Mój ostatni pobyt w Bamianie, w środkowym Afganistanie, miał miejsce jesienią 1974 roku, wtedy stałam tam na głowie Buddy po raz ostatni. Teraz, po niemal pięćdziesięciu latach, owa podróż oraz olbrzymi posąg Buddy, najwyższy w pozycji stojącej na świecie, nadal jawią mi się przed oczyma, choć nie wszystko widzę całkiem wyraźnie. Istotne, że nie jechałam wówczas do Bamianu z Polski, ponieważ wówczas już od kilku lat, około trzech, mieszkałam w Kabulu, korzystając z uprzejmości rządu afgańskiego, wspierającego moje cele w zakresie badań i dalszej edukacji afganologicznej. Od czasu do czasu, zwykle cieplejszą porą roku, zjawiał się ktoś z Polski, podróżujący w tym rejonie świata, prosząc o nocleg, informacje, rolę tłumacza i ewentualne towarzyszenie w jakiejś pobliskiej wędrówce. Tym razem pojechałam do Bamianu i Band-e Amiru z moim byłym nauczycielem literatury perskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, głównie klasycznej poezji, Władysławem Dulębą. Był właśnie na stypendium w sąsiednim Iranie i wykorzystał ową okoliczność, by wpaść także nieco dalej na wschód – do Afganistanu. Szczęśliwie wróciłam kilka dni wcześniej do Kabulu z długiej wędrówki do końca tak zwanego Korytarza Wachańskiego i mogłam, ze świeżo utrwaloną kondycją piechura na znacznych wysokościach, pełnić dla swego nauczyciela rolę organizatora i przewodnika podczas wycieczki do Bamianu i Band-e Amiru, odwiedzanych przeze mnie już wcześniej.