Archiwum

Jerzy Utkin - donos

Spis treści

kto
ma zaszczyt
donosić

dostatkiem
się dławi

darmo
karmią go
słudzy

paragrafów krzywdy

donos
na nas

spisany

naszą własną

krwią

 


na sprzedaż

wszystko
na sprzedaż

dyktatura handlarzy
wszelkich sfer
życia

nie pozostawia
cienia złudzeń
co do systemu

wartości

godny i sprawiedliwy
ten

kto
najlepiej
potrafi

sprzedać się

sam

 


poprawność

kult świętego spokoju miska pełna złudzeń
żyjemy całkiem nieźle pławiąc się w obłudzie

poprawność ponad wszystko by co śmielszym słowem
nie narazić się władcom na pień kładąc głowę

poprawność dzięki której mamy to poczucie
że przed własnym sumieniem łatwiej będzie uciec

że łatwiej będzie w cieniu przemykać pod murem
święty spokój najświętszy dbać o własną skórę

umiemy perfekcyjnie we krwi już to mamy
że z rękami wciąż w górze podpieramy ściany

poddając się bezwiednie niepotrzebny knebel
bo nawet nie piśniemy by o jeden szczebel

w drabinie do kariery piąć się wciąż zdradzając
i sprzedając przyjaciół którzy jeszcze mają

odrobinę honoru by żyć w przekonaniu
że mimo wszystko warto trwać przy swoim zdaniu

 

 


wygodnie

wygodnie jest nie wiedzieć nie widzieć nie słyszeć
nie mówiąc ani słowa wielbić błogą ciszę

wygodnie nie pamiętać od czego się wyszło
bez spojrzenia za siebie ufnie patrząc w przyszłość

wygodnie się zasłaniać parawanem prawa
i w gąszczu paragrafów niewinnym się stawać

wygodnie mieć wrażenie że jest się w porządku
i było się od zawsze niemal od początku

wygodnie mieć poczucie co przychodzi z wiekiem
że jest się jak najbardziej porządnym człowiekiem

wygodnie jest nie miewać żadnych wątpliwości
dziękować za rzucone ochłapy i kości

wygodnie jest w potrzebie  myślą się zasłonić
że winni są wszystkiemu zawsze jacyś oni

 


fenomen

każda
nowa ekipa
gorsza od
poprzedniej

wieczny
fenomen władzy
ciągle zaskakuje

złych
zastępują
gorsi

i jeszcze mniej
prawi

przebiegli
i bezwzględni

uczą uległości

ruchem brwi
wymuszają

niemą zgodę
na zło

 


okruch

nadaremny
nasz opór
słowo przeciw
słowu

bełkot rozmową
zwany

cień ze ścian
umyka

chleb zamienia się
w kamień

każdy okruch
ciąży

u szyi
tonącego

pełnym wzgardy

gestem

 


słowa

komu
nie wypada
zabrać głosu
komuś
komu poprawność
dyktuje
słowa krągłe
jak kamienie
u szyi
tonącego

słowa
śliskie i potoczne
toczą się patetycznie
traktem

kompromisu
i kompromitacji

komu
słowa ślinią się
i pocą

ociekając

fałszem
poprawności

 


wygrywają

wyznawcy
paragrafów krzywdy
żonglują
literą prawa

obrońcy
własnych kont
i kantów

pławią się
w wymiarze
niesprawiedliwości

to oni
wygrywają

bez względu

na wyrok