Któregoś dnia poszedł do sklepu po bułki. Przed nim, w kolejce stał ktoś czarny, wysoki, w czarnym płaszczu i takimże kapeluszu, z żałośnie oklapłym, szerokim rondem. Kupował butelkę mleka. S. uśmiechnął się w duchu z wyrozumiałą poufałością. Tamten wyszedł z butelką mleka w ręku. Miał ogorzałą twarz. S. kupił bułki i wyszedł ze sklepu.
Błękitna flaga Organizacji Narodów Zjednoczonych powiewa nadal pod błękitnym niebem Afryki, nad zabudowaniami miasteczka Arnetteville (w języku nuer miasteczko nazywa się Yei). Bębny pokryte wyprawionymi skórami antylop, wybijają swój jednostajny żałobny rytm, a bongosy duże i małe dźwięczą szybciej, ale tylko odrobinę weselej.
Niemożliwość historycznego Adama jest w zasadzie obecna w rozważaniach filozofów teologii już niecałe czterysta lat po Chrystusie. Wspominałem wcześniej o św. Augustynie i jego zauważeniu, że naiwnością byłoby sądzić, że Bóg stworzył człowieka z gliny. Zanim jednak bliżej przyjrzymy się jego interpretacji Upadku, warto zwrócić uwagę na fakt, o którym pisze David Fergusson w Stworzeniu: „(...) tak czy owak obecności zła i cierpienia w kosmosie nie da się łatwo wyjaśnić przez umiejscowiony w historii upadek pierwszych ludzi. Wąż jest obecny w rajskim ogrodzie już w chwili stworzenia. Biblia nie wyjaśnia, skąd wzięło się zło, głosi natomiast jego klęskę z ręki Boga.” To zauważenie w kontekście dalszych rozważań będzie niebywale istotne. Ale zanim o tym.
W 2010 roku napisałem w „Akancie” o Twoim ojcu Wacławie („Podporucznik” „Świat Inflant” nr 2010, nr 3, s. 10-11).
Tamtym tekstem starałem się pomóc Ci go pożegnać, przebijając się przez mity rodzinne, przemilczenia i niedopowiedzenia.
Byłaś wdzięczna.
Dzisiaj znów siadam do pisania, ale z ogromnym bólem, bo przyszło mi żegnać Ciebie.
1 października
Coraz więcej wydawnictw literackich rozpowszechnia się przez rozdawanie i rozsyłanie oraz pakowanie do Sieci. Jakby na to nie patrzeć, jest to gettyzacja literatury.
Stefan Rusin dzieli się swoimi wrażeniami, głównie intelektualnymi, z peregrynacji po różnych obrazach szeroko pojętej kultury, przede wszystkim religii, filozofii, poezji. Prozy unika, chyba wydaje się mu za mało tajemnicza. Po większości zgromadzonych w zbiorze Loża barbarzyńców esejów ma charakter zapisu z wędrówki w ciemnym labiryncie niewiedzy w poszukiwaniu owego światełka w tunelu, którym jest olśnienie w momencie odkrycia prawdy. Olśnienia na chwilę, bowiem szybko pojawiają się nowe wątpliwości, nowe tajemnice.
Miejsc dla mitów, legend nie ma tylko w matematyce. Co innego w życiu – społecznym, polityce, twórczości… Przede wszystkim twórczość, iżby stanowiła wdzięczną pożywkę dla legend i mitów, musi być sprawnie nagłaśniana, zarówno od zewnątrz, m.in. przez krytykę literacką, jak i też odautorsko – w różnych formach autokreacji i autopromocji, eksponowanych w ekscentrycznym zachowaniu, osobliwych wypowiedziach, prowokowaniu swoistych zdarzeń etc.
„Nietrwałe ślady” Roberta Wieczorka są zwycięską pozycją 8 Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego Fundacji Duży Format „po debiucie”. To zbiór wierszy, który przewraca sposób myślenia na temat własnej przemijalności. Jakie są nietrwałe ślady? Mnie osobiście kojarzą się z tymi odbitymi na piasku przy brzegu morza, które zabiera kolejna fala. Wówczas możemy powiedzieć, że coś było i nawet nie zdążyło się zapisać. Jednak postanowiłam spojrzeć na ten sam ślad z innej strony. Owszem on był chwilą, szybko zanikł, właściwie nie miał szans z żywiołem, a mimo wszystko jest w pamięci moment, gdypostawiło się tam stopę.
Przedmiotem publikacji MARKA ŁAGOSZA O świadomości. Fenomenologia zjawisk umysłowych jest natura świadomości: Naczelnym jednak celem tej pracy jest przedstawienie świadomości jako obiektywnego zjawiska w niektórych jego istotnych – jak sądzimy – odsłonach (s. 15). Ta zaś została zdefiniowana następująco: [...] świadomość jest zjawiskiem materii jako przejawianie się w materialnym podmiocie rzeczy transcendentnych. Inaczej: świadomość jest pierwotnie zjawianiem się przedmiotów zewnętrznych i tylko za pośrednictwem tego zjawiania się jest ona dana podmiotowi jako samoświadomość (s. 6). Termin „zjawisko” używany przez autora pracy należy rozumieć formalno-ontologicznie jako niesamoistne wobec ciała zdarzenia i procesy.
