Paweł Skutecki - Filozoficzny i światopoglądowy testament

Twórczość poetycka Mieczysława Wojtasika łączy refleksję filozoficzną, doświadczenie naukowe oraz wrażliwość moralną autora. Wojtasik, będący jednocześnie uczonym i poetą, w swoich wierszach wielokrotnie podejmował pytania o sens ludzkiego życia, miejsce człowieka w świecie natury, a także o trwałość wartości kulturowych i duchowych. Poezja ta nie ogranicza się do opisu rzeczywistości – stanowi raczej próbę jej zrozumienia oraz odnalezienia w niej głębszego ładu.

Szczególne znaczenie w dorobku poety ma jego późna twórczość, w której refleksja nad światem nabiera charakteru podsumowania życiowych doświadczeń. Tom Na końcu też będzie słowo można odczytywać jako swoisty poetycki testament autora. Zawarte w nim utwory poruszają kwestie fundamentalne: kondycję współczesnej cywilizacji, znaczenie pamięci historycznej, rolę tradycji oraz granice ludzkiego poznania. Wojtasik stawia również pytania o sens istnienia, o relację człowieka z naturą i o możliwość zachowania wartości w świecie podlegającym nieustannym przemianom.

Analiza wybranych utworów pozwala dostrzec, że poeta pozostawia czytelnikowi spójną wizję świata – wizję opartą na przekonaniu o znaczeniu pamięci, odpowiedzialności moralnej oraz potrzebie duchowego zakorzenienia człowieka w historii i kulturze, które będą trwać, „choć nas już nie będzie”.

Jednym z kluczowych tematów obecnych w późnej twórczości Mieczysława Wojtasika jest krytyczna diagnoza współczesności. Poeta z wyraźnym niepokojem obserwuje przemiany społeczne i kulturowe, które jego zdaniem prowadzą do osłabienia autorytetów, relatywizacji wartości oraz utraty głębszego sensu życia zbiorowego. W wierszach z tomu Na końcu też będzie słowo pojawia się obraz świata pogrążonego w chaosie moralnym, w którym coraz trudniej odnaleźć trwałe punkty odniesienia.

Szczególnie wyraźnie problem ten zostaje ukazany w wierszu „Być albo nie być”. Już sam tytuł przywołuje słynną hamletowską refleksję nad sensem istnienia, jednak pytanie to zostaje przeniesione na grunt współczesnej cywilizacji. Poeta przedstawia obraz młodego pokolenia, które funkcjonuje w świecie pozbawionym stabilnych wartości i jasnych autorytetów. W jednym z wersów pojawia się sugestywna metafora: „a globus topią w mętnych popłuczynach”.

Obraz ten można interpretować jako symbol degradacji świata i kultury, w której chaos informacyjny i ideologiczny zaciera granice między prawdą a fałszem. Rzeczywistość przestaje być przestrzenią uporządkowaną, a staje się raczej zbiorem sprzecznych impulsów i przypadkowych działań.

Autor Bezpańskiego berła i słowa zwraca również uwagę na kryzys autorytetów wychowawczych. Wiersz zawiera pytanie, które można odczytać jako retoryczny komentarz do współczesnych sporów społecznych: „jak uczy – kto?” Pytanie to nie dotyczy jedynie systemu edukacji, lecz szerzej – procesu kształtowania młodego pokolenia. Poeta sugeruje, że brak stabilnych wzorców prowadzi do sytuacji, w której młodzi ludzie pozostają bez jasnych drogowskazów moralnych.

Jednocześnie krytyczna diagnoza współczesności nie oznacza w poezji Wojtasika całkowitego pesymizmu. Autor wskazuje możliwość powrotu do wartości zakorzenionych w tradycji i doświadczeniu poprzednich pokoleń. Dlatego w zakończeniu utworu pojawia się wezwanie do poszukiwania mądrości u tych, którzy pozostają związani z historią i kulturą wspólnoty. W ten sposób poeta przeciwstawia chaos współczesności idei zakorzenienia, które może stanowić fundament odbudowy ładu moralnego.

