Publikacje

Zinajda Gippius (1869-1945), cz. I, przeł. Andrzej Lewandowski

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Spis treści


Akant 2014, nr 7                                                 

 

Miłość jest jedna

Raz się zapieni fali grzywa
Zanim ją znów pochłonie morze.
Miłość jest jedna – ta prawdziwa,
Serce zdradami żyć nie może.

Czasem kłócimy się, gniewamy,
Lecz w sercu nic się nie zmieniło;
Kłamiemy, ale nie zdradzamy.
Jedna jest dusza – jedna miłość.

Tak jednostajnie, dniem i nocą
Długiego życia nić się przędzie…
Ale ta stałość jest pomocą,
Jedna jest miłość – zawsze będzie!

Bo nieskończoność jest w stałości,
Głębia jest w tym, co się nie zmienia.
I coraz bliżej do wieczności;
 Miłość jest jedna – bez wątpienia.

Miłości naszej krew oddamy,
A wierność nigdy nie zawodzi.
Jedyną miłością kochamy
Która raz, tak jak śmierć przychodzi.

                                                  (1896)
                                      

Pójdź za mną

Na wpół uwiędłych lilii aromaty
Niepokój szerzą w myśli mych tumanie.
O mojej śmierci mówią mi te kwiaty,
O chwili, kiedy mnie już tu nie stanie.

Spokój dla duszy, która zniosła tyle;
 Już nie ucieszę jej ani nie zranię.
Ty zapamiętaj me ostatnie chwile,
Chciej mnie zrozumieć, gdy mnie już nie stanie.

Wiem, że jest krótka ma droga mogilna,
Niebawem biedne serce bić przestanie.
Lecz wiem, że miłość jest niby śmierć silna,
Więc kochaj dalej, kiedy mnie nie stanie.

Chociaż Nieznane ujrzę kiedyś w Niebie,
Z ufnością czeka moje serce na nie,
Lecz ja w rozłące nie zapomnę ciebie!
I ty pójdź za mną, kiedy mnie nie stanie.

                                                  (1895)

Prawda albo szczęście

Lękasz się o mnie – ja o ciebie boję,
Jednak odmienne odczuwamy trwogi.
Choć o tym samym marzymy oboje,
Różne do celu postrzegamy drogi.

Ty się „po ludzku” litujesz nade mną –
Bolesne bywa wszak poszukiwanie.
Chcesz bym szła drogą łatwą i przyjemną,
Gdzie mnie cierpienie żadne nie zastanie.

Ja się o ciebie lękam „po Bożemu”.
Jeżeli kocham – to zawsze dla Boga.
I tym promienniej będzie sercu memu,
Im bardziej będzie ognistą twa droga.

O cichą przystań dla ciebie nie proszę,
Ja się obawiam spokoju błogiego.
Nie o twe szczęście modlitwy zanoszę –
Lecz o to, co jest ważniejsze od niego.

                                                  (1902)

                                                  Z rosyjskiego przełożył Andrzej Lewandowski

 


Akant 2014, nr 10                                                  

 

Bezsilność

Patrzę na morze chciwymi oczami,
Jak gdybym była do ziemi przybita.
Stoję nad przepaścią, nad niebiosami,
Lecz się nie mogę unosić w błękitach.

 

I życie i śmierć budzą we mnie trwogę.
Nie wiem, pokorną być czy się buntować…
Choć Bóg mi bliski –  modlić się nie mogę;
Miłości pragnąc, nie mogę miłować.

 

Ku słońcu obie dłonie wyciągnęłam…
Widzę, jak w szarych obłokach się chowa.
Wydaje mi się, że prawdę pojęłam,
Ale wciąż dla niej nie znajduję słowa.

                                                  (1894)

 

Zachód

W blasku dogasających zórz,
Jeszcze ostatnia sosna płonie,
Lecz wkrótce mrok ją też pochłonie.
Dzień skończył się –  nie wróci już.

Minął, przeleciał niby ptak,
Nic się wielkiego nie zdarzyło.
Wszystko zwyczajne w tym dniu było,
A nie powtórzy się i tak…

                                                  (1928)

 

Sosny

Ciągle czegoś się spodziewam,
O tym samym myślę wciąż.
Wieczór w okno me się wlewa,
Pod oknem sosnowy gąszcz.

Pnie tych sosen purpurowe,
Kłujący, ponury las.
Pnie surowe, pnie sosnowe
Skrzypią, skrzypią cały czas.

Coraz większe mam pragnienia
Rodzące się w moich snach –
Lecz to tylko ból zwątpienia
Przy zamkniętych szczelnie drzwiach.

Sosny kołyszą się, chwieją
I szum ich tu słyszę wciąż.
One tam się ze mnie śmieją,
Szumem swym tak ze mnie drwią:

„Bezradne są i bez siły
Wszystkie dręczące cię sny.
Spójrz, my też jesteśmy pyły,
Tak samo suche jak ty.

Kołysząc się tu bezpieczne,
Niezmiennie każdego dnia,
Martwe jesteśmy i wieczne,
Podobnie jak dusza twa.

W bezpłodnej buntowniczości
Duch w tobie dawno już sczezł.
Twojej duszy brak czułości,
A serce jak igła jest.”

Nie słucham, zatykam uszy.
Sosny, ja przeklinam was!
Nie zamienię mojej duszy
Nigdy w obojętny głaz.

Miłości pragnę i wiary –
Ale śpi wciąż dusza ma…
Śmieje się chór sosen szarych,
Które kłują tak jak ja.

 

Pocałunek

Kiedy z uśmiechem, pieszczotliwie,
Chcę twarz do twojej zbliżyć twarzy,
Nie kryj się Agnes tak lękliwie,
Sam nie wiem, co się potem zdarzy.

