Utkana z wronich piór pamięć
rozpięła się jak dym
nad równiną.
Obracam się w sobie.
Okrąg zakreślony skrzydłem jastrzębia widzę,
w nim stadko kuropatw w szarą grudę zbite.
Zając uprzedza stopę.
Jeszcze obrót,
skrzypnięcie,
rękę wyciągam –
ojciec mi kosę podaje.
Szeroko stopami
i równo – radzi.
Tak już nie potrafię.
Przywykłem do zrywów,
nagłych łomotów serca,
zajęczych biegów…
Czyżby to strach przed
żniwem, ojcze?
Długa sekunda
Ostatni obraz spadł z siatkówki oka
z cyst pamięci
uciekły wydarzenia
daty i okoliczności
wypróżniła się butelka
ze szkolnych harców
puszczona w odmęt oceanu
okna opustoszały jak sezamy
z prześwietlonych laserem skarbów
Pomimo to czułem żylaste
jak snop wikliny ramię Ojca
i dłoń Matki
z ciepłych mydlin wyjętą
To znaczy że kula ziemska
nie spadła Nikomu na głowę
a anioł z kosą chciał tylko
zagrać ze mną w chowanego
Kaskader
pierwszy z wyboru kaskader
znowu spadł z konia
mustang nie daje się
po raz drugi oswoić
trzeba przestawić zegary
paproć w bursztynie zakwitła
milowy krok historii
znów trafił na ślad
pierwszego kaskadera
Globalizacja
między młotem a kowadłem
mózg świeży parujący
ma prawo wybić się
na niepodległość
i zaistnieć jako dzieło sztuki
o globalnej jasności wyrazu
świadectwo czystości rasowej
nie będzie potrzebne
ani wypis z księgi meldunkowej
jeśli to organ krwiopijcy
to każdy
wytrawny światowiec napomknie
o agresywnym biznesie
a jeśli kretyna
to wszyscy klękną z podziwu
że tak sprytnie się ustawił
- Mieczysław Wojtasik
- "Akant" 2011, nr 12