Ten sam wiersz wskazuje nam drogę powrotu do tradycji utożsamianej z naturalnym dobrostanem człowieka. Wojtasik nieco upraszczając i wyolbrzymiając pokazuje fundamentalny konflikt między chaosem a światem reprezentowanym przez „ludzi zakorzenionych w odwiecznej polskiej glebie”. Metafora „polskiej gleby” wskazuje na głęboki związek człowieka z miejscem, historią i tradycją. Zakorzenienie oznacza tu nie tylko przywiązanie do ojczyzny, lecz także uczestnictwo w ciągłości kultury, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. W tym sensie tradycja pełni funkcję moralnego i duchowego punktu odniesienia.

W wizji Wojtasika ludzie zakorzenieni w historii posiadają szczególną zdolność rozumienia świata i odpowiedzialnego prowadzenia kolejnych pokoleń. W przeciwieństwie do chaotycznej współczesności reprezentują oni postawę stabilności, rozwagi i doświadczenia. Poeta sugeruje w ten sposób, że powrót do tradycyjnych wartości może stanowić antidotum na kryzys współczesnej cywilizacji.

Refleksja ta wpisuje się w szerszą wizję świata obecną w całym tomie Na końcu też będzie słowo. Wojtasik ukazuje kulturę jako przestrzeń ciągłości, w której przeszłość, teraźniejszość i przyszłość pozostają ze sobą ściśle powiązane. Człowiek, który traci kontakt z własnymi korzeniami, naraża się na utratę orientacji moralnej. Natomiast zachowanie więzi z tradycją pozwala zachować poczucie sensu oraz odpowiedzialności za przyszłość wspólnoty.

Wspólnotę spaja pamięć, nie indywidualna, a wspólna, historyczna. Historia nie jest jedynie tłem czy punktem odniesienia. Jest fundamentem, który umiejscawia wspólnotę ponad czasem, obok czasu. Dlatego w wierszu „Jak trzeba” żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego, podkomendni Łupaszki i Młota, są bohaterami słynnego zdania wypowiedzianego przez Inkę, Danutę Siedzikównę: „zachowaliśmy się jak trzeba”. Bohaterowie niezłomni jawią się w liryce Wojtasika nie tylko jako żołnierze, ale także jako nosiciele postaw i paradygmatów etycznych. To w ich życiu i śmierci przegląda się społeczność, szukając prawdziwego wymiaru ludzkiej odpowiedzialności przed sobą, wspólnotą i historią. Bo przecież Wojtasik mówi Inką nie tylko o sytuacjach granicznych, lecz także o codziennej wierności wartościom. Trudno jednak zapomnieć o tym, że Mieczysław Wojtasik, pisząc o sytuacjach granicznych, nie opierał się wyłącznie na doświadczeniach innych osób. Instytut Pamięci Narodowej ujawnił przecież dokumenty, z których wynika, że w ramach „operacyjnego rozpracowywania” pod kryptonimem „Gryf” był celem działań tajnych służb. Operacja ta trwała od połowy 1982 roku do maja 1989 roku. W tym czasie zamordowano i księdza Jerzego, i kilkadziesiąt innych osób.

U Wojtasika dwie ogromne przestrzenie ludzkiej egzystencji – wspólnotowa i religijna – są ze sobą ściśle splecione. Żadna z nich nie może istnieć bez drugiej, jedna drugą wspiera i warunkuje. W wierszu „Najpilniejsze kroki” jako pierwsza występuje przestrzeń wspólnotowa, narodowa. Patriotyzm ten jest odarty z patosu. Wzniosłość musi ustąpić „umęczonym znojem dłoniom”, a „lot orła białego” jest wezwaniem do pamięci. Co ciekawe eschatologiczna jest tutaj także przestrzenią kolektywną: „idziemy w szyku coraz bardziej zwartym / oddać Bogu co światłością się stało”. Liczba mnoga nie jest tutaj jedynie zasłoną, a rzeczywistą świadomością i deklaracją wspólnotowego przeżywania tego, co najważniejsze. Wiersz zamyka narodowa triada: „Bóg Honor Ojczyzna” i trudno nie odnieść wrażenia, że klamra z tytułem – „Najpilniejsze kroki” – jest nieprzypadkowa.

