Archiwum

Jan Krzysztof Piasecki - Tropiąc ptaki

0 Dislike0
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Spis treści

Nad nami po horyzont stał dzwon szarego nieba.
Wissa meandrowała ku Biebrzy.
Przez mokre łąki, ku ujściu
szliśmy niosąc lornetki, kamery fotograficzne –
w bezbarwnych czapkach jesieni,
w lekkich szalikach mgiełki.
Przy ujściu Wissy, w bagnach korzeniły się krzewy –
nadzy strażnicy wody.
Gdyśmy wracali, słońce wyjrzało przez chmury
i ołowiana rzeczka na moment rozbłysła.
Potem znów poszarzały jej szerokie zakola,
trzciny, turzyce, młaki, trawy po horyzont.
Nad jedynym drzewem, ponad małym wzgórzem krążyły dwa jastrzębie –
widoczne przez lornetkę, chowały się w dali przed mym gołym okiem.
Była wśród nas dziewczyna jeszcze w wiośnie życia,
prosta, o oczach sarny.
Rozmawiałem z nią o ptakach.


Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org