- Małgorzata Kotłowska
- Nadesłane
Małgorzata Kotłowska - wiersze
Kiedy odchodził do swojej nowej baby,
nie udawał nawet, że idzie po zapałki;
w pośpiechu, by ukrócić niechciany akompaniament,
wcisnął fajkę między wąsy, na grzbiet zarzucił
harmonię;
Kiedy odchodził do swojej nowej baby,
nie udawał nawet, że idzie po zapałki;
w pośpiechu, by ukrócić niechciany akompaniament,
wcisnął fajkę między wąsy, na grzbiet zarzucił
harmonię;
Twórczość poetycka Mieczysława Wojtasika łączy refleksję filozoficzną, doświadczenie naukowe oraz wrażliwość moralną autora. Wojtasik, będący jednocześnie uczonym i poetą, w swoich wierszach wielokrotnie podejmował pytania o sens ludzkiego życia, miejsce człowieka w świecie natury, a także o trwałość wartości kulturowych i duchowych. Poezja ta nie ogranicza się do opisu rzeczywistości – stanowi raczej próbę jej zrozumienia oraz odnalezienia w niej głębszego ładu.
Przed wielu laty, może na przełomie mileniów, sam Autor przysłał mi cenny i ciekawy prezencik, książkę poetycką pt. Sonety i poematy (Kielce 1999), dodatkowo z miłą dedykacją. Oczywiście, był to Stefan Pastuszewski, którego pisarstwo znałem już wcześniej i kojarzyłem wyłącznie z paradygmatem awangardowym. A tutaj sam tytuł zapowiadał coś innego, świetnie! Muszę szczerze przyznać, że cykl pt. Trzynaście sonetów (tamże) zrobił na mnie ogromne wrażenie, primo – przez zaskoczenie, secundo – przez klasyczną formę wierszy (wszak sama nazwa «sonet» jeszcze niczego nie gwarantowała w dobie tryumfu postmoderny!), tertio – przez aspekt treściowy, czyli zawartość wewnętrzną, tematykę miłosną. Dla przykładu zacytuję pierwszy wiersz cyklu:
JEST TAKI WIERSZ w tomiku Jolanty Baziak zatytułowanym Kochanka Natura (Wyd. Instytut Wydawniczy Świadectwo, Bydgoszcz 2026):
Ominął mnie pierwszy dzień festiwalu, bo już było późno. Położyłem się bardzo zmęczony, ale następnego dnia rano od razu wyruszyłem do Saalbau Essen, gdzie mieli koncertować moi znajomi Franz Josef Degenhardt i Dieter Süverkrüp.
Wczesnym rankiem 1 czerwca 2022 roku Alex Karp, dyrektor generalny firmy zajmującej się analizą danych Palantir Technologies, przeszedł granicę między Polską a Ukrainą razem z pięcioma kolegami. Po drugiej stronie czekało kilka samochodów Toyota Land Cruisers, którymi udali się w kierunku Kijowa.
Firma AI War-Tech Palantir głęboko osadziła się w ukraińskich systemach wojskowych i społeczeństwie obywatelskim, przekształcając kraj w laboratorium dla swoich dystopijnych technologii śledzenia, nadzoru i zabójstw.
Księga niepokoju Fernando Pessoa to wyznania duszy, pozwalają zobaczyć bogactwo i oryginalność tego poety na tle kultury europejskiej. Nie jest to jednak księga wyznań w tradycyjnym znaczeniu. Pessoa nie opowiada siebie w sposób linearny, nie buduje autobiografii, nie próbuje uporządkować własnego życia. Przeciwnie — rozbija własną tożsamość na głosy, nastroje, maski i spojrzenia. Człowiek, który mówi w tej książce, nie jest pewien nawet tego, kim właściwie jest.
Kiedy czytam nie tylko wiersze Grega Koniecznego, ale również inne jego próby literackie, zwraca uwagę tonacja dekadencka i światopogląd katastroficzny. Można się zgodzić z jego diagnozami współczesności, z poczuciem rozpadu wartości, z niepokojem wobec świata, który coraz trudniej objąć rozumem.
Irmina Kosmala z Nagrodą Specjalną za powieść „Spoina”
Nagroda im. Gabrieli Zapolskiej - dla dramaturgów - zgłoszenia do 30 września
W poniedziałek znowu wyprawa. Dobrze już nam znanym szutrem jedziemy przez Idołtę do Mior, które omijamy po obwodnicy.
Rozmowę o wydarzeniach sprzed 70-laty z niezłomnym antykomunistą, bydgoszczaninem Andrzejem Mazurowiczem przeprowadził Paweł Milla. Andrzej Mazurowicz to bydgoszczanin, znany polski zawodnik wioślarstwa oraz trener. W 1956 roku, gdy wybuchł Poznański Czerwiec miał zaledwie 20 lat. Pracował wtedy w Poznańskiej Fabryce Wodomierzy i Gazomierzy, a wcześniej był zatrudniony w Zakładach im. Józefa Stalina. Antykomunista, jeden z czwórki liderów bydgoskiej podziemnej Solidarności (TKK), więzień polityczny w okresie 1984/85.
Wszystkiemu winna zima 2007 roku. Długa, przenikliwa i nieprzyjemna.
Zaczęliśmy marzyć o ucieczce od następnej zimy i jej chłodów w ciepłe strony. Dumnie zapowiedzieliśmy rodzinie i przyjaciołom, że sobie zorganizujemy dłuższą nieobecność w 2008 roku, w którym przypadała nasza 50. rocznica ślubu.
Brzęk tłuczonej szyby wyrwał mnie z głębokiego snu.
– Wstawaj! – potrząsnąłem śpiącą obok mnie dziewczyną – trzeba zobaczyć, co się stało.
Szyby poleciały powtórnie. Tym razem znacznie bliżej dyżurki. Wybiegłem na korytarz. W biegu potknąłem się o Spaślaka bijącego głową w ścianę.
– Przestań! Nie napieprzaj tak w ten mur! Bo jak go obryzgasz krwią, to z twojej renty trzeba będzie malować, a masz jej tyle, co kot napłakał do puszki po piwie i nie będziesz miał na fajki!