Archiwum

Grażyna Wojcieszko - Sen o tramwaju

Spis treści

ach
gdyby tak wsiąść do tramwaju i pojechać
tam
gdzie zaczyna się las ale nic nie podjeżdża
tylko
przystanek pełen ludzi  ruszył i pędzi

w tej
prędkości widzę czerwone tramwaje
jak
z nonszalancją rozbrykane mkną po torach  
chyba
bawią się z przystankami w chowanego

czy przystanki nie znajdują ich kryjówek?

usnęłam śniło mi się że potrafię fruwać
i w przelocie wskoczyłam do wagonu
a tam siedzisz ty a tam ktoś sprawdza bilety

to jest bilet dla tej pani -  recytujesz jak
stary wiersz i zaraz dodajesz drugi wers
wysiadamy na następnym przystanku

czy to tam gdzie zaczyna się las?


 Chabry i maki

pan Andrzej
wiezie mnie do tartaku przez las opowiada
o strumykach co plenią się w gąszczach
nagle staje na mostku i pyta czy się nie boję
czy pani nie boi się tego nurtu pod nami

wyjeżdżamy z dzikich  zarośli na pola
zrywa kłos zboża podaje jak różę  i pyta
czy można zrywać kwiaty czy można z
pani ust zrywać pęki maków na wianki

pan Andrzej
zagląda  w oczy tak jakby błękitem chciał
zakręcić w głowie a rzęsami skosić całe pole
chabrów potem ręką sięgnąć po wszystkie
kwiaty w okolicy na bukiety wiązki snopki

zatrzymujemy się w lesie bierze moją
dłoń kładzie na pniu wielkiego drzewa
i pyta czy czuję czy pani czuje jaki jest
mokry - to od porannej rosy w lesie

 

chabry i maki zostały na polach

pan Andrzej
prosi abym pamiętała o drzewie proszę
pamiętać że mokre pęcznieje i stęka  
odtąd byle jaki deszcz nie daje mi spać
 


Spotkanie

natrafiłam na ciebie w gęstym lesie  
kim jesteś chciałam cię zapytać o imię
nie czuję jaką jesteś rośliną twój okwiat
rozwija się nie tylko na szczycie pędu

kiedy się odezwę czy będziesz musiał
mnie zabić a może masz tylko działanie
halucynogenne nie wiem w jakim języku
zapytać  boję się  okazać twoim wrogiem
 
twarz mam uśmiechniętą i mogę udawać
każdego motyla nie mam ci za złe braku
zapachu nie będę analizowała koloru prącia
tylko proszę  nie pomyl mnie z modliszką

 



Babcia Matylda

babcia Matylda ma prawie sto lat
i na pewno umrze tej zimy  
już nie opowie o brzozach
którym plotła warkocze  
ani o miejscach gdzie rydze
grały z nią w ciuciubabkę

kto pamięta jak namiętność pali liście
a potem rodzi się świerk sosna cały las

brzozy wyciągają stare głowy
chciałyby dotknąć gwiazd  
wsiąść do latającego kuferka  
zobaczyć niebo pełne rydzów

brzozy powoli machają rękoma  
skrzypią im pożółkłe ramiona
tyle ich mają do pożegnań
a każde pamięta rozpamiętuje

babcia Matylda patrzy w sufit jej plafon  
przesypuje dni układa tekst do klepsydry

dziś zasnęła Matylda, latała po niebie
choć nigdy nie wsiadła do samolotu

w samolotach tłumy
w samolotach Walt Disney rozdaje farbki
Chiny na  żółto Egipt słonecznie Londyn
czerwony of course


 

Dzwony


twoje dni jak wata cukrowa z barwnikiem
brudziły na różowo buzię wokół ust przyciągały
owady zwabione sztucznym zapachem owoców
 
wata nagle się urwała rozlazła w maź a potem
zamieniła w twardą grudkę co klei się do palców
to od kościelnych dzwonów ich czystego dźwięku

wieniec w który uderza serce dzwonu jest blisko
krawędzi czasu zwiększa przyciąganie ziemskie
wbija w ziemię nawet balony idą do bogini Hel


 

 O prawdo

dlaczego mnie wybrałaś  wpełzasz pod korę,
odwijasz stare słoje oplatasz powojami słów
gałęzie odpadają same kilka lat po uschnięciu
a ty stękasz że wrócisz że to nie ostatni raz
i jesteś i znajdujesz kolejny niezrośnięty sęk