Kieszonkowa metropolia. W rok dookoła Bydgoszczy. Bardzo potrzebna, bo to miasto, w końcu dziewiąte w Polsce pod względem liczby ludności, mało jest znane. Taka ulokowana w centrum kraju terra incognita. Pisarz, urodzony w Bydgoszczy i zapowiadający, że będzie w niej się starzeć (s. 9), zmierzył się przede wszystkim ze swoimi odczuciami w stosunku do tego miasta. Kiedyś widział wspaniałość, wyjątkowość, urodę, potem: mizerię, nijakość, brzydotę (s. 9), a teraz?

Satyra w literaturze zawsze jest ryzykownym posunięciem. Z jednej strony ma siłę obnażania absurdów rzeczywistości, z drugiej bardzo łatwo zamienia się w moralizatorstwo albo publicystykę, która szybko się starzeje. Czytając Komicznego człowieka Kazimierza Grochmalskiego, trudno nie odnieść wrażenia, że autor porusza się właśnie po tej cienkiej granicy – raz trafiając celnie, innym razem popadając w dłużyzny, które spowalniają całą narrację.

Sama świątynia jest jednowieżową, trójnawową bazyliką, po przebudowie w 1897 r. z wyraźnym piętnem stylu neogotyckiego. Stoi u podnóża góry Zamkowej i nawiązuje do stojących tu wcześniej: wybudowanego przez wspomnianego wojewodę Monwida kościoła z 1423 r., który także strawił ogień oraz kościoła ufundowanego w 1504 r. przez króla Aleksandra Jagiellończyka.

Czy można mówić o śmierci bez strachu i rezygnacji? Cierpienia Starego Wertera SŁAWOMIRA OLESIAKA próbują odpowiedzieć na to pytanie, prowadząc czytelnika przez historię pozornie zwyczajną: żona umiera na raka, a mąż stara się sprawić, by jej odejście było jak najmniej bolesne. Jest to opowieść o miłości, poświęceniu i towarzyszeniu w najtrudniejszych chwilach życia oraz pokazaniu choroby nowotworowej jako „plagi” współczesności.

Tags:

Mam takie intuicyjne przekonanie, że ci, którzy sięgają po ekfrazę, czyli wiersze inspirowane sztukami plastycznymi, utracili na krótszą lub dłuższą chwilę kontakt ze swoją muzą. Coś w nich się wyczerpało, więc muszą sięgnąć po zewnętrzną podpórkę, aby pisać. Aby pisać? W tym momencie przychodzi mi na myśl poeta z Tucholi, który aby nie wyjść z wprawy musi codziennie napisać choć jeden wiersz. I mam przed oczyma zaskakujące ogłoszenie prowadzonego przez trzy panie Gdańskiego Klubu Poetów, który organizuje Połowinki z Ekfrazą, gdzie malarze prezentują swoje prace, a poeci odczytują do wybranych obrazów swoje wiersze. Nie dziwię się, że współautorem takiego ćwiczenia i popędzania Pegaza jest Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych w Gdańsku, a więc ocieramy się nie tylko o sztuczny świat maszyn elektronicznych, ale też o japońsko-chiński kompleks doganiania cywilizowanego na zachodnio świata.

W 2025 roku ukazała się nakładem Fundacji „Światło Literatury” książka poetycka jednego z liderów ruchu poetyckiego „Nowej Prywatności” Zbigniewa Joachimiaka pt. Miasto, miasta, w mieście. W książce zgromadzono wiersze stare i nowe, ale niestety nie znałem na tyle twórczości poety, a w książce nie znalazły się żadne adnotacje, by przyporządkować dane wiersze do wcześniejszych tomów poety, a także nie znałem wielu tych wierszy z łamów prasy literackiej.

Mówię tutaj oczywiście o ostatnim tomie warszawskiego poety pod jakże… osobliwym tytułem Nie Samotne Hologramy. Dziś owe hologramy są wszechobecne i nieodzowne. Tylko niewielu wie co to takiego. Wyjaśniam za Wikipedią – „zapis fotograficzny na nośniku przynajmniej dwufalowego obrazu interferencyjnego, który w odczycie daje dwa niezależne od siebie obrazy przestrzenne 3D (trójwymiarowe)”. Proste… jak operacja wątroby, trzustki i układu pokarmowego. Stosowane jako naklejki samoprzylepne lub na foliach metalizowanych do zabezpieczenia oryginalnych produktów, w tym i banknotów. Ale tu stos hologramów poecie nie grozi?

Matematyka, zwana – zapewne słusznie – „królową nauk”, nie jest moją ulubioną dziedziną, ale z wiekiem coraz boleśniej przekonuję się, że ma ona wiele wspólnego z ludzką egzystencją. Gdyby pokusić się o opisanie różnych momentów życia terminami zaczerpniętymi z algebry czy geometrii: „mnożenie”, „dzielenie”,  „wierzchołek”, „sinusoida”, „poza nawiasem” – mogłoby się okazać to nadzwyczaj trafne. A ileż razy, próbując zrozumieć codzienne zawiłości, czujemy się „skołowani do kwadratu”!

Ortodoksyjna Żydówka w wigilię Pesach jeździ po kraju i opowiada jak to jest być Żydówką w Polsce. Ubrana w sukienkę z sieciówki, matka gromadki dzieci, zostawia - przed najważniejszym żydowskim świętem - dom i wybiera się w tournée promujące ją i jej publikację. Temat Żydówki w Polsce brzmi dla mnie tak samo jak temat Araba z Nidzicy, homoseksualisty w Działdowie czy islamisty z Grudziądza. Brzmi źle, nawet bardzo źle, rasistowsko. Zakłada bowiem jakiś element ekscesu w normalności i zwraca uwagę czymś, czym nie powinien. Sam fakt, że ktoś z racji swojej przynależności etnicznej, pochodzenia czy religii robi event, jest wielce zastanawiający. W tym samym niemalże czasie ortodoksyjny katolik przesyła zdjęcia chmury na niebie ułożonej w kształcie serca z opisem, że 03.04.2023r. w Krakowie takie zjawisko miało miejsce, co należy rozumieć, że Papież nas pozdrawia. Ortodoksyjny katolik w Wielki Tydzień, a więc najważniejszy w religii rzymsko-katolickiej tydzień męczeńskiej śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, widzi w ułożeniu chmur na niebie MMS-a od Papieża.