- Anna Kokot Nowak
- Polecane
Anna Kokot Nowak - Antologia czcionką gęstą pisana
Trzymam właśnie w dłoniach książkę – wędrowniczkę, czyli Antologię „Akantu” 2013-2017, która maszerowała do mnie dzielnie przez około 1095 dni, czyli dobre trzy lata.
Trzymam właśnie w dłoniach książkę – wędrowniczkę, czyli Antologię „Akantu” 2013-2017, która maszerowała do mnie dzielnie przez około 1095 dni, czyli dobre trzy lata.
„Nauczyłem się jej na pamięć / żeby nigdy nie odeszła”
Ten zbiór daje czytelnikowi więcej satysfakcji niż poprzedni („Akant” 2019, nr 10, s. 30).
Parę lat temu pisarz, krytyk, historyk literatury, profesor UKSW, Wojciech Kudyba (r. 1965) opublikował pierwszy tom swojej powieści historycznej pt. Pułascy. Aut vincere, aut mori! (PIW, Warszawa 2020). Zapewne pomysł napisania dzieła, w lwiej części traktującego o konfederacji barskiej, inspirowany był 250-leciem początku tego buntu (Bar, 1768 r). Dzisiaj do rąk czytelników trafia t. drugi Pułaskich, noszący łaciński podtytuł Non aliusregit („Niech obcy nie rządzi”). Toteż konfederacja barska wreszcie doczekała się godnego upamiętnienia artystycznego, niejako paralelnie do odsłonięcia pomników w Białej, Zagórzu czy Lanckoronie.
Maja Baczyńska jest autorką książki Pióra dzikich. Jej zawartość nie jest jednorodna - mamy tutaj wiersze, ale przeważającą część stanowi krótka proza. Ten zbiór zainspirowany został rodzinną tragedią. Nagła śmierć ojca autorki pogłębiła jego kontekst. Książka jest nietypowa, gdyż skupia się prawie wyłącznie na emocjach i wyobraźni. Niestety - kosztem jasnego komunikatu. Próżno szukać tutaj typowych historii spiętych logiczną klamrą. Oczywistość jest ostatnią rzeczą, jaką można znaleźć w tym pisaniu. Zastępuje ją magia i "koronkowa czułość". A wszystko to w scenerii drzew, kwiatów, i ptaków. Te ostatnie wydają się być szczególnie bliskie autorce. Ich pióra, gniazda, perspektywa lotu, stają się synonimami delikatności, bezpieczeństwa, szybowania w dojrzałość. Oto fragment tekstu:
Wielką byłoby stratą dla mnie – tak sądzę - gdybym na wyboistej drodze poezji, nie zetknął się z liryką, ale i osobowością – jakże ciekawą – Lucyny Zofii Brzozowskiej z… Pisarzowic (powiat bielski). – Sama nazwa miejscowości zobowiązuje, bo pochodzi od pisarzy ziemskich oświęcimskich, których wieś była uposażeniem. – Poetki, animatorki kultury. Członkini i założycielki Polskiego Stowarzyszenia Haiku. Artystycznie wypowiadającej się poprzez fotografię, formy graficzne i multimedialne. Organizatorki spotkań poetyckich, w tym pokazów łączących: słowo, obraz i dźwięk. Wędrowca górskiego zatopionego w buddyzmie zen.
Pisząc o książkach poetyckich chętnie sięgamy po publikacje – meteory, po tomiki młodych – zapowiadających się… A jakie drogi, ścieżki czekają na tych, którzy dopiero w dojrzałe swe lata sięgnęli po pióro? Czy osobowość ułożona latami doświadczeń, ukształtowana świadomość, język… jednym słowem, czy sięgający po pióro w tej sytuacji, mają szansę, by zapisać w sposób własny, oryginalny, swą literacką ścieżkę? Jedno więc pytanie i trzy odpowiedzi w twórczości trojga…
Zupełnie przypadkowo natknąłem się w Internecie na świetny artykuł zmarłego w ubiegłym roku znakomitego polskiego geografa Piotra Eberhardta (profesor Uniwersytetu Warszawskiego, zmarł 20 września 2020 roku, pochowany na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie). Nie był to oczywiście pierwszy artykuł Profesora na temat federalizmu i Środkowej Europy. Jako geograf zauważył, że federacja przyjmuje na mapie świata konkretną postać geograficzną. W artykule, o którym mowa przedstawił koncepcje federacyjne Milana Hodży (Przegląd Geograficzny, 2016, 88,2, s. 223-246).
W 12(311)/2021 numerze „Akantu” ukazała się recenzja mojej książki „Legenda Marka Hłaski” („Moja Przestrzeń Kultury”, Warszawa 2021), pt. „Wspomożenie mitu”. Jej autor, Mieczysław Wojtasik, stawia dwie zasadnicze tezy: wspomagania i ożywiania przeze mnie pośmiertnie mitu autora „Pięknych dwudziestoletnich”, jak również samemu Hłasce zarzuca „niechlubną postawę kolaboranta z UB” (sic!). Przyznam, że osłupiałem ze zdumienia. Mam wrażenie, że autor tej recenzji albo nie zrozumiał, o czym napisałem, albo z kolei tuż przed napisaniem recenzji zażył środki zmieniające świadomość. Najprawdopodobniej jednak wykazał się ignorancją i podejrzewam, że nie przeczytał mojej książki. Powiela on bowiem w swoim tekście utarte w przestrzeni publicystycznej mity, legendy i kłamstwa z czasów PRL-u na temat Hłaski i jego twórczości.
