W dzisiejszej literaturze polskiej brak książek, które by po prostu wzruszały. Wyzwalają raczej niskie uczucia z prymitywnym erotyzmem na czele. Przywódcą tych pisarskich antyuczuciowców jest Manuela Gretkowska. ANDRZEJ STASIUK (ur. 1960) daje skuteczny odpór tym tendencjom. Najlepiej o tym świadczy jego ostatnio wydana pozycja pt. Grochów będąca sugestywnym zbiorem opowiadań-wspomnień, a właściwie wzruszających nekrologów o przyjaciołach pisarza, wśród których jest także pies.
Tom Grochów to jakby aneks do tanatologii, interdyscyplinarnej dziedziny wiedzy, której przedmiotem jest śmierć we wszystkich jej aspektach. (Ostatnio wiele publikacji z dziedziny tanatologii ogłosił ks. profesor Józef Makselon). Andrzej Stasiuk budzi podziw swymi przemyśleniami na temat śmierci. Przyzwyczaił nas bowiem do reporterskich opowieści przez współczesne Dzikie Pola. Teraz pisze Stasiuk niczym wytrawny filozof. Oto zaproszenie do filozoficznej dysputy:
Bo przecież uczestnicząc w śmierci innych ludzi, w śmierci bliskich, sami trochę umieramy, sami stajemy się trochę bardziej śmiertelni. A w dalszym ciągu tego samego opowiadania pt. Suka czytamy taki passus: Jest nas coraz więcej i coraz więcej będzie nas umierać. Coraz bardziej samotnie. Przynajmniej do czasu wynalezienia nieśmiertelności. Ale zdaje się, że nawet ta wynaleziona w przyszłości nieśmiertelność będzie po prostu wydłużającą się w nieskończoność samotnością. Bo o czym w końcu będzie rozmawiać taki nieśmiertelny ze śmiertelnymi, których na nieśmiertelność nie stać?
Andrzej Stasiuk, pisząc o śmierci, czyli o sprawach ostatecznych, w sposób znaczny poszerza swe możliwości i umiejętności pisarskie. Opierając swoje pisarstwo na fundamencie nieodległej myśli filozoficznej, wpisuje się do wąskiego grona pisarzy prawdziwie metafizycznych, na co zwrócił już uwagę Michał Paweł Markowski w Europie.
Najbardziej przejmującym tekstem, serdecznym nekrologiem, jest Augustyn, rzecz o Augustynie Baranie, przedwcześnie zmarłym pisarzu, wyjątkowym człowieku, który w swym pisaniu bronił się przed nadciągającą nicością. Teraz Stasiuk broni przyjaciela z podbrzozowskich Izdebek przed naszą niepamięcią.
Kto uczciwie przeczytał Grochów, będzie inaczej patrzył na śmierć. Może będzie nawet jej ufał...?! I nie będzie chciał, aby go spalono i prochy rozsypano. Zapragnie spocząć w ziemi.
Andrzej Stasiuk: Grochów, Wydawnictwo CZARNE, Wołowiec 2012, ss. 95
Znamienici goście na biesiadzie
Od wielu lat krakowski poeta, rocznik 1939, autor ponad 20 zbiorów wierszy, obraca się w najlepszym towarzystwie poetyckim. Dowodzą tego kolejne tomy utworów. I tym razem jest podobnie. W najnowszej książce WOJCIECHA KAWIŃSKIEGO Słowo po słowie znakomici goście biesiadują razem z poetą. Bo jakichże tu mamy władców i zarazem niewolników słowa? Wszelakich! Bo jest i Słowacki, i Białoszewski, i Norwid, i Hölderlin, i Rilke, i Miłosz, i Różewicz, i Staff, i Rymkiewicz... Różne szkoły, różne wizje, różnorodne rymy i rytmy. Kawiński w tym doborowym towarzystwie świetnie się czuje, nie ma kompleksu niższości. Imponujący warsztatowo jest bilans tych znajomości, poeta szarżuje, prowadząc swoiste gry językowe, jest mistrzem sam dla siebie, bez biesiadnych powinności i przyrzeczeń spolegliwości. Ze zdumieniem czytamy na przykład taki zapis słownikowej elokwencji :
fluidy floksy fluksy
formy bezformia
fryzy z fularu
funeralne funkcje
frajerskich
frakcji
fortel
fraktalem
fortyfikacji
(Dopiski)
W Słowo po słowie Kawiński zdaje się wołać do konfraterni poetyckiej: posuńcie się poeci, ja do was mówię! Popatrzcie uważnie, zobaczycie:
Na wysokiej łące
fantastyczne
leśmiany (świecące)
Obok na chropowatym drzewie
mądre
miłoszewie
Przy wąwozie szerokim
kwiat nieznany
przybosio-oki
Bliżej z trójkolorowych strun
złożony
ja-strun
I jeszcze znad skarżyskich strun
drobny
kamienny staff
(Strefy druga wersja)
I taki jest ten Wojciech Kawiński. Mag. Z kim rozmawiasz, takim się stajesz... Z kim biesiadujesz, takim będziesz.
Wojciech Kawiński: Słowo po słowie, Wydawnictwo Towarzystwa Słowaków w Polsce, Kraków 1912, ss. 113

