Ogień
robota nie pali mi się już
w rękach przygasa kaganek
oświaty żar wiary i pożar
serca palikot smętnie wypala
trawę co powoduje jedynie pożar
lasu (a chciałby pewnie podpalić
świat) kot w siedmiomilowych
butach bierze kąpiel w rzece
heraklita który właśnie rzucił
palenie a szewcy herostrates
i kiliński zapisują się ochoczo
do straży pożarnej w gminie
prabuty moją podręczną pamięć
męczy teraz czołówka bonanzy
niefortunne rogale kazia deyny
ze spalonego oraz ato da fé
nobliwego canettiego (nie czas
żałować imienia róży gdy płoną
stosy) coś się we mnie po prostu
wypaliło
Powietrze
przyśniły mi się czarne anioły
praptaków czerwone owady
samolotów racjonalnie oświecony
balon naruszewicza i błędne
wiatraki więźnia cervantesa
ze strzaskaną lewą ręką
poruszane przez subtelne
podmuchy ducha czasów
te ludowe masy morowego
powietrza i ten podniosły
zaduch masowych grobów
sloganów kto wam dał skrzydła
ulotni myśliwi cudzych myśli
myślicie tylko o sobie
w pierwszej osobie liczby
czterdzieści i cztery
to wasze ostatnie podrywy
z wiatrem historii i pod
ja nie rzucam snów na wiatr
i nie dam się nabić w balona
Woda
najważniejsza jest rodzina
wujek hydraulik usiłuje przepchnąć
bezalkoholową wódkę ciocia
wodecka już wytrzeźwiała i tłucze
z całego serca kotlety a choć to
dziesiąta woda po kisielu
wodnik szuwarek ćwiczy falę
w nowej szkole przetrwania
pamiętasz jak w szwecji
piliśmy mirindy i sewenapy
teraz kupujemy żywą wodę
mineralną pantarei i łudzimy się
że ten świat stanie się jak
nie przymierzając arka
i wypłynie na szersze wody
ale on woli siedzieć w kącie
z uroczą małpką i z dwiema
podfruwajkami siostrami
wiatru i morza może jednak
nie spełnią się prognozy
i proroctwa spadnie deszcz
pieniędzy i znowu będziemy
zlizywać krople światła
ze swoich ust ze swoich imion
(nazywam się dwa razy u zwykłe)
Ziemia
pójdziesz bracie do umajonej matki
rodzicielki do radosnego piachu
w klepsydrze pamięci który nieustannie
sypią złe moce w szprychy wehikułu
czasu a on potajemnie układa się
z nocą bez udziału dnia co imaginacją
jest światła którego nie ma i nie będzie
pójdziesz do karmicielki która poczęła
cię bezczelnie bez zmazy niczym
ekologiczny płodozmian w urojonym
ogrodzie słów nie jesteś jeszcze
warzywem gnijącą formą materii
popiołem w urnie maszyny losującej
los
ŻYJESZ
a to ci dopiero ta nasza jedyna
planeta układa się po cichu
z układem słonecznym
który zerwał się z uwięzi
i ucieka z prędkością światła
poza wszelki
czas
Eter
i powiedział pan premier że nie
istnieje horror vacui materia
ognia ani żadna inna kwintesencja
wszechświata jak więc tu żyć
gdy wokół pustka i nie rozchodzi
się światło a całą moją przestrzeń
wypełniam ja sam może i mam coś
z ducha czy proroka gdy oddycham
nadzieją albo trawię czas atomy
i informacje relatywnie rzecz biorąc
pozostaną po mnie surowce wtórne
ale nie ma to żadnego znaczenia
gdyż nie ma innego wyjścia tako
rzecze z ośrodka serca sam pan
premier moja osobista pneuma