Nie uciekniemy od biografizmu, kiedy autor A teraz ja rozważa granice ludzkiego poznania. Jako naukowiec i nauczyciel akademicki, specjalizujący się w naukach empirycznych, doskonale wiedział, jak blisko szkiełka i oka jest bariera, za którą także istnieje przestrzeń zdarzeń. I nie bał się zaglądać na drugą stronę, odłożywszy nieużyteczny aparat miar i pojęć bazujących na redukcjonizmie naukowym. Nie trzeba jednak o metafizyce milczeć, jak życzył sobie Ludwig Wittgenstein. Wojtaszek jest innego zdania, ale stawia twardy warunek: należy używać właściwego języka, a tym w kontekście świata ducha jest poezja. Jak w wierszu „Rozruch”, gdzie świat nauki musi skapitulować przed tajemnicami, których nie da się wyjaśnić „materialnymi dowodami odkryć”.

Kluczem do zrozumienia siebie i świata jest równowaga, zdaje się mówić autor Między mitem a kowadłem. Zanurzenie się w metafizyce jest takim samym objawem dysfunkcji poznawczej, jak ignorowanie jej w imię wyłącznie naukowego opisu świata. We „Wstrzymanych łowach” człowiek jest jedynie elementem świata natury, w którą tak ochoczo ingeruje. Co z tej ingerencji może wyniknąć? Albo „nowy obraz życia”, albo – co daje nam otuchę – „Wielki Reżyser / jednym tchnieniem / przywróci sprawdzony porządek”. Zresztą motyw powrotu do ustawień fabrycznych człowieka i zepsutego przez niego świata jest u Wojtasika mocnym nośnikiem nadziei.

Poeta szuka fundamentów, na których mógłby się oprzeć i nie znajduje ich w „tu i teraz”. Za Heraklitem konstatuje, iż „Panta rhei”, wszystko płynie, istnieje tylko ruch, ale nie jest to ruch uporządkowany, budujący, a raczej chaotyczny. Poeta zauważa bolesny upadek autorytetu, bo tym przecież dla czytelnika i twórcy sprzed lat był kanon, pokazując konieczny efekt tego zjawiska: rozbicie świata na niepoukładane atomy. Wtedy właśnie jest możliwe zaistnienie tak absurdalnych form, jak choćby „gwiazda niszowa”. Rozpad tradycyjnych struktur kultury, jak się domyślamy – głównie kultury pisanej, to zdaniem bohatera lirycznego przypadłość epoki opartej na mechanizmach cyfrowej komunikacji, bo świat nie uległ zagładzie, tylko „się rozpadł / na jakieś cookies”. Te „ciasteczka”, które odpowiadają przede wszystkim za precyzyjne bombardowanie widza (bo raczej nie czytelnika) doskonale dostrojonymi przekazami perswazyjnymi, a czasem także manipulacyjnymi, to jeden z fundamentalnych mechanizmów dzisiejszej epoki. Z wiersza „Panta rhei”, mimo pozornie lekkiej formy, wyziera rozpaczliwa tęsknota za starym światem opartym na stabilnym fundamencie.

W świecie pełnym ruchu i niezrozumiałych relacji jest jeden pewnik: śmierć. W wierszu „Na krawędzi” poeta prowadzi głębokie rozważania na temat kresu. Nie ma wątpliwości, że między życiem a śmiercią jest granica o wielkości „ułamka mikrometra” i możemy ją przekroczyć w każdej chwili. Człowiek od zawsze szukał sposobu na wyrwanie się z objęć śmierci, najbliżej wieczności byli poeci, stawiający sobie za życie liryczne pomniki. Bohater liryczny tomu Na końcu też będzie słowo nie ma takiej nadziei ani dla siebie, ani dla nikogo innego. Jakże gorzki jest finał tego wiersza: „kto potrafi / samoczynnie wywieść się z prochu? / nikt / nawet nie słowo / chociaż spuchło aż do krawędzie wszechbytu / kto temu sprosta?”.

