Mój przyjaciel - poeta dzwoni ze szpitala psychiatrycznego
w Gnieźnie - wyrokiem logiki nocy znów tu
jestem Wokół tyle mroku ile się uda udźwignąć
Zastrzykami chcą mi od nowa meblować duszę
To jest kraina ciemnych czarów Wszyscy tutaj
fruwają w niebie lub pełzają w piekle
Wpadłem w czarną dziurę Trwa tu szatański
karnawał i to jest kara za niewiadome zbrodnie
Zgarniam jeszcze bezbronne imiona moich
wierszy Uchodzi ze mnie życie O północy diabeł
śpiewa mi swoją czarną kołysankę - mówi mi że
razem tracimy dar śnienia
Noc zna już wymiar kary Dusi mnie
Gwiazda Polarna w czarnym kapturze
Modlitwom zasycha w gardle -
tak przyjmują od Najwyższego
Sakrament Odrzucenia
Z telefonicznej słuchawki wypełza
ciężki oddech zmierzchu
Lekcja pokory
Kruche życie podpełza do gardła ciemną
pieśnią jak wilczym wyciem
Sęp zamieszkał w moim śnie i mówi
o daremności skowytu
Zbierasz liście w sadzie pełnym zwiędłych nadziei
Bóg przemawia śpiewem kosa
Spada gilotyna kartki z kalendarza
Podpełza kruk zmierzchu
Ciernie to kwiaty bólu
Jeszcze jeden świt spopielony po bezsennej
nocy gdy leciałeś na skrzydłach nietoperzy
Bóg pisze nuty kołysanki śmierci
- Edmund Pietrytk
- "Akant" 2010, nr 2
Edmund Pietrytk - Logika nocy
0
0

