Kiedy czytam nie tylko wiersze Grega Koniecznego, ale również inne jego próby literackie, zwraca uwagę tonacja dekadencka i światopogląd katastroficzny. Można się zgodzić z jego diagnozami współczesności, z poczuciem rozpadu wartości, z niepokojem wobec świata, który coraz trudniej objąć rozumem.
Ale czy właśnie na tym kończy się zadanie literatury? Czy wystarczy opisać katastrofę, żeby dotknąć jej istoty? Szukamy przecież w literaturze również poczucia sensu tego dramatu, w którym jesteśmy uwikłani. Literatura nie daje gotowej recepty na życie, nie usuwa cierpienia ani nie porządkuje świata według naszych oczekiwań. Pozostaje jednak pytanie, czy biedny człowiek, zagubiony wśród ruin własnych wyobrażeń, nie szuka przede wszystkim zadomowienia w kosmosie chaosu.
W twórczości Koniecznego szczególnie wyraźne jest doświadczenie pęknięcia. Człowiek nie znajduje się już w świecie, który można uznać za oczywisty i przyjazny. Dawne hierarchie tracą swoją moc, język przestaje być pewnym narzędziem opisu rzeczywistości, a kultura zamiast dawać schronienie coraz częściej ujawnia własną bezradność. Poeta patrzy na ten proces bez złudzeń. Nie próbuje przywracać dawnego porządku za pomocą łatwych pocieszeń.
Katastrofizm Koniecznego nie jest więc wyłącznie przewidywaniem przyszłej katastrofy. Jest przede wszystkim sposobem odczuwania teraźniejszości. Katastrofa już się wydarzyła albo dokonuje się właśnie teraz — w świadomości człowieka, w jego relacjach z innymi, w języku, w kulturze. To poczucie życia pośród rozpadu staje się jednym z podstawowych doświadczeń jego literatury.
Warto jednak zapytać, co dzieje się z człowiekiem po rozpoznaniu katastrofy. Samo rozpoznanie nie wystarcza. Można przecież bez końca opisywać rozpad, mnożyć obrazy pustki i bezsensu, wskazywać kolejne symptomy kryzysu. Literatura zaczyna być naprawdę interesująca dopiero wtedy, gdy katastroficzna diagnoza staje się próbą odpowiedzi na pytanie: jak żyć pośród tego, czego nie można już naprawić?
I tutaj twórczość Koniecznego odsłania swoje drugie oblicze. Pod powierzchnią pesymizmu można dostrzec potrzebę zakorzenienia. Człowiek, który doświadcza chaosu, nie przestaje przecież potrzebować domu, bliskości, pamięci, języka i drugiego człowieka. Nawet jeśli nie wierzy już w wielkie systemy wyjaśniające świat, nadal szuka miejsca, w którym mógłby powiedzieć: jestem stąd, należę do tego świata, moje życie nie jest całkowicie przypadkowe.
Być może dlatego w literaturze Koniecznego tak istotne pozostaje napięcie między rozpadem a potrzebą ładu. Nie chodzi przy tym o powrót do utraconej niewinności. Tego rodzaju powrót jest niemożliwy. Człowiek współczesny wie zbyt wiele o przemocy historii, o kruchości wartości, o zawodności własnych przekonań. Zadomowienie nie może więc oznaczać odzyskania dawnego, bezpiecznego świata. Musi oznaczać próbę zamieszkania w świecie, który jest niepewny.
W tym sensie poezja Koniecznego może być czytana jako zapis poszukiwania miejsca pomiędzy rozpaczą a nadzieją. Nie jest to nadzieja łatwa ani deklaratywna. Nie wynika z przekonania, że wszystko ostatecznie dobrze się ułoży. Jest raczej elementarną potrzebą człowieka, który mimo świadomości katastrofy nadal mówi, patrzy, pamięta i próbuje nazywać rzeczywistość.
Literatura nie musi więc zwyciężać chaosu. Być może jej zadaniem jest coś skromniejszego i zarazem trudniejszego: nauczyć człowieka przebywania w chaosie bez całkowitego rozpadu własnego świata wewnętrznego. Wiersz nie odbuduje zniszczonego świata, ale może stać się miejscem chwilowego zamieszkania. Słowo nie naprawi rzeczywistości, lecz pozwala zachować wobec niej przytomność.
Konieczny jest interesujący właśnie wtedy, gdy jego katastrofizm nie zostaje sprowadzony do czarnej diagnozy współczesności. Za obrazami rozpadu można bowiem odnaleźć człowieka, który mimo wszystko nie rezygnuje z poszukiwania sensu. To napięcie nadaje jego pisaniu wewnętrzną energię. Katastrofa jest punktem wyjścia, niekoniecznie punktem dojścia.
Można zatem powiedzieć, że jego literatura wyrasta z doświadczenia wykorzenienia, ale zarazem jest próbą odzyskania choćby minimalnego zakorzenienia. Nie proponuje bezpiecznego domu, ponieważ takiego domu nie ma. Próbuje raczej zbudować jego namiastkę z języka, pamięci, obrazów i samego aktu pisania.
Być może właśnie tutaj znajduje się najważniejsze pytanie tej twórczości: czy człowiek może poczuć się u siebie w świecie, którego nie rozumie i którego nie potrafi naprawić?
Odpowiedź nie musi być jednoznaczna. Literatura Koniecznego nie daje nam komfortu rozwiązania. Pozostawia nas raczej z człowiekiem stojącym pośród ruin, który nadal próbuje mówić. I może właśnie ten gest — niezgoda na milczenie mimo świadomości katastrofy — jest najważniejszym śladem nadziei ukrytej w jego pisaniu.
Bo zadomowienie w chaosie nie oznacza pogodzenia się z chaosem. Oznacza próbę odnalezienia własnego miejsca tam, gdzie żadnego pewnego miejsca już nie widać.