Jarosław Stanisław Jackiewicz, bydgoski poeta, prozaik, krytyk literacki, współzałożyciel i administrator profilu „Myśl Poetycka” na portalu społecznościowym Facebook, tym razem oddaje w ręce czytelników swoją pierwszą powieść. Książka nosi tytuł „Ucieczki i powroty”, a została wydana przez Wydawnictwo Komograf z Ożarowa Mazowieckiego, w 2021 roku. Dostępna jest do nabycia w księgarni Empik. Wprowadzeniem do całości jest motto, zaczerpnięte z książki Piotra Stareńczaka „Statki we mgle”, zgodnie z którym „życie dla kogoś jest ważniejsze, niż życie po coś”.
Wiersze Lidii Jędrochy-Kubickiej z tomiku Opaska na oczach mają swój nadrzędny temat, a jest nim kondycja świata i człowieka. W słowie Od autorki czytamy „Jesteśmy solą ziemi i światłem świata. Co zatem się stanie, gdy zabraknie soli i światła?”. Jeden z wierszy nosi tytuł Zło. „Dostaliśmy je w spadku/ i żyje w każdym dniu” - pisze autorka. Inaczej mówiąc, jesteśmy nim skażeni od zarania świata. Przybiera różne rozmiary, ogarnia
Niebieski argonauta to już kolejna książka poetycka Grzegorza J. Grzmota-Bilskiego. Wydana, jak i poprzednie, nakładem bydgoskiej Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego z linorytami tego ostatniego artysty.
„Każdy wyścig ma swoją historię. Stu zawodników ma sto różnych historii. Ja mogę opowiedzieć tylko tę moją” (s. 82) – czytamy w Wygrać z samym sobą. Autor Jan Chruśliński przywołał i tę swoją, i inne historie pionierów nie tylko szczecińskiego, kieleckiego czy buskiego kolarstwa po 1945 roku. Opisał mnożące się w powojennej Polsce kolarskie wyścigi na szosach i torach, sięgnął po dostępne archiwalia pieczołowicie gromadzone przez mistrzów jednośladów oraz trenerów. I stworzył zbeletryzowany dokument o niebagatelnej wartości historycznej i literackiej. Jan Chruśliński ma dar lekkiego opowiadania. Ze swobodą przechodzi z czasów teraźniejszych do wspomnień, a niektóre sięgają nawet i 78 lat wstecz. Czyli tak daleko, jak daleko sięga pamięć uczestników odtworzonych w książce wydarzeń kolarskich i epizodów, zobrazowanych z werwą i z tym spojrzeniem od środka. A gdzieś pomiędzy, w podskórnych nurtach, wyczuwalne jest coś ulotnego – nostalgia za minionym. Zakrada się niby mimowolnie, choć dobrze wiemy, że są to celowe pisarskie zabiegi.
Ziemia na początku wyglądała jak główka małego dziecka. Była ciepła, gładka, miała tylko kilka kępek zielonych włosów.
Pewnego dnia na małą, prawie łysą planetkę przybył Ogrodnik na srebrzysto-białym gołębiu, wielkim jak rakieta. Przywiózł ze sobą szpadel i mnóstwo małych drzewek. Założył Ogród. Drzewka, które Ogrodnik nazwał Pierwszym Zasiewem, rosły bardzo wolno. Bez przerwy do siebie szeptały, powtarzając słowa. Były to wiersze a może bardzo długie pieśni.
Dawno, dawno temu (a może wczoraj), za górami, za lasami (a może tuż obok), żyły trzy psotne małpki. Bujały na różowych obłokach, bo świat, w którym przyszło im odegrać napisane dla nich role, znały tylko z pięknego opakowania. Czasem nawet ciekawiło je, co skrywa lśniące pozłotko, ale jego blask był tak zniewalający, że szybko zapominały o swojej ciekawości. Jednak ci, którym migotliwa jasność nie osłabiła wzroku, którym słuch nie stępiał od szumu rozwianych wiatrem grzyw jednorożców, mogliby opowiedzieć historie, jakie nie śniły się psotnym małpkom.
Przez kilka sezonów, prawie każda, początkowo lokalna – Jerzwałd, Szczytno – a później krajowa wierchuszka miała zagwozdkę z bezlitosnym ostrzem Kabaretu GWUŚĆ, w składzie: bezbrewy leśnik Janusz Sokołowski ( Pąśko), Adam Bednarek i Krzysztof Antoni Daukszewicz.
Teraz masz rok studiów w plecy, słyszałaś te słowa od każdego członka rodziny podczas niedzielnego obiadu, po tym jak powiedziałaś im, że zmieniasz kierunek studiów, bo z obecnego jesteś niezadowolona. Bardziej obchodziło ich to, co powiedzą inni ludzie, co powiedzą sąsiedzi, niż twoje uczucia. Ale starałaś się to ignorować, starałaś się nie przejmować tym, że przez najbliższy czas będą ci to wypominać przy każdej możliwej okazji. Po prostu życie będzie toczyło się dalej, prawda? Tak myślałaś…
1 września
Przebrnąłem jakoś przez sierpień, miesiąc moich urodzin, otępiałego wyciszenia i obumierania lata, które w Polsce żyje zazwyczaj jedynie półtora miesiąca. Pamiętam, że już za młodych lat męczył i smucił mnie sierpień. Tylko, że wtedy główną przyczyną smutku była szkoła, a teraz co?
1 września miasto zakwitło młodzieżą. I słońce.