- Ariana Nagórska
- "Akant" 2010, nr 12
Ariana Nagórska - NISZA KOZIOROŻCA
Konkursowy kalejdoskop
Temat ten jest tak popularny i fascynujący, że z góry zakładam nieco większą od zwyczajowej objętość tekstu. Konkursy literackie (a zwłaszcza poetyckie) rozkwitają (niektórzy twierdzą, że plenią się niczym chwasty) jak kraj długi i szeroki.
Wkurzają zwłaszcza tych, którzy natrętnie podkreślają, że nigdy w nich udziału nie brali. Przypomina mi to kawał o polskim piekle, gdy facet zupełnie niezainteresowany hodowlą kur dostawał białej gorączki na samą myśl, że inny facet taką właśnie hodowlą się zajmuje i ma z niej pożytki.
„Autor konkursowy" to w niektórych środowiskach pojęcie pejoratywne. Zawsze się zastanawia-łam, jaki autor byłby w tych środowiskach ceniony. Z obserwacji wynika, że tak zwany „koleś czasopiśmienniczy". Jeśli snobi z podziwem mówią, że ktoś publikował np. w czasopiśmie X, w czasopiśmie Y itd., najlepiej zapytać, CO publikował? Takie oczywiste z pozoru pytanie uchodzi za szczyt złej woli i złośliwości, bo mało kto poza samym autorem potrafi na nie odpowiedzieć. Na dodatek autorzy najsilniej ustosunkowani w redakcjach, na pytanie CO i GDZIE publikowali, też mają kłopoty z odpowiedzią, bo liczne znajomości wpływają na zastraszający rozwój weny twórczej, gdy tymczasem pojemność ludzkiego mózgu i pamięci jest ograniczona. Zamiast więc się podśmiewać, lepiej optymistycznie założyć, że autor niepamiętający gdzie publikował, a zwłaszcza co napisał – to po prostu przedstawiciel elity! Skoro nie wie autor, także sporadyczny czytelnik ma prawo nie wiedzieć. Już same nakłady tak zwanych pism prestiżowych najlepiej świadczą, jaki te pisma mają odbiór (a nie uwzględniam tu wcale przeznaczonych na przemiał zwrotów z placówek dystrybucyjnych). Na tym tle konkursowicze pod względem czytelnictwa wypadają o niebo lepiej, bo nie ma rady: aby zorientować się, jakie wiersze w danym miejscu mogą zyskać uznanie – trzeba publikację pokonkursową (a zwłaszcza utwory laureatów) przeczytać! Zauważyłam też ze zdumieniem, że wręcz całe rzesze konkursowiczów doskonale wiedzą, kto (nawet przed laty) jakąś frazę od kogoś zerżnął, potrafią cytować i plagiaty, i (dla porównania) oryginały, znacznie szybciej od skołowanych jurorów wychwytują utwory, które według regulaminu powinny podlegać dyskwalifikacji, bo były już wcześniej nagradzane lub publikowane. Co znamienne, ci czytelnicy nie miewają amnezji i ZE SZCZEGÓŁAMI potrafią podać informację, kiedy, gdzie (a nawet, na jakiej stronie!) dany wiersz się ukazał, jaką nagrodę dostał na przykład w minionym dziesięcioleciu, ile złotych wtedy autor zarobił legalnie, a ile zgarnął nielegalnie, startując kolejny raz z tym samym utworem. Cieszy mnie, że wiedza literacka łączy się tu z ekonomicz-
ną, zadając kłam opiniom o niepraktycznym bujaniu literatów w obłokach.

