Archiwum

Eugeniusz Koźmiński - Zapiski starego sceptyka (dziennik) (4)

Spis treści

18 maja, środa, późny wieczór. Zapamiętałem – może niedokładnie – wersy z wiersza Macieja Woźniaka, które napawają mnie optymizmem: „ Bóg nie szkicuje nowych światów. / Czasem, głęboko w nocy,/ gdy umilkną już żaby/ i ciężarowe samochody, / słychać jak temperuje złamany ołówek.” To bardzo optymistyczna wizja – koniec z urządzaniem świata, czuwaniem nad z góry założonym porządkiem istnienia; upraszczając sprawę – „Ja zrobiłem swoje, teraz wasza kolej, daję wam wolną rękę”. Pozostawiona więc jest nam wolność, której treść sami mamy określić. Ale w jaki sposób? Dotąd była to domena filozofów – etyków, potem prawodawców, także religii, rodzących się w różnych czasach i na różnych kontynentach. Ale do owych szlachetnych i uznanych dziedzin pora dołączyć poezję, ona przecież, jak religie, zaspokaja ludzkie potrzeby emocjonalne, rysuje idealny świat przyszłości, w który trzeba wierzyć, kształtuje więc wyobraźnię wyznawców (czytelników). Zaspokaja irracjonalne tęsknoty człowieka. Tyle tylko, że musi to być poezja mistrzów, bowiem współcześni poeci zbyt często fascynują się zdarzeniami banalnymi, hitami jednego sezonu, a one szybka tracą swoje znaczenie, przykryte innymi, często błahymi wypadkami.

Myśląc o poezji, która pomaga w sposób rozumny korzystać z wolności, przywołuję w pierwszej kolejności wiersze Zbigniewa Herberta. Wiersze, których mowa jest daleka od bylejakości potocznego języka, a przesłanie moralne jasne, jak stukot kołatki: „ tak – tak, nie- nie”. Tylko martwię się, tak jak Herbert w „Liście do Ryszarda Krynickiego”, że „Niewiele zostanie Ryszardzie naprawdę niewiele,/ z poezji tego szalonego wieku”... W poezji ginie język wysoki, mowa wzniosła została zastąpiona językiem ulicy, barów mlecznych i spelunek.

P.S. Używając zwrotu Herberta „tak-tak, nie-nie” miałem na myśli stukot młoteczka o deskę w przedmiocie drewnianym, zwanym kołatką. Mieliśmy takie zabawki w dzieciństwie i w Wielkim Tygodniu „klekotaliśmy” nimi wokół kościoła i na barcińskim rynku. Pisałem o tym w opowiadaniu, zamieszczonym kiedyś w Akancie. Ale jest także kołatek, stworzenie często przywoływane w literaturze, którego głos towarzyszy śmierci. Zainteresowanych tematem odsyłam do znakomitego eseju Jana Kotta „Cudowny kołatek z Mickiewiczowskiego kantorka” w zbiorze „Kamienny Potok”(Aneks, Londyn 1986). Obok Mickiewicza „używali głosu” kołatka tacy mistrzowie jak Norwid, Miłosz, Leśmian, także Goethe, Haine, Twain; z tego powodu reżyserzy dramatów mieli problemy z użyciem stukotu owada... Polecam lekturę, pasjonująca. Również dla przyrodników.