Znam radość tych zbliżeń uroczych,
Które marzenia rozbudziły.
Czy zdołam chwile te zjednoczyć
I dotknę kiedyś twych ust miłych?

Nie bój się, czyste me spojrzenie,
Choć serce krwią pulsuje żywą.
Słodko jest czekać na spełnienie…
Agnes! Nie bądź tak niecierpliwą.

Czy bliskie coś czy oddalone,
Wszak jednakowo jest trwożliwe.
Ja kocham to, co niespełnione
I niewiadome – lecz możliwe.

Twe usta drżą, choć nie wiesz Agnes,
Przed jakim chronię je płomieniem.
Mym pocałunkiem tylko pragnę
Dotknąć twych warg przez krótkie mgnienie.

                                                  (1903)

 

Uśmiech

Zapewniam, nigdy już nie zwiodą mnie
Manowce dawno przeżytych goryczy,
Choć wciąż się kryją gdzieś, na duszy dnie,
Ich smutne ślady nie zatarte niczym.

Lata mijają, serce się nie zmienia,
Żadna się chwila nie powtórzy nam.
Z wszystkich radości najbardziej doceniam
Dziś miłość, którą niepodzielną mam.

Szczęścia, obawy, wstydu nie ma w niej,
Nie wiem też dokąd ona mnie prowadzi…
Ale jest jedna pewność w duszy mej:
Choć ja się zmieniam – serce me nie zdradzi.

                                                  Z rosyjskiego przełożył Andrzej Lewandowski

 


Akant 2014, nr 12                                                 

 

Wiersz sentymentalny

Siedzę samotnie, zamyślona,
Za oknem milczy śnieg puszysty.
Cisza… Kwiaty… Lampa przyćmiona –
A wkoło leżą stare listy.

 

Milczę, powoli czas upływa,
Już niemal słyszę ciszy tchnienia…
Treść listów wciąż jest dla mnie żywa,
Miłe przeszłości są wspomnienia.

 

Odeszły w nicość wszystkie cienie,
Została tylko radość czysta.
I dzisiaj z głębokim wzruszeniem
Zagłębiam się w spłowiałych listach.

 

„Ja będę kochał, śmiercią gardząc,
Aż po ostatnie życia tchnienie…”
Nie nadaremnie pragnął hardo
Zwyciężyć śmierć śmiały młodzieniec.

 

Miłość się w duszy wypaliła…
Cóż nam po snach ulotnych teraz?
Lecz sprawia tajemnicza siła,
Że słowo nigdy nie umiera.

 

Te słowa padły w uniesieniu,
Może kłamliwie lub zbyt śmiało;
Smutki uległy zapomnieniu,
Lecz słów zapomnieć się nie dało.

 

Snują się liter czarnych roje,
Przypominają dawne dzieje.
Tylko czystością i spokojem
Od ich nieprawdy dzisiaj wieje.

 

Niech słowa listu pożółkłego
Wciąż się w pamięci mej zjawiają.
Te dzieła serca śmiertelnego,
Większą moc od ich twórcy mają.
…………………………………………………
Za oknem głuchej nocy cienie,
Usnęły kwiaty, milczą śniegi…
A ja wciąż patrzę ze wzruszeniem
Na tych wyblakłych liter ściegi.

 

Zawierzenie

Nieboskłon chmurny jest i niski,
Wysoko płyną myśli moje.
Dlaczego, choć jesteś tak bliski,
Samotni jesteśmy oboje?

Bezlitosna jest moja droga,
U jej kresu śmierć się pojawi.
Lecz ja kocham siebie , jak Boga –
Miłość moją duszę wybawi.

Jeśli trudów drogi nie zniosę,
Małodusznie zacznę narzekać
I bunt przeciw sobie podniosę
I na szczęście zapragnę czekać –

Ty nie opuszczaj mnie w potrzebie,
Kiedy chwile próby przychodzą.
Słaby bracie mój, proszę ciebie,
Pomóż, pociesz, nawet mnie zwodząc.

Nas złączyło to, co nam bliskie,
Wspólną drogą stawiamy kroki.
Niebo jest złośliwe i niskie,
Lecz duch nasz –  wierzę –  jest wysoki.

 

Kwiaty nocy

Strzec się nam trzeba nocnych godzin,
One złe piękno w sobie mają.
Śmierć wtedy do ludzi podchodzi
I dziwne kwiaty ożywają.

Ciche, ciepłe są ściany moje,
Choć w piecu węgle się nie żarzą.
Ja się zdrady tych kwiatów boję –
Nienawiścią mnie one darzą.

Wśród nich płonę i czuję trwogę,
Ich zapach jest duszny i śmiały –
Ale ujść przed nimi nie mogę,
Bo niechybne tych kwiatów strzały.

Nocnym chłodem w okno powiało,
Gasną zórz ostatnich szkarłaty…
Delikatne ożywa ciało
I zbudziły się już złe kwiaty.

Kapią krople jadu leniwe,
Z mej arumy kwiatów na dywan…
Wszystko tajemne jest, fałszywe…
Wszędzie jakiś spór się rozgrywa.

Cicho kwiaty szeleszczą, dyszą,
Jak wrogowie śledzą me kroki.
Wszystko co myślę –  wiedzą słyszą
I zabójcze gotują mi soki.
   
O, nie ufajcie nocnej porze
I nie wierzcie w piękno zdradliwe!
Każdy śmierci blisko być może,
Tylko kwiaty wtedy są żywe.

                                                  Z rosyjskiego przełożył Andrzej Lewandowski

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok