Trochę mnie dziwi narzekanie J. Utkina, A. Nagórskiej: „polskie cechy takie jak zachłanność i marnotrawstwo” („Akant”, 5. 2009, s. 12). Po co to pisarstwo? Nie wiem. Marnotrawione są kwoty na tłumaczenia nie tylko „dzieła” Masłowskiej - te kwoty to nic w porównaniu do wydatków np. Niemców na niszczenie wysokiej kultury, o którą troszczy się J. Suchanek. Zamienić opolską panterę w błoto pośniegowe? No, no „Akancie”... No tak, Dekonstrukcje! (s. 12). A gdzie konstrukcje? Na czyje zlecenie mamy post-modernizm? Zła, zniszczenia, niskiej kultury. Niestety, wciąż burzy się świątynie. (s.2). Literatura ma sens, gdy jest świętem, a nie ma święta poza prawdą.
Obu znalazł odchody – dobry znak. Jesteśmy na tropie Stada. Podchodzę do wykopywanej przez niego dziury. Odchody przykryte warstwą białej masy są suche i zmrożone – zły znak. Stada od dawna tu nie ma. Grzebiąc, znajdujemy kolejne twarde kulki. Jest ich dużo – drugi dobry znak. Rzadko przynosimy ze zwiadu oczekiwane wieści, ale z tych plemię na pewno się ucieszy. Razem z innymi młodymi braćmi wracamy do Grupy. Niestety bez mięsa.
Każdy historyk literatury na swój sposób mierzy się z epistolografią pisarzy. Nie da się tego fenomenu kulturowego ogarnąć raz na zawsze. Taką próbę podejmuję pisząc o listach dr Felicji Borzyszkowskiej-Sękowskiej, spod pióra której wychodzą tylko dobre książki. Jest ona autorką ponad czterdziestu książek; by wymienić tu niektóre z nich: eseje „Trzecia płeć”, powieści „Niezapłacony rachunek sumienia”, „Miłości głodni i godni” oraz licznych tomików poetyckich, m.in. „Kwartet międzyludzki”, „I któż tu winien?” - dramaty, wiersze, fraszki.
Obecnie uwidacznia się słabość poezji polskiej (nie tylko w „Akancie”). Brak głębi, dość wąski zakres tematyczny (nie mówiąc już o formie, która jest częstokroć żałosna). Kilka wersów rzuconych na papier, niedopracowanych i nie przemyślanych, to jeszcze nie wiersz. Widać w tym brak tzw. backgroundu (literatura, przeżycia, refleksje, doświadczenia). Namysł – tego brak.
To sytuacja współczesnego człowieka, który dzieje się pomiędzy osiągnięciami współczesnej nauki a wiarą, między dawnym – a obecnym sposobem widzenia naszej rzeczywistości, która przecież w żaden sposób wiary nie wyklucza. Tu dzieje się nasze życie i odpowiedź na pytanie: czy potrafię je w miarę solidnie pochwycić, powiedzieć że jest moje, czyli że moja obecność opowiada je tak, abym mógł w nim dobrze funkcjonować? To fundamentalne pytanie, które zawsze było, jest i będzie do zadania.
Nazywam się Waldemar Nowak i jestem świeżo upieczonym absolwentem filologii polskiej, a na tę chwilę, na początku wyboistej drogi robienia doktoratu. Jeszcze jedno, mam gorącą prośbę, abyście zwracali się do mnie panie magistrze, a nie panie profesorze, jak jest powszechnie przyjęte, zgoda? To ja tyle o sobie, teraz chciałbym was poznać z imienia i nazwiska.
Otworzył dziennik lekcyjny. Iksiński, Igrek.
Temat anomalii w pogodzie staje się coraz bardziej okazjonalny, acz nieustannie drażliwy. Wiodący staje się układ „baryczny” z temperamentnym mini, mini tworem.
„Romania” w wielu językach uznających rdzeń „Roma” za podstawę cywilizacji bez obiekcji ją właśnie przyznają krajowi, któremu nasz język nadał nie wiedzieć czemu brzmienie „Rumunia”, które proponuję pozostawić subiektywnie polskiemu - przyznajmy nostra culpa: zerowemu - postrzeganiu liczbowo drugiego po Rzeczpospolitej wschodniego filaru UE, pozostawiając Romanię jej bardziej obiektywnemu istnieniu i opisowi.
