Środa, 20 stycznia 2016 roku. W książce – zbiorze wierszy Zbigniewa Jankowskiego “Morze przybywa z daleka“ (Instytut Wydawniczy PAX W-wa 1997) na pierwszej stronie napotykam taką oto dedykację: “Kochanym (bo bliskim mi twórczym sercem!) Irenie i Eugeniuszowi Koźmińskim poświęcam tę książkę z radością i życzeniem samych zielonych świateł w życiu i twórczości – Zbigniew Jankowski. Ustronie Morskie, 19 IV 1999“. Dedykacja (łac. dedication) wskazuje, że książka była nam ofiarowana przez autora, a nie kupiona w księgarni czy otrzymana w prezencie od osoby trzeciej. Ten dzień był dniem promocji mojego tomu wierszy “Wołanie mew” a Zbyszek Jankowski o wierszach moich mówił na tym spotkaniu.. W innej książce “Żywioł wszelki” (Wydawnictwo Morskie Gdańsk 1978) wpis jest skromniejszy: ”Eugeniuszowi – bardzo przyjaźnie Zbigniew. ”Mam jeszcze kilka książek tego autora, najnowsza w moich zbiorach to “Morza polskich poetów”; książka o długiej historii, którą znają miłośnicy literatury marynistycznej. A dedykacja w niej jest od ofiarodawcy, Emanueli C. Od kilku lat Zbigniew Jankowski już nie podróżuje, nawet do swego ulubionego przed laty miasta, jakim był Kołobrzeg. Ale książka to kawał jego życia i mojej przyjaźni z nim.
Z dedykacjami kojarzy mi się historia, która brzmi jak anegdota; niestety nią nie jest. Było to w roku 1961. Ponieważ nie czułem w sobie sympatii do wojskowego munduru, przed poborem – jak zresztą wielu innych – schroniłem się do kołobrzeskiego Studium Nauczycielskiego. W pokoju 112 mieszkał z nami chłopak o ksywie “Kobra” (bo w okularach). Kiedyś, z kilkoma promilami we krwi, podczas mojej nieobecności, dobrał się do moich książek i na pierwszych stronach wszędzie wpisał dedykacje. Pisał w imieniu Sławomira Mrożka, Stanisława Jerzego Leca w zbiorze aforyzmów “Myśli nieuczesane”, gdzie nazwał mnie swoim najsympatyczniejszym czytelnikiem. Ba, nawet Adam Mickiewicz w wydaniu “lipskim” które kupiłem za grosze na starociach, był ze mną po imieniu. Nie byłem zachwycony taką dewastacją i kiedy w czasie przerwy świątecznej zginął mój niewielki wtedy księgozbiór, nie rozpaczałem nadmiernie.
Przeglądam książki z dedykacjami i widzę, że są one dwojakiego rodzaju: bardzo osobiste, gdy znam bliżej autora i jest między nami serdeczna więź, i druga grupa wpisów grzecznościowych, pisanych w pośpiechu, gdy długa jest kolejka oczekujących. Marek Wawrzkiewicz w książce “Każda rzeka nazywa się Styks” pisze: “Panu i zapewne niebawem koledze – Eugeniuszowi, serdecznie – Marek Wawrzkiewicz”. Na tym wieczorze w Koszalinie dowiedziałem się, że Zarząd Główny ZLP podjął uchwałę o przyjęciu mnie do Związku. W wielkim natomiast pośpiechu i zdenerwowaniu Tomasz Jastrun napisał: “Panu Eugeniuszowi Koźmińskiemu – serdecznie” potem nieczytelny podpis. A Anatol Ulman, nieżyjący już koszaliński pisarz i oryginał, napisał: “Eugeniuszowi, poecie niezwykłemu, z którym wspólnie przeżywać będę proces zapomnienia – A.” Trudno, sustine et abstine, jak głosi dewiza stoików.

