Debiutancki zbiór opowiadań Krystiana Kajewskiego Abcdali ukazał się w 2019 roku nakładem krakowskiego Wydawnictwa Eperons-Ostrogi. Neologizm w tytule zbioru opowiadań pisarza wywodzącego się z Sobowa odnosił się zarówno do nazwy jednego z gatunków literackich abecedariusz jak i do nazwiska jednego z malarzy surrealistycznych Salvadora Dalego.
Utwory Kajewskiego w książce zostały podzielone na dwie części „Abcdali” i „Bcdali bis”. Wszystkie miały odnosić się do dzieł jego „ukochanych artystów”, o czym informował podtytuł. Jednak zbiór opowiadań o dziełach różnych artystów w niczym nie przypominał „MW” Waldemara Łysiaka z 1984 roku, tomu szkiców wiążących się z różnymi dziełami malarskimi, w których autor zarówno uruchamiał swoją wyobraźnię, by kreować fabuły, ale także przekazywał swoje wnioski estetyczne i historyczne. Kajewski naśladując Rolanda Topora z Pamiętnika starego pierdoły, wplótł nazwiska uznanych artystów i pisarzy do przez siebie skonstruowanych fabuł, często groteskowych i obscenicznych, w których głównie na pierwszy plan wychodziły wyznania miłosne, picie alkoholu, zażywanie narkotyków, wątki i doznania erotyczne, akty twórcze różnych postaci z historii malarstwa i literatury oraz walka o sławę. Także w opowiadaniach Kajewskiego widać było różne inne wpływy – od prozy środowiskowej, bluzgów w internecie, polemik z polską kulturą i literaturą w stylu Witolda Gombrowicza z Dziennika 1953-1969, poezji Andrzeja Sosnowskiego, w której znalazły się deformacje tytułów różnych książek, po prozę beatników, postmodernistyczną i felietony polityczne. Autor odwoływał się także do pastiszu i antypowieści, używał techniki filmowego montażu w tekstach. W jego opowiadaniach fakty biograficzne, dyskusje o sztuce spotykały się z parodią i cielesnością. Dali wpadł na pomysł obrazu Uporczywość pamięci kiedy smażył jajecznicę ze strusiego jaja, Picasso inspirował się ciałem martwej kochanki zmarłej śmiercią samobójczą, Auguste Renoir podczas malowania robił sobie przerwy na branie udziału w orgiach, William S. Burroughs wkładał sobie insekty do odbytnicy, Hans Arp zarówno był rzeźbiarzem biorącym udział w programie „Rzeźbiarz szuka żony”, ale także wcielał się w rolę polskiego poety spotykającego się z różnymi innymi twórcami. Autor tomu opowiadań miał niezwykły słuch językowy i bogatą wiedzą na temat sztuki i literatury, jednakże jego opowiadania były przeładowane groteską i deformowaniem biografii artystycznych.
Pisarz ukazywał swoją niechęć do Polski w wizji Jarosława Kaczyńskiego, niejednokrotnie porównywał go do wodzów państw totalitarnych, krytykował polską niechęć do Niemców i innych obcokrajowców, co nieco dziwiło, gdyż bardzo powierzchownie podejmował tematykę historyczną i polityczną ćwicząc się raczej w spiętrzaniu inwektyw pod adresem polskich polityków, polskiej kultury i literatury, niż stawianiem diagnoz i wgryzaniem się w historię. Wiadomo, że sformułowanie „polskie obozy śmierci” miało w innych językach raczej pokazać fakt, że obozy koncentracyjne wybudowane przez nazistów mieściły się w dzisiejszej Polsce, jednakże wiele zachodnioeuropejskich środowisk miało w tym swój interes, żeby odciążyć winą za holokaust Niemców i część winy przerzucić na Polaków, biorąc pod uwagę ten znikomy procent Polaków kolaborujących z faszystami podczas II wojny światowej i to, że przed wojną Polska otrzymała od Hitlera kawałek Czechosłowacji jako zaprzyjaźniony kraj.
W najdłuższym opowiadaniu „A. jak Arp” z Hansem Arpem jako głównym bohaterem, Kajewski oceniał polską literaturę współczesną:
„Zwłaszcza Hans Arp poświęca dużo miejsca zjawisku tandetności polskiej prozy na tle prozy światowej. Porównuje Orbitowskiego do Orwella albo Huelle do Huxleya i za każdym razem wychodzi mu odpowiedź: The West is the Best. Polska proza jest tak samo beznadziejna jak polska poezja, stwierdza Arp rozgoryczony, poza Gombrowiczem i Masłowską nie ma tutaj absolutnie nic do czytania, wszystko jest zapóźnione”.
