- Barbara Tomaszewska
- Nadesłane
Jan Lechoń (recte Leszek Józef Serafinowicz) to uosobienie legendy cudownego dziecka, genialnego młodzieńca i wieszcza narodowego. Przypieczętował tę legendę samobójczą śmiercią w 1956 r., skacząc ponoć z 12-go piętra nowojorskiego drapacza chmur. Na szczęście zostawił potomnym kilka arcydzieł, które zapewniły mu pozycję jednego z najwybitniejszych poetów w polskiej literaturze XX stulecia. Właściwie jest on postacią tak sławną (aczkolwiek kontrowersyjną), że dalsza wstępna prezentacja wydaje się całkowicie zbędna.
Nawet najbardziej kruche, wątłe słowo może być schronieniem, bunkrem, w którym człowiek szuka kryjówki przed atakującą go rzeczywistością, czy też jawą okropieństw, których nie potrafi psychicznie udźwignąć. Pod linijki tekstu można wsunąć swoje lęki, obawy, niepokoje, owijając się wyrazami jak polem siłowym.
Zamierzaliśmy zacząć naszą wędrówkę od Zaosia, aby była ona w chronologicznej zgodzie z kolejnymi etapami życia Adama Mickiewicza. Tak się jednak złożyło, że zaraz po przyjeździe z Polski znaleźliśmy się w Nowogródku. A że zaczął padać rzęsisty deszcz, schroniliśmy się przed nim w mickiewiczowskim muzeum. I od tego miejsca zaczęliśmy podążać śladami naszego wieszcza.
W II Rzeczypospolitej karaimskie gminy wyznaniowe istniały w Wilnie, Trokach, Lucku, Haliczu. Liczba wiernych wynosiła około 1500 osób. Posługę religijną wykonywało 9 duchownych. W porównaniu do okresu przedrozbiorowego, poza Polską znalazł się ośrodek karaimski w Poniewieżu, który przypadł terytorialnie Litwie. Przed I wojną światową działały 2 ośrodki najwyższej karaimskiej władzy duchownej hachanaty, jeden w Eupatorii na Krymie, drugi w Trokach. W tej ostatniej miejscowości urząd hachana, po śmierci Romualda Kobeckiego, pozostawał nie obsadzony w latach 1910-1927.
Zbigniew Ossoliński (1555 – 1624) wojewoda sandomierski i ojciec Jerzego, późniejszego kanclerza wielkiego koronnego, w swoich „Pamiętnikach” podaje, iż inspiratorką kolejnej interwencji była Elżbieta z Csomortanych (ok. 1572 – 1617) wdowa po hospodarze Jeremim. To ona miała namówić do swoich zamiarów zięciów, księcia Michała Wiśniowieckiego (ojca słynnego Jeremiego Wiśniowieckiego i dziada króla Michała Korybuta) i księcia Samuela Koreckiego.
21 marca 1804 roku Mikołaj Mickiewicz herbu Poraj, komornik miński i adwokat sądów nowogródzkich, ożeniony z Barbarą z Majewskich, córką ekonoma w majątku Uzłowskich w Czombrowie, kupił od Felicjana Wolskiego plac w Nowogródku, przy zaułku Racowla. Nie mając jednak dostatecznej sumy pieniędzy na postawienie na tym placu odpowiedniej dla licznej rodziny siedziby, zawarł porozumienie z jednym z nowogródzkich aptekarzy, aby ten zbudował w tym miejscu dom w zamian za kilkuletnią bezpłatną jego dzierżawę. Tak też się stało i trzy lata później zamieszkali w nim Mikołaj i Barbara Mickiewiczowie z pięcioma synami: Franciszkiem, Adamem, Aleksandrem, Jerzym i Antonim.
czyli
Podróży Guliwera ciąg dalszy (3)
„Twórcze spędzanie wolnego czasu” – to slogan najczęściej dziś przypisywany aktywności pisarskiej, bo jest najłatwiejsza i najpowszechniejsza. Łatwość i powszechność nie dotyczy oczywiście tworzenia arcydzieł ani nawet utworów napisanych z pewną dozą talentu, bo nie czas pracować nad sobą, cyzelować teksty, dumać nad formą i treścią, gdy trwa wyścig szczurów (który jednak nie obejmuje czytelnictwa). Kiedyś czytanie wiązano z rozwojem duchowym, ale człowiek oświecony materializmem w żadne duchy nie wierzy i używa zwrotu „rozwój osobisty”.
Końcem serdecznego palca nacisnął wypukły guzik uruchamiający radio. Urządzenie głośno huknęło, dochodziła szósta rano, zaczynały się poranne wiadomości:
„A” JAK - APOLLINAIRE
W roku 1889 pani Angelika Kostrowicka mieszkająca w Monako odwiedziła z dwoma synkami paryską Wystawę Światową. Jednym z nich był przyszły innowator poezji europejskiej – Guillaume Apollinaire.
Zaproszenie do Klubu Księgarza w Warszawie na spotkanie z Panią Alicją Patey-Grabowską. Spotkanie odbędzie się 15 listopada 2022 r. o godzinie 18.00 w Warszawie w Klubie Księgarza, Rynek Starego Miasta 22/24.
Świat wydawał się nie mieć końca, ciągnął się jak potężna płachta rozrzucona pomiędzy punktami skrajnymi, a ja zastanawiałem się, co oznaczy słowo „horyzont” i czy za nim wszystko się kończy?