- Juliusz Dowgwiłłowicz-Nowicki
- Polecane
Juliusz Dowgwiłłowicz-Nowicki - Jaki taki wiersz
Tadeusz Różewicz
Tadeusz Różewicz
Kiedy wstaję rano, opadają mi ręce i nie mogę związać końca z początkiem. Końca nocy z początkiem dnia. Ręce opadnięte, mogę wzruszyć ramionami, mrugnąć, coś mruknąć, ale już nie powiedzieć. Widzę, mimo wady wzroku, bo ona nie pogarsza się widocznie / w sposób widoczny z dnia na dzień. Mój dom stoi w środku lasu, na polanie. Na niskim, drewnianym progu leży kurz. Czeka, żeby się unieść, kiedy otworzę drzwi, bo wtedy, w dni letnie i słoneczne, zamienia się w złoty pył. Tylko dla mnie. Najpierw opuszczam klamkę, a potem kucam przy podłodze i popycham drzwi, które otwierają się powoli na zewnątrz, a szary kurz zaczyna tańczyć i zamienia się w złoty pył. Odkąd tu mieszkam, zimy jeszcze nie było, a dziś mijają trzy lata.
Czymże się różni kobieta, która od dawna nie zaznała miłości męża tonącego w butelce wódki od żebraka w centrum dużego miasta, który go żalem poi? Ano niczym... Smutne twarze i bez wyrazu u obojga. Rysują sobie maskę, lecz nie dla ozdoby, a do sytuacji niezbędną.
9 lipca
Wizyta w świetnie zorganizowanym przez Liliję Zahnitko będącą wiceprezesem Stowarzyszenia Pracy Społecznej w Bydgoszczy oraz przez Fundację „Pociecha” we Wrocławiu, obozie wypoczynkowym dla sześćdziesięciu młodych Ukraińców. Nieźle zagospodarowany i utrzymany, choć bazujący na starych domkach campingowych, ośrodek Waszeta we wsi Kołatek powiat Olsztynek. Podziwiam kąpielisko w formie ogrodzonego pomostem akwenu przedzielonego bojami na dwie strefy; dla umiejących i nie umiejących pływać. Strefa dla umiejących, a więc bez kontaktu z dnem, jest znacznie większa, gdyż Jezioro Pluszcze jest bardzo głębokie, rynnowe, polodowcowe.
Moje refleksje o wymienionych niżej książkach wydobytych z ogromu pozycji wydawniczych nie są dysertacją naukową, ale propozycją zwrócenia na nie szczególnej uwagi czytelnika.
Moje refleksje o wymienionych niżej książkach wydobytych z ogromu pozycji wydawniczych nie są dysertacją naukową, ale propozycją zwrócenia na nie szczególnej uwagi czytelnika.
….wiersz
z pierwszej ręki
teatr realny
prawie
Człowieczeństwo
do uratowania
Małgorzata Grajewska jest autorką tomiku wierszy Obecność, prawie czułość. Książka jest pięknie wydana, aż przyjemnie wertować kartki. Tytuł w pełni oddaje jej zawartość. Jest tutaj liryka przesiąknięta emocjami, są miłosne perypetie, jest cała gama uczuć i dramatów. A wszystko to w klimacie energetycznym, rozedrganym, buzującym. Daleko tym wierszom do letniości. Miłość nie jest w nich ciepłym, wiosennym powiewem. Jest falą uderzeniową, która wpada między ludzi, niczym nagły kataklizm /Na krawędzi nigdy nie będę/. To początek swoistej rewolucji, w której czas przyśpiesza, rzeczy wirują, sprawy toczą się w szaleńczym tempie. Ale to również cesarstwo zmysłów, w który rządzi delikatny gest, subtelny dotyk, ceremoniał. Tę scenerię dopełnia wspomnienie Fridy Kahlo. Autorka cytuje jej przypadkowo odnalezione zapiski. Jest zauroczona tym nieokrzesanym talentem, egzotyką, wyobraźnią /Z pamiętnika Fridy Kahlo/. Przywołuje tę meksykańską malarkę w wierszu Jeśli nie malujesz siebie, nikogo nie maluj. Utożsamia się z nią, adoruje, zazdrości. Oto fragmenty:
Gatunkowa literatura popularna przeżywa od bardzo długiego czasu swój rozkwit, a właściwie – pomimo wielu światowych zawieruszeń – trwa w swojej złotej erze – i robi to w swoim egalitaryzmie wbrew gustowi wszelkiej maści krytyków, badaczy literatury i uczelnianych profesorów. Ten trend – pozytywny bądź nie – w literaturze – czyli książka jako coś bezrefleksyjnego do skonsumowania – jest już nieodwracalny. Jednak zadać sobie trzeba tylko pytanie, czy to świeży trend? Moim zdaniem nie. I na dobrą sprawę za zapoczątkowanie go obwiniać trzeba by było Johannesa Gutenberga. Wszak nikt nigdy nie zrobił więcej dla upowszechnienia literatury niż ten XV-wieczny rzemieślnik. Można zadać sobie pytanie, czy obecnie, bardziej niż kiedykolwiek, jesteśmy zalewani potokami literatury prostej, łatwej i przyjemnej? W mojej opinii to kwestia dyskusyjna. Jedno na pewno pozostaje niezmienne. Na końcu liczy się czytelnik. On, wybierając książkę, decyduje co tak naprawdę ma prawo bytu. I tu jest pole dla pisarzy, żeby pokazać, że „prawdziwe książki” nie umarły. No więc właśnie. Czy literatura piękna is not dead / jeszcze nie umarła?
Paweł Kuszczyński jest autorem tomu wierszy Mądrość dobra. To jego piętnasta książka. Poeta ma w swoim dorobku wiele prestiżowych nagród. W roku 2016 został ponownie wybrany prezesem poznańskiego oddziału ZLP. Jego ostatnie wiersze dobrze się czyta - są zwięzłe, komunikatywne, pozbawione przesadnego, poetyckiego sztafażu. Tak piszą tylko poeci dojrzali, których prowadzi życiowe doświadczenie. Nie znajdziemy tutaj stylistycznych fajerwerków, które jasny przekaz potrafią zmienić w bełkot. Próżno szukać w tych wierszach nieokrzesanej, młodzieńczej brawury. Ta poezja stąpa twardo po ziemi, jest refleksją, zadumą, rozrachunkiem. W wierszu Wskazania szukającego czeladnika pada słowo umiar. Jest ono ważne, gdyż dotyczy każdego z tych wierszy. Ich wstrzemięźliwość sprawia, że są wiarygodne, budzą zaufanie. W Drugiej stronie pada pytanie - jak wyjść z klatki przemijania i chaosu. Poeta stawia je właściwie w każdym wersie tej książki. W Kłopotach z czasem, które otwierają ten zbiór, czytamy:
Oświadczam, że liczba, użytego w tym tekście, wyrazu „strach” nie jest błędem powtórzeniowym, lecz zamierzonym efektem autorki.
W organizowanym przez Fundację Czar(t) Krzywogońca IV Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Woda i ogień” jury w składzie: Beata Anna Symałon, Stefan Pastuszewski, Kazimierz Rink nagrodziło następujących autorów: Ela Galoch, Maja Baczyńska, Tamara Tołwińska, wyróżniając Joannę Dziedzic, Wiolettę Jaworowską i Dominikę Sułkowską.