Pewną odpowiedź daje wiersz zatytułowany „Skrzydła”, w którym poeta kontynuuje rozważania dotyczące ludzkiej egzystencji. Tym razem nacisk kładzie nie na kres, a na początek: „miliony gwiazd / w niedosiężnym kosmosie / utraciło swój blask / abyś mógł powiedzieć światu / jestem”. A parafrazując Romana Dmowskiego, skoro jestem człowiekiem, więc mam obowiązki człowiecze: muszę godnie przyjąć podarowane mi klejnoty, takie jak miłość i altruizm, choć przecież oba mają wektory skierowane nie do wewnątrz mnie, a w stronę Innego. W tym właśnie poeta upatruje nadzieję, choć nie wyjaśnia jej odbiorcy, obiecuje jedynie: „nie bój się ze przeminiesz / bez śladu / bez znaku na sierocym niebie”. Te same gwiazdy, które mnie witały, będą przy moim odejściu, zauważą brak. Jaką poeta ma radę dla człowieka? „Weź się w garść” – mówi i przekonuje, by „zaufać swoim skrzydłom”. Mało? Więcej by można spodziewać się po poezji dydaktycznej, a przecież Wojtasik nie tak widzi wagę swojej twórczości. Jego bohater liryczny ma zgoła trudniejsze zadanie, stojące kilka kroków przed pedagogiką: on chce rozstrzygnąć fundamentalne dylematy ontologiczne.

Choć brzmi to niezmiernie poważnie, to przecież każdy w pewnym momencie musi stanąć przed lustrem i zapytać o tożsamość odbicia z duszą, która łaknie prawdy o sobie samej i świecie wokół, w tej właśnie kolejności. W cytowanym już wierszu „Na krawędzi” poeta zadaje mimowolnie kluczowe pytanie otwierające bramę poznania: „jak wywikłać się z własnego ja?”. Bohater stojący na granicy światów, na tytułowej krawędzi życia i śmierci, dostrzega absurd świadomości, która chce rozwikłać tajemnicę własnego istnienia i śmierci. Czym jest życie, istnienie, czujemy intuicyjnie, ale śmierć? Przecież nie ma nikogo, kto by umiał zaświadczyć własnym doświadczeniem, jaki charakter ma to zjawisko, ten stan. W wierszu „Moje podróże”, który opowiada w konwencji komputerowej gry człowieczy sprint ku kresowi, bohater liryczny przestawia własną eschatologię. Według niej w momencie śmierci „wszystko łączy się ze wszystkim”, a później na człowieka czekać mogą inkarnacje doczesnych koszmarów, choćby takich jak „bolszewicka rewia sloganów / z czerwonych żywych larw”, lub wręcz przeciwnie, gdzie „wolność i miłość / stają się jednością”, jak dopowiada poeta w wierszu „Na krawędzi”.

Wojtasikowa eschatologia niesie także otuchę dla świata. Skoro ostatnia umiera nadzieja, to nie będzie już komu jej pochować ani skremować, więc… można tę śmierć upozorować! Zostanie już tylko ona jako „porozumienie zrywanych kwiatów / składanych w bukiet / w piękno które musi trwać / choć nas już nie będzie” – jak pisze poeta w wierszu „Co po nas”. Pięknem jest słowo, które pełni funkcję ostatniego świadectwa – nie ratuje człowieka rozumianego jako istotę z krwi i kości, ale pozwala ocalić sens.

Podsumowując: tom zatytułowany Na końcu też będzie słowo można odczytywać jako poetycki testament Mieczysława Wojtasika. Autor pozostawia nam spójną wizję świata opartego na wartościach takich jak pamięć historyczna, tradycja kulturowa, duchowy wymiar rzeczywistości i rola wspólnotowego kształtowania indywidualnej tożsamości. Testament ten nie jest tylko diagnozą świata, lecz odważną próbą jego ocalenia poprzez wskazanie trwałych punktów odniesienia.