Archiwum

Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (1) - Wtorek, 8 grudnia 2015.

Spis treści

Wtorek, 8 grudnia 2015. Wczoraj w Sali Koncertowej ratusza miałem sądny dzień. Nazywało się to "benefisem”, a powodem było moje 75- lecie. Trudno, raz w życiu coś takiego można urządzać, ale nie więcej ! Było, owszem, sporo znajomych i przyjaciół, kilku nawet bliskich, dużo życzeń i serdeczności, wielkich słów , z których wynikało, "żem wielkim poetą był”. Sam prezydent miasta przyznał nagrodę.  Ale przecież w tych pochwałach niewiele było prawdy. Chociaż miło było słuchać  tak pochlebnych słów! I jak przyjemnie widzieć bliskich, którzy cieszą się z tobą !  Nie został ani jeden z pięćdziesięciu listopadowych numerów Akantu , w którym red. Stefan Pastuszewski poświęcił mojemu pisaniu cztery strony, na nich również ukazała się recenzja autorstwa Mariana Grześczaka, napisana  dla wydawnictwa Alta Press. Jednym słowem –“benefis”. Irena mówi, że taki dzień czci się minutą ciszy. Ale robić to za dziesięć lat było nie sposób, czy ja mógłbym pamiętać wtedy, po co zaprosiłem gości? Może więc dobrze, że dałem się namówić przyjaciołom na to szaleństwo. No i zostaną zdjęcia Adama M . I wszystko pozostałe, co było zasługą Em.

Następny dzień deszczowy, jakiś zgniły front przechodzi przez Kołobrzeg. Lepkie powietrze, nie ma czym oddychać. Uciekłem na ranczo do Ustronia Morskiego, chodziłem po ogrodzie; sam, coraz mniej potrzebny. Może tylko do zwierzania się komuś (jak konfesjonał, gdzie można się wygadać; do świadczenia usług: tym, którzy szukają pochwały – pochwała, którzy chcą rady – rada po to, by i tak mogli zrobić po swojemu. Samotnym – żeby mogli zadzwonić, rozerwać się, opowiedzieć rozwlekle o swoich chorobach, które i tak znam. Ale Ja nie istnieję jako osoba, tylko ktoś, kto świadczy usługi, jak krawiec, szewc, praczka, rozmówca. Ten, który słucha, rzecz jeszcze użyteczna. Jak długo?

Samotność nie jest czymś abstrakcyjnym, nieokreślonym. Zawsze jest samotnością moją, twoją, twój brak jest przyczyną mojej samotności i czuję to najmocniej wtedy, gdy wokół są inni ludzie, a nie ty. A przecież obiecałaś, że zawsze będziesz w pobliżu.

W ogrodzie kretowiska. Uparty kret drąży korytarze, jakby tam szukał sensu, chciał znaleźć wyjście ze swojego losu. Chyba nie wie, że właśnie tam jest jego krecia ojczyzna. Ponoć Marek Aureliusz (cesarz rzymski 121-180 r. n.e.) powiedział: "Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi”. Tylko czy kret wie o tym?  Chociaż kret jest "mój”, podobno  są  to stworzenia bardzo przywiązane do miejsca, więc może się z nim pogodzić?