Strona 2 z 2
Spacer po Sokółce
Sprężyna leży na chodniku
wypadła z zegarka, serca, duszy
trącana stopami przechodniów
bez odniesienia, luźna.
Podniosłem ją włożyłem do kieszeni
lecz mnie nie kręci.
Ortopedo wsadź mi ją w kręgosłup.
Duchu przepleć nią moją duszę.
Seksuologu napręż nią mego członka.
Ślusarzu zwiń ją w pierścień i włóż na głowę jak cierniowy wieniec.
Nie działa. Zaklęcie nie działa!
Idę
sprężyna zaczyna się prostować
kłuje, wbija się w bok
śpieszę dalej a ona głębiej, głębiej
jużem przebity na wylot;
wywija się i nadziewa mnie od drugiej strony
tak faszeruje moje ciało nitkami energii.
Zostań we mnie – proszę – a przeniosę góry
będę nieugięty
zachowam kierunek.

