ach
gdyby tak wsiąść do tramwaju i pojechać
tam
gdzie zaczyna się las ale nic nie podjeżdża
tylko
przystanek pełen ludzi ruszył i pędzi
w tej
prędkości widzę czerwone tramwaje
jak
z nonszalancją rozbrykane mkną po torach
chyba
bawią się z przystankami w chowanego
czy przystanki nie znajdują ich kryjówek?
usnęłam śniło mi się że potrafię fruwać
i w przelocie wskoczyłam do wagonu
a tam siedzisz ty a tam ktoś sprawdza bilety
to jest bilet dla tej pani - recytujesz jak
stary wiersz i zaraz dodajesz drugi wers
wysiadamy na następnym przystanku
czy to tam gdzie zaczyna się las?
Chabry i maki
pan Andrzej
wiezie mnie do tartaku przez las opowiada
o strumykach co plenią się w gąszczach
nagle staje na mostku i pyta czy się nie boję
czy pani nie boi się tego nurtu pod nami
wyjeżdżamy z dzikich zarośli na pola
zrywa kłos zboża podaje jak różę i pyta
czy można zrywać kwiaty czy można z
pani ust zrywać pęki maków na wianki
pan Andrzej
zagląda w oczy tak jakby błękitem chciał
zakręcić w głowie a rzęsami skosić całe pole
chabrów potem ręką sięgnąć po wszystkie
kwiaty w okolicy na bukiety wiązki snopki
zatrzymujemy się w lesie bierze moją
dłoń kładzie na pniu wielkiego drzewa
i pyta czy czuję czy pani czuje jaki jest
mokry - to od porannej rosy w lesie
chabry i maki zostały na polach
pan Andrzej
prosi abym pamiętała o drzewie proszę
pamiętać że mokre pęcznieje i stęka
odtąd byle jaki deszcz nie daje mi spać
Spotkanie
natrafiłam na ciebie w gęstym lesie
kim jesteś chciałam cię zapytać o imię
nie czuję jaką jesteś rośliną twój okwiat
rozwija się nie tylko na szczycie pędu
kiedy się odezwę czy będziesz musiał
mnie zabić a może masz tylko działanie
halucynogenne nie wiem w jakim języku
zapytać boję się okazać twoim wrogiem
twarz mam uśmiechniętą i mogę udawać
każdego motyla nie mam ci za złe braku
zapachu nie będę analizowała koloru prącia
tylko proszę nie pomyl mnie z modliszką
Babcia Matylda
babcia Matylda ma prawie sto lat
i na pewno umrze tej zimy
już nie opowie o brzozach
którym plotła warkocze
ani o miejscach gdzie rydze
grały z nią w ciuciubabkę
kto pamięta jak namiętność pali liście
a potem rodzi się świerk sosna cały las
brzozy wyciągają stare głowy
chciałyby dotknąć gwiazd
wsiąść do latającego kuferka
zobaczyć niebo pełne rydzów
brzozy powoli machają rękoma
skrzypią im pożółkłe ramiona
tyle ich mają do pożegnań
a każde pamięta rozpamiętuje
babcia Matylda patrzy w sufit jej plafon
przesypuje dni układa tekst do klepsydry
dziś zasnęła Matylda, latała po niebie
choć nigdy nie wsiadła do samolotu
w samolotach tłumy
w samolotach Walt Disney rozdaje farbki
Chiny na żółto Egipt słonecznie Londyn
czerwony of course
Dzwony
twoje dni jak wata cukrowa z barwnikiem
brudziły na różowo buzię wokół ust przyciągały
owady zwabione sztucznym zapachem owoców
wata nagle się urwała rozlazła w maź a potem
zamieniła w twardą grudkę co klei się do palców
to od kościelnych dzwonów ich czystego dźwięku
wieniec w który uderza serce dzwonu jest blisko
krawędzi czasu zwiększa przyciąganie ziemskie
wbija w ziemię nawet balony idą do bogini Hel
O prawdo
dlaczego mnie wybrałaś wpełzasz pod korę,
odwijasz stare słoje oplatasz powojami słów
gałęzie odpadają same kilka lat po uschnięciu
a ty stękasz że wrócisz że to nie ostatni raz
i jesteś i znajdujesz kolejny niezrośnięty sęk