1 listopada
Kwestuję na Cmentarzu Starofarnym na renowację zabytkowych grobów. Mam tu swoich fanów. Tak jak ja kwestuję od lat o określonej godzinie (od piętnastej do szesnastej), tak oni też o tej porze zawsze przychodzą. Teraz też przyszli. Pytają, dlaczego nie było mnie w ubiegłym roku? Zapomnieli, że w ubiegłym roku cmentarze nam pozamykali. Dobra ludzka pamięć; chce pamiętać tylko to, co dobre.
Teren sawanny jest dość równy, trawiasty, porośnięty różnymi gatunkami akacji, baobabem, eukaliptusem, dziką palmą olejową, bobowcem, isoberlinią i wilczomleczem drzewiastym. Zwarcie drzewostanu nie przekracza 10%. Należy podjechać tuż nad ranem, jak najbliżej i jak najciszej do armat, wymijając podczas jazdy drzewa, chroniąc się za ich pniami i rozłożystymi koronami. Wróg jak najpóźniej powinien się o nas dowiedzieć. Jeśli Dinka czują się pewnie i bezkarnie, może w ogóle nie będą pilnować armat. Chyba że obsługę armat stanowią wyszkoleni żołnierze Sudanu – wówczas trudniej będzie ich zaskoczyć. Problem polega na tym, że siły ONZ w Arnetteville posiadają tylko jeden transporter opancerzony w pełni uzbrojony, przywieziony z Polski. Brytyjczycy i Amerykanie operują bowiem tylko samochodami terenowymi o wzmocnionej konstrukcji. I tak, przykładowo, amerykański wielozadaniowy pojazd kołowy, w skrócie HMMWV, potocznie Humvee, (błędnie Hummer) nie był pomyślany jako pojazd bojowy. Wytrzymuje ostrzał z broni kalibru 7,62 mm (czyli kałach) oraz trafienia odłamkami. Odziały pokojowe ONZ nie są przystosowane do zaczepnych działań ofensywnych ani nawet do walki obronnej z siłami pancernymi.
Najnowsza książka poetycka Andrzeja Zaniewskiego, dopiero co wydana, nosi intrygujący apostroficzny tytuł: Oszukałaś mnie Metaforo szkarłatnym cieniem. Odnajdziemy ten tytuł w jednym z wierszy, w którym podmiot liryczny zrażony kłamstwem, a nawet hipokryzją Metafor tak pisze:
W jednym tomie, liczącym 308 stron, znajdujemy teksty poetyckie (część przetłumaczona na zamieszczone obok wiersza języki: ormiański (14), rosyjski (7), chiński (7), włoski (4), francuski (1); prozatorskie (minireportaże) i kilkadziesiąt fotografii.
Krótko. Bo „Patrząc w niebo” Grażyny Kowalewskiej nie wymaga recenzji, dzięki przedstawionym publicznie faktom, solidności i artystycznej wrażliwości.
„Bóg jest swym własnym naśladowcą w człowieku. Imituje samego siebie”
Za życia wydał tylko jedną książkę i to prawie niezauważoną. Może dlatego z taką goryczą mówił, że jesteśmy krajem „gdzie każdy – czyn za wcześnie wschodzi. / Ale – książka – każda … za późno.”
Niedawno opisywałam wspomnienia o moim dziadku, ROMUALDZIE BUZKIEWICZU, ojcu mojej mamy i doszłam do wniosku, że powinnam zrobić to samo i odszukać dane o moim drugim dziadku, ojcu mego ojca, WŁADYSLAWIE ŚWIRCZEWSKIM. Z uwagi na to, że dziadek mój i jego przodkowie, pochodzą z terenów dzisiejszej Ukrainy, a dawniej polskich, poszukiwania te są trudne i żmudne.
Tamtego dnia definitywnie, również dzięki Rumunom, współautorzy zamachu Stanu z ambasady RP w Bukareszcie uratowali konstytucyjną ciągłość Państwa, którego internowana prezydencka głowa, Ignacy Mościcki, zdołał - powiedzmy - pełnoprawnie przekazać funkcję następcy na terytorium Francji.
Tym razem nie będzie ani słowa o politykach. Obsesja pokazywania swej ważności i wielkości ogarnia coraz szersze masy bezimiennych. Jednak rzadko kto na cudzą ważność uwagę zwraca, zajęty pielęgnowaniem własnej! Zresztą okazanie komuś życzliwości i zainteresowania bywa ryzykowne i może empatycznemu naiwniakowi wyjść bokiem. O takiej sytuacji mówiło od wieków aktualne przysłowie: Daj komuś palec, to chce całą rękę. Po 1989 roku postawa ta w ekspresowym tempie ewoluowała, dlatego też w latach 90. przysłowie to nieco uaktualniłam: Daj komuś palec, to ci urwie rękę. Po jakimś czasie znów wymagało ono uaktualnienia: Daj komuś palec, to ci urwie rękę i wejdzie na głowę. Jak brzmi dla mnie w chwili obecnej – nie przytoczę, ze względu na przedświąteczny czas pokoju i dobra.