Archiwum

Ariana Nagórska - Portret demona od strony ogona

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Pan Bazyli Świrski, mimo odlotowego nazwiska, był człowiekiem maksymalnie zrównoważonym. Dobrze pracował, dobrze jadł i dobrze spał. Jednak gdy żona wyjechała do sanatorium, jadł już znacznie gorzej, a Polak kiedy głodny – to zły. Po raz pierwszy w życiu zaczęło go wkurzać, że na klatce schodowej leży pełno ulotek reklamowych. Z dnia na dzień nakręcał się coraz bardziej, aż w końcu postanowił zadzwonić do administracji, by zrobiła z tym porządek. Gdy jednak podszedł do telefonu, wzrok jego padł na leżącą obok pustą kartkę i długopis. Natychmiast zrezygnował z telefonowania i zasiadłszy przy stole, napisał:
                                               W moim bloku dużo ludzi
                                               ulotkami schody brudzi.
                                              Zamiast wrzucić do śmietnika,
                                              to wysiłku się unika.
Ale mi się rymnęło! Wiersz jak w pysk strzelił! Tylko jakiś taki niewzruszający. A poeta (jak pamiętam ze szkoły) wzruszać powinien aż nawet do płaczu. Zjem tylko grochową z paczki i spróbuję napisać jeszcze jedną zwrotkę. Dobrze, że to natchnienie przyszło akurat na wiosnę. Zimą bym, kurde, chyba musiał spasować!
                                              Ptaszek chciał swe gniazdko uwić.
                                              Czemu uciekł? Szkoda mówić.
                                              Wokół wiosna taka cudna,
                                              a schodowa klatka brudna!
          Nawet grochówki już biedak nie dojadł, tak go sparło, by pognać z utworem do redakcji osiedlowej gazety. – Temat na czasie – orzekli redaktorzy. – Kupujemy to. – Za ile? – Czyś pan oszalał?! Tak się tylko mówi. My, profesjonalni filozofowie, pracujemy w tej gazecie społecznie, a mielibyśmy płacić amatorom? – Przepraszam. Myślałem, że amator to dużo więcej jak filozof. – Amator zawsze myśli, że myśli i nie wie, że nic nie wie! – podśmiewali się filozofowie, kształceni najwidoczniej w szkole cyników. Ważne jednak, że utwór do druku wzięli.
          Po tygodniu sąsiad zagadnął pana Bazylego: – Ho, ho! Nie wiedziałem, że w naszym domu mieszka taki satyryk! Aleś człowieku tym brudasom dowalił w samo sedno! Tak trzymać! – A o ptaszku też pan czytał? – Daj sobie sąsiedzie spokój ze świństwami! Tego to mamy dosyć z Internetu. Satyryków potrzeba ojczyźnie bardziej niż zboczeńców. – POETA jestem! – Zapamiętaj chłopie: zboczeńców jak robactwa, poetów jak psów, a satyryk na wagę złota każdy jeden!
         Temu sąsiadowi tylko rozróba w głowie – z niesmakiem rozmyślał pan Bazyli. – Ja jestem poprawny i wrażliwy, a nie złośliwy. Na szczęście utwierdziła go w tym przekonaniu pani Roxana Chłystek z piątego piętra. – Mój Boże! Człowiek przez lata myśli, że na schodach mija zwykłego sąsiada…i tak w tym krótkim życiu, co mu w nieświadomości mija, nawet nie zauważy, jak pewnego pięknego dnia minie prawdziwego poetę! – To czytała pani mój wiersz? – Widziałam. Wie pan… ja też piszę. Może się umówimy wieczorem, to panu pokażę? – Nie czas na czytanie! – uciął stanowczo pan Bazyli. – Muszę pisać! Po zatrzaśnięciu drzwi mieszkania sam do siebie zrzędził zgorszony: – A to nachalna lafirynda! Ledwie moja Walercia wyjechała, już mi się taka na wieczór wprasza. Póki nie wiedziała, żem poeta, to se mogłem miesiącami maślane oczy robić jak do świętego obrazka, a cycata forteca ani drgnęła. No to teraz masz babo placek z musztardą po obiedzie!