Hans Arp z francuskiego rzeźbiarza pochodzenia niemieckiego w prozie Kajewskiego przekształcił się w porte-parole autora, który z niesmakiem odnosił się do prozy współczesnej i poezji w Polsce. Jednak zamiast wskazać nieodpowiadające mu cechy we współczesnej literaturze, poza zapóźnieniem, pokusił się o styl knajpianych bon-motów, przerzucania się nazwiskami artystów i pisarzy i ich negowania przy stoliku podczas picia piwa i wskazał tylko dwa wartościowe wg niego nazwiska autorów: Gombrowicz i Masłowska jako dobrych twórców, co jednak było chyba pewnym uproszczeniem. Wydawało mi się, że jednak tych ciekawych pisarzy było o wiele więcej niż tych dwoje. Porównania z Orwellem i Huxleyem nie wytrzymałoby na pewno wielu polskich prozaików, ponieważ to powieść „1984” tego pierwszego okazała się prawzorem prozy ukazującej totalitaryzm. Jednak ze swoich metalowych kontaktów dowiedziałem się, że zagraniczni muzycy chętnie poznaliby więcej utworów Tadeusza Micińskiego po tym jak Behemoth wydał w 2009 roku płytę „Evangelion” z wierszem „Lucyfer” Tadeusza Micińskiego użytym przez Adama „Nergala” Darskiego jako tekst utworu „Lucifer”, a do tego w Szwecji niemałym powodzeniem cieszył się do dziś „Zwierzoczłekupiór” Tadeusza Konwickiego. Dodałbym ze swojej strony, że warto odkryć „Ziemie obiecaną” i „Komediantkę” Władysława St. Reymonta na nowo, które w Krakowie nadal były aktualne, ale także więcej dzieł Stanisława Przybyszewskiego, który nie tylko zrewolucjonizował polską literaturę, ale także w Niemczech był jednym z inicjatorów modernistycznych przemian literackich. Kiedyś późną twórczość Przybyszewskiego w Polsce odrzucono, ale Gabriela Matuszek w ostatnich latach upomniała się o jej docenienie. Zaś Gombrowicz był od lat na tyle uznanym twórcą i wielu innych w Polsce pisarzy inspirował swoją twórczością, że jego wpływ na polską literaturę nie był specjalnie już twórczy. Na przykład „Sześć wcieleń Jana Piszczka” z końca lat pięćdziesiątych Jerzego Stefana Stawińskiego nosiło znamiona dalekiej inspiracji „Ferdydurke. Może Kajewski chętnie sięgał po Gombrowicza przez swoje umiejscowienie środowiskowe, gdyż na „Kulturkampfach” - prowadzonych przez niego spotkaniach literackich głównie w krakowskich knajpach chętniej dyskutowano o kolejnych wydaniach prozy Gombrowicza dokonywanych przez krakowskie Wydawnictwo Literackie, a rzadziej o nowych tomikach Świetlickiego.
Przy całym tym negowaniu nowej propozycji Kajewskiego – bo poeta i prozaik pisał od lat, drukując w nielicznych almanachach i czasopismach - chciałbym jednak zwrócić mu honor i wyciągnąć kilka pozytywów z jego prozy, bo nie wszystko było nieudane w jego tomie. Dwa krótkie opowiadania „Histeria N.” i „Opowiastka o ptaku, który wyfrunął z dłoni albo ze stopy, spod pędzla” wydawały się w miarę udane. Pierwsze z nich korzystało raczej z wzorców literatury amerykańskiej niż francuskiej i było w miarę niezłym opowiadaniem na poły realnym, na poły fantastycznym, w którym para jechała samochodem w kierunku wielkiej, ognistej pomarańczy gdzieś nad horyzontem, co okazało się snem bohaterki.
Jeśli chodziło o wydanie książki, nie była idealnie skorygowana, gdyż zdarzyło mi się zauważyć kilka błędów. Także w niektórych opowiadaniach nieco chropowato były wprowadzane nowe wątki, albo pojawiał się jakiś nowy bohater nie wiadomo skąd. Poza tym jak już teksty Kajewskiego odnosiły się do konkretnych dzieł malarskich warto było w przypisach, czy gdzieś w indeksie na końcu książki zaznaczyć tytuły i ich autorów, gdyż nie wszystko rozszyfrowałem i nie sądzę by też inni czytelnicy sobie z tym tak łatwo poradzili. Tak sobie pomyślałem, że to nie polska poezja czy powieściopisarstwo były słabe, ale nowi prozaicy, krytycy i poeci nie byli często na tyle rozgarnięci by je docenić. Być może ich zainteresowanie okultyzmem i satanizmem było nikłe lub za słabe, bo przecież jeśli chodziło o dawne epoki nawet Bolesław Prus był znawcą okultyzmu. A jakby autor chciał na przyszłość krytykować i ośmieszać różnych autorów to powinien wyskoczyć z takim dziełem prozatorskim lub poetyckim, które by tamte przyćmiło.
Krystian Kajewski, Abcdali. 20 opowiadań o dziełach moich ukochanych artystów, Kraków 2019, Wydawnictwo Eperous-Ostrogi

