Archiwum

Kamil Ryta - Opowiadania krótkie

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Spis treści


Brzydcy

Oboje nie byli zbyt atrakcyjni. Mądrzy też nie byli. On nie poszedł na studia, bo to strata czasu. Ona skończyła jakiś kierunek, ale nic jej z tego nie przyszło. Harowali po dziesięć godzin dziennie za minimalną stawkę i nie mieli dla siebie czasu. Szare poranki wypełniał im dojazd do pracy w ciasnym autobusie. Mieszkali w kawalerce na obrzeżach miasta. Nie mieli miejsca ani pieniędzy na dziecko i udawali przed sobą nawzajem, że wcale go nie chcą. Ciężko było im myśleć o samotnej starości. Nie byli jednak najmądrzejsi, więc wierzyli, że zawsze będą młodzi.


Foka

Korzecki musiał wytłumaczyć się z wielkiej pluszowej foki lezącej na jego łóżku.
- Wojtek ją przyniósł.
Od kiedy rodzice Korzeckiego wyjechali, wpuszczał do siebie wszystkich rozbitków. Wojtka też wpuścił.
- Nie gadaliśmy wiele - mówił Korzecki - Głównie staliśmy na balkonie i paliliśmy. Potem wyjechał i zostawił fokę.
Wojtek w ogóle niewiele mówił. Lubił pływać na łódkach i jeździć na rowerze. Pewnie latałby, gdyby mógł. Do tego pojechał na matematykę stosowaną, do Szwajcarii.
Robił te wszystkie rzeczy, a potem wracał do Polski, do Gdyni i z niczego się nie spowiadał.
Wszyscy wiedzieliśmy, że foka jest od laski, która go rzuciła. Tylko tyle.
Kiedy kolejny raz stali i palili na balkonie, Korzecki zapytał o fokę.
- Powinna zostać tutaj,  nad morzem - stwierdził Wojtek.
I wyjechał.

 


Geniusz

Kiedy miałem czternaście lat i pisałem swoją pierwszą książkę, uważałem, że jestem geniuszem i to najlepsza powieść na świecie.
Rok później skrytykowała ją pierwsza lepsza dziewczyna i zacząłem mieć wątpliwości.
Po dwóch latach miałem przedstawić ją jako projekt do szkoły. Ślęczałem nad nią dwa tygodnie ferii analizując każde zdanie.
Prezentacja książki nie wyszła za dobrze, ale nie to było najgorsze.
Najgorsza była świadomość, że jednak nie jestem geniuszem i nic się z tym nie da zrobić.

 


Killer

Kiedy wprowadzili siedemnastoletniego Thomasa Lane'a na salę sądową usiadł obok swojego adwokata. Zdjął niebieską koszulę. Pod spodem miał biały T-shirt ze słowem "Killer" nabazgranym markerem.
Sędzia zdawał się nie zwracać na to uwagi.
- Thomasie Lane, jest pan oskarżony o zabicie trzech uczniów przy użyciu broni palnej. Czy przyznaje się pan do zarzucanych mu czynów?
- Tak.
- Czy zdaje pan sobie sprawę, że może dostać dożywocie?
- Tak.
- Czy chce pan złożyć jakąś deklarację?
Thomas Lane pochylił się nad adwokatem, po czym skierował do rodzin zabitych.
- Ręka, która zabiła waszych synów teraz codziennie wali konia.
Gdy to mówił miał przed oczami matkę, swój samochód stojący na podjeździe i dziewczynę, którą po raz pierwszy zaprosił do kina i której więcej nie zobaczy.

 


Obietnica

Jako dziesięciolatek tańczyłem z koleżanką na dyskotece szkolnej, kiedy podszedł do mnie jakiś ważniak z kolegami. Powiedział, że wyglądam jak frajer, bo nikt inny nie tańczy tutaj w parze. Bez zastanowienia porzuciłem koleżankę i zacząłem tańczyć jak reszta. Potem się tego wstydziłem. Obiecałem sobie, że już nigdy nie będę tchórzem.
Do dzisiaj to sobie obiecuję.

 


Sprawa

Impreza chyliła się ku upadkowi. Wtedy podeszła do mnie i spytała:
- Może zostaniemy na noc?
Złapała mnie za rękę. Potem wyjęła komórkę i wyszła do pokoju obok. Ja poszedłem do salonu, gdzie był już tylko gospodarz. Spytałem, czy możemy u niego spać.
- Nie ma sprawy.
Wróciła ciągle rozmawiając.
- Dobra – mówiła łamiącym się głosem – Niech tata przyjedzie.
Rozłączyła się. Miała szkliste oczy. Usiadła na kanapie i przytuliła się do mnie. Schowała głowę w moim ramieniu, a gospodarz dyskretnie wycofał się do kuchni.
- Nie martw się tym – powiedziałem.
- Chciałam po prostu być z tobą.
Głaskałem ją po włosach dopóki nie usłyszeliśmy samochodu. Jej ojciec wyszedł z auta i zwrócił się do mnie:
- Podwieźć cię gdzieś?
- Tak.
- Gdzie?
- Gdziekolwiek.

 


Studenciak

Był studentem archeologii i wiedział, że ludzie nie traktują go przez to poważnie. Słyszał o jednym kolesiu, który po tym kierunku wyczaił dobrą fuchę i gorąco wierzył, że jemu też się uda.
Lubił słuchać muzyki. Miał w domu wiele albumów, chociaż często zapominał tytuły piosenek i nazwy zespołów. Kupił sobie gitarę akustyczną, elektryczną i basową, ale nie umiał na nich grać.
Siedzenie w domu sprawiało mu kłopot, więc ciągnęło go do ludzi. Często można było spotkać go na plaży obok jakiegoś ogniska. Lubił ogniska, ale nie lubił ich rozpalać. Na plaży imprezowicze dzielili się na grupki. Należał do każdej, ale jednocześnie do żadnej. Czasami, gdy podchodził do jednej z nich, robiło się niezręcznie cicho.
Gdy zmierzchało, a on akurat czuł się samotny, przytulał się do chłopaków, bo do dziewczyn było trudniej.
Czasami coś mówił, ale najczęściej go nie słuchano. Kiedy desperacko szukał uwagi, cytował teksty z internetu. Albo opowiadał o Howardzie Carterze.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org
We use cookies

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok