obrzydliwie nijacy zastraszeni wiecznie
kultowi przeciętności bez reszty oddani
kto ponad nich wyrasta tego mają za nic
w kręgu sobie podobnych czują się bezpiecznie
węszą liżą wzdychają ryją w grudach błota
obumarli za życia chociaż w grze pozorów
całkiem żwawi na co dzień i skorzy do sporów
o jakiś nędzny ochłap wciąż większa ochota
narasta w nich by chłonąć zagarniać gromadzić
mieć wciąż więcej i więcej syci aż po gardła
im grubszy mają portfel tym większa pogarda
dla innych mniej majętnych tacy z siebie radzi
zachwyceni wręcz sobą sumienni bez sumień
które w zastaw oddali za złudny dostatek
dobrowolni więźniowie kurczących się klatek
każdy to wytłumaczyć doskonale umie
bo przecież są realia i żyć jakoś trzeba
by na wszystko starczyło a potrzeby rosną
wiedzą do czego dążą i wierzą w to mocno
że mają tu na ziemi już namiastkę nieba
bez potrzeby słowa
ci wszyscy którzy żyją bez potrzeby słowa
dobrego tak jak kromka powszedniego chleba
przytakują każdemu bo tak właśnie trzeba
o tym są przekonani więc spokojna głowa
ni jeden krok fałszywy nie jest ich udziałem
instynkt każe tak stąpać by się nie pogrążyć
wiedzą jak się ustawić przed innymi zdążyć
chociaż wzrok ich dość mętny a myśli ospałe
to jednak nie przeszkadza w snuciu się wśród ścierwa
wśród ochłapów wśród resztek tak godni litości
kiedy węszą z uporem wśród rzucanych kości
i nie mają zamiaru nigdy tego przerwać
na kolanach się czują najbardziej bezpieczni
taka właśnie wysokość w sam raz na ich miarę
stać ich jednak na tyle by składać ofiarę
przed ołtarzem mamony próbują uwiecznić
obraz swój tak przeciętny i setki spraw drobnych
potomstwo dobrze widzi jak należy czynić
by we własnych występkach nie dostrzegać winy
i żyć godnie wśród innych do siebie podobnych

