Archiwum

Eugeniusz Koźminski - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (3) - 11 lutego 2016 r

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Spis treści

11 lutego 2016 r. Środa, drobny deszcz i ciepło. Podobno zima, ale czy możemy być tego pewni? Niewiele jest rzeczy, które są tym, czym są i niczego nie udają. Tak jak ten dziennik. Na początku miał być zbiorem prywatnych zapisków, nie przeznaczonych do druku a  tworzenie ich było sposobem na pokonanie niemożności dokończenia „Ballady o ludziach z wydm” i stworzenia nowych wierszy. I tak było przez kilka pierwszych tygodni. Kiedy jednak Stefan Pastuszewski zgodził się drukować zapiski w „Akancie”, trzeba było dokonać zmian: usunąć fragmenty zbyt osobiste, inne wygładzić, żeby były czytelne i staranne, ale jednak uważać, żeby dziennik zachował swój charakter. Ze smutkiem jednak obserwuję, że nie bardzo się to udaje.

Brakuje szczerości, zdecydowanych ocen, kolejne strony  nie są notatkami, które mogą stanowić materiał do większej całości, zapiskami utrwalającymi w pamięci zdarzenia, którym z jakiegoś powodu nadaję specjalną wartość. Po co więc ciągnąć to dalej? Choćby po to, by zastąpić pisaniem to, czego już nie mogę robić: żyć jak dawniej. Może wspominać, notować pomysły na to, co w przyszłości może jeszcze się narodzi?  Może, może...

W dziennikach znanych pisarzy (Maria Dąbrowska, Zofia Nałkowska) aż roi się od nazwisk przyjaciół, znanych ludzi, z którymi się spotykali. Przypisy do owych zapisków są równie ciekawe, jak same wpisy. U Iwaszkiewicza na Stawisku gościła królowa, niektórzy z nazwisk przyjaciół i... wrogów ułożyli cały alfabet  (Urban, Kisiel). A ja? No cóż, paru „wielkich” także miałem okazję poznać, niektórych nawet gościć. Oto wspomnienie o jednym z nich. Cała historia brzmi jak anegdota, ale przysięgam, tak było naprawdę.

W latach siedemdziesiątych pracowałem w sanatorium górników w Kołobrzegu – Podczelu, dużym obiekcie i jak na tamte czasy dość ekskluzywnym. Zdarzyło się, że jak co roku, 18 marca nasze miasto odwiedzili oficjele, świętujący kolejną rocznicę wyzwolenia grodu. Tym razem przyjechał ówczesny premier, honorowy obywatel Kołobrzegu Piotr Jaroszewicz i stu osobowa Rada Naczelna ZBOWiD, pełna generałów. U nas mieli wszyscy zjeść obiad. Urwanie głowy, bo przecież w sanatorium czterystu górników, BOR, lekarz rządowy, miejscowe władze – jednym słowem młyn. Otrzymuję telefon, że goście jadą – limuzyny rządowe, autokary, syreny... Wychodzimy przed gmach, żeby powitać przyjezdnych, kiedy nagle na parking podjeżdża samochód osobowy marki  peugeot. Ki diabeł? Posyłam więc portiera Mariana F. żeby polecił kierowcy opuścić plac i zatrzymać się za budynkami, w części gospodarczej sanatorium. Samochód odjeżdża, portier wraca, a ja pytam  na wszelki wypadek: - Panie Marianie, kto to był?

Na co on:

- Mówi, że przyjechała tu, bo ma się spotkać z mężem, jakaś Cyrankiewiczowa czy jakoś tak...

Oczywiście podszedłem już sam, żeby poprosić, by poczekała w sanatoryjnej kawiarni, zresztą okazała się bardzo sympatyczną lekarką, mieliśmy okazję później chwilę porozmawiać. Ale po co to wspomnienie?

Józef Cyrankiewicz był najdłużej nam panującym premierem, wtedy niedawno właśnie odszedł z urzędu, a mój portier już nie wie, kto zacz!
A dziś, po tylu latach, bez przypisu przy jego nazwisku na pewno nie obyłoby się. Tak nam mijają „wielkości”, których czasem  nie warto wspominać.

W telewizji informacje o śmierci Andrzeja Żuławskiego, reżysera filmowego, który większość filmów zrealizował za granicą.  Jeden z wielu zasłużonych dla kultury polskiej i europejskiej członków rodziny - pisarzy, malarzy, kompozytorów, alpinistów i taterników, związanych z Polską, ale też z Francją i Wielką  Brytanią.

Rozpoczynając pisanie dziennika wspominałem zapiski Andrzeja Żuławskiego, zatytułowane „Nocnik”; tytuł nawiązujący do pory dnia,  kiedy był pisany, ale też przypadkiem nawiązywał do nieczystości, które w swej treści zawierał. Dziś tej strony nie będę zmarłemu wypominał : pamiętam jego powieść „Lity bór” i  erudycję, a także wielką znajomość kultury europejskiej (w tym francuskiej), która się wykazał w pamiętniku. Czekam na polską premierę jego najnowszego filmu „Kosmos”, opartego podobno na tekście Witolda Gombrowicza. Ciekawe będzie zderzenie dwóch tak różnych osobowości.

Odnotowałem w „Zapiskach” śmierć Andrzeja Żuławskiego także z sentymentu do całej rodziny Żuławskich. Mam np. katalog wystawy Marka Żuławskiego, malarza, który do Londynu wyjechał w 1935 roku i tam już pozostał do śmierci. Wstęp do katalogu napisał mój syn, też obecnie londyńczyk, na prośbę Marylki, ostatniej żony malarza.

Swego czasu czytałem  o Wawrzyńcu, protoplaście  rodu i jego zasługach dla polskiego taternictwa i Zakopanego. Ciekawa i zasłużona dla Polski rodzina.

Tego samego dnia,  w południe  w szpitalu, w sali doraźnej pomocy medycznej. Tam trzy osoby, każda podłączona przewodami, na których spoczywa odpowiedzialność za  czyjeś życie. Pielęgniarka, sunąca od jednej do drugiej ofiary wypadku. Lekarze wchodzą i wychodzą. Cisza, napięcie. Jeden z leżących szeptem usiłuje coś powiedzieć, podchodzi siostra, pochyla się, nic nie słyszy, zwilża choremu usta, odchodzi. Tamten znowu szepce. Słucham. Zdaje się, że pyta o godzinę. Mówię mu: - Jest trzynasta, południe.  Siostra na to:

- Nie, już trzynasta osiem.  

Ja:

- Możliwe, ale dziś nastawiałem, jest trzynasta, zaraz będzie trzynasta jeden.

Siostra:

- Proszę pana, jest już trzynasta osiem i pół, słyszy mnie pan? Pochyla się nad chorym i spostrzega, że jemu chyba jest już wszystko jedno.
- Panie doktorze – woła w stronę korytarza, biegnie, a my z I. już spakowani, wychodzimy pospiesznie do domu.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.