Minione lato politykom nie przyniosło wypoczynku i relaksu. Propagandyści obu walczących plemion już w sierpniu znacząco podkręcili decybele, a ryk jeszcze się wzmaga, w miarę jak postępuje z błota polska jesień. Resorty propagandy znają się na ludziach tylko w jednym aspekcie: ponieważ rozum jest zjawiskiem rzadkim (i niewygodnym), trzeba postawić na emocje! Strategie rozbudzania emocji są liczne i skuteczne: obrażanie, poniżanie, straszenie, wykluczanie, jątrzenie, szczucie jednych przeciw drugim itp. Nie biorą pod uwagę tylko tego, że nadmiar decybeli powoduje utratę słuchu i zobojętnienie na bodźce. Zobojętniałemu nawet strach (emocja najłatwiejsza do manipulowania) często nie daje kopa. Zamiast się miotać, przyjmuje całkiem zdrową postawę: I tak będzie, co ma być. Jak pożyjemy, to zobaczymy…
Krystyna Cel –Twój ostatni tomik nosi tytuł Aforeski. Nie znajdziemy tego wyrazu w Słowniku terminów literackich. Ale przyglądając się owemu neologizmowi, możemy pokusić się o jego „słowotwórczą analizę” zauważając, że powstał zapewne ze skojarzenia dwóch słów takich, jak aforyzm i… może freski, by dać coś lekkiego i zabawnego. Tworząc niemal nowy gatunek literacki, czy aforeski miały być w twoim zamyśle też pewnego rodzaju literackimi humoreskami, tyle że poetyckimi?
(...)Tomik otrzymałam od wydawnictwa, w którym mam praktyki. Każdy z praktykantów miał sporządzić recenzję, w której podzieli się swoimi wrażeniami po lekturze i ją oceni. Nigdy nie byłam fanką poezji, w szkole czytałam ją raczej z niechęcią, gdyż nie trafiała do mnie, wybierałam zawsze prozę. Po ten zbiór sięgnęłam jednak z ciekawością - jako niedoświadczony czytelnik poezji, czułam, że mam „czystą kartę” i ocenię go obiektywnie.
Książka Choć nasze łodzie przeciekają… notatki lipnickie Krzysztofa Budziakowskiego to poetycka kompozycja składająca się z czterech „sezonów”, każdy po dziesięć wierszy. Jej autor już w szkole pisał utwory poetyckie, potem studiował filozofię, wydawał zakazane książki w czasach pierwszej „Solidarności”, zaś po transformacji ustrojowej stał się szefem firmy architektonicznej. Prowadził Fundację Zygmunta Starego w Krakowie[i].
Literatura sensacyjna i przygodowa zajmuje dziś poczesne miejsce w biblioteczkach wielu czytelników.
Bartłomiej Siwiec urodził się w Bydgoszczy. Prócz poezji zajmuje się również prozą. Jest dramaturgiem i krytykiem literackim. Ma na swoim koncie cztery powieści, zbiór opowiadań i dramaty. Jest członkiem Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Jego najnowsza książka, to zbiór wierszy Domysły na temat Ruxa. Tekst otwierający tomik dowodzi, że autor uważnie śledzi współczesność.
Stowarzyszenie Kołobrzeskich Poetów długo oczekiwało tak udanego debiutu poetyckiego, jakim jest wydany w tym roku pod redakcją Stefana Pastuszewskiego tomik „Wgląd” Lili Hermann. Z pewnością jest to jedna z lepszych pozycji wydanych przez bydgoski Instytut Wydawniczy „Świadectwo”, a sama autorka jest przykładem na to, że nie zawsze należy spieszyć się ze składem książki, dać wierszom czas i wrócić do nich znów, by wybrzmiały w lepszej, dojrzalszej formie. Wiersze Lili Herman ukazały się parokrotnie na łamach niniejszego czasopisma, jednak czytelnicy mieli okazję zaledwie fragmentarycznego wejrzenia w jej poezję, gdzie właśnie owo „wejrzeć” ma tutaj kluczowe znaczenie.
„Na dobre i na złe dni, dobra jest lektura wierszy”… Taką dedykacją opatrzył Leszek Sobeczko tom depresanty (Rybnik 2020) najnowszy zbiór swojej poezji, przysłany mi końcem maja wraz z egzemplarzami: „Wytrycha” i „Wytryszka”. Jakież to słowa prawdziwe.
Zbieracz okruchów to drugi tom wierszy ANDRZEJA OSSOWSKIEGO (rocznik 1949), po debiutanckim zbiorku Istnieje tylko wiatr (2011).
„Świat wypełniony po brzegi poetami”, tak napisała autorka w prologu książki. Zauważa ilość wierszy, poetyk, mówi, że „wierszy już wystarczy”, jednakże wciąż w poezji widzi clou dla przywieszenia obrazu - wspomnienia, ocala, mówi swoim własnym głosem. MAŁGORZATA BOBAK-KOŃCOWA rozpoczyna poetycką podróż pośród ptaków i kamieni, odnajdując inspirację u Zbigniewa Herberta, gdzie ptak symbolizować może wolność, spełnienie i miłość, a kamień – trud życia? Sama poezja jest więc ratunkiem dla „życia bez życia”, dla życia w pustce:
Prześwietlony światłem które przecieka
Ścieśniony w lata... Jak źdźbła
zeschłej trawy
Ich dzielność ofiarność
oddanie Minęły
wraz z nimi bezpowrotnie - sznur opowieści
z żalu po nich
drwi Naigrywa z win