Wtorek, 14 czerwca. Ci, którzy wybrali sobie „dzienniki” jako ważny dla nich gatunek literacki przekonali się, ile trudności przed nimi. Swoboda w wyborze tematu, wolność jest największym dobrem, ale też stwarza mnóstwo ograniczeń. Niby można bez skrępowania wyrażać swoje sądy, być szczerym aż do bólu, ale też – gdy tekst znajdzie się w druku – można ośmieszyć się przed samym sobą i przed czytelnikiem. Takie refleksje przychodzą mi na myśl po ponownej lekturze dziennika Stefana Kisielewskiego „Kisiela”, który przeleżał sobie na półce przez te wszystkie lata, chociaż autor wiele przecież znaczył w czasach, gdy dziennik powstawał. Widać, że Kisiel był przede wszystkim pisarzem „gazetowym”, a ponieważ nie miał możliwości codziennych publicystycznych wypowiedzi, nie mógł komentować zdarzeń z kraju i ze świata, czynił to w dzienniku. Ile tam zapisów o sprawach, które dziś nikogo nie obchodzą! Ile złośliwości i żółci! Przez to lektura książki staje się nużąca i egzemplarz „Dziennika” przeleżał samotnie, nie czytany. Trudno, tak bywa.
- Eugeniusz Koźmiński
- "Akant" 2016, nr 9
Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (4)
Spis treści
Strona 6 z 6