        Wkrótce potem pan Świrski z niepokojem zauważył, że jego kariera literacka jakby przygasła. Choć warował u drzwi i wyskakiwał, słysząc kroki na schodach, nikt więcej w kwestii wiersza go nie zagadnął. Wyciął więc wiersz z gazety i wywiesił na tablicy ogłoszeń. Obawiał się, że jakiś staruch z zawiści zerwie i wyrzuci lub młodzi dopiszą brzydkie wyrazy, ale nic takiego nie nastąpiło. Wiersz wisiał i wisiał. Nawet gospodarz domu nie zakleił go, wieszając własne ogłoszenia. Wreszcie pan Bazyli sam ciecia zapytał: – Zna pan ten wiersz? – Ja tam nie mam czasu o głupotach myśleć. Ludzie się nachleją, a potem piszą do gazet. Żadna sensacja.
        W końcu udręczony pan Świrski, choć panicznie bał się chuliganów, zagadnął czterech w dresowych bluzach z kapturami, bluzgających pod blokiem. – Chłopaki, wejdźcie proszę do środka i dopiszcie jakiś brzydki wyraz przy wierszu, który wisi na tablicy ogłoszeń. – A po ch…? – Bo dzięki temu wiersz będzie zwracał uwagę czytelników. – Się zrobi, dziadku, ale kopsnij szluga. – To znaczy co? – Jak skołujesz zioło, będzie nam wesoło. – No to poczekajcie, skoczę do warzywniaka. – Nie mieszajcie zgredowi pod deklem, bo nam z pietruszki zrobi skręta. Zwykłe faje frajerze przynieś i będzie git! Kupił im więc Świrski cały karton Marlboro i wkrótce wokół wiersza przykuwał wzrok „łaciński ornament". Jednak  wśród sąsiadów nie ujawnili się nowi czytelnicy, a gospodarz domu (choć pomstując, bluzgi ze ścian ścierał Domestosem) wierszowi nadal uwagi nie poświęcał. Na dodatek nie przyszła też żadna nowa propozycja z osiedlowej gazety. Stanął więc Świrski w drzwiach redakcji jak wyrzut sumienia. – Co to za stoik? – dociekali redaktorzy. – Jak to? Drukowałem u was wiersz i chcę odtąd aż do śmierci robić karierę właśnie na waszych łamach. – Zrobisz i po śmierci, tylko napisz pan felieton. – Fe…co? Ja miałbym  pisać jakieś świństwa? POETA jestem. – Oj, znowu idealista subiektywny. Osiedlowy Berkeley! – Panowie redaktorzy mnie z kimś mylą. Nazywam się Świrski! – To akurat widać (pod warunkiem, że zechcemy patrzeć).
          Diabli chyba nadali tych filozofów w gazecie. Lepiej pójść do domu, bo a nuż ktoś przyjdzie po autograf. Najwyższy już czas obdzwonić wszystkich znajomych i powiedzieć o wierszu. Zrobię też kilkadziesiąt odbitek i prześlę Walerci. Niech odczyta przy świecach i rozda kuracjuszom w sanatorium. Jak sam nie zadbasz o reklamę, to nawet z największym talentem daleko nie zajdziesz!
________________________

Nie minęły trzy tygodnie, a wzorowy dotąd obywatel Bazyli Świrski znalazł się w areszcie pod zarzutem gróźb karalnych, włamania, molestowania dzieci oraz wymuszenia rozbójniczego z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Gazeta osiedlowa podała, że łomem wyważył drzwi do jednego z mieszkań i atrapą broni palnej sterroryzował małżeństwo Cieluchów, które z dwojgiem nieletnich dzieci oglądało telewizję. Zmusił przerażonych domowników do wielokrotnego wysłuchiwania ciągle tego samego wiersza z motywem pornograficznym. Psychiatrzy nie dopatrzyli się jednak odchyleń od normy. Przestępca nie był też pod wpływem alkoholu ani narkotyków. Zdiagnozowano tylko ostry nałóg sławy, ale to w dzisiejszych czasach świadczy tylko o doskonałym zdrowiu psychicznym, aresztowany więc w majestacie prawa odpowie za swój haniebny czyn.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok