Wspominając Młynówkę
pokochałam tamtą rzekę
jej czarną głębię
głaskaną warkoczami wierzb
poznałam zielone zakola
zmurszałe ściany kanałów
ażurowe łuki mostów
i ławeczkę cierpliwie czekającą
na nasze przyjście
Magiczne Schodki
wiodły mnie w dól
ku kładce i Wyspie Młyńskiej
ku słonecznym bulwarom
dziś rzucam na czarną wodę
niezapisany liść
i odbicie swojej twarzy
kiedyś rozmyje je czas
Chwila nad Brdą
słońce zanurza palce
w płynącej leniwie wodzie
rysuje na ciemnej zmarszczonej
powierzchni złote refleksy
gładko szlifowane kamienie
nabrzeża niosą nas ku
kołyszącej się drewnianej barce
ocienione parasolami stoliki
zapraszają
mówimy dużo o wszystkim i niczym
nareszcie sami nareszcie
niepowtarzalny smak martini i twoich warg
krzyk zabłąkanej rybitwy przecina niebo
w oczach masz wszystko
co chciałabym usłyszeć
jak zatrzymać tę chwilę
jak zachować na dłoni ciepło twych rąk
i nie pogubić słów najważniejszych
zamkniętych w kolorowych płatkach
minuty płyną zbyt szybko
zegary są takie okrutne
wracamy znad starej rzeki
szczęśliwsi o ten czas
Bydgoska Wenecja
ciemne piwo nad Brdą
smakuje zupełnie inaczej
niż w czeskiej Pradze
ma w sobie gładkość
niesionych nurtem wodorostów
i goryczkę rozstania
ciężkie od kłódek mosty
tak jak w Wenecji
spinają brzegi ażurowym łukiem
samotna ławka na nabrzeżu
z zadumą spogląda
na niedzielnych wędkarzy
uparcie czeka
na zmęczonych przechodniów
lub niecierpliwych kochanków
wierzby przeglądają się w rzece
wiatr czesze
ich długie zielone włosy
też się w tej wodzie przeglądam
może mnie zapamięta
Bydgoszcz latem
lubię to miasto latem
rozgrzane rozpalone
zapach asfaltu nad jezdnią
przejrzyste drżące powietrze
omdlewa z upału
ulice opustoszałe
senne samochody snują się
bez pośpiechu
przechodnie spokojnie
przemierzają chodniki
nie gonią autobusów
tramwaje puste
lubię słońce
gdy przegląda się
w wystawowych szybach
i zagląda mi w oczy
fontanny
nad którymi
wodne pióropusze
i parasole tęcz
lubię Bydgoszcz latem
Bydgoszcz nocą
nocne miasto
rozjaśnione kolorowymi plamami neonów
bajkowe miraże
kwitnące w mroku
idę ulicą
depczę gwiazdy
spadające z drzew i dachów
na bydgoski bruk
samochody cicho mruczą
przymykają zmęczone oczy reflektorów
jeszcze tylko
ostatnie dobranoc wysłane do ciebie
i będę mogła zasnąć
za oknami noc
śpiewa nielicznym przechodniom
dzwonkami tramwajów
pachnie śniegiem

